Dla 4 milionów Polek i Polaków pandemia COVID-19 to globalne oszustwo. Mówią o sobie, że nie są antyszczepionkowcami, tylko walczą o wolność. "Strażnikom wolności" przyjrzał się Jacek Hugo-Bader, najbardziej brawurowy z polskich reporterów.
Słyszeliście o C19?
Nie, to nie jest rakieta balistyczna do przenoszenia głowic atomowych ani kryptonim gazu bojowego... C19 to grupa osób, które kwestionują ogólnoświatową strategię walki z chorobą COVID-19, jedna z najaktywniejszych grup polskich antyszczepionkowców. Są zadeklarowanymi wyznawcami teorii spiskowych, w tym tej najnowszej, o globalnym zamachu stanu, ogólnoświatowym spisku, którego początkiem jest zaplanowana przed kilku laty pandemia COVID-19. Ale za nic w świecie nie pozwalają nazywać siebie antyszczepionkowcami, bo przecież oni walczą o wolność, są więc wolnościowcami, a nawet - strażnikami wolności.
Co ich łączy? Jak się organizują? Komu ufają, jak uzasadniają swoje racje?
Polski dziennikarz i reportażysta, od 1990 związany z "Gazetą Wyborczą". Pracował jako nauczyciel, pedagog szkolny i socjoterapeuta, a także jako ładowacz na kolei, wagowy w punkcie skupu trzody chlewnej, właściciel firmy kolportażowej i sprzedawca w sklepie spożywczym. Reportaż Hugo-Badera zamieszczony w Wysokich Obcasach stał się inspiracją dla autorów scenariusza filmu Plac Zbawiciela. Został dwukrotnie nagrodzony nagrodą Grand Press (1999, 2003).
Nie wiem, czego się spodziewałam - mogę winić samą siebie. Tak, jak podróżnicze książki Badera należą do moich ulubionych, tak w "Strażnikach..." mam wrażenie, że to próba nadmuchania ego, przepychanki słowne autora z rozmówcami, uszczypliwości i punktowanie błędów merytorycznych, pokazanie że Bader stoi (stoimy z nim my, czytelnicy) po lepszej, słuszniejszej stronie. Jak sam pisarz wskazuje, rozmowy gorące, często z wyzwiskami, krzyki przez telefon - wszystko to przypomina debaty telewizyjne polityków, brak merytoryki, ale próbę pokazania kto wyjdzie na górze w tym starciu. Poczułam jedynie strach, że są ludzie myślący w ten sposób, i to bezpardonowo, z pełną siłą i przekonaniem dążących do swego. Poziom poczucia uprzywilejowania mnie szczerze przeraził.
Jedynie puenta na koniec była zasadna, bez prób przepychanek i kopania się z koniem. Nie starczyło jednak na to, by po tej lekturze czuć tylko niesmak.
An interesting dive into the world of Polish "Covid deniers" in the first two years of the pandemic. It was also horrific. Yet, today, I could read it with less anger than I would have two years ago.
Of course, not all was new to me. Nonetheless, I have been avoiding the deniers, as a rule. So, some connections, and aspects were new to me.
I liked the author's irony (even his bitterness), although I am surprised that some people wanted to speak to him after what he told them.
Przeczytałem. W sumie jak ktoś nie spędził ostatnich dwóch lat pod kamieniem, nie dowie się z tej książki nic nowego o antyszczepionkowcach. Poza tym Hugo - Bader nadal najbardziej lubi pisać o sobie, do tego swoje tezy popiera przepisując wpisy jakichś anonimowych ludzi z Twettera, na dobitkę to wszystko jakieś takie niechlujne, toporne i bez pomysłu.
Ale jeśli nie wiecie kim jest Grzegorz Płaczek, Jan Pospieszalski, czy Justyna Socha, jak bezczelnie budują swoją popularność za kasę prosto z Kremla, jak manipulują faktami w imię jakiejś abstrakcyjnej, odebranej im wolności, to przeczytajcie, albo może lepiej nie, bo co to za przyjemność pływać w szambie z tymi ludźmi?
