Spodziewałam się czegoś innego. Książka raczej dla zainteresowanych seksuologią i socjologią. Autorka porusza szereg ważnych tematów bazując na doświadczeniu zawodowym, przykładach filmowych i szkodliwych mitach. Tytuł może troszkę wprowadzać w błąd.
Książka seksuolożki włoskiej i psychiatry warto zdecydowanie przeczytać, cytaty:
Chciałabym, żeby na koniec czytelnicy zrozumieli, że mężczyźni i kobiety pod względem ściśle fizycznym i rozumianym seksualnie aż tak bardzo się nie różnią. Różnice płci, które uznajemy i które wydają się nam ogromne, są zasadniczo różnicami kulturowymi. Kultura przynależności formuje jednostkę, żywi ją i warunkuje, czasem bardzo mocno w opiniach i wyborach, również tych seksualnych. To wtedy właśnie rodzą się stereotypy.
Sytuacja staje się krytyczna, gdy kobieta reaguje rozczarowaniem, frustracją albo gniewem. W ten sposób niszczy i tak już niską samoocenę partnera, jej postawa jest formą negatywnego egocentryzmu, który nie pozwala jej zastanowić się głębiej nad tym, że problem nie dotyczy jej, ale przeżyć i poprzednich doświadczeń mężczyzny.
W praktyce klinicznej poznałam o wiele więcej kobiet sfrustrowanych i wściekłych w obliczu problemu lęku mężczyzny niż kobiet kochających i wyrozumiałych.
W istocie bowiem lęk przed zbliżeniem skłania mężczyzn do reagowania równie agresywnie na kobiecą odpowiedź: buntują się przeciw domyślnemu szantażowi kobiet, które oczekują (albo wymagają?) współżycia z pozycji biernej, nie podejmując najmniejszego wysiłku, by przejąć inicjatywę, obarczając partnera zadaniem doprowadzenia do rozkoszy, czasem przy całkowitej nieznajomości funkcjonowania własnego ciała, w tym narządów płciowych. Takie kobiety przeżywają seksualność „przez pełnomocnika”, być może nigdy się nie masturbowały, bo – jak często twierdzą – „nigdy nie czuły takiej potrzeby”. Nie uważają tego za problem, bo „w przypadku kobiety jest inaczej niż u mężczyzny” i tak dalej – stereotyp na stereotypie i stereotypem pogania…
Efektem jest homologacja kobiecej urody. Kobiety coraz bardziej się do siebie upodabniają, a szczególnie ich cechy fizyczne są poprawiane, bo uznaje się je za niezgodne z kanonami piękna i mody. Drugorzędne cechy seksualne, takie jak włosy, wargi, skóra, są nieustannie modyfikowane, a oznaki wieku ukrywane, bo uznawane za niedopuszczalne w sferze seksualności.
To obsesyjne poszukiwanie tylko podsyca lęk w kobietach, które wciąż nie rozumieją, że zanim zadba się o urodę fizyczną, należy przede wszystkim pielęgnować własne poczucie wartości.
Za tą pozorną powierzchownością kryje się podstawowa potrzeba kobiety: być pożądaną, a więc kochaną. Chodzi o źle pojmowaną potrzebę miłości, która skłania wiele kobiet do uporczywego depilowania najmniejszego włoska, stosowania niekończących się masaży, będących próbą poprawienia ciała, które nigdy nie jest w pełni akceptowane, czemu towarzyszy błędne przeświadczenie, że inne osoby mogą naprawdę docenić to, co my jako pierwsze krytykujemy.
Cały ten wywód jest po to, by powiedzieć, że niepewność dotycząca własnego wyglądu to wspólna cecha prawie wszystkich kobiet. A obsesyjna samoobserwacja ma nieuchronny wpływ na życie seksualne.
Kobiety asertywne, wiedzące, czego chcą, które otrzymały od życia bardzo wiele, mają często trudności z osiągnięciem orgazmu i często kończy się na tym, że udają.
