"Nowy wspaniały świat" to już swego rodzaju klasyk, do którego odniesienia w popkulturze pojawiają się bardzo często, więc jako czytelniczka ze sporym stażem pragnęłam dowiedzieć się, co takiego jest w książce Huxleya, że tak często się o niej mówi. Sięgnęłam po wersję książkową, ale albo trafiłam na nieodpowiedni czas, albo po prostu ów tytuł jest tak niejasno napisany, iż nie chciałam się męczyć. Odpuściłam, ale nie czułam satysfakcji. Na ratunek przyszła powieść graficzna, która zdecydowanie bardziej rozjaśnia fabułę.
Rzeczywistość przedstawiona przez Huxleya jest okrutna, przerażająca i w tym wszystkim coraz bardziej realna. Pierwsza połowa 2500 roku, w której ludzie powstają w wyniku sztucznego zapłodnienia (nie są ze sobą spokrewnieni, nie mają rodzin, nie chcą mieć małżonków i dzieci), społeczeństwo na starcie jest uwarunkowane genetycznie i podzielone według klas, a ludzie są szczęśliwi i nie chcą więcej niż to, co rząd im narzuca. Jeżeli pojawiają się chwile zwątpienia - mogą zażyć środek, który sprawia, że znowu w ich życie wkracza radość. Czego chcieć więcej? A może jednak to nie wystarczy?
Wersja graficzna jest zdecydowanie bardziej przystępna i zrozumiała (a do tego wzbogacona o piękne, dopracowane, kolorowe ilustracje Freda Fordhama), chociaż i tak nadal brakuje mi szerszego kontekstu, wyjaśnienia pewnych kwestii, a nie rzucenia czytelnika w wir wydarzeń oraz domyślania się, kto jest kim i o co tu chodzi. Natomiast historia sama w sobie przerażająca, bardzo sugestywna i dająca do myślenia.