Ważny temat, a niestety potraktowany powierzchownie, zamiast próby głębszej analizy przyczyn takiego rozwoju sytuacji i możliwych rozwiązań - oceniające komentarze. Mimo redakcji lektura wydaje się napisana pospiesznie, raczej jak seria artykułów niż książka.
- Czytam teraz źle napisaną książkę... - To dlaczego sobie to robisz? - Bo temat jest ciekawy.
Ależ mnie ta książka sfrustrowała i cały czas nie wiem, czy to jest celowy zabieg autora, to pomieszanie z poplątaniem, czy tutaj forma ma służyć treści, czy treść się zerwała ze smyczy i pohasała w dolinę skojarzeń. Czyta się to trochę jak bloga, trochę jak felietony, trochę jak strumień świadomości, która to świadomość jest złośliwa, zjadliwa i kąśliwa względem obiektów swojego poznania. Jest tu jakaś celowość, która ginie w didaskaliach. Zresztą jak sam autor przyznaje, są anegdotki, których nie miał gdzie wcześniej opisać, więc książka o wszystkim i niczym nadaje się do tego idealnie.
Nich mnie ktoś przekona, że jest to jakiś wypadek przy pracy najbardziej brawurowego z polskich reporterów (jak głosi blurb) i warto sięgnąć po inne książki autora. Albo i nie, moja lista do przeczytania jest wystarczająco długa.
Portretuje w swojej książce Hugo-Bader wcale liczną grupę polskich antyszczepionkowców, która się mocno uaktywniła w czasie niedawnej pandemii, tych ludzi są miliony, mają swoich ekspertów, fora internetowe i grupy wsparcia. Sami nazywają się `strażnikami wolności' stąd tytuł książki.
Mamy w książce przedstawione sylwetki wielu antyszczepionkowców, autor wchodzi z nimi w polemikę, wyśmiewa ich poglądy, obnaża bzdury, jakie wygadują czy wypisują. Po pewnym czasie staje się to nudne, jak długo można czytać szalone teorie o globalnym spisku Billa Gatesa i inne wariactwa? Poza tym wiadomo z psychologii, że udowadnianie tym ludziom, iż plotą bzdury, nie doprowadzi do zmiany poglądów, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej się w nich utwierdzą. Bardziej interesowałaby mnie analiza tego, jak antyszczepionkowcy doszli do swoich poglądów, co jest ich źródłem, czego się boją, próby zrozumienia tych ludzi. Tego w książce prawie nie ma. Jedyną próbą wyjaśnienia jest wywiad z prof. Dariuszem Jemielniakiem, który wśród przyczyn popularności antyszczepionkowców wymienia kryzys wiedzy eksperckiej związany z nagonką przeciw elitom intelektualnym, czy etyczny kryzys nauki. Zwraca też uwagę na rolę rosyjskich trolli w propagowaniu teorii spiskowych na temat szkodliwości szczepionek. To ciekawa, wiele wyjaśniająca rozmowa, ale brakuje mi w książce bardziej pogłębionego podejścia, na przykład rozmowy z psychologiem.
Na początku książki prognozuje autor, że pandemia kiedyś się skończy, a antyszczepionkowcy pozostaną i stworzą niebezpieczną siłę polityczną, przy której Samoobrona Leppera to był pikuś. No nie, doświadczenie pokazuje, że tego typu grupy protestu rozpadają się gdy obiekt ich krytyki znika, więc ruchy antyszczepionkowe obecnie zamarły, zresztą niemożliwe jest stworzenie siły politycznej opartej jedynie na proteście przeciw szczepionkom. Poza tym jedyna otwarcie antyszczepionkowa partia – Konfederacja osiągnęła marny wynik wyborach parlamentarnych w 2023 r.