Zachowanie kontroli nad skomplikowanymi sytuacjami, konieczność konkurowania w świecie zawodowym z wieloma, zbyt wieloma mężczyznami i – przede wszystkim – jej rywalizacja z figurą męską par excellence, czyli z własnym ojcem, czyniły ją mało zmysłową i kobiecą.
Bardziej niż na lęk przed zbliżeniem, jak zobaczymy w kolejnych rozdziałach, kobiety cierpią na lęk przed pokazaniem własnego ciała, co często doprowadza je do unikania stosunku jeszcze przed jego rozpoczęciem albo do odcięcia się od odczuć cielesnych podczas zbliżenia. Efekt takiego „oderwania” powoduje u kobiet, podobnie jak u mężczyzn, niezdolność do podniecenia.
Wszystkie kobiety są jakimś „typem” i wszystkie mają potencjalny urok, składający się z postawy, spojrzenia, głosu, gestykulacji, zapachu, inteligencji, dbałości o siebie, werwy, ciekawości. Większość kobiet tego nie docenia i nie wykorzystuje w związku, uważając błędnie, że partner jest zainteresowany głównie pięknem zewnętrznym.
fantazjujcie o tym, jaki mógłby być stosunek, gdyby pozbyć się ograniczeń narzuconych przez wasz brak pewności siebie; jeśli wydaje się wam, że nie macie fantazji, zacznijcie czytać książki erotyczne dla kobiet albo oglądać filmy, by zrozumieć, co was najbardziej podnieca. Dopamina aktywuje się też w przypadku przyjemności kompulsywnej. Jej działanie badane jest w odniesieniu do pożądanych efektów niektórych używek, jak na przykład kokaina. Substrat neuronalny, o którym mówimy w przypadku pocałunku, przypomina więc bardzo ten, który aktywuje się przy stosowaniu narkotyków. psychologicznego punktu widzenia pocałunek wywołuje efekt błogości uwarunkowany przez poczucie odprężenia, ograniczenia racjonalnego myślenia i ostrożności oraz ogólnego działania uspokajającego.
Z punktu widzenia układu odpornościowego przy każdym pocałunku dochodzi do wymiany około 80 milionów zarazków, między innymi cytomegalovirusa. Wymiana ta jest bardzo korzystna dla wzmocnienia odporności partnera, a zatem również dla zapobiegania niektórym patologiom u noworodków.
Pocałunek, ze wszystkimi swoimi psychologicznymi implikacjami, jest przede wszystkim jawnym okazaniem własnej uczuciowości, dlatego też uznawany jest wręcz za bardziej intymny od samego współżycia.
złożonych z pocałunków, pieszczot i znakomitego seksu. Pracuję z wieloma kobietami z uzależnieniem uczuciowym, które mylą potrzebę z pragnieniem: potrzeba ma się tak do głodu jak pragnienie do apetytu. Pocałunek staje się w takich przypadkach czystą emocją, wymazującą każdy występek i usuwającą każdy brak szacunku.
Współżycie jest dla mężczyzny niezwykle ważne. Mężczyzna nie chce się tylko pieprzyć, poprzez odprężenie wywołane przez orgazm dotyka sensu miłości. Bardzo często kobiety, które nie znają tego aspektu męskiego świata, reagują źle na prośby natury tylko seksualnej albo zgadzają się na nie, przy czym robią to nie dlatego, że czują takie samo pragnienie oddania się przyjemności seksualnej i samej miłości, ale dlatego, żeby ich partner nie zwrócił uwagi na inne kobiety.
Wyjaśnijmy od razu, że to nie rutyna powoduje spadek pożądania, ale emocjonalne zaniedbanie. Mężczyźni i kobiety po pierwszych miesiącach znajomości drastycznie redukują troskę i uwagę poświęcaną samym sobie i partnerom. Nie robią tego celowo ani dlatego, że „tacy już są”, robią tak z czystego lenistwa i dlatego, że „tak jest u wszystkich”. To nie rutyna zabija pożądanie, ale oczekiwania wobec drugiej osoby – oczekiwania, które bardzo szybko zmieniają się w wyniosłość i oskarżenia, a oskarżenia z kolei zapoczątkowują błędne koło gniewu, niemego gniewu, trumny pożądania.
