Nasycona bezpretensjonalnym poczuciem humoru i komizmem bliskim klasykom czeskich opowiadań. Debiutancka powieść Sebastiana Nowaka stanowi reinterpretację mitu o "młodych, wykształconych z dużych ośrodków”.
Architektka, doktorant i agent nieruchomości szukają swojego miejsca w dużym mieście w Europie środkowej. To mała, powszednia historia pokolenia urodzonego na przełomie lat 80. i 90., pokazana na tle trzech, a nawet czterech, poprzednich generacji: Polska pod zaborami, Polska komunistyczna, Polska po transformacji. Perypetie Jany, Ludwika i Krzyśka napędzane są irracjonalną chęcią ucieczki, wybrania innego życia; wszyscy są przytłoczeni tym, że kiedy można być każdym, tak trudno być sobą. W Powszedniej historii wielka historia łączy się z popkulturą, a marzenia i obietnice szczęścia ścierają się z rzeczywistością.
Mam wrażenie, że przeleciała mi przez palce. Zupełnie nie czułam zaangażowania, mało interesowały mnie losy bohaterów. To chyba forma najbardziej do mnie nie przemówiła. Historie opowiadane w kawałkach, gdzieś tam jakoś ze sobą związane, ale nie tak znowu bardzo. Trójka różnych bohaterów, zmagajacych się z prozą dorosłego życia, które miało wyglądać inaczej. Bardzo millenialska proza i może to już po prostu nie jest mój sposób prowadzenia narracji, ale nie odnalazłam siebie w Janie, Krzyśku i Ludwiku tak bardzo, jakbym chciała.
Ale! Jeden fragment bardzo do mnie trafił, bo czuję się dokładnie tak samo:
"I Jana też inaczej to sobie wyobrażała jeszcze kilka lat wcześniej, kiedy zastanawiała się, jak będzie to wszystko wyglądało, gdy już zacznie niebezpiecznie zbliżać się do trzydziestki. Zamiast jako takiego zakorzenienia we własnym życiu, wszystko wokół nosiło znamiona stanu przejściowego".
Umacniam się ostatnio w stwierdzeniu, że bardzo nie lubię takich poszatkowanych, chaotycznych narracji krążących wokół jakiegoś tematu, które pozbawione są konkretnej fabuły. W „Powszedniej historii” jest kilka elementów, które cenię w literaturze, ale też sporo (moim zdaniem) całkowicie zbędnych. Czytało się szybko, ale przeleciało przeze mnie bez niemal żadnego śladu. No i ciągle w tle przewijał się Queen, za którym nie przepadam.
DNF na 233 stronie. Książka totalnie do mnie nie przemówiła. Autor używa bardzo milenialskiego typu humoru, który do mnie nie trafia, a wręcz drażni. Wiem jednak, że przemówi do wielu osób, które się z tym pokoleniem utożsamiają, więc jeśli miałabym tę książkę komuś polecić to właśnie wam. Dodatkowo całość jest napisana bardzo chaotycznie. Rozdziały są bardzo krótkie, co chwile przeskakujemy od jednego bohatera do drugiego co utrudniało mi wczucia się w historię. Inna sprawa jest taka, że bohaterowie nie zostali, jak dla mnie, wystarczająco pogłębieni. Czułam się trochę jakbym czytała scenariusz do kolejnego polskiego serialu w stylu BrzydUli, za która znowu ja nie przepadałam, ale wiem, że ma szerokie grono wielbicieli.
„-Musisz się spieszyć - mówiła jej matka, mówiły koleżanki, mówiła Jana samej sobie. Bo młodość, bo praca, bo życie. I Jana się spieszyła, tyle że nie wiedziała, do czego konkretnie”.
