Niezwykła historia oparta na nieznanych faktach z życia najbardziej znanej ofiary Holocaustu – Anne Frank, której Dzienniki przeczytały miliony osób na całym świecie.
W 1933 roku Otto Frank wraz z żoną i dwiema córeczkami, Margot i Anne, w obawie przed represjami w ogarniętej nienawiścią do Żydów III Rzeszy podejmuje dramatyczną decyzję o porzuceniu ojczyzny i wyjeździe do Holandii. W Amsterdamie Frankowie szybko odnajdują swoje miejsce na ziemi, a widmo prześladowań wydaje się odległym snem.
W tym czasie kilkuletnia Anne spotyka swoją rówieśnicę, Hannah Goslar. Dziewczynki stają się nierozłączne, razem dorastają, poznają świat i przeżywają swoje pierwsze miłości. Anne jest pyskata, pewna siebie, lubi flirtować i dowodzić w grupie, co ogromnie imponuje nieco nieśmiałej Hannah.
Tymczasem nad Europą gromadzą się czarne chmury. W 1940 roku Hitler wypowiada wojnę neutralnej Holandii. Dwa lata później Frankowie znikają w tajemniczych okolicznościach, a rodzina Hanneli trafia do obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen. Pewnego dnia dziewczynka odkrywa, że tuż obok przebywa ktoś, kto jest jej najbliższy na świecie...
Cieszę się, że we wiosnę wchodzę akurat z tą książką w sercu. Po jej przeczytaniu doceniam cały świat i jestem wdzięczna za wszystko co wokół. Dobre emocje wypełniają mnie od stóp do głów! To cudowna książka o bardzo trudnych sprawach. Książka przy której nie raz się wzruszycie, uśmiechniecie, a nawet głośno roześmiejecie. Książka o ludziach. Takich jak my. Zawsze podkreślam, że ludzie się nie zmieniają, zmieniają się tylko czasy, zmienia się otoczenie. A ludzie zawsze mają te same marzenia, te same pragnienia... Powiem Wam szczerze, że nigdy nie sięgnęłabym po książkę o tej tematyce. Nie lubię smutnych książek. Kiedy dostałam ją od Agnieszki, zaczęłam czytać z zamiarem przejrzenia kilku stron. I wsiąkłam. W fabułę, w słowa, w życie bohaterów. Nie mogłam jej odłożyć. To powieść dająca nadzieję. Pokazująca, że nawet w najgorszym dniu może ukazać się nam kolorowy motyl. Bardzo polecam.
Nie mogę dać więcej gwiazdek w momencie kiedy 4 lub 5 daję takim wielkim autorom jak Vargas Liosa czy Marquez. Porównywać się nawet nie da gdyż styl Pani Zakrzewskiej jest infantylny, a warsztat literacki pozostawia jeszcze wiele do życzenia.
Pierwsze 100 stron lektury to była dla mnie katorga. Styl literacki i sposób pisania tej autorki męczą mnie już nie od dziś. Tym razem jednak z uwagi na to, że książkę wygrałam w pewnym konkursie klubu książki - obiecałam że ją zrecenzuję. A żeby zrecenzować - wiadomo - trzeba przeczytać.
Pomijając zatem styl i warsztat literacki - sama historia mnie bardzo wciągnęła. Autorka pokazała bowiem losy Anne Frank z ciekawej perspektywy - z punktu widzenia jej najlepszej przyjaciółki. Dziewczyny, która biegała z Anne po amsterdamskich ulicach, spotkała ją później w obozie w Bergen Belsen i przeżyła wojnę, dożywając późnej starości w swoim jerozolimskim domu. Widzimy zatem Anne jeszcze przed wybuchem wojny - radosną, zadziorną nastolatkę i jej beztroskie życie, przyjaźnie, pierwsze zauroczenia chłopcami, kłótnie z siostrą. Obserwujemy wraz z nią rozwój wydarzeń, przeżywamy izolację w oficynie na Prinsengracht (którą miałam okazję odwiedzić kilka lat temu) oraz pobyt w obozie. Książka pozwala nam poznać lepiej tę niezwykłą nastolatkę, której historię poznał prawie cały świat. Marzyła już wtedy by zostać pisarką i w pewnym sensie jej marzenie się spełniło. Pamiętnik, spisywany podczas dwóch lat ukrywania się przed Nazistami sprzedał się w ponad 30 milionach egzemplarzy.
