Masz tylko dwie możliwości. Możesz stąd uciec albo możesz tutaj umrzeć.
Do Malumic, spokojnej wioski wciśniętej pomiędzy lasy, przyjeżdża rodzina Bocheńskich. Niewiele mówią o swojej przeszłości i z rezerwą podchodzą do miejscowych. Janusz Bocheński zaczyna pracować w pobliskim markecie budowlanym na stanowisku poniżej swoich kwalifikacji. Kinga, jego córka, nienawidzi nowego miejsca i swojej macochy. Planuje ucieczkę. Od śmierci matki uciekała już wcześniej wiele razy, ale zawsze wracała.
Wkrótce, w noc po corocznym festynie, Kinga znika. Policja jest przekonana, że kolejny raz uciekła, ale jej ojciec w to nie wierzy. Mieszkańcy Malumic organizują przeszukanie pobliskiego lasu. Niedługo potem znajdują okaleczone ciało. To miejscowy chuligan, z którym dziewczyna potajemnie się spotykała.
Czy to Kinga zabiła chłopaka? Czy ona również znalazła się w niebezpieczeństwie?
Nie każdy wierzy w niewinność dziewczyny. Nie każdy chce, aby została odnaleziona. Nie każdy ma czyste sumienie.
„Skrzydła i kości” to niezwykle klimatyczny thriller obyczajowy. Joanna Pawłusiów w swojej książce przedstawia historię zbrodni, która wpływa na pokolenia, oraz snuje opowieść o chęci chronienia najbliższych bez względu na koszty.
Pełna snującej się grozy, pełna napięcia powieść obyczajowa z motywami kryminalnymi. Historia zbrodni cichych i niespiesznych, takich, które często przechodzą niezauważone.
Lektura „Skrzydeł i kości” to trochę jak snucie się po sennym koszmarze, w którym wszystko wokół może być czymś innym, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Joanna Pawłusiów zadbała o to, by wisiało tu widmo niedopowiedzeń i nieskończonej tajemnicy. Zagadka śmierci, zagadka zaginięcia – jest ich więcej, to jedynie czubek góry lodowej, która w Malumicach ma korzenie długie i szerokie jak drzewa w okolicznych lasach. Nie sposób rozwiązać każdą z nich, można jedynie podejrzeć, rozeznać się w tej dziwnej mgle…
Można w tej historii przepaść bez reszty, upalna aura za oknem jedynie służy tego typu historiom. Joanna Pawłusiów donikąd się nie spieszy, nie rozpędza się, wciąga nas natomiast w wędrówkę między domami, między drzewami, głębiej w cudzą rozpacz, zagubienie, ból. Pojawia się poczucie niepokoju, czasami rodzi się przerażenie, wokół wszystko zasnuwa cień. Z Malumic nie ma ucieczki – można jedynie udawać, że kiedyś się wyjedzie, ucieknie, znajdzie nowe życie.
Podoba mi się, że „Skrzydła i kości” to taki kryminał bez kryminału, powieść obyczajowa z dreszczykiem, coś więcej niż prosty schemat. A zakończenie przynosi dziwne poczucie niepokoju. Po tak intensywnym w emocje debiucie jestem ciekawa, co Joanna Pawłusiów zaserwuje czytelnikom następnym razem.
Niecodzienna książka. Niezwykle obrazowa w treści, bez wątpienia wciągająca, momentami wręcz jawnie zaskakująca i szalona. Skrzydła i kości to przede wszystkim świetnie skrojony thriller o charakterze rodzinno-obyczajowym, historia niebywale intrygująca, ale też dobitnie portretująca konsekwencje dokonanej zbrodni. W pamięci najbardziej zapada zbudowany tu klimat małej społeczności – w odczuciu szczelnie zamkniętej, nieprzeniknionej i pełnej sukcesywnie odkrywanych tajemnic. Naprawdę warto poczuć smak tych wydarzeń.
