Rzucony przez samego siebie na główkę w wir ponownie rozpoczętej, równie co poprzednia nieudolnej Apokalipsy, nasz poczciwy Ezekiel robi to, co powinien zrobić każdy szanujący się p/o Boga Wszechmogącego: pozwala jak kto głupi się oszukać i sprzedać w charakterze niewolnika, mającego zginąć na okrytej złą sławą Arenie Dłużników. Jednakże złego diabli nie biorą, zaś Ezekiel nie zwykł poddawać się bez walki... A w każdym razie bez konkretnej wiązanki solidnych bluźnierstw.
Jakie to jest dobre, wspaniałe, cudowne. Przez to jestem into: biblijna apokalipsa i walki gladiatorów na arenie. Wybitna zabawa absurdem, sarkazmem i tym co polskie.
Zek powrócił w pięknym stylu w Komornik. Arena dłużników #1, dzięki czemu koszerna karuzela spi... toczy się dalej. A my możemy nasycić nasze oczy emanacją purpury i osiągnąć kolejny poziom absurdu wraz Komornik. Arena dłużników #2 Michała Gołkowskiego. ;)
Witajcie na Arenie! Rzucony przez samego siebie na główkę w wir ponownie rozpoczętej, równie co poprzednio nieudolnej Apokalipsy, nasz poczciwy Ezekiel robi to, co powinien zrobić każdy szanujący się p/o Boga Wszechmogącego: pozwala jak kto głupi się oszukać i sprzedać w charakterze niewolnika, mającego zginąć na okrytej złą sławą Arenie Dłużników. Jednakże złego diabli nie biorą, zaś Ezekiel nie zwykł poddawać się bez walki…. A w każdym razie bez konkretnej wiązanki solidnych bluźnierstw. Jest soczyście. ;) Jest bardzo soczyście, ale trochę inaczej niż w Arenie dłużników #1.
Nie chodzi absolutnie o zmianę poziomu koszerności, absurdów, sucharów maści wszelakiej, nawiązań do memów, czy nagłą świątobliwość autora. Te utrzymują stały poziom prawilności i są dalekie od koszerności – szczególnie humor ;). Chodzi raczej o to, że akcja „stanęła” w miejscu. W sensie dosłownym, bo Zek zrezygnował z trybu podróżnego i postanowił (no może nie do końca sam) nie ruszyć swoich czterech liter poza Arenę.
Niech jednak ta pozorna stabilizacja Zeka Was nie zmyli. Nie nastawiajcie się na to, że w spokoju będziecie mogli podziwiać krajobrazy, popijać kawusię/herbatkę i oklaskiwać gladiatorów z przydzielonoych Wam miejsc siedzących.
Oj nie! Dwójeczka (cały czas piszę o książce ;)), jest równie odjechana jak jej poprzedniczka, a autor nieustannie dba o nasze mięśnie brzucha, podrzucając to tu, to tam bez litości i cenzury nawiązania do obecnej „sytuacji na rynku”.
A to wszystko przy akompaniamencie krwawych walk, zabawach w kotka i myszkę z aniołkami oraz dialogach pobudzających nasze ciało i umysł. ;)
Jednym słowem petarda lub jak wolicie totalna jazda bez trzymanki!
Dlatego jeżeli nie jesteście właścicielami przysłowiowego kija w dupie, to zachęcam Was sięgnięcia po Komornika i odlokowania w swojej głowie kolejnego levelu abstrakcji. :D
Arena dłużników, to wejście na inny poziom absurdu i emanacji purpurą. Pierwszy tom zaskoczył mnie swoją formą i pomysłem na rozwinięcie historii z podstawowej trylogii komorniczej, ale drugi… Oj drugi tom, to już całkowicie inna bajka. To krwawa, ciężka i irracjonalna przeprawa przez arenę, którą rządzi porąbany Archanioł.
Historia aktualnie stanęła w miejscu i wszystkie wydarzenia rozgrywają się w Nowym Rzymie, a skupiają głównie wokół tytułowej areny. Na początku lektury myślałem, że zbyt długie zastanie w miejscu lekko powieje nudą… Oj jak ja się cholernie myliłem.
Ostatnie 200 stron przeczytałem naraz i to dosłownie, bo akcja rozwijała się tak dynamicznie, iż nie chciałem przerywać tej kakofonii zniszczenia. Opisy walk, śmierci, dialogi, nowi (starzy) bohaterowie, rozwój całej historii - to wszystko jest wybornie dobre.
Ponownie uśmiałem się nie jeden raz, a dialogi doprowadzały mnie do puszczenia nie jednej łezki (oczywiście z śmiechu).
