Kiedy tylko zapowiedziano wydanie komiksowych wersji wybranych kryminałów Agathy Christie wiedziałam, że koniecznie po nie muszę sięgnąć. Mój zapał nie był jednak na tyle duży, by je kupić, czekałam aż moja biblioteka zakupi je, słusznie podejrzewając, że rezultaty eksperymentowania Christie z komiksem mogą być różne.
Otóż "A.B.C." w wersji komiksowej jest co najwyżej poprawne. Jasne, częściowo jest to wina pierwowzoru - "A.B.C." nie jest moim ulubionym kryminałem Christie, to jedna z tych powieści, które mnie po prostu drażnią. Ale, pomijając moje własne uprzedzenia do tej historii, duet Brémaud - Zanon jakby nie miał pomysłu na to jak to opowiedzieć. Częściowo zatem referuje dosłownie historię, częściowo wprowadza własne zabiegi, by trochę opowieść ubarwić. Żadnej wersji się nie poddaje całkowicie, więc efekt jest jaki jest.
Na plus przemawiają niektóre kadry - zdarzają się niezwykle ładne i pomysłowe rysunki (np. ten z gołębiem czy cała sekwencja, gdy Poirot wyjaśnia w finale, co właściwie się wydarzyło). Niestety giną w morzu poprawnych, ale nudnych wyborów grafika.
Liczę, że kolejne komiksy w tej serii okażą się dużo lepsze - z pewnością dobrym ruchem było zaangażowanie do tego projektu całej grupy różnych scenarzystów i rysowników, dzięki czemu czytelnik będzie mógł poznać różne wizje, pomysły i kreski kolejnych artystów.