Dzisiaj swoją premierę ma czternasta część sagi o Lipowie niezawodnej Katarzyny Puzyńskiej. Nawet nie wiecie, jak bardzo na tę książkę czekałam- gdy po „Martwcu” dowiedziałam, się, że już nie będzie i to koniec mojej przygody z tą serią, było mi bardzo smutno. Na szczęście Autorka, pod pewnymi naciskami, o czym zresztą sama pisze w zakończeniu, zmieniła zdanie! Pani Kasiu i ja za zmianę tego zdania bardzo dziękuję! Bardzo brakowało mi Daniela, Klementyny, Marka, Łukasza, a nawet Weroniki, której nie polubiłam za bardzo!
Ale! (Jak powiedziałaby wspomniana Klementyna), do rzeczy. „Żadanica” opowiada o emerytowanym już policjancie Danielu Podgórskim, który próbuje się odnaleźć w cywilu i otwiera agroturystykę. Ku jego zaskoczeniu, zanim zdąży się rozreklamować, przyjeżdżają pierwsi gości- jednak, jak się okazuje, nie są to typowi turyści, ale kobiety, które przyjechały w konkretnym celu i ma on silny związek z Podgórskim. Nie będę zdradzała więcej, bo już sam opis książki zdradza sporo fabuły!
Powiem Wam, że moje oczekiwanie na kolejną część „Lipowa” się opłaciło. Dostałam dokładnie to, czego oczekuje się od dobrego kryminału, tutaj także z wątkami wierzeń słowiańskich i elementami horroru. Tytułowa „Żadanica” to szmaciana laleczka, motanka, której zadaniem jest spełnienie życzeń tego, kto ją wykonał. Jaką rolę odegra w tej historii? Przekonajcie się sami, a gwarantuję, że nie będziecie żałowali!
Jest mocno, jest upiornie, jest sporo trupów, trochę krwi, różnych intryg i zagadek, w które wplątani są niemal wszyscy bohaterowie. Dostajemy świetnie rozbudowany wątek obyczajowy, Autorka nie stroni także od poruszania ważnych, ale i trudnych tematów, jak np. alkoholowy zespół płodowy.
Pani Kasia do ostatniej strony zwodzi czytelnika, gra na nosie i w zakończeniu pokazuje, że udaje się jej wyprowadzić nas w pole. Tutaj nic nie jest oczywiste, pewne elementy wskakują na swoje miejsce dopiero przy zakończeniu.
Jeśli jeszcze, jakimś cudem nie znacie tej serii, to śmiało nadrabiacie! To naprawdę kawał świetnego kryminału!