Chaos. Takiego słowa bym użyła, gdybym miała opisać jednym słowem książkę Sebastiana Nowaka. Brak mocnego, konkretnego zarysu fabuły. Jednak już sam tytuł mówi nam, że będzie to taka powszednia, codzienna historia. Więc czy można mieć tutaj o to pretensje? Przeskoki czasowe troszkę mnie drażniły i sprawiały, że nie mogłam zagłębić się w tą historie. Czyta się ją jednak bardzo szybko, ze względu na krótkie rozdziały.
Jest to taka historia o pokoleniu wychowanym, przez pokolenie wychowane w czasach komunistycznych. Przerzucanie oczekiwań rodziców na swoje dzieci. Dążenie za wszelkie cenę do posiadania „czegoś” w życiu, co nie do końca wiadomo czym jest. W tej gonitwie gdzieś się bohaterowie gubią i próbują znaleźć na nowo. Wpisać się w odpowiednie miejsce na mapie dużego miasta.
Nie będzie to moja ulubiona książka. Jednak nie jest to również najgorsza książka, biorąc pod uwagę, że jest to debiut autora.
Że chaotyczna, fragmentaryczna, nielinearna, zabałaganiona i w sumie dość banalna? Tak. Ale gdzieś między tymi krótkimi rozdziałami coś mnie mocno złapało i nie pozwoliło odłożyć "Powszedniej historii" do ostatniego zdania.
"Powszednia historia" Sebastiana Nowaka to książka do pochłonięcia na raz. Czyta się ją bardzo szybko ze względu na dużą czcionkę i krótkie rozdziały, ale mam wrażenie, że nie zostanie ze mną na dłużej.
Plusem z pewnością jest bardzo ciekawy styl pisania z pewną dozą humoru i ironii, jednak sama historia była dla mnie niezbyt angażująca i nie wzbudziła większych emocji. Poznajemy tu losy trójki bohaterów - Jany, Ludwika i Krzyśka, których ścieżki się przecinają. Właściwie brak tu klasycznej fabuły, mamy za to przeskoki czasowe i przejścia między perspektywami, które wprowadzały chaos i sprawiały, że ciężko mi się było odnaleźć w tej historii i ją poczuć.
"Powszednia historia" była w porządku, ale nie zaiskrzyło między nami. Nie wzbudziła we mnie większych emocji czy refleksji i czuję, że szybko o niej zapomnę. Można przeczytać, ale nie jest to lektura obowiązkowa.
niezwykle nudna książka o dosłownie niczym. nieciekawi bohaterowie, nieinteresujące losy, poszatkowana historia, z której mało co da się wyciągnąć, najgorszy typ millenialskich żartów (ten, który nikogo nie bawi), zepsucie czytelnikowi zespołu queen. jeśli szukacie czegoś takiego, to książka dla was. jeśli nie, nie polecam nawet się nią interesować. dramat. dodatkowa gwiazdka za to, że przez formę bardzo szybko mogłam się z nią uporać i odłożyć w zapomnienie.
Problem is that I actually might like this book. If this book was a girl she would always be wearing pink dresses, going on a cute coffee dates, had huge mess in her room and love hate relationship with her mum. You can read between the lines and take out what you want to, without pressure and without rush. Take your time to learn the lesson you wanna learn.
Jak dla mnie ocena gdzieś pomiędzy 2 a 3 gwiazdkami. Nie jest to jednak źle napisana książka pod względem językowym czy kompozycyjnym. Jedynym, acz mocnym zarzutem jest jej niesamowita bezrefleksyjność i wtórność opisanych historii. Zbiór kilkustronicowych migawek-opowiadań, które łączą się w zasadzie w całość fabularną, nie pozostawia niczego, poza frajdą z niezobowiązującego czytania. Dobra pozycja do np. zabicia czasu w pociągu lub podczas czekania na wizytę u lekarza, czy coś w tym stylu.
