Błyskotliwy reportaż biograficzny poświęcony parze polskich architektów-wizjonerów, którym przyszło tworzyć w epoce PRL-u. Losy Oskara Hansena i jego rodziny mogłyby posłużyć za scenariusz niejednego filmu. Syn Norwega i Rosjanki wojnę spędza w Wilnie, gdzie przyłącza się do polskiej partyzantki. Po wojnie studiuje architekturę i wyjeżdża na stypendium do Paryża. Tam trafia do pracowni Jeannereta i odwiedza wielkich malarzy, m.in. Picassa, któremu udziela kilku cennych rad. Pomimo propozycji pozostania na Zachodzie, wraca do kraju, gdzie wraz z żoną, Zofią, pracuje jako architekt i tworzy koncepcję Formy Otwartej. Projekty Hansenów są śmiałe, niestandardowe i dostosowane do potrzeb zwykłych ludzi – kto nie chciałby mieć mieszkania skrojonego na własną miarę? Niestety, w szarej rzeczywistości PRL-u pomysły te ulegają pewnym modyfikacjom, na co architekci nie mają już wpływu. Rezultat to m.in. owiane złą sławą warszawskie osiedle Przyczółek Grochowski, miejsce, którego się nie wybiera, lecz na które jest się skazanym… Tam właśnie decyduje się zamieszkać autor książki, Filip Springer. Chce on na własnej skórze poczuć, jak żyje się w miejscu urzeczywistnienia teorii Hansenów i zrozumieć, dlaczego ich nowatorskie pomysły nie najlepiej sprawdziły się w rzeczywistości.
Książka Filipa Springera to opowieść o niebanalnych osobowościach, niezwykłych ludzkich losach, odważnej architekturze, ale także – a może przede wszystkim – o naszej mentalności. I o tym, jak bardzo brakuje nam dziś wizji naprawy świata, która – jak u Hansenów – opierałaby się na wierze w człowieka i poczuciu powinności wobec innych. Rzecz wciągająca, dająca do myślenia i po prostu mądra.
Filip Springer (ur. 1982) — reporter i fotograf współpracujący z największymi polskimi tytułami prasowymi. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2010) oraz programu Młoda Polska Narodowego Centrum Kultury (2012). Swoje prace prezentował na wystawach w Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Gdyni, Lublinie i Jeleniej Górze. Jego reporterski debiut – książka Miedzianka. Historia znikania – znalazł się w finale Nagrody im. R. Kapuścińskiego za reportaż literacki 2011 i był nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia 2012. Jest także finalistą Nagrody Literackiej Nike 2012 i laureatem trzeciej edycji konkursu stypendialnego dla młodych dziennikarzy im. Ryszarda Kapuścińskiego. 13 pięter to jego czwarta książka. Wcześniej ukazały się: Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u, Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni i Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach.
Powojenna odbudowująca się Polska z jednej strony dawała architektom duże pole do popisu: panował ogromny głód mieszkań, miasta się rozrastały, więc było miejsce na duże projekty, wizje urbanistyczne obejmujące w pełni funkcjonalne osiedla z całą potrzebną infrastrukturą. Z drugiej strony były oczywiście kwestie realizacji tych projektów: ograniczony dostęp do materiałów lub zła jakość tychże czy odgórnie narzucane, coraz ostrzejsze normatywy określające maksymalne metraże mieszkań. Są realizacje, w których do dziś dobrze się mieszka i w których mieszkańcy pamiętają o ich twórcy jak na przykład projekty Skibniewskiej (ostatnio oglądałam ofertę sprzedaży jednego z mieszkań na warszawskim osiedlu Szwoleżerów, nazwisko architektki było wymieniane w ofercie jako oczywisty atut), ale są takie osiedla, gdzie mieszkańcy jako karę dla architektów proponują zamieszkanie w jednym z zaprojektowanych przez siebie mieszkań. Takim osiedlem jest warszawski Przyczółek Grochowski, na który wprowadza się Filip Springer, aby z tego miejsca rozpocząć swoją próbę zrozumienia myśli współprojektanta tego osiedla – Oskara Hansena. Tytuł książki obiecuje nam niby także historię żony Oskara, architektki Zofii Hansen, która współpracowała z nim przy większości projektów, ale to tylko obietnica, bo mimo, że kiedy Springer pisał „Zaczyn” Zofia Hansen jeszcze żyła, to książka skupia się głównie na biografii jej nieżyjącego już męża. To mój główny i chyba jedyny zarzut do tej, poza tym, świetnie napisanej książki. Reportaż podąża śladem realizacji, ale przede wszystkim wizji (przeważnie niezrealizowanych) Oskara i Zofii Hansenów. Jest to świetna lekcja patrzenia na architekturę i wrażliwości na otaczającą nas przestrzeń miejską, a także dobry przykład jak można pisać o niejednoznacznych, trudnych postaciach.