Książka przedstawia dwie ważne postaci historyczne jako niestabilne dziewczynki. Co więcej w ich narracji mniej więcej co piąte zdanie to wykrzyknienie. Ktoś coś słyszał o pojęciu dobrego stylu? Zresztą przez całą powieść przemawia nieumiejętność opisania doświadczeń bohaterek. Widać, że wydarzenia są nieudolnie opisane przez osobę, która ich nie doświadczyła. Muszę jeszcze na sam koniec zaznaczyćale zmiany faktów, które ogromnie mnie denerwowały. Po co mówić, że kot Anne był biały, tylko po to, by w przypisach napisać, że w rzeczywistości był czarny. Czy nie można już zwyczajnie napisać, jaki miał kolor?
"I nadal, póki słaby duch kołacze w mojej piersi, będę o tobie opowiadać innym. Te słowa i nasza historia zwyciężą nawet największą nienawiść i śmierć. Głęboko w to wierzę i wiem na pewno, że ta opowieść zmieni was już na zawsze. Po prostu jej posłuchajcie."
Zawsze wydawało mi się, że znam dużo słów. Mądrych, pocieszających, wspierających, określających ale dopiero po lekturze "Gwiazdy nigdy nie gasną" okazało się, że jednak tych słów brakuje. Że tak trudno jest znaleźć odpowiednie by opisać emocje i refleksje.
Anne Frank nie była mi postacią nieznaną. Jej dzienniki stoją u mnie na półce i nawet nie wiem skąd je mam. Czytałam fragmenty, czytałam całość ale chyba dopiero teraz tak naprawdę zobaczyłam, że za nimi kryje się nie ikona, nie symbol Holocaustu a zwykła nastolatka. Taka trochę uszczypliwa i złośliwa, dociekliwa, spostrzegawcza, mająca pragnienia i marzenia, taka, która chciała się zakochać i być kochaną.
Kiedy w III Rzeszy narasta agresja przeciwko Żydom rodzina Franków, Otto z żoną Edith i córkami Margot i Anne wyjeżdżają do Holandii. W kraju wolnym od nienawiści i represji wydawać by się mogło, że rodzina będzie wieść szczęśliwe i spokojne życie. W Amsterdamie przecież nie ma prześladowań.
W tym czasie Anne spotyka swoją równieśnicę, Hannah Goslar. Dziewczynki są jak ogień i woda, jak dzień i noc a mimo to nawiązuje się między nimi szczera przyjaźń. Anne jest żywiołowa, przebojowa, ciekawska, wydaje się być nieokiełznana i nieustraszona co bardzo imponuje nieśmiałej i niepewnej Hanneli.
"Zrozumiałam, że musimy próbować znaleźć szczęście w nas samych, a nie szukać go daleko, w świecie, który rządził się teraz prawami nazistów."
W 1940 roku Hitler wypowiada wojnę neutralnej Holandii. Dwa lata później rodzina Franków znika bez śladu a Hanneli z rodziną trafiają do obozu koncentracyjnego Bergen Belsen.
W miejscu, gdzie nawet trudno mieć nadzieję, bo życie zależy od kaprysu strażników, gdzie ludzkie życie się nie liczy, gdzie rodziny są rozdzielane nagle okazuje się, że przebija nikłe światełko. Tuż obok, za płotem, Hanneli odkrywa, że przebywa tam ktoś, kto jest jej najbliższy na świecie. Anne Frank także tu jest. Tak blisko a jednocześnie tak daleko.
Trudno się czyta książkę, kiedy zna się zakończenie. I mimo, że chciałoby się je zmienić to jednak nic nie możemy zrobić. Myślałam, że autorka napisze o śmierci, o zniszczeniu, o dramacie setek, tysięcy, milionów ludzi ale tak naprawdę to historia o życiu, przyjaźni, o pragnieniach. Anne Frank i Hanneli Goslar to nie ikony ale zwykłe nastolatki, które tak jak dzisiejsza młodzież miały plany i marzenia. Jednej z nich dane było przeżyć. Za każdym więc razem, kiedy Hanneli zadziera głowę do góry wypatrując najjaśniejszej gwiazdy w konstelacji Małej Niedźwiedzicy, Polaris, wie, że jej przyjaciółka Anne jest obok niej. Bo przecież gwiazdy nigdy nie gasną. Są wieczne tak jak przyjaźń i miłość.
