W życiu prywatnym Adama Berga nadszedł czas na ustatkowanie. Ona nazywa się Miłka Rossa, jest antyreżimową czupurną buntowniczką i aktywistką. On, coraz bardziej w niej zakochany, nalega na wyznaczenie daty ślubu. W kraju i na świecie szaleje pandemia.
W Niemczech umiera Maria Sobol, miłośniczka muzyki Chopina, której nie udało się dotrzeć do obecnych właścicieli portretów kompozytora autorstwa Ambrożego Mieroszewskiego, jakie pokazane zostały w dwóch NRD-owskich filmach. W swych chopinistycznych badaniach natrafiła też na wzmiankę, że słynny fortepian muzyka, roztrzaskany o bruk przez carskiego namiestnika w wierszu Norwida, w rzeczywistości ozdabia gdzieś zapewne rezydencję jakiegoś współczesnego potomka zaborców. Przed śmiercią prosi córkę, aby zainteresowała obydwoma odkryciami polskiego dziennikarza śledczego, zajmującego się tropieniem polskich zaginionych artefaktów, czyli Adama Berga.
I Adamowi oczywiście trudno się tej prośbie oprzeć. Mimo że sytuacja w domu, po pobiciu Miłki podczas demonstracji i zarażeniu covidem, coraz bardziej się komplikuje. Miłka zresztą nie chce słyszeć o tym, żeby Adam zrezygnował z poszukiwań, które mogą przynieść mu największy życiowy sukces. Trudno nie lubić Adama Berga, nie podziwiać jego pomysłowości i instynktu tropiciela, a także umiejętności zyskiwania pomocników, głównie choć nie wyłącznie wśród pięknych kobiet w Niemczech, co w efekcie doprowadza go do celu. Ale … po pierwsze osiąga sukces, skądinąd personalnie raczej przewidywalny lecz środkami, w mojej ocenie, niezbyt wiarygodnymi, na dodatek - jak przyznaje autor w Posłowiu - jest on, niestety, jedynie wytworem fikcji literackiej. Po drugie, nie potrafię Krzysztofowi Bochusowi wybaczyć rozwiązania sytuacji prywatnej bohatera.
Aby była jasność, doceniam bezkompromisowy opis rozgromienia aktywistek uczestniczących w demonstracji, a jeszcze bardziej diagnozę lekarza, jak brutalność policjantów-zwyrodnialców mogła wpłynąć na zdrowie ich ofiar. Ale czy naprawdę sukces zawodowy Adama zrekompensuje mu tragedię w życiu osobistym? No cóż, ciekawa jestem, jak sobie Bochus z tą sytuacją poradzi w kolejnych tomach serii.
Choć Max Weber na topie moich ulubionych lektorów audiobooków się nie lokuje, fakt że od słuchania „Wirtuoza” nie mogłam się oderwać, przemawia na jego korzyść.