„[Oskar Hansen:] trzeba robić tak zwane utopijne projekty, żeby już dzisiaj budziły i budowały świadomość społeczną, po to, by jutro były rzeczywistością. Naszym sukcesem jest to, że ludzie już dzisiaj o LSC [Linearnym Systemie Ciągłym] piszą, że o tym rozmawiamy, że jest się o co spierać. Na tym polega pragmatyzm utopii.”
„Ryszard Piotrowski: Z nimi było jak z komunistami – teoretycznie sto procent racji. A przecież wiadomo, że jedno pracuje, drugie kradnie, trzeci śpi, że ta materia jest niedoskonała. Jakby świat był idealny, to jego koncepcje by się idealnie w nim sprawdziły. Ale tak nie jest. Dlatego to, co on głosił, ja traktuję jak drożdże. Wprowadzał ferment, na którym coś miało urosnąć.”
Trust Filip Springer to find himself some truly niche, barely there, subject. The last book by him I read was about Miedzianka, a town that disappeared without anyone really noticing. This book is about Oscar Hansen (and technically his wife), a visionary architect who never really made any of his visions materialise.
A proponent of the so called Open Form he wanted architecture to take a back seat and free the people to repurpose it as they saw fit. In communist Poland he was possibly ahead of his time, though when he would be IN his time remains unclear, as it’s definitely not now in the capitalist Poland.
This biography of sorts is not written in a traditional chronological fashion. It focuses on different projects and concepts, devoting a chapter to each, and circling back to the most important. Few of his projects were ever built, and those that were built drifted far from his vision due to constraints of the reality of postwar Poland, poor materials and shoddy workmanship. And then of course, there were the people, who often didn’t appreciate Hansen’s visions because they had to live in them.
One of most (in)famous creation is Przyczółek Grochowski. A monstrosity of twenty-three interconnected blocks of flats that were supposed to be their own little village where neighbours would all know each other and live in perfect harmony. They didn’t. And they curse Hansen to this day (however, some have a certain affection for that neighbourhood, including the author of this book /at least at the time of writing it/ still lived there.)
I’m too much of a pragmatist not to roll my eyes at “visionaries”, but the world needs both. The visionaries and those who will pull them back to earth, forever frustrated with one another.
Bardzo przyzwoite repo o parze projektantów, którzy, choć byli wielkimi wizjonerami, nie powinni projektować niczego poza miastami w Sim City. Osoby wychowane w dworkach szlacheckich powinny mieć zakaz projektowania bloków mieszkalnych. Pozdrawiam, osoba wychowana i mieszkająca do dziś na blokowisku.
Oskar Hansen: Może jestem trochę doktrynerem. Po wielu latach przemyśleń mam wyraźnie ukierunkowane poglądy na istotę swojej twórczości. A że jestem świadomy pewnych zależności, staram się je realizować w miarę moich możliwości. Jestem twardy i chyba konsekwentny. Tak jakbym był wierzący. Wierzący w pewną ideę. Nie jestem za to lubiany.**
Wyobraźcie sobie trzy rzeczy.