Może zabrzmi to niefortunnie ale lubię książki, w których mogę przeczytać o II Wojnie Światowej. Musimy pamiętać o milionach ludzi, których dotknęła nienawiść, fanatyzm, rasizm, uprzedzenia. Którzy stali się ofiarami ze względu na swoje pochodzenie. Musimy pamiętać i głośno protestować wtedy, kiedy jeden człowiek, pełen nienawiści do innych chce ich prześladować.
Po przeczytaniu książki częściej zerkam w niebo szukając Polaris. W głowie kłębią się myśli czy udałoby się Anne wyruszyć w wielki świat. Czy tak jak chciała, zobaczyłaby jak najwięcej i jak najszybciej. Może już wtedy wiedziała, że nie ma za wiele czasu? Że była jak piękny motyl, który na tym świecie jest tylko na chwilę?
"Gwiazdy nigdy nie gasną" to historia o stratach ale także o miłości, przyjaźni i nadziei, którą zawsze trzeba mieć. To opowieść o niezwykłej odwadze i wielkich pragnieniach. To także opowieść o ludziach, takich jak pani Abrahams, którzy byli jak słoneczne promienie, przebijające się przez ciemne, burzowe niebo.
"Niech tylko ta cholerna wojna się skończy, to usłyszy o nas cały świat (...)"
Z przekonaniem mogę powiedzieć, że tak właśnie się stało Anne. Usłyszał o Was cały świat. Wasza przyjaźń przetrwała wojenną pożogę i trwa jak Polaris.
"Gwiazdy nigdy nie gasną" to pierwsza powieść zaoferowana czytelnikom przez wydawnictwo FLOW. Można powiedzieć: pierwsze literackie koty za płoty. Ponieważ książka ta opowiada historię przyjaźni Anne Frank i Hannah Goslin, postanowiłam przeczytać ją, aby skonfrontować obraz Anne, jaki mam w głowie po lekturze jej Dziennika i innych tekstów na jej temat z tym, który proponuje autorka.
Marzeniem Anne było zostać pisarką, aby móc opowiadać całemu światu o tym, co milionom niewinnych ludzi zrobili naziści. Chociaż nie udało jej się przetrwać do końca wojny, na przekór wszystkiemu przekazała ludzkości historię swojego życia w zamknięciu, kiedy przez ponad dwa lata ukrywała się wraz z rodziną w maleńkiej oficynie w Amsterdamie.
Powieść Agnieszki Zakrzewskiej wychodzi poza ramy znanego chyba wszystkim dziennika (który ojciec Anne mocno ocenzurował przed pierwszym wydaniem w tysiąc dziewięćset czterdziestym siódmym roku). W kolejnych rozdziałach autorka snuje opowieść o przyjaźni dwóch dziewczynek, które znalazły się nagle w nieznanym sobie Amsterdamie. Żadna z nich nie znała języka nowego kraju, co jeszcze je do siebie zbliżyło. Były jak ogień i woda, przez co mogłoby się wydawać, że ta przyjaźń nie ma szans się narodzić, jednak stało się zupełnie inaczej.
Bardzo dobrym pomysłem było dokładne opisywanie miejsca, czasu i narratora każdego rozdziału, ponieważ kolejne fragmenty rozgrywają się w różnych miejscach i różnym czasie. Bez szczegółowych oznaczeń można się szybko pogubić w tej historii. Lubię powieści z akcją rozgrywającą się w różnych ramach czasowych, ponieważ opisywane w ten sposób wydarzenia nie są nużące, a lektura zbliża czytelnika do punktu wspólnego dla obu torów. Inna sprawa, że większość tej powieści to właściwie oddzielne historie obu dziewczynek, a scen wspólnych jest raczej niewiele. Jednak to może również dać do myślenia: jak wielka musiała to być przyjaźń, jeśli przetrwała tak wiele trudności i trwała mimo rozłąki.
