Choć od ukazania się „Batman Knigtfall” minęło już prawie 30 lat, to do dziś pozostaje jedną z najważniejszych kanonicznych opowieści o Mrocznym Rycerzu. Na początku lat 90. XX w. było to wydarzenie, które podobnie jak „Śmierć Supermana” wstrząsnęło nie tylko uniwersum DC, ale też czytelnikami. Było to również pierwsze tak duże przedsięwzięcie w komiksach o Mrocznym Rycerzu, ten potężny crossover publikowany był przez ponad dwa lata na łamach kilku serii związanych z batrodziną.
Obrońca Gotham nigdy dotąd nie spotkał równego sobie przeciwnika. Mimo dość bogatej galerii łotrów Batman potrzebował zupełnie nowego antagonisty – innego niż Joker czy Strach na Wróble – dorównującego mu zarówno intelektem, jak i siłą fizyczną. Tak pojawiła się postać Bane’a, który jest nie tylko bezwzględnym draniem, ale i doskonałym strategiem. Po 50 latach od swojego debiutu Mroczny Rycerz został pokonany. A scena z udziałem Bane’a jest jedną z najbardziej ikonicznych w historii Mrocznego Rycerza. Motyw ten będzie wykorzystywany i przetwarzany nie tylko w komiksach (seria „Batman” Toma Kinga), ale także w filmach („Mroczny Rycerz powstaje” Christophera Nolana) czy grach („Batman: Arkham Origins”). „Batman Knightfall” to pozycja, której żaden fan Mrocznego Rycerza nie może przegapić. To również świetna okazja do poznania licznych barwnych postaci wypełniających Gotham „Batman Knightfall: Prolog” rozpoczyna niezwykle ambitną, pięciotomową sagę zbierającą wszystkie wątki związane z niezapomnianym starciem Bane’a z Batmanem. W pierwszym tomie poznajemy genezę Bane’a i Azraela – dwóch nowych postaci w uniwersum DC, które będą kluczowe dla dalszych wydarzeń. Obserwujemy również Batmana zmagającego się z tajemniczą chorobą. Mimo że zgłasza się po pomoc do terapeutki Shondry Kinsolving, jego stan ciągle się pogarsza. Tymczasem w Gotham działa wielu śmiertelnie niebezpiecznych przestępców. Joker, Poison Ivy, Szalony Kapelusznik i Killer Croc są w stanie zrobić wszystko, co w ich mocy, aby siać zamęt na ulicach. W mieście pojawia się też nowy gracz – szaleniec znany jako Bane. Jego przeznaczeniem jest zniszczenie Batmana i przejęcie kontroli nad Gotham.
Abum zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach: „Batman: The Sword Of Azrael” #1–4, „Batman Legends of the Dark Knight” #16–20, „Batman: Vengeance of Bane” #1, „Batman” #484–491, „Legends of The Dark Knight Annual” #2, „Detective Comics” #654–658.
Dennis "Denny" O'Neil was a comic book writer and editor best known for his work for Marvel Comics and DC Comics from the 1960s through the 1990s, and Group Editor for the Batman family of titles until his retirement.
His best-known works include Green Lantern/Green Arrow and Batman with Neal Adams, The Shadow with Michael Kaluta and The Question with Denys Cowan. As an editor, he is principally known for editing the various Batman titles. From 2013 unti his death, he sat on the board of directors of the charity The Hero Initiative and served on its Disbursement Committee.
Bieganie do kiosków 25 lat temu żeby tylko dostać nowe komiksowe dobro, zazdroszczenie tym wszystkim, którzy mieli całość historii, później czytanie jej na jakiś marnej jakości skanach i rozumienie, że część historii jest ucięte, a dziś...dziś dostajemy ponad 600 stron, a to dopiero prolog, czyli spełnienie marzeń nerda z objętej transformacją Polski lat 90. I jak się trzyma gacek po tych latach? Szczerze? Mocno się zdziwiłem, bo nadal dużą część tych historii czyta się naprawdę dobrze i właściwie tylko wątek o małym generale mnie trochę znurzył. Zarówno pojawienie się Venomu, jak historia Bane'a czy Azraela mocno na plus, bardzo dużo rysunkowego zachwytu i tak wiem, dużo tych nabuzowanych mięśni na każdym kadrze, ale to specyfika całościowa komiksów z tych lat. I teraz tylko czekać do lipca na kolejny tom.
Dziękuję wypożyczalni nr 119 na Bemowie, skąd zwinąłem ten egzemplarz do poczytania. Rozwiązanie bardziej ekonomiczne, zwłaszcza przy wzroście cen mojego hobby.
Lata temu, kiedy byłem małym berbeciem, w Polsce pod szyldem TM-Semic wychodziło sporo numerów, które mnie ominęły. W ten sposób wydawano m.in. X-men, Supermana czy Batmana. Ja trafiłem na komiksy dopiero przy Ultimate Spider-man, więc mam ogromny sentyment do tej marki. Niemniej to inny wymieniony tytuł święcił na polskim rynku triumfy.
Batman od zawsze fascynował rzeszę fanów. Inteligentny mruk, który stawia czoła złu różnej maści, kierując się własnymi zasadami, za plecami mając wiernego kamerdynera, a u boku od czasu do czasu występują różni Robini. Dziś coś powszedniego, wtedy nowinki, które ustawiały branżę. Na przestrzeni swojej historii Batek walczył z różnymi przeciwnikami, ale to Bane zrewidował jego jestestwo. Nastąpiło to właśnie w Knightfall i choć nastąpi to dopiero w kolejnym tomie, tak tutaj mamy szansę podpatrzyć jak doszło do tych wydarzeń.
