Tosia Pogorzelska to sędziwa staruszka obdarzona mądrością życiową, dowcipem i ciętym językiem. W życiu widziała już wszystko i mało co ją dziwi. Dlatego postanawia, że kresu życia doczeka we własnym domu. Popija sobie egzotyczne herbatki, a czasem coś mocniejszego, gotuje i próbuje nadążyć za współczesnym światem. Przyjmuje gości – rodzinę i sąsiadów – służy radą, pociesza, obdarza ciepłem.
Pieniędzy jej nie brakuje, bo ciotka Pola zapisała jej w spadku olbrzymi majątek. Ale ciotka Pola to nie tylko bogata krewna, która już odeszła. To barwna postać, która wywarła ogromny wpływ na Tosię. Wyrwała ją z zapadłej wsi i przyjęła w stolicy, pokazała jej, co znaczy żyć pełnią życia. Sama nieustannie szukała recepty na szczęście.
Starsza pani wraca myślami do tej znajomości, wspomina losy zwyczajnej polskiej rodziny i jej niezwykłych członków – poczynając od lat 40. i 50. po okres transformacji i początek nowego tysiąclecia. To historia, która wzrusza, bawi i koi.
Ksiazka Oryginalnie wydana w 2012 roku jako "Pola"
Dobrze się słuchało tej opowieści o losach pewnej rodziny na przestrzeni wielu lat. Dużo w tej książce ciepła i życzliwości mimo, że życie nie rozpieszczało bohaterów. Na drugim planie opis zmieniającego się świata, a na pierwszym postacie, które prą do przodu w poszukiwaniu szczęścia. Historia wciągająca i intrygująca.
3,2 ⭐ Jeżeli ktoś lubi książki o wielopokoleniowych rodzinach, to ta właśnie o tym opowiada. Dla mnie to była pierwsza tego typu historia. Mieliśmy w niej ukazane całe życie głównej bohaterki aż do teraźniejszości, kiedy ma już dorosłe wnuczęta. Nie nudziłam się na niej, ale też nie wciągnęłam się. Nie oczekiwałam za dużo od tej książki, więc to co od niej dostałam, w zupełności mi wystarczyło. Miła (choć długa) odskocznia, tak jak większość książek obyczajowych.
Dawno tak bardzo nie związałem się z jakimś bohaterem literackim, jak z Tosią. Bardzo dobra, powolna i otulająca książka, która pozwala oderwać się i nabrać dystansu do teraźniejszości.
Całkiem miła powieść obyczajowa pisana z perspektywy seniorki rodu. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego, ot proza życia, która bardzo przyjemnie się czytało.
Zaskakująco wciągająca i wzruszająca. Trochę przypominała historię ze Służących do wszystkiego. Dobrze wyważona historia wielu pokoleń rodziny, bez epatowania tragicznymi historiami ale z elementami trudności przez które przechodziły pokolenia które przeżyły wojnę. Podoba mi się pomysł na to aby narratorką była starsza kobieta i to jak ze scen w teraźniejszości płynnie przechodzimy do przeszłości i z powrotem. Szczególnie przyjemnie słucha się audiobooka, Elżbieta Kijowska idealnie pasuje do roli Tosi.
4,5/5 Jaka to była ciepła i wciągająca historia. Niby nic się w niej działo takiego fascynującego - ot historia rodziny, nic nadzwyczajnego. A jednak, bardzo mi się podobała i nie miałam ochoty od niej odpoczywać.
Spodziewałam się zakończenia. Pięknie opowiedziana historia rodziny. Pokazane realia życia w Polsce (w tamtych latach, chociaż część wciąż aktualna) i naszego (polskiego) charakteru.
"Moja rodzina na piętrze" to przepiękna opowieść o wielopokoleniowej rodzinie opowiadany głosem najstarszej kobietki - Tosi. Kobiety, która w pewnym momencie swojego życia decyduje się na zamknięcie w swoich czterech ścianach. Piękna i wzruszająca. Uśmiałam się wielokrotnie, niekiedy miałam ochotę udusić Zuzkę, a jednocześnie sama końcówka dała mi nadzieję na lepsze jutro. Super!
Przez około tydzień towarzyszyła mi w wieczornej rutynie. Zdarzyłam przywyknąć. Będę tęsknić za nią. Mogłam odnaleźć w niej moją rodzinkę. Tęsknie za taka jedna Pola, Tola.