Ale przede wszystkim, aby zrozumieć męską skłonność do odczuwania znudzenia tą samą kobietą, trzeba rozważyć fazy rozwoju psychicznego i seksualnego człowieka. Mały chłopiec musi dokonać aktu separacji od matki, czego nie wymaga się od dziewczynek: przechodzi tak zwany lęk symbiotyczny. W praktyce chłopiec musi zrezygnować przedwcześnie z pragnienia bycia jednością z własną matką, aby mieć pewność, że jest w pełni mężczyzną, i uniknąć podświadomej obawy, iż stanie się kobietą.
Wiele kobiet sądzi, ze współżycie bez ejakulacji jest objawem odrzucenia, ale ten stereotyp może być bardzo niebezpieczny, bo podtrzymuje i wzmacnia przekonanie kobiet, że są one centrum męskiego świata, na dobre i na złe.
Kiedy dochodzi do sytuacji ekstremalnych, jak te przytoczone, mężczyzna mógłby spróbować nie domagać się, pozostając wciąż w pozycji zapraszającej, poczekać, aż jego kobieta dostrzeże zmianę i ją to zaciekawi, może do tego stopnia, że poprosi o wyjaśnienia albo przejmie inicjatywę. Czasem jest to dla kobiet naprawdę jedynie kwestia znalezienia metaforycznej przestrzeni wolnej od wysuwanych żądań, frazesów i napisanych już scenariuszy. To wszystko otwiera też miejsce dla dialogu, gdzie można się spotkać także w odniesieniu do wymagań. Stąd już mały krok, by przywrócić większą intymność, najpierw psychologiczną, a potem fizyczną.
Terminem dysforia (z greckiego dys – źle lub szkoda, i pherein – trudne do wytrzymania) w psychiatrii określa się zaburzenie nastroju obejmujące stany od drażliwości po depresję i zaburzenia afektywne dwubiegunowe.
Pociąg do osób transpłciowych ze strony mężczyzn mających satysfakcjonujące stosunki seksualne z kobietami nie może być uznany za oznakę homoseksualności, ale za pragnienie (może też tylko idealne) odnalezienia w tej samej osobie obydwu składników seksualności, męskiego i żeńskiego, jak w micie o Hermafrodycie.
Drugi, gdy mężczyzna czuje cały ciężar odpowiedzialności, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo również postawa żony przyczynia się do utrzymania obecnego stanu rzeczy. Prawdopodobne jest w istocie, że frustracja męża (i jego rezygnacja) z powodu niemożności uprawiania seksu nie wynika tylko z chęci zadośćuczynienia żonie i spowodowania, by poczuła się pożądana, ale też z chęci wynagrodzenia samego siebie. A to, że się nie udaje, jest przede wszystkim osobistym cierpieniem, spotęgowanym jeszcze roszczeniami żony.
Istnieje liczna grupa mężczyzn, których przeraża bliskość, którzy postrzegają kobietę jako zagrożenie. Kobieta w ich wyobraźni zdolna jest zabrać im wszystko, również dobra osobiste i materialne. Taki typ mężczyzn patrzy z nieufnością przede wszystkim na współczesną kobietę, bo jest zbyt wyemancypowana z tradycyjnie pojmowanej roli. Chodzi o mężczyzn, którzy nie są gotowi zaakceptować równości seksualnej i są zwolennikami tradycyjnej roli mężczyzny.
Na przeciwnym biegunie, co nie jest mniej groźne, są kobiety nadopiekuńcze, które szybko przestają być przedmiotem pożądania erotycznego, zamieniając się w czułe guwernantki uwielbianego partnera. W końcu są też kobiety gadatliwe, które nie wiedzą, że intymność jest doświadczeniem ludzi, i wynoszą na zewnątrz relacji negatywne doświadczenia partnera w łóżku, co każdego wprawiłoby w zakłopotanie. Mężczyzna w takim przypadku odczuwa jeszcze większy lęk, co prowadzi do pogorszenia jego wydolności. Jak zauważyliście, we wszystkich przypadkach tym, co mogłoby pomóc mężczyznom i kobietom, jest wyjście poza wyobrażenie seksualności pojmowanej jako efektywność.