Portret Anne, który przedstawiła Agnieszka Zakrzewska jest bardzo plastyczny. Z opisywanych scen z udziałem dziewczynki wyłania się krnąbrne, zbuntowane, uparte jak osioł i obrażające się o wszystko, co idzie nie po jej myśli, dziewuszysko. Dokładnie tak ją odebrałam i bardzo mnie irytowała. Nie odniosłam takiego wrażenia, czytając inne publikacje o Anne Frank, ale możliwe, że ich autorzy nie skupiali się na jej charakterku, a bardziej na historii Żydów z oficyny i wojnie. Wydaje mi się, że tak jaskrawy obraz małej Żydówki miał być kontrastem dla scen rozgrywających się pod koniec powieści, kiedy Anne znajduje się już w obozie. Tam bowiem dociera do niej, jak bardzo pustym i samolubnym była dzieckiem.
O wiele bardziej polubiłam Hanneli. Nieśmiałą, ułożoną, słuchającą się rodziców dziewczynkę, która zawsze wiedziała, jak powinna zachować się młoda dama. Momentami dziwiłam się, jak mogła wytrzymać z tak dominującą w każdej dziedzinie życia Anne, której wydawało się, że zjadła wszystkie rozumy, a cały świat kręci się wokół niej. Siła Hanneli ujawniła się dopiero w chwili, kiedy stała się odpowiedzialna za młodszą siostrzyczkę Gabi w obozowym świecie Bergen-Belsen i później, po wyzwoleniu.
Tło społeczno-historyczne jest dopracowane i mimo sporej dawki historii, nie odczuwa się przeładowania treścią "podręcznikową". Wyjaśnienia pojęć, a także tłumaczenie użytych w tekście zwrotów w innych językach znajdują się w przypisach.
"Gwiazdy nigdy nie gasną" to kolejna dobra powieść w kanonie literatury obozowej. Warto po nią sięgnąć, by zobaczyć historię Anne Frank z innej perspektywy.
Chyba wszyscy słyszeli o dziennikach Anne Frank. Agnieszka Zakrzewska opisuje jej przyjaźń z Hannah Goslar, zwaną Hanneli.
Co nietypowe ta powieść pokazana jest z perspektywy dzieci, bo dziewczynki miały niewiele lat kiedy wybuchła wojna. Rodzice robili co mogli, by jak najdłużej trzymać je z dala od najgorszych wieści.
W książce do pewnego momentu mamy dwie perspektywy czasowe: Hanneli w Bergen-Belsen i Anny w przedwojennych Niemczech a później w Amsterdamie, gdzie jej rodzina szukała schronienia.
Holandia była neutralna już w czasie pierwszej wojny światowej i nikt się nie spodziewał ataku ze strony Niemiec. Stało się inaczej, kraj skapitulował i przeszedł w ręce nazistów a Anne ze starszą siostrą, Margot, i Hanna z małą Gabi trafiły do obozu. Dziewczynki przyjaźniły się już wcześniej i ucieszyły się, że w tym strasznym miejscu trafiły na siebie ponownie.
Autorka pokazała kontrast pomiędzy zwykłą, przedwojenną codziennością a życiem w obozie koncentracyjnym. Powieść mówi sama za siebie. Wojna widziana oczami dzieci jest szczególnie wstrząsająca.
Wojna zabrała im beztroskie dzieciństwo, zabawy na podwórku, pierwsze miłości, rodziny, przyjaciół, nawet psy.
Każdy zna, a jak nie zna to koniecznie powinien odłożyć wszystko i w tym momencie zapoznać się z historią Anny Frank. Najbardziej znana, przetłumaczona na 30 języków poruszająca historia dziewczynki opisującej holokaust w swoim prywatnym dzienniku. Większość za pewne przeczytała również chociaż nieliczne pozycje o tematyce 2 wojny światowej. Ja też mam za sobą parę godzin spędzonych na wertowaniu kartek z przerażeniem wpatrując się w tak nie realny, tak okrutny, odległy i niewyobrażalny świat. Przedstawiona pozycja nie jest inna, nie ma " nowości", nowego sposobu opisywania największego zła w histori ludzkości. Jednak to ta książka, przypieczętowała moją kolokwialnie powiedziane " love- hate relecionship" z taką literaturą. Czy to nie toksyczne?, pragnienie wzbudzenia w sobie emocji? To uczucie nienawiści, bólu, cierpienia, złości, upodlenia a jednocześnie brak możliwości oderwania się, chociaż na chwilę. Nie wiem co spowodowało we mnie taką reakcję. Pełne bólu, przeplatanie wątków z różnych stref czasowych? Wybity przez ten sposób prowadzenia histori, kontrast życia i śmierci? A może prawdziwość uczuć?, niewybielanie bohaterów?, pozwolenie aby to prawda pokazała się na pierwszym planie? Obojętnie co to było, spowodowało we mnie duży szok, którego życzę wszystkim czytelnikom.
