0,5/5 - choć nie wiem za co ta połówka.
Jak chcecie się dowiedzieć jak po mistrzowsku skopać niezłą serię kryminalną to polecam. Huk, po tym jak nisko spadł poziom tej serii razem z tym tomem i mój szacunek do autora (szczególnie po lekturze posłowia, w którym autor na wzór Mroza uważa swoich czytelników za debili, bo inaczej się tego nie da nazwać), będzie się niósł po miastach, lasach i dolinach jeszcze długo.
Cofam to co napisałam w opinii po lekturze poprzedniego tomu czyli "Zarazy". Decyzja o kontynuowaniu tej serii to dla autora najgorsza decyzja jaką mógł podjąć. Patrząc po opiniach o innych jego książkach, tylko ta seria go trzymała na powierzchni i to też musiał skopać. Bezwzględnie ta seria powinna się zakończyć na 4 tomie, który już zapowiadał katastrofę, ale jeszcze dał radę zamydlić oczy czytelnikom.
Zacznijmy od tego, że ta książka to jakiś osobisty manifest autora, który chyba nie ma gdzie i komu ponarzekać na sytuację polityczną i społeczną w kraju, jak i na świecie. Ja rozumiem, że to co się dzieje w kraju jest nie do ogarnięcia, szczególnie jak się zbierze wszystko i wszystkich do kupy oraz, że to co się dzieje w ostatnich miesiącach u naszych wschodnich sąsiadów wstrząsnęło każdym, a wieloma ludźmi do żywego, ALE na litość boską, dobra seria kryminalna to nie miejsce na wygłaszanie swoich opinii i wylewanie żali. Już pomijam to, że te żale zostały wylane kilkanaście razy i każdy fragment mówił TO SAMO. Możecie mi wierzyć, że ta książka jest przede wszystkim o tym, a nie o Brudnym i wątku kryminalny, który pojawia się w tym tomie. Brudny to tylko dodatek, a fabuła, prosta jak budowa cepa i niczym nie zaskakująca (w poprzednich tomach było inaczej), jest wątkiem pobocznym. TAK, dobrze czytacie, wątek kryminalny w kryminale jest wątkiem pobocznym, bo autor musi się wygadać. To tak bardzo czuć, że głowa mała.
Bohaterowie leżą, dialogi leżą, poziom skomplikowania - zerowy, zwroty akcji - sztuk 1 i to jak mocno naciągniemy ocenę, tylko bezdennie długie i nudne opisy mają się wyjątkowo dobrze (kyrie elejson...). Autor na tyle nie ma pomysłu, że znów wraca do spraw z przeszłości Brudnego, która została już opisana we wszystkie strony po 20 razy. Widocznie 21 raz nie zaszkodzi, zdaniem Piotrowskiego. W finale również widać jak bardzo autor nie wiedział co ma pisać. Typowe naciąganie gumy od gaci na głowę i to w żałosnym stylu, choć autor jest przeświadczony, że nikt tak nie naciąga gumy jak on (po raz koleiny - posłowie). Pomysł na fabułę był niemożliwie schematyczny i nudny, a wymyślony tylko po to by móc napisać tą książkę i, wracając do początku, ponarzekać sobie. Sceny akcji to znów odgrzewane kotlety z poprzednich tomów plus dość brutalne i obrzydliwe morderstwa. Ja obrzydliwości nie lubię, bo to dla mnie iście na łatwiznę i zwyczajnie nic miłego do lektury, wiec dodatkowy minus.
Jest jednak coś gorszego w tym wszystkim niż ten piąty tom. Myślicie, że się nie da gorzej? No top otrzymacie Piotrowskiemu piwo! W posłowiu autor zapowiada kolejny tom... Mhm. Świetny pomysł. Z tej samej kategorii co pomysł na treść "Bagna". Kończ Pan, Panie Piotrowski i wstydu oszczędź....
To jedna z najgorszych książek jakie czytałam w życiu. Odradzam tym którym podobały się poprzednie tomy, ten zepsuje Wam całe dobre wrażenie, tak jak mi. Cieszę się że nie kupiłam tej części od razu po premierze, bo dziś mam ochotę sprzedać wszystkie poprzednie tomy. Tylko świetnych okładek żal. Ta z "Bagna" bardzo dobra, a musi sygnować taki shit...
PS. Przy tej części nad wyraz łatwo poznać, które opinie są sponsorowane. Niech Was nie zwiodą :-)
PS2. Pozbyłam się całej serii z półki i czuję się z tym świetnie.