Uwierzyć we własne umiejętności uwodzicielskie Zwiotczały penis nie jest raną na narcyzmie kobiety ani potwierdzeniem słabego pożądania. Często właśnie w obliczu kobiet bardzo godnych pożądania mężczyzna się blokuje.
Oddzielić własną przyjemność od jego erekcji Nie pozwólcie, by czuł się nazbyt obciążony odpowiedzialnością za waszą rozkosz.
Dotykać się, również w jego obecności To oznaka dużego zaangażowania, podsyca libido i podniecenie.
Jeszcze dziś kobiety, które wychodzą ze związków z seryjnymi uwodzicielami, z trudem pojmują, że w tym narcystycznym wymiarze nie ma miejsca na dobrostan drugiej osoby ani nawet na prawdziwą relację, pozostają raczej ujarzmione i wciąż się łudzą, że mogą zmienić charakter i osobowość swoich mężczyzn.
Partnerom należy pomóc, by unikali sytuacji, w której partnerka czułaby się „kimś złym” w związku ze swoją większą swobodą seksualną. W istocie w pewnych przypadkach sprężyną, która może zwiększyć albo przywrócić stłumione z różnych powodów libido mężczyzny, jest właśnie większa kobieca swoboda, pozwalająca mu poczuć się uprawnionym do podjęcia pewnych działań seksualnych uznawanych za przesadne. Ważne, by mierzyć się z takimi tematami w klimacie delikatnej ironii, aby pomóc obojgu pokonać zakłopotanie i najtrudniejsze momenty. Dla obydwojga sprawą fundamentalną jest w istocie to, aby udało się im komunikować w sposób otwarty własne potrzeby i własne obawy, bez poczucia, że jest to niewłaściwe.
Nie ma wątpliwości, że siła kobiety w pobudzaniu libido jest zdecydowania większa niż u mężczyzny. A jednak większość kobiet niemal boi się tej uwodzicielskiej mocy. Wiele czytelniczek mojego bloga pisze ze smutną i głęboko zakorzenioną świadomością, według której wykazywanie zachowań uwodzicielskich, zalotnych i wyrażających pragnienie miałoby czynić je grzesznymi. Chodzi nie tyle o niezdolność do wyrażania fizjologicznego pragnienia, ile raczej o obwinianie się, podświadomą cenzurę wpajaną od dzieciństwa, co powoduje, że prowokacyjny sposób bycia, okazywania pożądania może skutkować ześlizgnięciem się w wir rozwiązłości, a to oznacza utratę kontroli. Takie błędne i niesprawiedliwe skojarzenie doprowadza te kobiety do niezdolności wyrażania ładunku erotycznego, a nawet libido,
A zatem pierwszą fazą jest właśnie faza pożądania seksualnego lub libido rozumiana jako zamysł uprawiania seksu, co dałoby początek wszystkim kolejnym fazom. Jednak dla większości kobiet tak nie jest! Kobiety te aktywują się mentalnie w reakcji na kontekst seksualny albo na stymulację i ich libido nie spada jak manna z nieba. To tak, jakby podniecenie poprzedzało kobiece libido, w przeciwieństwie do tego, co się dzieje z mężczyznami, u których aktywuje się libido (stan mentalny) i mniej więcej jednocześnie mają
To, że masturbacja jest aktem fizjologicznym, oznacza, iż sprzyja na pewno regeneracji spermy i poprawia krążenie krwi w okolicach penisa.
Układ płciowy mężczyzny przewiduje konieczność wspierania wymiany spermy i to jest powód, dla którego – jeśli mężczyzna nie ma stosunków seksualnych albo przez dłuższy czas się nie masturbuje – ma tak zwane nocne polucje.