Zakończenie oczywiście wywarło na mnie te same odczucia, co poprzednie - “Gołkowski! Gdzie kolejny tom?!”
Będę to powtarzał jak mantrę. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to niech nadrabia!
Jeśli jesteście na bieżąco z najbardziej memicznymi zakątkami Internetu, znacie twórczość Papajaka Watykaniaka, wiecie, co znaczy tajemna liczba 2137 i jaka jest symbolika koloru rzułtego, to będziecie zachwyceni.
Absolutny sztos! Po raz kolejny Michał Gołkowski utwierdził mnie w przekonaniu, że jest najlepszym i najoryginalniejszym polskim pisarzem "fantastyki". Audiobook czytany przez Grzegorza Pawlaka to miód na uszy!
Michał Gołkowski doskonale wie, jak szokować i za nic mieć wszelkie świętości. Powraca Ezekiel Siódmy z nową misją. W Komorniku. Arenie Dłużników nie da się narzekać na nudę.
Zek zajmuje Tron Boga i sam nim się staje. Nie dane mu jednak jest długo cieszyć się tym stanem, bo w bramach Raju pojawia się Anioł Szemijazasz, skazany przed wiekami na wieczne spadanie i nie ukrywa, że to właśnie on powinien zajmować miejsce należące obecnie do eks Komornika. Zek nie tylko musi utrzymać swą nową pozycję ale dodatkowo postanawia zapobiec Apokalipsie, aby to zrobić musi dokładnie wylądować w punkcie Przed, w którym wszystko zaczęło się. Misja ta nie tylko napotka na spore trudności, ale nieustannie musi zmagać się z Aniołem oraz stawić czoła Archistrategowi Michałowi.
O ile w pierwotnej trylogii Komornika przemierzaliśmy połacie postapokaliptycznej ziemi, to teraz cofamy się do czasu, kiedy ten cały bałagan się zaczął. Michał Gołkowski doskonale sprawdza się w ramach powieści drogi, w której to wraz z Zekiem przemierzamy Stany Zjednoczone, docieramy do Włoch - a zwłaszcza do Rzymu. Oczywiście w pewnym momencie okazuje się, że należy ruszyć dalej. Towarzysząc byłemu Komornikowi ponownie nie zabraknie sporej dawki adrenaliny, a może nawet jest ona zdecydowanie w większym stopniu niż wcześniej. Wraz z nim i grupką nowych towarzyszy obserwujemy świat, w którym absolutnie nie mielibyśmy ochoty znaleźć się na prawdę. To świat pełen przemocy, zdrady, fanatyzmu i okrucieństwa. Ostrożność jest potrzebna na każdym kroku i pod żadnym pozorem nie wolno zaufać Świętym, bo bardzo szybko potrafią przysporzyć nie lada problemów. Szybko okazuje się, że w momencie końca świata wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. To w Wiecznym Mieście przebywają dłużnicy w miejscu zwanym Areną Dłużników. Życie w niej składa się z ciągłych ćwiczeń i walk gladiatorów. To miejsce znane Górze, ale jakoś specjalnie nie przejmuje się ona nim. Do czasu.
W Komorniku. Arenie Dłużników na nowo pojawią się znane z wcześniejszej trylogii postacie, jednak ukazane w dość intrygujący sposób. W obecnym sequelu non stop jesteśmy zaskakiwani. O ile poprzednio akcja była powolna, to mam wrażenie, że teraz zdecydowanie od samego początku przyspiesza. Staje się dynamiczna, nieoczywista i wszystko zmienia się niczym w kalejdoskopie. Całość dąży do tego decydującego momentu. Chwili, w której porządek ustalony przez anielskie istoty zachwieje się, a słudzy postanowią zrzucić jarzmo. Równocześnie zdajemy sobie sprawę w jakim kierunku zmierzamy i że od raz podjętej decyzji nie ma odwrotu. Tego nie da się zatrzymać, a konfrontacja jest nieunikniona. Początkowo pod względem obrazoburstwa i bluznierczości Michał Gołkowski złagodniał, jednak to tylko pozory i tak, jak w wcześniej, tak teraz nie jest to pozycja dla osób wrażliwych na tle religijnym. W Arenie Dłużników warstwa ta nabiera nowej formy. Motywy biblijne ograniczone są do niezbędnego minimum, a ostrzu ironii poddana zostaje ślepa religijność. Przy czym w jednym momencie przekroczone zostaje poczucie dobrego smaku.
