– Auschwitz? W Auschwitz w porównaniu z tym, co działo się w Gross-Rosen, było jak... w sanatorium – opowiada były więzień „kamiennego piekła”.
Lekarze z SS zabijający zastrzykami z benzyny i fenolu. Polowanie obozowych strażników na więźniów ze złotymi koronami zębowymi. Mordercza praca w kamieniołomach. Przeraźliwy głód i epidemie chorób zakaźnych. To wszystko dziesiątkowało zesłanych do KL Gross-Rosen, jednego z najcięższych obozów III Rzeszy.
Tutejszymi kapo i blokowymi zostawali przede wszystkim niemieccy recydywiści: gwałciciele, złodzieje i mordercy. To oni wraz ze zwyrodnialcami z SS znęcali się nad uwięzionymi.
Trudno mi wystawić ocenę, bo kiedy się tyle przeczytało o obozach zagłady i koncentracyjnych, to ciężko jeszcze przeczytać coś nowego i tym samym książka jakby nie zapada szczególnie w pamięć, co oczywiście nie znaczy, że nie było warto się nią interesować, bo każdy rodzaj upamiętnienia jest ważny i wszystkie informacje jakie można zebrać i zapisać na temat historii są ważne. No ale ja nie przeczytałem tu niczego nowego, co najwyżej dziwi mnie, że przez kogoś obóz Gross-Rosen może być nieznany, chociaż faktycznie ze wszystkich muzeów przeze mnie odwiedzonych, w tym było chyba najmniej zwiedzających razem ze mną (może nie licząc Esterwegen, a może i licząc nawet). Autor chciał jakby zachęcić odwiedzających do odwiedzenia także jego (a nie tylko Auschwitz-Birkenau) ale ja to zawsze tak trochę sobie myślę, że jeśli gdzieś nie przewalają się tłumy turystów, to raczej zaleta niż wada ;) I raczej lepiej aby takie miejsca nie zostawały kolejną "atrakcją turystyczną" do zaliczenia na wakacjach... A kto będzie naprawdę zainteresowany, ten trafi.
Aha, jeszcze jedna kwestia - przejawia się w książce stwierdzenie, że Gross-Rosen był najcięższym obozem koncentracyjnym, bo kamieniołom... hmm, myślę że to może jest trochę nad wyraz stwierdzenie, bo Mauthausen-Gusen no to raczej nie był lżejszy. Ale z drugiej strony każdy był dla kogoś najgorszy...