Czternastoletni Munio, o rok młodszy Tunio, sześcioletnia Rzodkiewka - Monika, Babcia i Mama przeprowadzają się z wielkiego miasta do Śmietankowa (urocza nazwa, tak na marginesie!) po śmierci męża Mamy, czyli Marii Ptaszkowskiej. Przypadkiem odkrywają ostatnią tajemnicę pana Zielińskiego - zmarłego właściciela biblioteki w Śmietankowie. Wzorując się na bohaterach kryminalnych powieści, ze spokojem szukają ukrytego skarbu, ale z przestępcami nie ma żartów - są gotowi nawet do porwania!
Grozę wydarzeń Małgorzata Musierowicz zakryła solidną dozą humoru i, tętniącą po brzegi miłością, rodziną Ptaszkowskich.
Małgorzata Musierowicz (b. January 9, 1945 in Poznań, Poland) is a popular Polish writer, author of many stories and novels for children and teenagers, but read with pleasure by adults too.
Nic nie poradze, ze tak lubie mlodziezowki z czasow PRLu! W tej jest wszystko - ukryty skarb, przemadrzale dzieci rzucajace cytatami z Szekspira, inteligentny kurczak, milicjant, ktory na bystrego nie wyglada, a okazuje sie, ze jednak ma swoj rozum, ironiczna babcia, milosc w roznych postaciach, zlodzieje dziel sztuki, zycie nad jeziorem, lato, biblioteka, rodzina podstawa zycia narodu... Przypomina mi bardziej moj ukochany "dlugi deszczowy tydzien" niz Jezycjade, ktorej pisaniu oddala sie pozniej autorka, ale to nawet i lepiej. Tylko teraz marza mi sie kolejne podobne lektury, a skad ja je tutaj wezme??? 😬
W zeszłym roku dobrnęłam do połowy i zaczęłam się zastanawiać co ja za dzieciaka widziałam w tej serii, bo w tej książce kompletnie nic się nie dzieje. Przysypiałam co kilka kartek, wiec porzuciłam lekturę. Dziś ją dokończyłam z zupełnie innymi wrażeniami. Wydaje mi się, że tej części nigdy nie czytałam. Jest to początek całej serii, wiec założyłam że może być gorszy, ale do połowy to była nuda do kwadratu. Dopiero druga część książki nabiera rumieńców. Zaczyna się akcja i to całkiem sympatyczna i zajmująca. Oczywiście Rzodkiewka i jej kura Franuś wygrywają wszystko. Bardzo pogodna książka, tego nie można jej odmówić. Cieszę się, że ostatecznie nie straciłam nadziei do tej serii i mam ochotę na lekturę kolejnych tytułów.
Musierowicz utarła mi nosa i nawet nie jestem na nią zły, wręcz przeciwnie. W podstawówce czytałem jej „Kłamczuchę” jako lekturę i pamiętam, że w ogóle mi się ta książka wtedy nie spodobała. Ale, ale! „Małomówny i rodzina” była po prostu wspaniała. To była najukochańsza, najsłodsza, najbardziej ciepła i rozkoszna książka dla dzieci jaką czytałem. Jestem pod wrażeniem oryginalnego, zabawnego, przeuroczego stylu pisania Musierowicz, a także jej bogatego zasobu słownictwa. Po prostu się przez to płynęło. Klimat jest tutaj niepodrabialny. Miłość do dzieci i wysoka wrażliwość autorki kipi tutaj z każdej strony. Mimo mojego wieku bawiłem się naprawdę świetnie i w ogóle się nie nudziłem podczas tej lektury. Kompletnie się tego nie spodziewałem. Munio, Tunio, Rzodkiewka i cała reszta mieszkańców Śmietankowa na długo pozostaną w moim sercu.
W tym roku na razie czytelniczo powoli, ale tu mam taką ciekawostkę. W przedmowie do wydania drugiego p. Musierowicz przeprosiła czytelników, bo musiała praktycznie przepisać pierwsze wydanie. Gdy to przeczytałam, zaciekawiło mnie co było aż tak źle, że trzeba było przepisywać. I teraz w końcu mogę o tym napisać :)
Po pierwsze obecność papierosów: w wydaniu pierwszym na przykład częstują papierosem, a w drugim miętówką.
Po drugie przemoc: wyobraźcie sobie, że w pierwszym wydaniu jeden z głównych bohaterów zna judo i tym wywalcza sobie pozycję w okolicy. W drugim oczywiście nikt się nie bije :)
Po trzecie: traktowanie kobiet. W wydaniu pierwszym kobiety są niewidoczne, a nawet padło stwierdzenie, że kobiety to gaduły i plotkarki (wszystkie). W drugim wydaniu zostało to złagodzone - jednak tylko niektóre.
Po czwarte: OMG zakończenie. Jakie to szczęście, że zostało przepisane. W wydaniu pierwszym mamy pogadanki historyczno muzealne i do finału trudno dobrnąć. W drugim wydaniu mamy znajoma lekkość p. Musierowicz.