Trzy miesiące zajęło mi skończenie tej książki, bo była tak bezbarwna że nie miałam nawet pretekstu, żeby podnieść ją ze stosika. Wątki kleją się, ale na ślinę, to jest jak gorsza bo usiłująca świadomie powielić „Mroki” Borszewicza, upaprana niestety lekką hipsteriadą. Nie ma tu fabuły, więc śledzimy losy osób, których nie znamy a nadanie im przydomków i ekscentrycznych imion to trochę mało żebym zaczęła identyfikować się z którymkolwiek z bohaterów.
Pokolenie wychowane przez ludzie, którzy zajęci byli ciągłą pracą i gonitwą za pieniędzmi. Którzy nie rozumieli, że ktoś w ich otoczeni może się różnić (nawet pod względem żywienia, a co dopiero orientacji). Którzy nie potrafili rozmawiać o uczuciach i zamknięci byli w więzieniu stworzonym przez narzucane normy społeczne. Którzy swoje nadzieje przerzucali na dzieci, by i ich życie zatruwać nieznośną gonitwą, jaka nie zostawia miejsce na odnalezienie w świecie miejsca dla siebie. Którzy traumy przenosili na swoje dzieci.
Pokolenie młodych, przed którymi świat stanął otworem, ale wcale nie dało to odpowiedzi na pytania o szczęście czy cel.
Sebastian Nowak tworzy nowoczesną powieść, w której wiernie odbija codzienność. Jego bohaterowie to trójka młodych dorosłych, którzy kochają, bawią się i zarabiają. Patrzymy na ich doświadczenia z perspektywy, jaką dają historie o życiu ich rodziców czy dziadków. Dzięki temu opowieść o codzienności zyskuje przemyślenia o narzucanym kobietom rolom, presji kariery czy homofobii. Ale i szara codzienność nie jest pozbawiona znaczenia — bohaterowie przede wszystkim szukają swojego miejsca, czy to pod względem pracy, czy miłości. Patrzą na starsze pokolenia momentami z zawodem, rozglądają się na boki z mieszanką lęku i podniecenia, a na przyszłość zerkają z nieufnością. „Powszednia historia" to opowieść o millenialsach, a jej bohaterami mógłby być każdy. W opisie możemy znaleźć zdanie „Słowem: ona, on i przyjaciel gej" i choć w pewnym stopniu jest ono oczywiście trafne, to książka ta ma w sobie zdecydowanie więcej, niż ktokolwiek pomyśli po takiej zapowiedzi.
Jest jeden minus. Sebastian Nowak trochę zbyt chętnie bawi się czasem. Niejeden czytelnik się w tym pogubi i zamiast zachwytu odczuje irytację. Sama miałam wrażenie, że malutki kroczek dzieli mnie od zaplątania się w liniach czasu, choć na koniec wszystko wskoczyło na swoje miejsce tak wyraźnie, że nie powinnam narzekać. Nie mniej — wydaje mi się, że można było to napisać nieco przejrzyściej, a całość wciąż zachowałaby swój klimat i styl. Ale to dopiero debiut, więc jeszcze wszystko przed autorem.
Bardzo mi bliska była to powieść. Bohaterowie byli o zaledwie kilka lat starsi ode mnie, ale jednak wciąż była to opowieść mojego pokolenia. Bardzo trafna i uwierająca. Troszkę o niczym, ale niczym, które jest wszystkim. Codzienna i szczera. Mówiła o tym, o czym niejedna już to robiła, a jednak wyczułam w niej powiew świeżości. Gdy już zaczęłam ją czytać — przepadłam.
Historie jakich wiele Zawsze staram się kibicować debiutom literackim i zwykle na wiele rzeczy w ich przypadku jestem w stanie przymknąć oko. Jeśli bohaterami są moi rówieśnicy, mam do niej szczególny sentyment, zwłaszcza gdy grzebią we własnym dzieciństwie oraz przeszłości swoich rodzin. Jeśli dodać do tego przewijający się wątek mojego ulubionego zespołu muzycznego, to powinien już być gwarantowany strzał w dziesiątkę. Powinien.
