Jaką cenę muszą zapłacić ci, którzy odważą się odejść?
Późne lata dziewięćdziesiąte, transformacja ustrojowa. Przy granicy niemieckiej kwitnie przemyt. Młode małżeństwo, Adam i Ewa Sydlikowie, rozpaczliwie stara się utrzymać na powierzchni, niestety podjęte przez nich decyzje sprowadzają na rodzinę lawinę nieszczęść. Wtedy w ich życiu pojawiają się Świadkowie Jehowy, obiecując upragnioną pomoc. Debiutancka powieść Apostatka to poruszająca historia o trudnych życiowych wyborach, które pozostawiają bolesne piętno na kolejnych pokoleniach. To również odważny głos w dyskusji o destrukcyjnym wpływie współczesnych grup wyznaniowych na społeczeństwo, rodzinę i jednostkę.
Hmmm... nie wiem co o niej myśleć. Jak ją w ogóle ocenić. Przez znaczną większość chciałam nawet wystawić 5⭐️, a potem nagle książka się skończyła. I nie wiem jaki był jej cel. O czym miała opowiedzieć. Bo chyba to co było zamierzone to nie do końca wyszło... Idk ehh, muszę to przemyśleć. Pełna recenzja za jakiś czas.
EDIT:
"Apostatka" to książka opowiadająca o bardzo skomplikowanej relacji człowieka z religią. Mam wrażenie, że naprawdę mało jest takich pozycji, a przynajmniej o bardzo niewielu słyszałam, dlatego gdy autorka odezwała się do mnie z propozycją współpracy, przeczytałam opis i nie wahałam się ani chwili. Bardzo mnie ciekawią książki odkrywające tajemnice przeróżnych religijnych organizacji, szczególnie Świadków Jehowy, nie mogłam się więc "Apostatce" oprzeć. Czy w takim razie spełniła ona moje oczekiwania? Przekonajmy się.
Na początek muszę powiedzieć, że od książki nie łatwo się oderwać. Porusza ona ciężkie tematy, a mimo to napisana jest tak zgrabnie, że nie chcemy jej odkładać. Gdy tylko do niej siadałam, niemal natychmiast się wciągałam, czułam jej klimat i chłonęłam każde słowo. Byłam gotowa dowiedzieć się o Świadkach Jehowy wszystkiego. I... tutaj niestety nie czuję się usatysfakcjonowana. Mam wrażenie, że nie pojawiło się w "Apostatce" na ten temat więcej informacji niż w 16-minutowym wywiadzie na kanale "7 metrów pod ziemią" z byłą wyznawczynią tego ugrupowania (który to odcinek swoją drogą szczególnie polecam) - ba, wydaje mi się, że w tym wywiadzie padło nawet więcej informacji. Było to trochę rozczarowujące, bo naprawdę chciałam się czegoś dowiedzieć i przeczytać wyznania z pierwszej ręki o tym jak wygląda wciąganie "zwykłego" człowieka do grona Świadków Jehowy, a jak ciężkie jest później stamtąd odejście. To też zapowiadał opis, niestety w treści... było to tylko lekko poruszone. Znaczna część książki pokazuje nam przeszłość głównej bohaterki, a raczej jej rodziców; skupia się na młodym małżeństie, które jest w ten związek wyznaniowy właśnie powoli wciąganie i gdy już dochodzimy do etapu, w którym ukazane powinno być to jak ci ludzie całkowicie się mu oddają - bam, przeskok czasowy. W najciekawszym momencie, gdy możnaby świetnie obnażyć mechanizmy i metody działające w tym procesie - zarówno z jednej jak i drugiej strony.