Książka urzekła mnie pod każdym kątem. Gdzieś na relacjach wydawnictwa widziałam jak ktoś opisuję książkę jako historię o przyjaźni, smutku i śmierci. I jest to idealne podsumowanie.
Historia Anne jest prowadzona na początku z perspektywy beztroskiego dziecka, które w miarę rozwoju wydarzeń dojrzewa na naszych oczach. Z kolei historia Haneli zaczyna się od pobytu już w Begen-Belsen.
Jestem zafascynowana zarówno historią, kreacją postaci jak i opisami. Jest to książka, którą powinno się przeczytać, tym bardziej jeśli nie jesteście zwolennikami czytania o II Wojnie Światowej.
Podsumowując: Polecam, książka Cię wzruszy, rozbawi, ale co najważniejsze zostanie z Tobą gdzieś z tyłu głowy.
PS. Audiobook jest cudowny, dobranie Anny Dereszowskiej i Agaty Turkot to strzał w dziesiątkę!
Zwykle nie sięgam po powieści historyczne (zwłaszcza te, które opisują II WŚ), bo najczęściej w nich jest więcej ozdobników niż faktów. Całość zwykle przedstawiana jest pobieżnie, byle jak, natomiast powieść „Gwiazdy nigdy nie gasną” Agnieszki Zakrzewskiej to dobrze przemyślana, „skomponowana” książka od początku do końca. Jest wyważona, spójna i zamknięta w punkt. Nic dodać nic ująć. Wzrusza, dźga kolcem prawdy w serce, które natychmiast krwawi. Po przeczytaniu mam wrażenie pełnego zgłębienia życiorysu bohaterek. Brawo !
takie 2,4/5, szybko się czytało, ale wcale nie czułam, że czytam o prawdziwych ludziach i gdybym nie znała dziennika i historii anne wcześniej, ciężko byłoby mi w tę książkę uwierzyć
Są takie książki, które poruszają takie tematy obok których nie umiem i nie chcę przejść obojętnie.
Jednym z nich jest II wojna światowa i temat Holokaustu, dlatego na mojej liście nie mogło zabraknąć najnowszej powieści Agnieszki Zakrzewskiej "Gwiazdy nigdy nie gasną".
To powieść niezwykła, oparta na faktach. Opowiadająca o przyjaźni dwóch dziewczynek żydowskiego pochodzenia.
Hanneli Goslar i Anne Frank.
Dziewczynki wiodą beztroskie dzieciństwo w Holandii. Jak każde dziecko mają marzenia, pierwsze fascynacje chłopcami.
Cały ich świat jest brutalnie zburzony przez nazistów, którzy za cel mają jedno - wymazać naród żydowski ze świata. ___ O takich książkach ciężko jest pisać.
Ogromne brawa należą się autorce, która włożyła mnóstwo pracy w napisanie tej powieści i ze skrupulatną dokładnością starała się oddać atmosferę tamtych lat.
Pokazała życie Anne, Hanneli i ich rodzin takie jakie było na prawdę, a przede wszystkim na kartach tej historii mogliśmy doświadczyć niezwykłej przyjaźni jaka łączyła dziewczynki.
Przyjaźń, która sprawiała, że Hannah z całych sił, w miarę swoich możliwości starała się uratować Anne w obozie Bergen-Belsen.
Przyjaźni, która stała się nadzieją, że los się odmieni.
Przyjaźni, która mimo tragicznego finału przetrwała do dziś, dzięki ciągłej pamięci Hanneli o Anne.
Piękna, wzruszająca powieść i niezmiennie jestem zdania, że takie książki powinny być lekturą obowiązkową.
"Nigdy nie zapominajmy o jednym - cokolwiek by się działo, gwiazdy nad nami nigdy nie zgasną. Tak jak wiara i nadzieja na lepszy świat."