No dobra. Od początku.
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest możliwym przeczytać tę książkę bez uprzedniego zapoznania się z pierwszym tomem.
Nie spodziewałam się po tej książce jakichś specjalnych mądrości ani przeżyć. Ot, taka książeczka.
Ale się pomyliłam.
Pierwsza połowa - ge-nial-na.
Dosłownie rozpływałam się pod wpływem tej intymności, później bólu i cierpienia. To nie była taka sobie młodzieżówka z romansem. Wątek pana Antoniego - przeuroczy. Zakochałam się w bracie głównej bohaterki, chociaż miał ile, 9 lat? Ukazanie jego problemów i myślenia, dziecko rysujące domki nad każdym z jego bliskich, ale siebie nie wpasowując do żadnego. Tak musi się czuć w rozbitej rodzinie. Serce mi pękło. Oczywiście, autorka skupiła się w większości na losach Linki, tylko wspominając o wątkach pobocznych. W dalszym ciągu nie poznałam do końca charakteru Natalii i Kaśki, ale jestem w stanie przedstawić grono wporzo osób: Adam (taki uczynny i wyrozumiały!), Oskar (no smutno mi się zrobiło, gdy dowiedziałam się o nim więcej, ale na początku nie był przyjemny), Łukasz (niech ci będzie, pomogłeś Lince, ale też wiele o tobie nie wiem), tak samo Oliwia, Stasia i Inez (no dobra, ona tylko w połowie).
To mamy za sobą. Teraz kilka uwag.
Akcja, moim zdaniem, za szybka. Tyle w temacie.
Główna bohaterka - na początku jeszcze taka cicha woda, miała parę momentów, w których naprawdę ją polubiłam, ale zdecydowanie drama queen (zwłaszcza w drugiej połowie. Niby normalna rozmowa, jeden tekst, a ta od razu wyskakuje z jakimś ,,daj mi spokój". No tak się nie robi). Nie zaliczę też ile razy podnosiła mi ciśnienie swoją dwubiegunowością i durnym myśleniem. Kropka.
Mogłabym się jeszcze rozpisywać o tych wszystkich drobnostkach, i okładce, i wklejce z przepisem na czekoladę z chili, o matce Adriana, i wątku gazetki, i tych listach (te to mi przypadły do gustu!), ale to nie w moim stylu. To i tak jest moja najdłuższa opinia. Polecam.