To niewątpliwie jedna z tych nieśpiesznie snutych opowieści, w których czas wyraźnie zwalnia bieg, ustępując miejsca intymnej, głębokiej i jakże przy tym refleksyjnej rozmowie z drugim człowiekiem. Nie ma tu przestrzeni na krzykliwe wypowiedzi i chaotycznie dobierane słowa, w zamian czytelnik zakrada się w niezwykle kameralną, magnetyczną, piękną i kojącą powieść, której daje się pochłonąć z przyjemnością i zadumą nad swoją codziennością. Tosia Pogorzelska to postać jedyna, wyjątkowa i niepowtarzalna - jej domowa izolacja to nie wyraz lęku, starości czy zgorzknienia, to świadoma, odważna i z pewnością dobrowolna decyzja, będąca niecodziennym aktem wolności wyboru. Mieszkanie starszej pani okazuje się bezpieczną przystanią dla wyraźnie zagubionych dusz, dla osób spragnionych szczerego wysłuchania i dla własnych wspomnień, które przejmująco dopełniają ten współczesny wizerunek. Burzliwa, powojenna przeszłość i kluczowa relacja bohaterki z ciotką Polą odsłaniają przed odbiorcą sekrety rodowe, uczuciowe dylematy oraz duszną rzeczywistość. To podróż barwna, żywa i angażująca, melancholijna i emocjonalnie autentyczna, dotykająca ludzkich wzruszeń, ciepła i pokrzepiająca. Magda Louis z czułością utrwala potrzebę refleksji nad własnymi korzeniami, zachęca też do dbałości o ulotną, kruchą, teraźniejszą chwilę.
Zadziwiająco wciągająca jak na typ książki, po który normalnie bym nie sięgnęła. Fikcyjna saga rodzinna, trochę guilty pleasure i page turner, a trochę jednak ciekawa opowieść o paru pokoleniach związanych z narratorką. Dodatkowa gwiazdka, bo bawią mnie niektóre negatywne recenzje ze względu na krytykę paru zachowań i „hipokryzji” głównej bohaterki. Co w sumie chyba świadczy, że jest napisana dobrze i niejednowymiarowo skoro jedna fikcyjna postać wzbudza aż takie emocje by źle ocenić całą powieść, a dla mnie dodaje to jej tylko uroku i wiarygodności ;)
Retrospekcja życia 80-cio letniej staruszki, która pewnego dnia decyduje się na pozostanie we własnym mieszkaniu już do końca swych dni.
👍🏻Świetny początek! Zabawnie poprowadzona narracja, z humorem. 👍🏻Jedna z tych "cosy books", a przynajmniej takie odniosłam wrażenie podczas pierwszych rozdziałòw książki.
👎🏻Niestety, w pewnych momentach fabuła ciągnęła się w nieskończoność i traciłam przez to ochotę na ciąg dalszy. 👎🏻 To saga rodzinna, jednak pojawia się zbyt duża ilość postaci pobocznych i trochę traciłam wątek.
Intrygująca historia. Chyba jestem fanką takich wielopokoleniowych opowiastek.
Zachwyciło mnie to niezwykłe wyważenie pomiędzy opowiadaniem o przeszłości a teraźniejszości, oba były interesujące i oddziaływały na siebie.
Z całą pewnością nie jest to historia dla każdego, niektórych mogłaby znudzić. Osobiście skróciłabym ją minimalnie. Jednocześnie dostrzegam w niej obraz rodziny. Zwykłej rodziny. Zmiany pokoleniowej. Naprawdę mi się podobała!
