Naprawdę z bólem serca stwierdzam, że „Drań” nie zachwycił mnie. Książka była przyjemna i czytało się ją lekko, ale nie zapadnie mi w pamięci tak jak poprzedniczka, czyli „Lotta”. W „Draniu” zabrakło mi humoru i zabawnych sytuacji - odniosłam wrażenie, że stało się to za sprawą stworzenia mądrzejszych bohaterów (opiekunką Lotty była troszkę głupiutka mama dwójki dzieci). Inną kwestią jest, że skoro nawiązano do klimatu lat 80., to uważam, że zmarnowano potencjał i można było pokazać więcej „smaczków” z tamtych czasów. Nawet, jeśli miałoby to skutkować podwyższeniem granicy wieku, dla którego książka byłaby odpowiednia. Opowieść o „Draniu” to sentymentalna podróż autorki do przeszłości i wspominanie ukochanego psa, który niewątpliwie był oddanym psem. Książkę czyta się ekspresowo, ponieważ autorka ma talent do snucia historii, jednakże brakło mi czegoś, co otworzyłoby drzwi do mojego serca i umieściło Drania obok Lotty i Elfa.