"Powszednia historia" jest zlepkiem losów różnych bohaterów, których ścieżki mniej lub bardziej przecinają się ze sobą. Do treści opowiadającej o poszukiwaniu miłości, własnej tożsamości, celu w życiu autor wplótł wątki zakrawające o zsyntezowaną sagę rodzinną, która – jak zawsze w takich przypadkach – mała ukazać wpływ środowiska rodzinnego na ukształtowanie człowieka i jego wybory życiowe.
Największy problem w powieści Sebastiana Nowaka sprawiła mi jej forma – bardzo krótkie, chaotyczne rozdziały, przeskoki w czasie i perspektywie opóźniły moment, w którym faktycznie wgryzłam się w lekturę. Oprócz kilku cytatów wartych uwagi, styl i fabuła nie były szczególnie odkrywcze. Ot, taka powieść polska do bólu: trochę o balaście przekazywanym – mniej lub bardziej świadomie – przez poprzednie pokolenia. Trochę o młodych dorosłych, którzy – zamiast wziąć życie w swoje ręce – bezwolnie płyną z prądem. I jeszcze o historii związku dwóch mężczyzn, w którym koniecznie musi pojawić się przaśny wątek wścibskiej sąsiadki i nieporadnych rodziców z ulotkami o AIDS.
"Powszednia historia" to powieść napisana poprawnie – bo to czy forma przypadnie komuś do gustu, to kwestia indywidualna. Miała kilka dobrych momentów, ciekawie wpleciony wątek paranormalny, ale raczej nie zostanie ze mną na dłużej. Stereotypy, role odgórnie przypisywane kobietom, postrzeganie osób homoseksualnych – to wszystko miało potencjał, ale ostatecznie przepłynęłam tylko po powierzchni tych problemów.
Im więcej czytam i słucham, tym staję się bardziej wymagająca i wybredna. Tym mniej rzeczy mnie zachwyca, ale jak już zachwyca, to potrafię się temu w pełni oddać. Po „Powszechnej historii” spodziewałam się właśnie takiej reakcji z najwyższej półki. Mojej oczekiwania podsycił wydawca audiobooka EmpikGo, który zapewniał, że będzie to niezapomniana lektura, którą na trwale zapamiętam, gdyż jest ona inna niż wszystkie. Z jednym się muszę zgodzić – z całą pewnością zapamiętam sytuację z jamnikiem bezwstydnie znaczącym swymi płynami ustrojowymi budkę telefoniczną oraz pojawiającą się to tu to tam w książce odziedziczoną szafę, no może jeszcze nietuzinkowych sąsiadów Jany, którzy to nie stronią od napoi wysokoprocentowych. Czy to jednak wystarczająca rekomendacja do tego, aby trwale połączyć się z „Powszechną historią”? Miałabym jednak pewne wątpliwości. Z całą pewnością jest to antytezą sagi rodzinnej, gdyż chociaż opowieść jest o różnych pokoleniowych i międzypokoleniowych perypetiach, to jednak rodzina nie stanowi tu centralnego punktu łączącego całą opowieść. Momentami z pewnością miało być kontrowersyjnie, i temu służyć miał wątek coming outu Krzyśka. Perypetie bohaterów są jednak tak chaotycznie przedstawione, że z łatwością można się w nich pogubić, a z pewnością trudno doszukać się w nich wspólnego mianownika. Ja się w tej opowieści gubiłam, a Autor nie pomagał w odnalezieniu się w niej, gdyż częste przeskoki w różne miejsca i w różny czas w fabule sprawiały, że nie można było oprzeć się wrażeniu, że Autor pisał ten tekst pod wpływem jakiegoś niezrozumiałego dla czytelnika strumienia świadomości, który jedynie dla niego złożył się w jedną spójną całość. Mnie ta książka wymęczyła i bynajmniej daleka jestem od skierowania w jej kierunku jakichkolwiek słów uznania. A szkoda, bo to jednak debiut.
