Wybitna, kompleksowa i pojętna opowieść o języku migowym, która po 35 latach wciąż może zaskakiwać swoją przenikliwością (zwłaszcza w kraju o takich uwarunkowaniach jak Polska).
Składa się z trzech części — pierwsza to w zasadzie wprowadzenie do świata Głuchych, niesłyszących, migających, także do istoty języka dla człowieka.
Druga część to fascynująca i otwierająca oczy analiza wpływu języka na życie człowieka, jego neurologicznych i społecznych zdolności; także historii i ewolucji języka, w tym języka migowego, oraz badań w tych dziedzinach (Chomsky, Vygotsky, Stokoe, Bell, Gallaudet). Autor, neurolog, wykazuje się dogłębną znajomością społeczności g/Głuchych, w tym osób z afazją, zespołem Tourette'a, chorych psychicznie, tzw. „dzikich dzieci”, itd. Przekrój poruszanych tu tematów jest przepastny.
Ostatnia część to świeża relacja ze słynnego i przełomowego dla tożsamości Głuchych protestu Deaf President Now na Uniwersytecie Gallaudeta, która potencjalnie miała doprowadzić do wzrostu samoświadomości i tożsamości paternalizowanych Głuchych.
„Chociaż uczenie się „słów" w języku migowym może występować u dzie ci głuchych wcześniej niż uczenie się słów u dzieci zdrowych, to jednak nabywanie umiejętności posługiwania się strukturami gramatycznymi po- jawia się mniej więcej w tym samym czasie w jednej i drugiej grupie dzieci. [...]. Jednak jest faktem niezwykle zastanawiającym, że dziecko niesłyszące już w wieku 4 miesięcy umie wykonać odpowiedni znak oznaczający, że chce mleka, podczas gdy dziecko zdrowe potrafi jedynie płakać lub rozglądać się dokoła. Być może dla wszystkich dzieci okazałoby się korzystne, gdyby nauczyły się kilku znaków języka migowego!”
„Już w XVI w. głuche dzieci z niektórych rodzin szlacheckich uczono mówić i czytać, aby mogły być traktowane przez prawo jak osoby normalne (niemowy nie miały możliwości podejmowania działań prawnych)”
„Większą część dnia spędzałem z matką i rozumiałem prawie wszystko, co do mnie mówiła. A właściwie dlaczego miałoby być inaczej? Nie będąc tego świadom, przez całe życie czytałem z ruchów jej warg. Gdy do mnie mówiła, miałem nieodparte wrażenie, że słyszę jej głos. [...] Świadomość tego, że nie słyszę, że są to głosy-projekcje, że po prostu rozumiem, co mówią dzięki czytaniu z ruchów ich warg, dotarła do mnie dopiero po opuszczeniu szpitala. Pewnego dnia rozmawiałem ze swoim kuzynem, który nagle zakrył usta dłonią. Cisza! Wtedy po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że nie potrafię „słyszeć, gdy nie widzę...”
„Tak więc dla Platona język, wiedza, epistemologia są wrodzone - cały proces uczenia się jest właściwie procesem przypominania, reminiscencji, jednak może on nastąpić dopiero po spełnieniu odpowiednich warunków, czyli w obecności mediatora, który będzie nauczycielem i partnerem w dialogu”
[Matki] „»w sposób bar- dzo głęboki przetwarzają świat postrzegany przez nasze zmysły, a narzędziem pozwalającym im na dokonanie tego przekształcenia jest język. Świat, który dzięki takim zabiegom poznaje dziecko, jest o wiele bogatszy i bardziej interesujący. One także nazywają otaczające dziecko obiekty, ale nazywają również to, co nie znajduje się w sferze poznania zmysłowego, a dla poszerzenia owego procesu opisu rzeczywistości posługują się przymiot- nikami... W świecie tak przedstawionym pojawiają się ludzie oraz ich działania opisane za pomocą m.in. przysłówków. Nie tylko opisują one otaczający je świat, ale pomagają swoim dzieciom zreorganizować go na swój sposób i myśleć o całej jego złożoności.«
Matki te stymulują tworzenie się świata o charakterze koncepcyjnym, który nie tylko nie zubaża świata postrzeganego za pomocą zmysłów, ale wzbogaca go i umieszcza na płaszczyźnie symboliczno-znaczeniowej”
„Kolejnym dowodem składniowej i fonemicznej struktury języka migowego są obserwacje odnoszące się do języka migowego osób dotkniętych psychozami - np. w przebiegu schizofrenii (język migowy chorych psychicznie). Mamy tu do czynienia z rozczepieniem, rozkładem i ponownym złożeniem języka migowego, tworzeniem neologizmów oraz dziwnymi formami gramatycznymi (w ramach istniejących struktur gramatycznych). Analogiczna sytuacja pojawia się w przypadku osób słyszących i posługujących się językiem mówionym, które są chore psychicznie”
„Żywione kiedyś przekonanie, że utrata słuchu powoduje kompensację w postaci zwiększonej wrażliwości na bodźce wzrokowe, nie może być odnoszone jedynie do posługiwania się językiem migowym. Wszyscy głusi, nawet ci, którzy utracili słuch już po tym, jak nauczyli się mówić i ciągle posługują się językiem mówionym, mają pewną większą wrażliwość zmysłu wzroku i zachodzi u nich coś, co można by określić jako bardziej wizualną orientację w stosunku do otaczającego ich świata. [...] I tak np. osoba słysząca umie przewidzieć, kiedy skończy się rozmowa telefoniczna na podstawie intonacji głosu i oczywiście wypowiadanych słów; podobnie niesłyszący (można porównać go do kogoś, kto czeka na zewnątrz szklanej budki telefonicznej) potrafi ocenić, kiedy rozmowa ta może zbliżać się do końca. Jest to możliwe dzięki zauważaniu drobnych gestów i ruchów - zmiany w położeniu ręki na słuchawce, zmiany sposobu stania, odsuwanie się głowy od słuchawki, przebieranie stopami oraz zmiany wyrazu twarzy”
„Od wielu lat wiadomo, że angielski w wersji języka migowego jest trudny i obciążający dla osób, które się nim posługują. Niesłyszący - pisze Bellugi - mówią nam, że mimo iż potrafią przetwarzać poszczególne elementy w tym języku, mają trudności, gdy dochodzi do przetwarzania całych wiadomości, przedstawionych w postaci tzw. „ciągów sekwencyjnych". Trudności te nie maleją wraz z coraz dłuższym posługiwaniem się tym językiem i są spowodowane pewnymi fundamentalnymi uwarunkowaniami o charakterze neurologicznym - szczególnie związanymi z tzw. pamięcią krótką i przetwarzaniem kognitywnym. Żaden z tych problemów nie pojawia się w przypadku posługiwania się ASL, który dzięki wykorzystywaniu struktur przestrzennych wydaje się idealnym językiem wizualnym”