Moja rodzina na piętrze Magdy Louis zapowiadała się jako jedna z tych ciepłych, rodzinnych historii, które otulają czytelnika niczym miękki koc. Saga obejmująca kilka dekad, barwne rodzinne wspomnienia, starszą bohaterkę obdarzona ciętym językiem i życiowym doświadczeniem, a do tego opowieść o przemijaniu, relacjach i poszukiwaniu szczęścia - wszystko wskazywało na to, że będzie to książka pełna wzruszeń i nostalgii. Niestety, moje oczekiwania bardzo szybko zderzyły się z rzeczywistością. Zamiast ciepłej i pokrzepiającej historii otrzymałam opowieść, która przez większość czasu wydawała mi się przygnębiająca i momentami wręcz męcząca. Co gorsza, największym problemem okazała się sama główna bohaterka, którą wydawca przedstawia jako „pełną humoru, ciepła i życiowej mądrości. Ja zobaczyłam kogoś zupełnie innego. Już sam punkt wyjścia budził mój opór. Tosia ma 80 lat i postanawia, że resztę życia spędzi zamknięta we własnym domu. Nie chce wychodzić, nie robi wyjątków nawet dla ważnych rodzinnych wydarzeń, takich jak ślub wnuczki. Oczywiście każdy ma prawo żyć po swojemu, ale trudno było mi potraktować takie zachowanie jako przejaw życiowej mądrości. Wręcz przeciwnie - odbierałam je jako smutny obraz rezygnacji z życia i odwracania się od świata, zwłaszcza, że decyzja nie była poparta chorobą czy zniedołężnieniem. I być może właśnie dlatego przez całą książkę nie potrafiłam zbudować z Tosią żadnej emocjonalnej więzi. Jeszcze bardziej przeszkadzał mi sposób, w jaki postrzega własną rodzinę. Bardzo wyraźnie widać, że faworyzuje syna, niemal nieustannie podkreślając jego wyjątkowość, rozpływając się nad jego zaletami. Jednocześnie córka wydaje się traktowana znacznie bardziej surowo, a jej wysiłki często zostają sprowadzone do roli przykrego obowiązku. Ta nierównowaga była widoczna przez całą książkę i sprawiała, że coraz trudniej było mi sympatyzować z bohaterką - nawet jeśli jej córka faktycznie pozostawała daleka od ideału. Podobne odczucia towarzyszyły mi podczas lektury fragmentów dotyczących sąsiadów i znajomych. Tosia bardzo często podkreśla, czym różni się od innych starszych kobiet. Nie plotkuje. Nie opowiada wszystkim o wnukach. Nie zachowuje się jak „te inne babcie”. Problem w tym, że zamiast zdrowego dystansu do siebie wyczuwałam w tych fragmentach przede wszystkim poczucie wyższości. Wiele jej komentarzy sprawiało wrażenie oceniania innych ludzi z pozycji kogoś lepszego i bardziej oświeconego. Im dłużej czytałam, tym bardziej miałam wrażenie, że Tosia jest osobą niezwykle skupioną na sobie. Nawet wspomnienia z młodości, które wypadają znacznie ciekawiej niż współczesna część fabuły, nie zmieniły mojego odbioru tej postaci. Wyłania się z nich bowiem obraz kobiety dość naiwnej, zapatrzonej w czubek własnego nosa i zainteresowanej przede wszystkim własnym komfortem oraz zadowoleniem. Nie oznacza to jednak, że książka nie ma żadnych zalet. Naprawdę ciekawe okazały się właśnie te retrospekcje dotyczące młodości Tosi i historii jej rodziny. To tam pojawiają się najbarwniejsze postacie, najciekawsze wydarzenia i największy potencjał fabularny. Dzięki nim łatwiej zrozumieć, jak wyglądało życie zwykłych ludzi na przestrzeni kolejnych dekad polskiej historii. Jednak prawdziwym promykiem światła okazała się relacja Tosi z Jackiem. Młody sąsiad, spragniony bliskości i rodzinnego ciepła, odnajduje w starszej kobiecie coś na kształt babci i przyjaciółki. To jedna z niewielu relacji w tej książce, która wydawała mi się autentyczna i wzruszająca. W ich wspólnych scenach pojawia się ciepło, którego tak bardzo brakowało mi w pozostałych fragmentach powieści. Gdyby podobnej energii było tutaj więcej, mój odbiór książki mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Największym problemem pozostaje jednak wszechobecny temat śmierci. Oczywiście literatura ma pełne prawo opowiadać o przemijaniu. To temat ważny, uniwersalny i nieunikniony. Jednak w Mojej rodzinie na piętrze odnosiłam momentami wrażenie, że książka nie tyle mówi o śmierci, co wręcz