"Powszednia historia" Sebastiana Nowaka to opowieść o zwykłych ludziach. Jana, Ludwik i Krzysiek to bohaterowie, którymi mógłby być każdy z nas. Autor podkreśla to poprzez traktowanie ich imion jako pseudonimów. Są to szarzy ludzie, nie wyróżniający się tak naprawdę niczym szczególnym.
Jest to tak zwana antysaga rodzinna. Mamy tu przedstawione losy kilku pokoleń, a w zasadzie często wyrwane z kontekstu wydarzenia stanowiące swoiste przełomy, jakie nastąpiły w ich życiu, napędzane przed dążenie do osiągnięcia lepszego bytu dla siebie i swoich dzieci.
Brzmi to jak coś, co mogłoby być naprawdę skomplikowaną, wielowątkową opowieścią. Niestety wedlug mnie wyszedł z tego jeden wielki chaos. Losy bohaterów i ich rodzin ukazane są tu bez konkretnej chronologii, a nagromadzenie mnóstwa bohaterów sprawia, że ich historie ukazane są jako dosłownie urywki z ich życia. Na próżno szukałam linii łączącej te wszystkie wydarzenia i osoby.
Książkę czyta się błyskawicznie, jest ona też stosunkowo krótka. Jednak często łapałam się na tym, że tak naprawdę nie wiem, o czym czytam, przez te ukazywanie wydarzeń bez kontekstu. Skończyłam ją dosłownie kilka dni temu i szczerze mówiąc nie jestem w stanie przywołać praktycznie żadnego konkretnego zdarzenia z fabuły.
Po przeczytaniu ostatnich kilku stron zastanawiałam się, o czym w zasadzie była ta książka i niestety wciąż nie znalazłam odpowiedzi na te pytanie. Może jest w niej coś, co mi umknęło, jednak jest to dla mnie historia totalnie nijaka, o której zapomnę na dniach.
"Powszednia historia" to książka, która jest niezwykła w swojej niezwykłości. Międzypokoleniowa opowieść o codzienności i rzeczywistości jest swoistą odą do lepszego życia i zrozumienia otaczającej nas presji. Sebastian Nowak skłania czytelnika do przemyśleń, czy faktycznie dążymy do swoich celów, czy może spełniamy oczekiwania innych? Jak żyć?
Jana, Ludwik i Krzysiek. Trójka młodych ludzi, którzy szukają swojego miejsca na ziemi i sensu. Sensu istnienia. Ona, on i przyjaciel gej. Brzmi sztampowo? Być może. Jednak towarzysząc bohaterom w chaotycznych wydarzeniach, poskładanych pozornie niedbale i bez ładu, docieramy do sedna. "Powszednia historia" jest o zdrzeniu się współczesnego pokolenia z otaczającym ich światem, gdzie nie wszystkie jest takie kolorowe jak w telewizyjnych reklamach. A stara szafa, pamiątka rodzinna, nie jest tylko balastem i reliktem z przeszłości.
Doniosłe hasła "możesz być kim chcesz!" zawierają w sobie pragnienia i niespełnione marzenia rodziców i dziadków, ale czy na pewno? Codzienne batalie osób, które mają u stóp cały świat, sprawiły, że ciągiem przeczytałam całą książkę. Rozdziały są bardzo krótkie, treściowe, okraszone nutą sarkazmu i ironii. Wątki współczesne są przeplatane rodzinnymi historiami z przeszłości i przemyśleniami rodziców, a także dziadków bohaterów. Prawdą jest, że młodzież jest obarczana traumami z poprzednich pokoleń? Czy losy rodziny mają wpływ na kształtowanie się młodych dorosłych?