W tym miejscu może dam spokój, różnic jest sporo. Ale chyba najważniejsza jest taka, że w drugim wydaniu p. Musierowicz dała "Małomównemu... " swoją lekkość i sielankowość, a to chyba dlatego tak miło się do jej książek wraca (mimo, że światopoglądowo się mocno zestarzały).
Ciekawy eksperyment :) fajnie, że udało mi się go wykonać :)
Jak zwykle przytulna i pełna humoru. Duża ilość bohaterów i świetny klimacik. Nie zanudziła nawet przez moment, szczególnie, że dużo się działo. Ta część zdecydowanie różni się od wszystkich, które jak do tej pory udało mi się przeczytać.
- 1 gwiazdka za twierdzenie, że dzieci muszą jeść mięso (żartuję, nie zabijajcie mnie) Tak serio to po prostu ta książka nigdy dla mnie nie dorównała poziomowi Jeżycjady (wzgl. reszty Jeżycjady, nie spierajmy się teraz o to, czy jest częścią cyklu, czy też nie). Bardzo lubię niektórych bohaterów, a szczególnie Munia, i jest wiele śmiesznych scen, ale powieści kryminalne, nawet dla dzieci, widocznie nie są dobrą stroną Musierowicz i dobrze, że się wcześnie na tym poznała.
3.5 gwiazdki, ponieważ nie mam żadnego sentymentu do tej serii, tak naprawdę czytałam tylko jeden tom jako lekturę z podstawówki. ale całkiem przyjemna sprawa i mam nadzieję, że dalej będzie tak samo dobrze albo lepiej.
Jeżycjada to cykl, o którym chyba słyszał każdy, a wielu czytelników ma za sobą sporą ilość tomów. Ja doskonale pamiętam, jak będąc dzieckiem, a później nastolatką, poznawałam historie tworzone przez Małgorzatę Musierowicz, jednak zdecydowanie nie robiłam tego po kolei. Do tego minęło tyle czasu, że aktualnie nie wiem, którą część mam za sobą, a jakiej jeszcze nie, zatem w tym roku postanowiłam nadrobić zaległości i rozpocząć przygodę z tym popularnym cyklem.
"Małomówny i rodzina" to tom zerowy Jeżycjady, przedstawiający perypetię Ptaszkowskich, w których skład wchodzi mama, 14-letni Munio, rok młodszy Tunio oraz 6-letnia Monika, zwana Rzodkiewką. Po śmierci ukochanego taty cała rodzina wraz z babcią przeprowadzają się na wieś o nazwie Śmietankowo. Ich życie wydaje się przenieść na spokojne tory, jednak okazuje się, że dom nieustannie nawiedzają włamywacze, którzy pragną odnaleźć skarb zmarłego właściciela domu. Rodzeństwo postanawia rozwikłać tę zagadkę, wpadając w niemałe tarapaty...
Kto jak kto, ale Małgorzata Musierowicz potrafi wykreować sympatycznych i charakternych bohaterów. Zaradny życiowo i sprytny Tunio, pomysłowy Munio, którego wypowiedzi są często cytatami ze znanych dzieł literackich, czy urocza Rzodkiewka uwielbiająca jeść. Poboczne postacie są równie interesujące oraz zapadające w pamięci - wspaniała mama, przekochana babcia bądź doktor smalący cholewki do pani Ptaszkowskiej. Nawet tytułowy Małomówny, będący kurczakiem uratowanym przed zjedzeniem przez wrażliwą Monikę, staje się pełnoprawnym członkiem rodziny, mającym co nieco do powiedzenia.
Długo szukałam informacji na temat roku wydania "Małomównego i rodziny po poprawkach". Do tej pory nie znam dokładnej daty - dowiedziałam się jedynie, że to okolice 90-tego roku. Poza tym trafiłam na sporą ilość narzekań dotyczących nowej wersji owej książki, w której podobno doszło do wielu niepotrzebnych zmian spowodowanych poprawnością polityczną, jak głoszą miłośnicy Jeżycjady. Osobiście nie mogę stanąć po żadnej ze stron, ponieważ nie czytałam pierwowzoru, jednak sama Musierowicz na początku "Małomównego i rodziny" stwierdza, że poprawiając tę historię, w zasadzie napisała ją na nowo, zatem bardzo dobrze rozumiem rozterki fanów - też nie byłabym zadowolona, gdyby do ukochanej opowieści wprowadzono tyle znaczących zmian.
W mojej pamięci tkwią dobre wspomnienia z Jeżycjadą. "Małomówny i rodzina" wydaje się odstawać poziomem od swoich następczyń, ale na pewno jest to całkiem dobra lektura do poczytania w pochmurne popołudnia, kiedy za oknem szaruga. Trochę humoru, szczypta ironii, wydarzenia rodem z zabawnego kryminału, a także opowieść przepełniona archaizmami oraz słownictwem, którym nie posługuje się dzisiejsza młodzież - przyjemny powrót do dzieciństwa i młodzieńczych lat... Do tego istotne motto, jakie trzeba zapamiętać - rodzina to podstawa narodu. Kochajmy się!