Raz na jakiś czas przychodzi nam się zmierzyć z książkami, które nie przypadają nam do gustu a czytanie ich jest niestety dość męczące, ponieważ historia nie wciąga tak jak powinna! Tak też zadziało się w przypadku "Skrzydeł i kości", które po opisie i okładce jawiły mi się jako małomiasteczkowy / wiejski thriller, który mnie wciągnie, tylko nic bardziej mylnego - mnie on niestety nie porwał... czemu - to postaram się wyjaśnić w dalszej części. Sam początek historii i jej wprowadzenie uważam za intrygujące, bo nie wiemy co się dzieje nagle wraz z bohaterami (rodziną Bocheńskich) musimy odnaleźć się Malumicach, tylko dlaczego co się wydarzyło wcześniej, że ta rodzina udała się na wygnanie - ja się tego nie dowiedziałam a wielka szkoda, bo miało to potencjał by sprawić, że starsza córka zostanie jakoś ubawiona a nie nijaka, z cechą, że jest pięknej urody... a poza tym nic o niej nie wiem. Taka sama zasada tyczy się reszty bohaterów - płascy i kartonowi, a te postaci, które miały potencjał (dwie lub trzy) nie miały nawet okazji rozłożyć tu skrzydeł... Pomysł Pani Joanny na fabułę hmmm... był ciekawy, jednak chciała za dużo umieścić w tej krótkiej książeczce, nie ma tu jednego głównego wątku, a kilka które się przewijają i są pokazane jak równie ważne - taki zabieg mógłby się udać u doświadczonego autora i przy zdecydowanie większej ilości stron. A zakończenia to nawet nie muszę komentować... kompletnie zabiło jakąkolwiek możliwą (u mnie o takiej ocenie) radość z lektury... no i cóż... ja tej książki polecić nie mogę, chyba, że dla mało wymagającego czytelnika.
Książka autorstwa Joanny Pawłusiów, miała wszystko to, co miało przyciągnąć do niej uwagę czytelnika – rzucającą się w oczy okładkę, której mroczny klimat zapowiadał równie mrożącą krew w żyłach opowieść, skrzętnie ujętą notę wydawniczą, która zapowiadała wartką akcję, pełną napięcia i zwrotów akcji, a wreszcie liczne patronaty literackie, które gwarantować miały kryminalną rozrywkę na wysokim poziomie. Czy jednak oczekiwania w przypadku „Skrzydeł i kości” sprostały rzeczywistości? Przyznam szczerze, że po lekturze czuję się zawiedziona i odrobinę nabita w butelkę. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że idąc tropem ornitologiczny, Autorka chciała chwycić zbyt wiele srok za ogon, co sprawiło, że chyba nie do końca miała pomysł jak wybrnąć z zagmatwanej historii, w którą sama, na własne życzenie się wplątała. Ilość wątków poruszonych w „Skrzydłach i kościach”, wielość opowieści i postaci, z których każda ma coś do powiedzenia sprawił, że trudno było się w tej książce odnaleźć, podobnie jak i zorientować się, która z postaci ma tu wieść prym. Obok poszukującej swego miejsca na ziemi i liczącej na nowy start w Malumicach rodziny Bocheńskich – Janusza i Elżbiety oraz ich córek – małej Marysi oraz pełnoletniej już, lecz wciąż spędzającej rodzicom sen z powiek Kingi, są i liczni miejscowi jak stara Słaboniowa, Jadwiga i jej syn Michał, Krzysztof wraz z rodziną, w tym nastoletnią córką Oliwią, czy Urszula z mężem, którzy z mniejszym lub większym entuzjazmem, a czasem wręcz z wrogością podchodzą do nowych mieszkańców. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy po zabawie na wiejskim festynie w niewyjaśnionych okolicznościach znika Kinga, a kilka dni później w lesie odnalezione jest ciało jednego z miejscowych watażków. Co stało się z dziewczyną? Czy stała jej się jakaś krzywda? Czy może znudziło jej się sielskie życie i postanowiła uciec do miasta? A może jej zniknięcie ma jakiś związek ze znalezionym ciałem? Czy te historie w jakiś sposób się wiążą? Wracając do książkowych wrażeń. To co intrygowało w trakcie lektury to podskórnie wyczuwalna tajemniczość, taka aura mistycyzmu spowijająca całą wieś i wpływająca na zachowania bohaterów. Czasami miałam wrażenie, że ta atmosfera przypomina odrobinę klimat kultowego już miasteczka Twin Peaks, co z pewnością potęgował również motyw ptaków. Miałam wręcz czasem wrażenie, że Malumice to takie przeklęte przez Boga miejsce, które odciska piętno na losach swych mieszkańców. W trakcie lektury jednak ten niepowtarzalny klimat stworzony przez Autorkę powoli rozpływał się niczym poranne mgły, a jego miejsce zajmowało znużenie, wreszcie rozczarowanie sposobem prowadzenia przez Autorkę fabuły, która z kryminalnej historii przerodziła się obyczajową opowieść o zwykłych ludziach i równie przyziemnych ich problemach, a wątek sensacyjny ustąpił miejsca prozie życia, gubiąc gdzieś ten niepokój, który odczuwalny był na początku powieści. Zabrakło mi emocji i budowania napięcia, które trzymałyby zainteresowanie prowadzoną przez Autorkę fabułą. Zbyt wiele wątków okazało się również, aż nadto oczywistych, co odbierało przyjemność czytania, gdyż trudno się było w tej książce zatracić. Oddać trzeba jednak Autorce, że mimo pewnych mankamentów, które jako wytrawnego kryminalnego czytelnika jak na debiut to jest to dobry start, który przy kolejnych literackich odsłonach może jeszcze zaskoczyć czytelnika, przede wszystkim dlatego, że Autorka umiejętnie posługuje się słowem i budowaniem postaci. Liczę zatem na to, że Autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i w kolejnej swej powieści mile mnie zaskoczy. Na co liczę i czego życzę.
„Skrzydła i kości” to debiutancka powieść Joanny Pawłusiów. Czy udany? Uważam, że tak. Znalazłam tu dreszczyk emocji, adrenalinę i gęsią skórkę. Uczucie niepokoju towarzyszyło mi przez całą historię. Czy wyobrażacie sobie przeprowadzkę z miasta do wsi, w której diabeł mówi dobranoc? We wsi Malumice można umierać lub z niej uciekać. Rodzina Bocheńskich wybrała pierwszą opcję. Przeprowadziła się z miasta na wieś. Dlaczego? Przecież nie od dziś wiadomo, że w mieście są większe możliwości na lepsze życie niż na wsi. Ta rodzina wybrała tak jak wybrała. Skutki tego będą przerażające. Janusz Bocheński szybko znalazł pracę. Niestety ona jest poniżej jego kwalifikacji, jednak z czegoś trzeba utrzymać czteroosobową rodzinę. W pracy daje z siebie 110% i komuś to się nie podoba. Ma drugą żonę, z którą ma małą córeczkę. Z pierwszego małżeństwa ma nastoletnią córkę Kingę, która nie trawi swojej macochy. Nie podoba jej się ta wioska. Ma żal do ojca, że musieli się przeprowadzić. Postanawia, że od nich ucieknie – już nie raz to robiła. Czy tym razem ucieknie na zawsze? Czas pokaże. Macocha również nie trawi swojej pasierbicy. Kinga znika po miejscowym festynie. Wszyscy „bardzo mili” mieszkańcy wioski szukają zaginionej dziewczyny. Zamiast niej odkrywają zwłoki miejscowego chuligana, z którym w tajemnicy spotykała się Kinga. Kto zamordował