Po pierwsze, pas czarnego asfaltu o wymiarach 60m x 1000m, przekreślający teren Auschwitz-Birkenau, oblewający wszystko, co stanęło mu na drodze i wystawiony na działanie czasu, bez żadnych prac konserwatorskich w jego obrębie. Po drugie, zamiast koncentrycznych miast z rynkiem – cztery monstrualne pasy zabudowy: Wschodni, Mazowiecki, Zachodni I oraz Zachodni II. Obszary mieszkalne oraz usługowe ciągną się na długości 500km przez całość każdego z pasów, pomiędzy nimi, oddzielone od mieszkań obszarami zalesionymi, tereny przemysłowe; wszystko spięte jest komunikacją miejską w postaci pociągów i kolejek. Skrajna utopia, szklane domy to przy tym betka. Po trzecie, przykrytą dotąd z lekka warstewką zapomnienia, niezwykle dobraną parę: wizjonera, który właśnie staje się całkiem zrozumiały i na czasie oraz jego mocniej stąpającą po ziemi żonę. To Zofia i Oskar Hansenowie, współautorzy (wraz z czterema innymi osobami) zwycięskiego projektu pomnika obozowego z 1958 roku, którego krótki opis otwiera ten tekst. W dorobku architektów znaleźć można także koncepcję Linearnego Systemu Ciągłego, megaprojektu urbanizacyjnego zakładającego przebudowę całego kraju (w formie czterech pasów właśnie) oraz teorię Formy Otwartej – demokratycznej, wyrozumiałej i płynnej. Małżeństwo wybitnych twórców, szerszemu gronu zupełnie nieznane, zaczęto popularyzować na nowo od roku 2005, chyba na fali wzbierającej mody na architekturę, kiedy to galeria Foksal zorganizowała retrospektywę Oskara, Sen Warszawy, wydając przy okazji dwie jego książki, „Ku Formie Otwartej” oraz „Zobaczyć świat”. Sześć lat później w „Wysokich Obcasach” Filip Springer opublikował artykuł „Nowe miasto i nowy świat. Oskar Hansen chce ratować ludzkość”, napisał dla krakowskiego Karakteru „Źle urodzone”, i wreszcie – „Zaczyn”, Hansenom poświęcony już całkowicie.
Reportaż Springera jest książką wyjątkową, to chyba pierwsza pozycja dla zjadaczy chleba, która opisuje postaci architektów, a przy tym robi to niezmiernie ciekawie i nie udziela jednoznacznych odpowiedzi. Peany oraz głosy bardzo krytyczne potrafią przeplatać się już w obrębie jednego rozdziału. Trudno się dziwić, wziąwszy pod uwagę zespolenie humanizmu i idealizmu charakterystyczne dla Hansenów, u niej bardziej elastyczne, u niego podniesione do rangi doktryny. To prawdziwy paradoks. Z jednej strony oboje twierdzili:Nie istnieje taka rzecz jak «typowa osoba» przeznaczona do «typowego domu», z drugiej zaś w tym co mówił Oskar podejrzanie często dostrzec można różne ciekawe i dość sztywne założenia odnośnie przyszłych mieszkańców ich budynków. Idealny odbiorca hansenowskich teorii byłby jak Platon czekoladowy baton z muralu grupy Twożywo: piękny, dobry, prawdziwy. Obligatoryjnie. Le Corbusier, krytykowany przez Oskara, pisząc „W stronę architektury” postulował pozostawienie w robotniczym domu jednego miejsca na obraz, aby, dajmy na to, górnik, wracając z pracy na przodku, miał możliwość pokontemplowania sobie reprodukcji któregoś z portretów fajumskich. Nie żeby nie był w stanie, pytanie, czy lepiej reagować na potrzeby, czy też je projektować. To, co nie dziwi w przypadku sztywnego Corbusiera-modernisty, u propagatora Formy Otwartej wydaje się trochę kuriozalne . Ludzie mogą (muszą) być twórczy. Ludzie mogą (muszą) potrzebować zewnętrznych szafek na kisiel. Oskar Hansen był wybitną osobowością i człowiekiem z wizją. Przy okazji wizji nie ma miejsca na ustępstwa, jest apodyktyczna, a wizja nowego, wspaniałego świata to prawdziwe utrapienie dla logiki. Ciąg dalszy dopiszcie sobie sami. Nie da się zbudować społeczeństwa egalitarnego w systemie nakazowym. Bo zawsze ktoś będzie wydawał rozkazy, a inni będą się im podporządkowywać – to słowa Zofii Kulik, opisujące wprawdzie Linearny System Ciągły, ale i tutaj pasują bardzo dobrze.
„Zaczyn” zamyka fantastyczna fotografia Oskara, wykonana w dniu jego 82. urodzin, dosiada na niej zbudowanego z desek i gwoździ konia, którego ogon zastępuje drewniana miotła; sam ma na głowie uszankę, na uszance zaś – plastikowe wiadro. Prawdziwy Don Kichote.