Całkiem przyjemna lektura, ale irytowała mnie jednowymiarowość postaci: Munio jest wyłącznie geniuszem, Rzodkiew ZAWSZE myśli o jedzeniu, a doktor Bratek jest ideałem męskości. Mimo tego i mimo przewidywalności historii, całkiem polubiłam tych bohaterów i chętnie sięgnę po kolejny tom.
Kocham Jeżycjadę od 6 klasy! Nie miałam nigdy okazji przeczytać tej serii w całości, z przyjemnością to zrobię, młodzieżówki z PRL są całkiem fajne, to był przyjemny powrót do dzieciństwa 🫶🏼
Jedna z lepszych części Jeżycjady. Żadna z pozostałych, które przeczytałam nie miała aż tak rozbudowanej akcji, a tu tajemnice, poszukiwanie skarbu i złoczyńcy. Trochę vibe lektur z podstawówki, ale to dobrze. Tylko... kolejna książka Musierowicz i kolejny nastolatek randomowo cytujący Mickiewicza czy innego Szekspira - too much.
To mnie nauczy, żeby spisywać sobie notatki w czasie czytania albo pisać reckę od razu po skończeniu lektury.
Ok, spróbujmy.
Prawda jest taka, że 20 lat temu przeczytałam tę książkę zylion razy. Miałam wtedy fazę na Bahdaja, Niziurskiego i Nienackiego i wszystkie te książki o młodocianych detektywach. Próbuję teraz zakrzewić podobne sympatie w moich synach, więc zaczęłam od czegoś mało skomplikowanego.
Jest to debiut Musierowicz, ale widać tu motywy, do których chętnie wracała w kolejnych książkach z serii Jeżycyjady, a do których przywiązana jest teraz wręcz obsesyjnie. Wiejska sielanka i jej wyższość nad miejskim życiem, politowanie nad ludźmi niełapiącymi w lot cytatów z Szekspira i łacińskich sentencji, wreszcie łączenie w pary do grobowej deski dziewczyn i chłopców, którzy ledwo pisali maturę.
Historia jest dość absurdalna, przynajmniej z punktu widzenia człowieka rodzica współczesnego, który raczej ogarnia, gdzie i z kim aktualnie bawi się jego dziecko (pozdro dla ludzi wychowanych w latach 80-90, z kluczem na szyi i śpiących na dnie jeziora #niktnienarzekał). Czarne charaktery są bardzo jednowymiarowe i totalnie pozbawione wyobraźni i troski o to jakie będą konsekwencje przetrzymywania przez parę dni gromadki dzieci w garażu (ej, po 42 latach to chyba nie jest spoiler?).
No ale jednak cztery gwiazdki, bo nostalgia robi swoje i czyta się to przyjemnie. Trzeba tylko wyłączyć tę część mózgu, która odpowiada za logiczne myślenie.
Są takie serie do których wraca się po latach z nutką nostalgii. Chociaż Jeżycjady nie przeczytałam nigdy od A do Z, tak pamiętam, że od małego chciałam nadrobić każdy pojedynczy tom. Kiedy tylko zobaczyłam, że na Legimi pojawiła się część “0”, stwierdziłam, że jest to idealny moment na rozpoczęcie tej przygody od samego początku. Ta seria starzeje się i nie można tego w żaden sposób ukryć. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal jest to całkiem dobra rozrywka. Książka nie wymaga ponad przeciętnego skupienia się od czytelnika, wystarczy tylko odrobina czasu i dobrego nastroju, a można mieć już zagwarantowaną podróż w czasie. Chociaż od zapoznania się z tym tomem minął już u mnie ponad rok, to z następnymi częściami jeszcze się nie zaznajomiłam. Mam nadzieję, że w 2026 roku uda mi się nadrobić jak najwięcej.
jakie to było wspaniałe! ciepłe i słoneczne! zdecydowanie warta przeczytania, chociaż niektórzy do jeżycjady nie zaliczają. bohaterowie przecudownie wykreowani, świetnie się bawiłam przeżywając przygody Rzodkiewki, Munia i Tunia! a Franek! c u d o
Nie nadążałam za tymi dziećmi... Myliły mi się imiona, zdrobnienia, przezwiska i nie wiedziałam, które jest które... Siódemka plus kurczak to dla mnie za wiele...
W dodatku nie wiem, czy to przez to, że niedawno czytałam "Wszystkie światła gasną", ale denerwowała mnie wszechobecna intertekstualność. Naprawdę dziesięciolatki cytujące Mickiewicza, Słowackiego czy Szekspira to przesada...
11.2019: bez oceny 2023: ✨3,75✨ Od mniej więcej połowy ta książka tak wciąga, że nie można się oderwać. Czytałam ją już chyba z 5 razy (jak nie więcej) i za każdym razem odczuwam to samo.