Kobiecy głos w twoim domu. Śmiała i bezkompromisowa nowa książka Anny Dziewit-Meller.
Bezwzględnie szczere teksty Anny Dziewit-Meller, które swoją aktualnością trafiają w samo sedno. Pisarka na piedestale stawia kobiety. Zwraca uwagę na ich sprawczość, siłę, cielesność, ale i powraca do historii, w której były zbyt często pomijane pomimo istotnych osiągnięć. Pisze też o kwestiach mniej lub bardziej dotyczących nas wszystkich – tolerancji, walce o demokrację, postprawdzie, ruchach antyszczepionkowców, kulturze pracoholizmu czy konieczności nowego spojrzenia na świat, które zdeterminowała pandemia.
Anna Dziewit-Meller nie pomija również osobistych wątków – począwszy od przyglądania się swojej śląskości, wspominanie rockandrollowej przeszłości aż po (nie)miłość do Polski i uczenie się nudy.
3,5 Ze zbiorami felietonów to u mnie tak, że osobno każdy jeden tekst na pewno oddziaływałby na mnie inaczej niż ich zebrana całość i w sumie chyba to zaważyło na mojej ocenie. Bardzo lubię to, jak Anna Dziewit-Meller pisze, mamy podobne poglądy, a zawsze fajnie jest się poprzeglądać z czyimś dobrze napisanym tekście na interesujące nas wspólnie tematy, ale też w związku z tym niewiele było tu dla mnie nowych myśli (ciekawe jakie były dla czytelników Tygodnika Powszechnego, gdy się tam ukazywały), podobnie przyglądamy się rzeczywistości, jest też Śląsk i język śląski słowem wszystko fajnie, ale na raz wszystko mi się rozmywa. Nie wiem, tak sobie myślę o serialach – niektórym dobrze robi to, że odcinki są co tydzień, można poczekać, ochłonąć, przemyśleć, a jak je zbindżować na raz to wychodzi średnio, zauważamy, że całość się jakoś nie klei. I trochę tak mam tutaj, ale i tak bardzo chciałam przeczytać te teksty. Jeżeli ktoś szuka czegoś do poczytania na trochę przed snem, albo rano, a nie że na jedno posiedzenie, to polecam :)
Czy ja mogę od razu po bandzie? Myślę, że Ania się nie obrazi jeśli napiszę, że to książka toaletowa! A nawiązuję oczywiście do męża autorki, Marcina Mellera, który w jednej ze swoich książek napisał, że to w toalecie ma swoją najważnieszą książkową półkę gdzie trzyma tytuły swoich ulubionych felietonistów. Ja co prawda w swojej takiej półki jeszcze nie mam, ale może czas najwyższy to zmienić :) „Darcie pierza” to zbiór tekstów autorki, które pisała od 2017 roku do Tygodnika Powszechnego i Polityki. Tematy ważne i te mniej, komentarze do ówczesnej polityki czy wspominki ze swojej prywaty (płakałam przy felietonie wspominającym wakacje z babcią i dziadkiem). Poleca książki (wiadomo!) i filmy. Oczywiście w wielu tekstach jest też kobieco i feministyczne ♥️, jest też o języku polskim, za który poszłaby się bić i jest wspomnienie o śląskim Kopciuszku Joannie Grycik, czyli hrabinie Schaffgotsch. Jest o postprawdzie i polityce czy o mazurskim życiu w pandemii. A to wszystko napisane niezwykle lekkim piórem, czasem na poważnie i ze złością, czasem anegdotycznie, zabawnie i sarkastycznie („(…) rozkład PKP zmienia sie szybciej niż składy opozycyjnych koalicji”) i zawsze błyskotliwie, a często i z puentą. I może nie jestem obiektywna (da się w ogóle?) bo z Anią mamy bardzo zbliżone spojrzenie na świat, ale bardzo polecam wam sięgnąć. Nie tylko w toalecie :) nada się i na plażę i do łóżka i gdzie tylko chcecie.
Wczoraj skończyłam czytać swój pierwszy zbiór felietonów, czyli „Darcie pierza”. Nie sądziłam, że ta książka tak bardzo mi się spodoba! Teksty poruszają różne tematy: kobiecości, feminizmu, polityki, Polski, dzieciństwa, kultury, literatury… Niektóre podobały mi się bardziej, inne nieco mniej. Mimo wszystko naprawdę dobrze mi się to czytało. Momentami utożsamiałam się z tematami poruszanymi przez autorkę, czasami znalazłam jakąś ciekawostkę i nauczyłam się czegoś nowego. Polecam, zwłaszcza, jeśli zazwyczaj nie sięgajcie po tego typu książki! 3.5/5 ⭐️
Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Szukałam czegoś fajnego do czytania, o kobietach dla kobiet ale nie aż tak powierzchownie zaczęte ważne tematy. To był zbiór recenzji innych książek, filmów, seriali czy wydarzeń kulturowych. Aż nie wiarygodne ze ktoś się zgodził wydać te krótkie felietony w jednej książce, powinno to się znaleść tylko w gazecie i tam pozostać.
