Ta książka to zbiór wykładów, które można czytać oddzielnie - i to zarówno zaleta, jak i wada. Wada - bo brakuje płynności narracji, a zaleta - bo warto robić przy tej lekturze przystanki i pozwolić w międzyczasie pęcznieć przyswojonym treściom.
Dla mnie jest to fascynujący wywód i choć nie ze wszystkimi koncepcjami się zgadzam, momentami lektura sprawiała mi wręcz fizyczną ulgę. I w zasadzie to ma robić - objaśniać działanie nie tylko "samej" psychiki, czy "samego" ciała - ale całego naszego jestestwa osadzonego w konkretnym kontekście społecznym i rodzinnym, napędzanego i wyrażonego przez pulsującą energię życiową. To lowenowskie słownictwo może zniechęcać osoby uczulone na "energie" "bioenergetykę" itp, jednak przełamać się warto, bo te szarlatańskie nieomal słowa są tu zdefiniowane i pełnią określoną funkcję w teorii Lowena. A co ważniejsze - w jego praktyce. Trudno zrozumieć moc i skuteczność opisywanych przez niego ćwiczeń, dopóki się ich nie spróbuje.
Poza (momentami) wciągającymi wywodami o mechanizmach, które definiują doświadczanie przez nas świata i naszą ekspresję, ta książka oferuje także opis praktycznych ćwiczeń fizycznych, które można wypróbować samemu, a lepiej - z terapeutą.
Nie wiem czy to najlepsza książka na początek spotkania z Lowenem, ale na pewno warto przeczytać choćby wykład o autoekpresji, o stresie czy o przyjemności - i po prostu sprawdzić czy ta narracja do nas przemawia. Biorąc pod uwagę renesans psychologii "holistycznej" czy "rozwojowej" warto sięgnąć do źródeł i sprawdzić skąd pochodzą te wszystkie chwytliwe dziś zapożyczenia.
Dla mnie to było kolejne świetnie spotkanie z gościem, którego fascynuje piękno i zgroza człowieczeństwa i który wiele pracował nad metodą uzdrawiania poprzez ciało - i nie tylko ciała.