Proza Nowaka daje nam szeroki obraz na codzienność bohaterów, a takze skłania do przemyśleń o narzucanym kobietom rolom w społeczeństwie, presji kariery i zarabiania coraz więcej oraz naszemu podejściu do osób homoseksualnych i wszechobecnej homofobii. Pozornie fabuła sprawia, że książka pozostawia po sobie pewien niedosyt, w pozytywnym znaczeniu. Z wielką przyjemnością będę przyglądać się autorowi, bo wyczułam potencjał i pokochałam jego poczucie humoru.
„Od dziecka słyszała, że może być, kimkolwiek zachce. Oczywiście jej matka miała na myśli przede wszystkim lekarkę, dzielnie ratującą życie swoich pacjentów, albo prezydentkę, zapisującą się na kartach historii. W rzeczywistości wybór był znacznie większy. Równie dobrze mogła być przecież gwiazdą filmów pornograficznych (…)”
Sebastian Nowak w swoim debiucie zrobił coś, na co długo czekałam – napisał po prostu książkę o życiu, bez rozwlekania, ubarwiania i przesady . Przez historię trójki przyjaciół i ich rodzin pokazał, że chociaż świat sam w sobie cały czas się zmienia, tak ludzie zawsze pozostaną ludźmi. Zawsze będą dyskutować z narzuconymi im z góry argumentami, spinać się z rodziną i walczyć o samych siebie i swoje miejsce w tym świecie. I zawsze będą potrzebować siebie nawzajem.
Jana, Krzysiek i Ludwika to główni bohaterowie, którzy pozwalają nam wejść z butami w ich prywatne życie. Czytamy tu trochę o historii ich rodzin, o tym jak znaleźli się właśnie w tym miejscu w którym są i o ich mniej lub bardziej spełnionych marzeniach, miłościach, uczuciach, planach…
Autor w świetny sposób operuje językiem, bo to bardzo oszczędna, chaotyczna, lekka i przyjemna narracja. I szczerze, przy tej książce wiele razy się uśmiechałam i pierwszy raz miałam ochotę usiąść razem z bohaterami i po prostu z nimi pogadać, o wszystkim i o niczym.
Dorosłość Mimo, że styl pisania jest bardzo millenialski, oś czasu czasami poplątana bardziej, niż cokolwiek innego, a ja gubię się w imionach i w schizofrenii głównej bohaterki, Jany, szczerze uważam, że czasami potrzebujemy, szczególnie w młodym wieku, doznać pewnego zderzenia z rzeczywistością, opisaną w książkach opowiadających powszednie historie. Zupełnie szczerze, 10 godzin w pociągu z tą książką, podczas gdy jadę spotkać się z ukochanym 360 km dalej i wracam do domu, dało mi do myślenia tyle, że mamy wpływ, na naszą przyszłość, a tak naprawdę go nie mamy. To jak bohaterowie dają sobie radę z magicznym "końcem szkoły średniej, początkiem studiów", czyli "po najdłuższych wakacjach życia zaczyna się twoje prawdziwe życie", idealnie daje przykład, szczególnie tym zaraz przed tym wielkim krokiem, że na końcu będzie dobrze, bo jeśli nie jest dobrze, to nie koniec.
Jezu jak ja chcialam polubić te ksiazke!! To w jaki sposob autor ujmuje ten wczesny etap dorosłości mega do mnie przemawia, ale nadmiar retrospekcji sprawił, że po prostu się pogubiłam. Niby przeczytane, niby okej, ale nic we mnie ta ksiazka nie zostawiła
Dla mnie totalnie nieskładne, porwane i chaotyczne doznanie literackie. Nie miało to sensu, nie moja książka, nie moja historia, nie mój typ literatury. Nie zagrało to wszystko ze mną
nie była niestety to książka dla mnie, nie czułam zaangażowania czytając ją. historie różnych bohaterów w fragmentach, tak trochę o niczym większość czasu...
trochę nie rozumiem o czym to było, poszatkowana narracja, która cię de-angażuje, bohaterowie którzy cie nie obchodzą i historia, która przelatuje ci z każda kolejną stroną duże MEH