Całkiem fajny zbiór felietonów na różne, interesujące autorkę tematy. Daję niższą ocenę, z uwagi na to, że felietony niczym mnie nie zaskoczyły, ani ich styl literacki też nie jest w żaden sposób wybitny. Takie bardzo zwyczajne pisanie o codziennie pojawiających się kwestiach: a to o polityce, sytuacji polski, dyskryminacji kobiet, wychowaniu dzieci, ciekawych książkach. Bardzo często zgadzam się z intuicjami autorkami, czy jej poglądami etycznymi, ale chciałabym by wyrażane były mniej mdławo (pod względem zarówno treści jak i stylu). Dużo w tym pisaniu jakiejś zbędnej ostrożności i wypłaszczania tematów, które są mocno pofałdowane ;) Wydaje mi się, że autorka ma bardzo dużo ważnych rzeczy do powiedzenia, ale robi to w taki sposób, którego nie jestem fanką. Bo ani nie zaskakuje mnie jakimiś inteligentnymi nowymi perspektywami, ani nie zachwyca metaforą, czy ubraniem znanego tematu w ciekawy opis, tak czasem krąży naokoło, gdzie wcale nie trzeba krążyć. Czasem miałam też wrażenie, że to troszkę takie pisanie, jakby trzeba było coś napisać, bo jest deadline i trzeba tekst co tydzień oddać. A szkoda. Jak mówię, mam wrażenie, że sposób widzenia świata autorki najczęściej jest bardzo trafny, przemyślany, tylko środki wyrazu takie, jak to się mówi po angielsku "vanilla". Nie mogę polecić, choć felieton felietonowi nie równy. Niektóre były bardzo dobre, inne słabsze. Chyba wolałabym by te słabsze takie trochę o niczym odsiano. Bo może jakby książka składała się tylko z najlepszych tekstów, inaczej by się ją odbierało.
Dałam się zaprosić przez autorkę do czynności darcia pierza, biały puch unosił się w powietrze, a wraz z nim posypało się kilka ciekawych tematów. Seksizm, cyberprzemoc, uchodźcy, ekologia, masowa turystyka, po kwestie językowe, feminizm i politykę - niebywałe szczera trafia w nasze narodowe odciski.
Nie spodziewała się nawet, że felietony, które autorka zaczęła pisać w 2017r nie stracą na swej aktualności i będą wciąż żywe. Między wierszami autorka przemyca swoją śląskość, a zakończenie każdego z nich kwituje celnym podsumowaniem. To idealny zbiór felietonów, który warto czytać na głos by o nim dyskutować - z mężem, matką, koleżanką, by poruszać te cierpko smakujące tematy. W końcu sama autorka przyznaję, że pisanie felietonów jest jak terapia grupowa. Mój ulubiony tekst dotyczył tematyki gwałtów na kobietach "Same się prosimy".
Zbiór reportaży pisanych dla "Tygodnika Powszechnego" i "Polityki" w latach 2017-2022. Sporo feministycznych fragmentów, na szczęście bez agresji i bez wyższości, po prostu Dziewit-Meller wskazuje na dziedziny, gdzie rzeczywiście jest przewaga mężczyzn nad kobietami, a nie jak u femiradykałów, gdzie są najczęściej urojenia i tendencyjne jednostronne widzenie świata (jakoś nie protestują, że na emeryturę idą osiągając 60 lat, podczas gdy mężczyzna musi osiągnąć 65, nie krzyczą, że pod ziemią w kopalniach nie ma kobiet, nie wspominając już ile kobiet ma przewagę nad mężczyznami w korporacjach, bankach, sklepach spożywczych, firmach sprzątających itd.). Nieco o polityce i sytuacji na świecie. Trochę o tożsamości. O życiu poza miastem. O pandemii. Wszystko raczej z umiarem. Fajnie postawić na półce obok "Sprzedawcy arbuzów".
Bardzo przyjemnie czyta się te felietony, są inteligentnie napisane, jednocześnie otwierają człowieka na nowe sposoby widzenia pewnych zjawisk i skłaniają do przemyślenia otaczającego nas świata i rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Ponownie nie zawiodłam się na Annie Dziewit-Meller i jej pisarstwie.
Książki Pani Ani biorę ciemno. Ta akurat to zbiór felietonów, ciężko ocenić, tematyka bardzo rozległa ale język niezmiennie piękny, polecam wszystkim fanom i fankom ;)
To zbiór felietonów, które Anna Dziewit-Meller publikowała w Tygodniku Powszechnym i Polityce. Nie czytam już polskiej prasy, więc dla mnie wszystkie te teksty były nowe i mimo że publikowane w latach 2017-2021 zastraszająco aktualne. Piszę zastraszająco, bo Dziewit-Meller bierze na tapet tematy trudne, zapalne, polityczne, aktualne i, okazuje się, że właściwie wszystkie nadal są nierozwiązane, przyklepane, zapomniane, zaakceptowane jako nowa rzeczywistość.