Oskar Hansen: To jest, Proszę Pana, szeroka deska, tych wymiarów mniej-więcej, dlatego, że ona musi się oprzeć o parapet tutaj i ewentualnie tutaj na stole ma leżeć... Paweł Althamer: O podłogę, nie o parapet, ponieważ parapet jest... O. H.: Niestety, ma być na... ma być... P. A.: ...za delikatny. O. H.: ...ma być na parapecie, proszę Pana i musi Pan mnie słuchać*.
________________ *Cytowany i transkrybowany przeze mnie fragment pochodzi z filmu dokumentalnego, nakręconego przez Artura Żmijewskiego przy okazji wystawy Sen Warszawy. ** To fragment wywiadu, jaki w 1977 roku przeprowadził z Hansenem miesięcznik „Architektura”. Pełny tekst rozmowy dostępny pod adresem: http://www.sztuka-architektury.pl/ind...
Momentami bardzo ciekawe, momentami nudne dla kogoś, kto ma zerową wiedzę z zakresu architektury. Ale na pewno warto wiedzieć, jakimi idealistami byli Hansenowie.
Zacznijmy od tego że tytuł powinien brzmieć "O Oskarze Hansenie, z kilkoma wzmiankami o Zofii Hansen". To tak dla formalności.
Co do treści - skoro nie będąc w zasadzie zainteresowany architekturą zdołałem tę książkę skończyć to nie jest źle. Co więcej, większość przeczytaem z zainteresowaniem co oznacza że jest naprawdę dobrze. Niestety, na sztuce i architekturze znam się tak samo wcale więc liczne akapity o tym czym jest i czym powinna być architektura, czym jest forma, jakie są formy i dlaczego jedna forma bardziej od drugiej trochę mnie męczyły i nużyły. Starałem się coś z tego wydobyć dla siebie ale niestety, temat mnie nie porwał i zgłębiał go nie będę.
Springer z niesamowitą klasą, wyczuciem i szacunkiem o nietuzinkowej personie XX wieku. Tylko właśnie, personie. Gdzie jest w tym wszystkim pani Zofia?
Bardzo ciekawa książka. Chętnie przeczytałabym jednak więcej o tym, ile jego dzieł było tak naprawdę jej. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy książka opowiada o zapomnianym wizjonerze czy słusznie pomijanym narcyzie.
fenomenalny Springer i jego opowieść o absolutnym geniuszu, który latał za blisko słońca. niezmiennie zachwycam się „zaczynami” formy otwartej i zamkniętej. jednak ważne jest to, że zaczyn powinien zostać dopracowany i wpisany w czas i miejsce.
Bardzo podoba mi się jak autor potrafi chwalić, a jednocześnie poddawać w wątpliwość teorie Hansenów. Dużo uczy to o tym, że nic nie jest czarno-białe.
Po jakimś czasie Pani Zofia znika, a tak nie powinno być. Opis pomnika „Drogi” jest za to błędny - Hansenom chodziło o to by przekreślić obóz = zbrodnię asfaltową drogą, tylko tam budynki pozostały by zakonserwowane, natomiast reszta obozu miała zostać pozostawiona sama sobie, miał tam urosnąć las, czas miał biec naturalnie.
Bardzo dobra lektura. Słuchałem w klubie audioteki. Mirella Rogoza-Bień robią dobrą robotę. Ale to dopiero słychać przy prędkości odtwarzania x 1,5 albo nawet x 1,75. Mirella też uwodzi swoim uśmiechniętym głosem.
Kupiłem też egzemplarz papierowy, by pobazgrać na marginesach. Filip Springer dobrze podszedł do zadania i napisał książkę tak, że w głowie powstał mi zaczyn. Mózg zaczął mi się lasować i sam już nie wiem co myśleć. Wczoraj postanowiłem skonfrontować to z rzeczywistością i wybrałem się na spacer po ich lubelskim osiedlu - po osiedlu Słowackiego.
W niektórych aspektach Hansenowie wyprzedzali społeczne oczekiwania - ot choćby możliwość aranżacji wnętrz, przesuwania ścianek działowych i nawet balkonów. Problem w tym, że mieszkania były małe, ściany cienkie i wykonanie tragiczne. Teraz te balkony wyglądają jakby miały odpaść. Co mi się w tym osiedlu podoba najbardziej, to że nie ma na nim ruchu ulicznego. Parkingi i garaże są po stronie zewnętrznej. To akurat doskonała koncepcja.