nieustannie wokół niej krąży. Tosia regularnie przypomina czytelnikowi o swoim wieku, nadchodzącym końcu i własnym odchodzeniu. Powraca do tego tak często, że z czasem przestaje to skłaniać do refleksji, a zaczyna zwyczajnie męczyć. Być może właśnie dlatego lektura okazała się dla mnie tak trudna emocjonalnie. Niedawno sama straciłam babcię i na co dzień otaczają mnie ludzie starsi. Widzę, jak wiele radości mogą jeszcze czerpać z życia, jak ważne są wspólne chwile, wyjścia, rozmowy i rodzinne spotkania. Dlatego wizja bohaterki, która dobrowolnie zamyka się w czterech ścianach i właściwie czeka na śmierć, była dla mnie wyjątkowo przykra. Nie znalazłam w tej historii ukojenia. Nie znalazłam ciepła. Nie znalazłam też tej rodzinnej atmosfery, którą obiecywał opis wydawcy. Znalazłam za to opowieść o samotności, rozczarowaniach i stopniowym wycofywaniu się z życia. Jestem przekonana, że książka znajdzie swoich odbiorców. Niektórzy mogą docenić jej refleksyjny charakter, spokojne tempo i próbę zmierzenia się z tematyką starości. Dla mnie jednak okazała się przede wszystkim rozczarowaniem. To jedna z tych książek, po których zamknięciu nie pozostaje wzruszenie ani nostalgia, lecz przede wszystkim dojmujące poczucie smutku.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont #współpracarecenzencka #współpracabarterowa #współpracareklamowa
2,75 ponieważ nic mnie tu nie porwało, nadaje się do przesłuchania "podczas sprzątania". Niemniej jednak - trafny opis sytuacji i relacji międzyludzkich. Słucha się niczym historię z życia wziętą.
"Dziękowałam, dziękowałam, a łzy płynęły mi po rozpalonych policzkach. Czułam się tego dnia kochana i ważna, przytulona do serca przez najbliższych."
🏠🏠🏠
Lubicie niespieszne, nostalgiczne książki, które potrafią otulić niczym najcieplejszy koc? Lubicie powieści pełne rodzinnych relacji, które wywołują mnóstwo emocji, a także tęsknoty za tym, co było?
Jeśli tak, to "Rodzina na piętrze" Magdy Louis jest Waszym must readem 😊
Przy tej książce nie będziecie się nudzić, ale sprawi ona, że czas na chwilę się zatrzyma. A wszystko za sprawą historii, jaka toczy się na kartach tej powieści. Historii pełnej refleksji, bowiem główną bohaterką jest osiemdziesięcioletnia kobieta, która wiele już w swoim życiu widziała i wiele przeszła.
Antonina jest uroczą staruszką, do której, niczym do babci, można wpaść na ciepłą herbatę i pogaduszki. Chętnie wysłucha, podpowie, doradzi. Pogłaszcze po głowie, ale też wyrazi swoje zdanie. Jest ciepła, otwarta, gościnna. Ma za sobą bagaż doświadczeń, którymi dzieli się z innymi. Wie, co to głód i bieda. Wie, co to miłość i odrzucenie. Wie, czym jest rozczarowanie, ale też sukces i dostatek. Przecież żyje na tym świecie już tyle lat, że nie sposób jej niczym zaskoczyć. A mimo to życie nadal ją zadziwia.
Snuta przez nią historia jest tą, w której można odzwierciedlić swoją własną. Bo to nie tylko rodzinne perypetie. To nostalgia i czas, który nieubłaganie płynie. To lata, które bezpowrotnie mijają. To chwile, które nigdy nie wrócą.
Tosia to bohaterka, której nie da się nie lubić. Choć tak pełna sprzeczności, staje się nam bardzo bliska. Razem z nią przenosimy się do lat jej dzieciństwa i młodości. Razem z nią przeżywamy jej wzloty i upadki. Razem śledzimy jej losy. Losy niełatwe, naznaczone wieloma błędami i wieloma nie do końca trafnymi decyzjami, a mimo to losy pełne ciepła, miłości i zrozumienia. Bo chociaż Tosia cieszy się tym co jest tu i teraz, tęskni też za tym, co było. Dlatego z z wielkim wzruszeniem i sentymentem wraca do swojej przeszłości. Jest wdzięczna swojej cioci Poli, gdyż wie, że dzięki niej wiele w życiu osiągnęła. Pola była dla niej wzorem do naśladowania. Symbolem kobiecości. Wrażliwości. Subtelności. I jej portret chce także pokazać nam, czytelnikom.
"Moja rodzina na piętrze" to powieść, która rozbawi, ale też zmusi do refleksji. Delikatna, a jednocześnie wybrzmiewająca wieloma emocjami. Nasycona barwami życia codziennego, w które wplatają się najpiękniejsze wspomnienia.