I jeszcze, sporo, za dużo w książce jest Hugo-Badera. Między innymi chwali się swoją trzydziestoletnią karierą reporterską i tym, że uczy studentów dziennikarstwa. Niestety ta książka 'klasyka reportażu' jest słaba, powtarzalna, powierzchowna i efekciarska.
Zacząłem słuchać audiobooka w dobrej interpretacji Adama Baumana, ale szybko mnie wynudził, przerzuciłem się więc na ebooka.
Bardzo lubię reportaże Hugo-Badera o Rosji, ale ta książka jest niestety dużo gorsza. Zjazd poziomu.
Super materiał potraktowany bardzo niechlujtanie. Hugo-Bader rozmawia z ciekawymi typami, profesorami, youtuberami, głosicielami bardziej i mniej odjechanych antyszczepionkowych teorii, ale potrafi tylko przekazać, co słyszy, i wyśmiewać się z rozmówców. Nie wiemy, dlaczego są tacy, jacy są. Postaci nie są dobrze scharakteryzowane (jeden tylko świetnie uchwycony szczegół - zabytkowy słupek milowy skradziony ze swojego miejsca i postawiony przez bohaterkę u siebie, "żeby złodzieje nie ukradli"). Ludzkie zoo. Nie dziwię się, że Profesor nie chciał z Hugo-Baderem gadać.
Jacek Hugo-Bader jak zwykle w formie. Trzeba pamiętać, że to pisarz o ostrym języku, który bez ogródek mówi jak jest. 3/5 gwiazki ponieważ to nie do końca temat, który mnie interesuje, ale sam przekaz jest jasny - należy pamiętać o tym, z jak szkodliwym zjawiskiem borykamy się w czasach pandemicznych. Książkę mimo wszystko lekko się czyta. Właściwie - z pewną przyjemnością, mimo że chwilami po prostu czuje się najzwyczajniejsze w świecie wkurwienie. A czasem też nieco rozpaczliwe rozbawienie. Może i nie została w niej odkryta Ameryka, ale warto przeczytać chociażby po to, żeby uświadomić sobie pewne fakty i wydarzenia, które mają miejsce we współczesnym, otaczającym nas świecie.
To trzeba mieć rzeczywiście talent, żeby tak ciekawy temat przedstawić w tak nieciekawy sposób. Odczuwalne jest przekonanie autora o własnym talencie i przenikliwości. Mnóstwo tu jakichś dziwnych, niepotrzebnych wtrąceń, przekolorowywania wydarzeń, powtarzania w kółko tych samych informacji, co bardzo szybko zaczyna zwyczajnie męczyć. Brakuje tu jakiejś takiej hmm subtelności. Komentarze, że autor w rozmowach zaczyna się wściekać, krzyczeć czy klnąc wydają się absurdalne i śmieszne (w złym tego słowa znaczeniu).
Książka niesłychanie chaotyczna. Stanowi najpewniej zbitek pojedynczych reportaży przygotowywanych dla Gazety Wyborczej. Poszczególne wątki pojawiają sie i znikają zgodnie z logiką znaną tylko autorowi. Jacek Hugo-Bader od pierwszych stron nie kryje co mysli na temat anyszczepionkowców, nie kryje tego również przed swoimi rozmówcami. Trudno dziwić się że bohaterzy niechętnie rozmawiają z reporterem. W rezultacie temat przedstawiony jest bardzo płytko.
Czyta się dobrze, żywy język wciąga, sporo humoru. A jednak książka pozostawiła we mnie trochę goryczy. Dużo w tym wszystkim pogardy dla poglądów swoich rozmówców, ośmieszania. Mam poczucie, że książka przyczynia się jeszcze bardziej do okopania się na swoich wrogich pozycjach i pogłębienia podziałów w polskim skłóconym społeczeństwie, zamiast szukania możliwości wzajemnego zrozumienia.