Z drugiej strony, nie przewidzieli, że kilkadziesiąt lat po powstaniu osiedla będą w nim mieszkać ludzie starsi, a dla nich 3 czy 4 piętro bez windy to bardzo duże wyzwanie. Kościoła też nie przewidzieli, a on psuje oryginalną koncepcję. Niestety, to jedyne miejsce w środku osiedla, gdzie można wjechać samochodem (przy kościele wielki parking, ale chyba tylko dla księży).
Cóż, w młodości byłem zafascynowany Hansenami. Teraz muszę na nowo przemyśleć...
Ta gęsta praca będzie jeszcze we mnie pracować i rosnąć (zaczyn haha). Gdy czytałam zawieszałam się na pytaniach, setki osób w tym reportażu udzielało na nie odpowiedzi: wyczerpujących, kreatywnych, intelektualnych, krótkich i syntetycznych, długich, różnych. Nadal czułam niedosyt i wracały postawione przez autora pytania. To nie była absolutnie przeszkodą w czytaniu. Chciałam po prostu odnaleźć interpretację w sobie. Brak wiedzy z architektury czy historii, nie przeszkadza w czytaniu tego reportażu - zostawiam to jako wskazówkę dla przyszłych czytelników. Przez dekady przechodzi się płynnie, bez ciężaru epoki. Springer zawarł skan żywej tkanki społecznej. Języka specjalistów nie ma dużo - w sensie trudnych pojęć jest mało. Czyta się to jako ludzką historię, a nie historię zostawania architektami, więc opisy estetyki/dziedziny sztuki nie są rozbudowane co sprzyja odbiorowi.
W posłowiu autor zawiera odpowiedź na to co go zafascynowało w tej historii, dodaje mi to dodatkowego ciepła i nadzieji. Niby oczywiste zdania a jednak bardzo humanistyczne w swojej prostocie.
Świetny reportaż. Autor zostawia miejsce bohaterom swojej opowieści, nie zalewa czytelnika własnymi interpretacjami. W kolejnych rozdziałach zmieniamy miejsca, poznając kolejne aspekty życia i pracy Hansenów. Nie zawsze chronologicznie, ale to nie przeszkadza.
Główne wątki krążą wokół idei Teorii Formy Otwartej oraz LSC (Linearnego Systemu Ciągłego). Poznajemy te dwie wielkie myśli Hansenów, to jak dojrzewały, ale i niestety to, jak rozbiły się o polską rzeczywistość i zwykłe techniczne problemy. Autor przytacza opinie zarówno zwolenników, jak i przeciwników tych rozwiązań. Nic nie jest tu białe, ani czarne, czytelnik musi sam to ocenić.
Książka zdecydowanie wciąga. Sprawia, że przez pewien czas inaczej patrzysz na rzeczy i budynki wokół siebie. Polecam!
Mieszkałam w czasie studiów przez kilka miesięcy na osiedlu Słowackiego w Lublinie. Mimo pory wiosenno-letniej gdy zieleń zazwyczaj maskuje brzydote, było tam dość obskurnie, jakby wszystko miało się rozsypać. Oczywiście wtedy nie słyszałam o Hansenach. Teraz rozumiem, że projekt osiedla mógł być niezły, ale na pewno budowano je po taniości. Ta książka jak inne Filipa Springera jest na wysokim poziomie. Bohater nie jest jednoznaczny. Podziwiam jego konsekwentność w pracy i życiu ale nie chciałabym mieszkać w takich molochach. Szkoda, że o Hansenach się nie pamięta. Nawet nie chodzi o ich podziwianie, ale ich projekty można analizować na wielu poziomach. I wyciągać wnioski na temat kondycji ludzkiej i wpływu otoczenia na nią.
Książka o architekturze, która w zasadzie jest książką filozoficzną. Świetnie napisana reporterskim językiem, wciągająca. Doceniam, że życie prywatne tytułowych bohaterów opisane jest tylko w takim zakresie, który daje dodatkowe spojrzenie na ideologię. Mimo osobistych uwag autora, treść odebrałam jako obiektywną. Nie zdziwi mnie, jeśli pozycja ta będzie istotnym przełomem w uwzględnieniu teorii Hansenów w programie edukacji. Sama idea zainteresowała mnie też w kontekscie zrozumienia pokolenia lat 20.i 30. w obliczu powojennych zmian ustrojowych.