A początek to stary, dobry Batman: Venom, który może i się postarzał, ale nadal ma to coś. Bruce, który zawodzi i nie ratuje dziecka, postanawia to zmienić. Niestety idzie nieco na skróty, sięgając po tabletki pewnego doktorka. Okazuje się, że specyfik daje takiego kopa, że Batman radzi sobie z większymi ciężarami. Niestety jest minus. Uzależnienie, które wpływa na charakter bohatera. Tą słabość postanawia wykorzystać ww. doktorek. Oczywiście w niecnych celach. Pastylki za pozbycie się problemu, którym okazuje się Jim Gordon. Batman będzie musiał pokonać w tej walce samego siebie. Dalej to już standardowe łubu dubu, ale nadal przyjemne.
To nie koniec atrakcji, bo Egmont umieścił tu także początki innego złoczyńcy, w "Book of Azrael". ta historia w ogóle się nie zestarzała serwując nam przeciwnika z dużymi rozterkami. Jean Paul Valley to postać, która odegra w nadchodzących wydarzeniach istotną rolę. Jest aniołem śmierci zakonu św. Dumasa, który wymierza kary tym złym. Aby rozwiązać tą sprawę Batek wybierze się z Alfredem w kolejną podróż. Tym razem do Szwajcarii. Te kolory i klimat. Ta historia jest warta zapoznania na wszech miar.
Można zachodzić w głowę, czy te opowiadania w ogóle mają coś wspólnego z Knightfall, bo nic dotąd nie zapowiadało tego upadku. Na szczęście w tym momencie dochodzimy do " mięsa". Poznajemy historię Bane'a, od małego dziecięcia po pełnokrwistego wojownika, który chce złamać ducha Gotham, za którego ucieleśnienie uważa Batka. Zaczyna więc swój drobiazgowy plan, uderzając w różne cele. Końcowym będzie nawet atak na Arkham Asylum, aby uwolnić paru "pensjonariuszy". Miód. To też ten moment, kiedy zobaczymy jeszcze Killer Crocka w bardziej ludzkiej formie. Klasyk. A to nie wszystko (jest jeszcze historia o pewnym ślubie oraz walka z gangami).
Siedemset stron wypełnione akcją, wytężoną pracą detektywistyczną i obitymi gębami przestępców. Ten komiks to taki wywar ala Batman, w którym jest zawarte wszystko co potrzebujecie do zapoznania się z legendą o Batmanie. Fakt, miejscami zestarzało się to mocno, co widać po archaicznych dialogach, jak i mocno zubożałej kresce, ale jest to klasyk, który czyta się z przyjemnością. Ja cieszyłem się tym tytułem długo, czytając po zeszycie dziennie i co dzień do tego wracałem, bo chciałem poznać tę historię po raz pierwszy. Naprawdę warto, bo to lepsza zabawa niż ta większość nowych pozycji o Batku.
Ps. Dygresja aka ból d... Brak surowców przekłada się na wyższe ceny komiksów. Ten kosztuje nominalnie 200 złotych ( można nabyć spokojnie za 150). Boli to portfel mocno, zwłaszcza gdy w miesiącu wychodzi kilka takich pozycji. A jeszcze niedawno mogłem za kilka stówek nabyć około 10-12 pozycji, teraz 6-8 lub mniej, zależnie od formatu. Wydaje mi się, że na rynku robi się w szybkim tempie za dużo tytułów. Ja wiem, że od przybytku głowa nie boli, ale kiedyś byłem w stanie nabyć wszystkie komiksy jakie mnie interesowały w jeden miesiąc, teraz...
Wspaniała to była podróż, nie zapomnę jej nigdy. I być może, tak jak teraz po latach od dziecięcej pierwszej fascynacji, kiedyś znów zajrzę. Zdążyłem już zapomnieć, jak doskonale ilustracje komiksowe potrafią oddawać emocje bohaterów pełniąc funkcję narracji. Nie na darmo nazywa się to powieścią graficzną. I naprawdę, raz jeszcze, coś niesamowitego poczuć emocje sprzed dwudziestu, a może i więcej lat. Nie tak intensywne, nie tak silne. Ale z równą fascynacją czytałem poszczególne zeszyty złożone w tak pięknie wydaną antologię, razem z okładkami oryginalnymi pomiędzy poszczególnymi zeszytami. Już wiem, że na pewno wjadą pozostałe tomy Knightfall. W końcu dziś odebrałem drugi. Dla fanów postaci Batmana pozycja bezdyskusyjnie obowiązkowa.
Czy ten komiks się zestarzał? tak. czy dobrze się zestarzał? i tak i nie. czyta się z nostalgią bo w latach 90 część tych historii czytałem. wielki plus za dodanie dwóch opowieści, które u nas wyszły jako wydania specjalne czyli Venom i Miecz Azraela, które uzupełniły fabułę i sprawiają że całość czyta się z większym zrozumieniem. Historie są nierówne, ale większość się broni. Mając na uwadze szerszy kontekst całej historii tworzą mimo wszystko zwartą całość.
Nie jestem wielkim fanem Batmana. Wszystko co do tej pory czytałem było dość płytkie i po prostu nudne. Tutaj się zaskoczyłem. Bardzo przyjemny wstęp do głównej historii. Sam sobie nie wierzę, że wystawiam tak wysoką ocenę.
Batman styrany życiem i wypalony zawodowo podany na 680 stronach komiksu. Jak sama nazwa wskazuje to PROLOG i tym to właśnie jest. W mojej opinii trochę przydługi wstęp do właściwej akcji. Raczej dla cierpiących na FOMO i lubiących znać wszystkie szczegóły związane z czytaną historią.