Dopiero w kontynuacji przygód Ezekiela Siódmego uzmysławiamy sobie, że pod płaszczem rozrywki ukryte zostają istotne kwestie dotyczące despotyzmu politycznego i zniewolenia człowieka. Sprowadzenie go do podrzędnej roli, a jego życie jest w oczach dyktatora bez znaczenia. Obserwujemy, jak ślepe posłuszeństwo staje się prawem. Po ulicach pełno sługusów nowego reżimu. Powstają obozy, do złudzenia przypominające nazistowskie miejsca kaźni. Gołkowski wykorzystując temat apokalipsy ostrzega czytelnika, wzbudza czujność i nieustannie stawia pytanie dokąd zmierzamy, dokąd zmierza świat.
Komornik. Arena Dłużników nie tylko dorównuje pierwotnej trylogii, ale mam wrażenie, że jest zdecydowanie lepsza. Nie radziłbym jednak zaczynać tego cyklu, bez znajomości wcześniejszej serii. Pełno bowiem spoilerów do tamtych tomów. Michał Gołkowski ponownie bryluje ciętym językiem i czarnym humorem. Aż żal żegnać się z Zekiem i jego ekipą.
Jestem na świeżo po lekturze i nie mam pojęcia co napisać. Przesiąknięty językiem Areny Dłużników mogę napisać, że była to prawilna, niekoszerna lektura.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że humor autora nie jest dla każdego. Do mnie trafia za to w stu procentach. Co prawda jestem trochę zawiedziony, że po pierwszym tomie, gdzie sporo podróżowaliśmy z bohaterami, w tym spędzamy czas głównie na Arenie Dłużników. Zaś grubość tego tomu wynika w dużej mierze z zawartych przemyśleń Zeka, wplatanych w fabułę. Są momenty, gdy nie jestem pewny, czy to tylko przemyślenia Zeka, czy autora, ale i tak jest zajebiście. Wybaczcie wplatane gdzieniegdzie mocno niekoszerne słowa, ale po lekturze nowego Komornika też przesiąkniecie tym językiem.
Autor wchodzi na wyższy poziom definicji totalnej jazdy bez trzymanki oraz abstrakcji. Zarówno w akcji, jak i humorze. Fikcja miesza się z rzeczywistością. Momentami autor przebija tak zwaną czwartą ścianę...albo tylko tak mi się zdaje. Naprawdę ciężko nie być skołowanym po lekturze. Tak pozytywnie oczywiście. Jak przysłowiowe gówno w przeręblu.
Lektura Komornika nie jest absolutnie polecana przeze mnie osobom o słabych nerwach. Z nietolerancją laktozy, znaczy brakiem tolerancji na to co nietolerancyjne. Kurczę, myślę że tak kilka Komorników z rzędu i człowiek zaczyna myśleć i pisać jak Zek. Przesiąka niekoszernym humorem, ocierającym się gdzieniegdzie o potężne suchary. Ale takie suchary, które bawią starego marudę, autora tej opinii. Komornik to książka wyjątkowa i na tyle specyficzna, że albo się ją kocha, albo nienawidzi. Ja co prawda fragmentami sam myślałem, że to przeginka lub pomijałem niektóre już zbyt dygresyjne rozmyślania Zeka. Ale całościowo to gites lektura. Weźcie sobie fabułę o gladiatorach walczących na śmierć i życie i dodajcie do tego tęczowe barwy, mnóstwo przekleństw i jazdy po wszystkim co święte i nieświęte. Autorze nie wiem co planujesz w trzecim tomie, ale jestem z Tobą na dobre i na złe. A Komornika oczywiście polecam!
Tak spieprzyć tak dobrą książkę to trzeba naprawdę umieć. Gdyby ze środka wyrwać 150 stron czytelnik by się nawet nie zorientował a na pewno nie wynudził jak mops je czytając. Początek jest niesamowicie dobry, zakończenie rewelacyjnie fantastyczne. W samym środku jednak wieje sandałem jak w słabym westernie. Ta książka jest po prostu za długa. Niesamowity natomiast jest poziom absurdu, humoru, znajomości memów i odniesień do bieżących wydarzeń. Za to czapki z głów, jednak na więcej gwiazdek tej pozycji ocenić nie można.
Obrazoburcza, śmieszna i całkiem przyjemna. Gołkowski w najlepszej formie, w pierwszym tomie pływaliśmy za 'upadjącym' świecie współczesnym . W 'dwójce' już mam nowy-stary świat apokalipsy gdzie stare trick czasem wychodzą, a czasem wychodzą bokiem.
Książka tak jak pierwszy tom zawiera setki mrugnięć do czytelnika, ale tak wplecione w dialogi i sytuację, że tylko konser pato-memów, i katolickiej kultury archiwalnej złapie żart.