chłopaka? Czy to może Kinga i dlatego uciekła? Prawda was powali na kolana, ale ja wam jej nie zdradzę. Autorka bardzo dobrze opisała mieszkańców naszej wspaniałej wioski. Tutaj plotki roznoszą się z prędkością światła. Nic się przed nikim nie ukryje. Czy skrywane sekrety Bocheńskich również ujrzą światło dzienne? Czy wszyscy mieszkańcy Malumic faktycznie są idealni? Czy może również próbują ukryć swoje nieczyste tajemnice? Poznacie mnóstwo przerażających intryg i tragicznych wydarzeń. Autorka stworzyła dobry i klimatyczny thriller psychologiczny, w którym nic nie jest takie na jakie wygląda. Czy za wszelką cenę chronilibyście swoich najbliższych? Jestem zadowolona z tej powieści. Czas poświęcony na jej czytanie nie był czasem straconym. Ciekawa i oryginalna fabuła, całkiem dobra akcja i na pozór idealni bohaterowie sprawiają, że warto sięgnąć po pierwszą powieść Joanny Pawłusiów „Skrzydła i kości”. Polecam - #mommy_and_books
Jak już wszyscy wiedzą, jestem wielbicielką thrillerów, których akcja rozgrywa się w małych miasteczkach, gdzie każdy każdego zna, a bycie indywidualistą wzbudza plotki i niezdrową ciekawość. Tym właśnie Joanna Pawłusiów mnie kupiła. Malumice, mała miejscowość pod Wolszynem, staje się jednocześnie ucieczką i wybawieniem dla rodziny Bocheńskich, jednak gdy dochodzi do zaginięcia ich córki i odnalezienia w lesie zwłok okolicznego łobuza wszystko się zmienia. Kto zabił Waldka? Gdzie jest dziewczyna i co ma wspólnego ze śmiercią chuligana?
Autorka postawiła na wielowątkową, zawiłą fabułę. Zaginięcie dziewczyny pozornie odgrywa główną rolę, ale w tle dzieje się bardzo dużo. Czytelnik, jako postronny obserwator, jest świadkiem zdarzeń, które tworzą codzienność mieszkańców miasteczka. Jesteśmy towarzyszami ich powodzeń i niedoli, to rzadko spotykane, aby warstwa obyczajowa w thrillerze była aż tak rozbudowana, ale na mnie ten trik zadziałał. Nie znajdziemy tu krwawego mordu, lecz spokojne opisy, a także wręcz rozrysowane konsekwencje, jakie poniesie każdy mieszkaniec Malumic po tym, gdy prawda wyjdzie na jaw.
Jedynym minusem książki jak dla mnie było zakończenie. Nie mogę powiedzieć, żeby było złe, ale momentami odnosiłam wrażenie, że jest wręcz przerysowane i groteskowe. Czy zepsuło mi to przyjemność z czytania? Nie. Ot, mała wada, w każdej książce się jakaś znajdzie.
Podziwiam kreacje małomiasteczkowych bohaterów, które stworzyła autorka, a także wyjątkową atmosferę — niepokojącą, a równocześnie bardzo wyciszającą. Czułam się, jakbym oglądała film, którego akcja rozgrywa się w malowniczych Malumicach, nawet nie wiem, kiedy doszłam do końca, co sprawia, że muszę to napisać: wciągająca książka! Bardzo klimatyczny thriller, który z pewnością trafi do serc wielu czytelników. Ja ze swojej strony mogę go tylko polecić, pomimo niewielkiego minusa, jaki dostrzegłam podczas lektury. A Ty... dasz się oczarować mieszkańcom Malumic?
Książka bardzo nudna! Od początku mnie nie wciągnęła i męczyłam się z przeczytaniem jej. Dodatkowo już na samym początku musimy się zmierzyć z falą imion i nazwisk postaci - jest ich tak dużo, że musiałam się cofać, aby zrozumieć kto jest kim.
Książka mimo że zapowiadała się dobrze to się zawiodłam, wprowadza w lekki rodzaj niepokoju oraz klimat lecz nie rozładowuje tego w sposób jaki się oczekuje