Zaczęło się od sąsiadującego ze mną Przyczółka Grochowskiego. Osiedla znienawidzonego przez mieszkańców, które jednocześnie coś w nich stworzyło, a przynajmniej zmieniło. W zamyśle wyjątkowego. I to o jego autorach – architektach, wizjonerach, a przede wszystkim bezkompromisowych ideowcach traktuje ta biograficzna pozycja. Biograficzna, w formie bardzo przyjazna, Filipowi Springerowi udaje się zarysować tę historię tak, że po prostu trudno się od niej oderwać. Bo i trudno oderwać się szczególnie od Oskara, który w walce o swą ideę zatracił się zupełnie, przez co wielokrotnie albo do realizacji jego projektów nie dochodziło, albo po latach projekty zrealizowane najeżdżał buldożer rzeczywistości i mściło się na nim to, że nie potrafił dopuścić do siebie myśli o tym, że potrzeby innych nie zawsze pokrywają się z jego potrzebami.
Świetnie podana, fascynująca opowieść o starchitektach, którzy nie wyszli z polskiego cienia.
W kategorii "reportaż" Filip Springer jest po prostu świetny. Taka jest ta książka. Opowiada o ludziach nie pasujących do czasów, w których żyją, przeskakują swoją epokę. Bardzo dobrze opowiedziana historia niezwykłych ludzi. Czyta się jednym tchem. Książka skłania do refleksji, dyskusji. Chyba o to m.in. chodzi w literaturze, a szczególne w reportażu by poruszała czytelnikiem. Ja się czuję poruszony. Szczerze polecam. Pośród natłoku bylejakości i pospolitości, dobrze poczytać o dbałości o detal i niezwykłą nieszablonowość.
Długo czekałem z lekturą, bo temat wydawał mi się zbyt niszowy, mimo sympatii do pisania Springera. A rzecz jest jednak ogromnie warta uwagi - rzadki przypadek pisania biografii o artystach, która stawia na opowieść i empatię zamiast szczegółowej relacji z bohaterskiego researchu. Czytało się 4/5, ale waga reportażu każe wystawić najwyższą ocenę.
Chyba lepiej że Hansen ze swym doktrynalnym podejściem został później w sferze sztuki, a nie architektury, która mam wrażenie była zbyt radykalna. Z drugiej strony faktycznie dał podwaliny nowoczesnej architekturze, zreszta podobnie jak le Corbusier.
Sięgnęłam po "Zaczyn" po wizycie w Szuminie i cały ten niezwykły dom z ogrodem nabrał dodatkowych znaczeń (chociaż przewodniczka była wspaniała i znalazłam w książce rozwinięcie tematów, o których krótko opowiadała podczas oprowadzania). Perspektywa letniskowego domku nad Bugiem okazała się tylko jedną z wielu, jakie potrzebne są, żeby zrozumieć Hansenów i ich idee. Springer znakomicie oświetla temat z wielu stron, pozwalając wybrzmieć głosom krytyki, zachwytu, zaciekawienia, niedowierzania...
kolejna już książka Springera przeczytana jednym tchem. Historia pasji, walki o ideę i ciągłego niezrozumienia. Mało w tym przebija się tylko Zofii. Ale i tak teraz chętnie pojadę na Przyczółek Grochowski
Ciekawa, choć bardzo jednostronnie opowiedziana historia dokonań Hansenów. A ściślej pisząc - Hansena. Wszystkie pozycje Springera pochłaniam z ogromną przyjemnością, ale ta akurat pozostawiła we mnie poczucie braku, pewnego niedopracowania.
Kontynuacja "Źle urodzonych", równie interesująca i wieloaspektowa. Gwiazdkę mniej, bo wbrew tytułowi jest tam bardzo mało o Zofii Hansen i jej relacji z Oskarem.
Beautiful story of Zofia and Oskar Hansen. Perfectly written, easy to read. Suitable for every architecture enthusiast. Light, pleasant lecture about life and architecture.
Książka bardzo dobrze napisana i skomponowana, czyta się wręcz jednym tchem niczym dobrą powieść. Jedyny mały zarzut, sporo fragmentów jest dosłownie przeniesionych z książki Źle urodzone