Zupełnie nie wiedziałam, o czym jest "Utonęła", zanim po nią sięgnęłam. Wiedziałam tylko, że jest to debiut Bohman, a że dwie poprzednio wydane w Polsce powieści autorki bardzo mi się podobały to oczywistym było to, że i tę przeczytam. Jak się okazało "Utonęła" to opowieść o dwójce sióstr z pewnym mężczyzną w tle. Albo... opowieść o pewnym związku z siostrą w tle. Albo... opowieść o pewnej nowej znajomości z siostrą w tle. W skrócie: Marina (młodsza siostra) przyjeżdża do Stelli (starszej siostry), która mieszka obecnie w pięknym domu z nowym partnerem, starszym o 15 lat Gabrielem, by tam odetchnąć od miasta, studiów, obecnego (nie)faceta. I zaczyna się dziać. Tylko co?
Zdaje sobie sprawę, że nie każda relacja siostrzana jest wymarzona (mówiąc ogólnikowo), ale relacja między Mariną a Stellą była tak absurdalna, że doprowadzała mnie do ciągłego przewracania oczami. Bohman nie powiedziała mi nic o tych dwóch kobietach, co pomogłoby mi je nie tylko zrozumieć, ale i w nie uwierzyć. Żadnych emocji, żadnych pobudek, nawet emocji braku pobudek. Mechaniczne zachowania bez jakiejkolwiek motywacji, zupełnie irracjonalne, nieuzasadnione, kompletnie dla mnie niezrozumiałe. Bohman komunikowała mi kolejne punkty tej opowieści (jej, jak ciężko jest unikać spojlerów!), ale miałam wrażenie, że coś tu jest sztucznie pompowane; coś, co miało mnie na końcu zaskoczyć, ale ja już to przeczuwałam dużo wcześniej - dlatego zupełnie nie wyczułam nastroju tajemnicy tej powieści. Owszem, pewien niepokój - tak, ale nie pchał mnie on do przodu, skoro wszystko dość szybko przewidziałam.
Opowieść ta była dla mnie zbyt etapowa, anemiczna, bezbarwna. Brakowało mi jakiegoś związku przyczynowo-skutkowego między poszczególnymi zachowaniami bohaterów (wszystkich trzech). Zakończenie niczego nie wniosło. I bardzo bardzo powstrzymuję się przed zalaniem Was spojlerami, bo chyba w ten sposób jestem w stanie klarownie wyrazić moje rozczarowanie.
Uwierzcie, ja jestem w stanie "zrozumieć" negatywnych bohaterów, lubię książki, których postaci są niejednoznaczne, lubię, gdy zachowują się w sposób zupełnie do mnie i mojej wrażliwości niepodobny. Nie muszę utożsamiać się z nimi, nie muszę ich lubić - książka i tak może mnie zachwycić. Pod warunkiem, że widzę ich sposób myślenia, mogę zajrzeć do ich głowy, mogę podejrzeć, co robią i jakie emocje nimi władają. Lubię im towarzyszyć, podglądać ich reakcje i analizować emocje. Tutaj mi tego kompletnie zabrakło. Nie wiem, kim jest Marina. Nie wiem, kim jest Stella. Nie wiem, dlaczego Marina robiła to, co robiła (nieustannie). Nie wiem, co czuła. Nie wiem, co nimi kierowało. Nie wiem, po co Bohman wprowadzała kolejne sceny, np. seksu.
Zgadzam się z porównaniami do 'Dorosłych', faktycznie, mnie również towarzyszyło deja vu, ale w mojej ocenie to, co fenomenalnie udało się Aubert, a nie udało się Bohman, to właśnie emocje i zasadność postępowania bohaterek. Ich psychika, realność zachowań (bo umówmy się, nawet bardzo złe decyzje powinny sprawiać wrażenie autentycznych).
No, nie lubię tej książki.