Równie mocno interesowało mnie to co sprawiło, że główna bohaterka postanowiła z ugrupowania odejść i jak radziła sobie gdy rodzina jak i wszyscy dotychczasowi znajomi się od niej odcięli. Pierwsze zdanie prosto z okładki brzmi "Jaką cenę muszą zapłacić ci, którzy odważą się odejść?" - toteż odpowiedzi na to oczekiwałam, byłam bardzo ciekawa jak przez te wszystkie trudy bohaterka przeszła. Niestety nie jest nam dane się tego dowiedzieć - akcja książki przenosi się od razu do momentu, gdy Julia już wiedzie w miarę ułożone życie, ma znajomych "w Świecie" i jest dość prężnie działającą aktywistką, a o swojej drodze raczej nie opowiada, nie wspomina jej. Od tego też momentu nie jestem pewna o czym ta książka miała być. Gdzieś ta wiadomość zanika. Obserwujemy różne wydarzenia z życia bohaterki, śledzimy ją jak się zatraca, jak próbuje odnaleźć siebie (co z zamysłu jest świetne, jednak w wykonaniu nie do końca wybrzmiewa, gubi się gdzieś ten przekaz w natłoku wszystkiego) i... nagle powieść się kończy. Taka urwana jakby w połowie. Zostawiając ogromny niedosyt, bo tak naprawdę tylko wzbudziła apetyt przystawką, nigdy nie dostarczywszy głównego dania.
Kolejnym ciekawym elementem, który pojawił się w książce był wątek technologii i obserwacji obywateli przez rząd. I tak jak sam z siebie ten motyw mógł być naprawdę interesujący, tak... nie rozumiem jaki był cel wprowadzania go tutaj. Bo nie wniosło to do fabuły nic, nawet nie pozwala się nad tym zagadnieniem zastanowić, bo jest tego... za mało i zbyt powierzchownie. Bardziej niż intryguje, wybija z rytmu. Widzę, że autorka ma sporo ciekawych spostrzeżeń i przemyśleń i chętnie przeczytałabym od niej książkę skupiająca się tylko na tym temacie. A drugą skupiającą się tylko na, jak mówi to okładka; "(...) dyskusji o destrukcyjnym wpływie współczesnych grup wyznaniowych na społeczeństwo, rodzinę i jednostkę." Mam wrażenie, że za dużo na raz chciała ta książka opowiedzieć, przez co jak dla mnie... nie opowiada prawie niczego. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zła książka - wręcz przeciwnie, uważam że jest wartościowa i raczej zachęcam by po nią sięgnąć. Po prostu... widzę w niej większy potencjał, który nie został wykorzystany, przez co mogę brzmieć trochę surowiej. Jeśli jesteście nowi w temacie wyniesiecie z "Apostatki" trochę informacji, może zachęci was by zagłębić temat, może nawet zszokuje. Jednak jeśli już jakąś wiedzę macie... wypada wtedy trochę blado. Bo za każdym razem gdy zaczyna się robić naprawdę intrygująco - wątki są ucinane i przechodzimy do czegoś zupełnie innego. Aż dostajemy zakończenie - jak dla mnie bardziej niezrozumiałe niż szokujące, bo nie było mi dane w stu procentach odczuć niczego, co pozwoliłoby mi pojąć skomplikowaną bohaterkę i jej sytuację.
Żeby nie kończyć tak lekko negatywnie, muszę powiedzieć o jednej rzeczy, którą ta książka robi bezbłędnie - skłania do myślenia. Skłania do zastanowienia się nad sobą, nad swoją wiarą (bądź jej brakiem), nad tym co jest w porządku a co jest wręcz potworne w różnych ugrupowaniach religijnych - zarówno tych mniejszych jak i tych głównych, jak Kościół Katolicki. Ukazuje pewne (nie)ciekawe elementy wszystkiego z religią związanego i skłania do głębokich refleksji. Za to przyznać muszę dużego plusa, bo mimo swoich mankamentów "Apostatka" zostanie ze mną na długo.
Jak widzicie, z "Apostatką" problem mam jeden (no, jeden i pół z tą technologią) - niestety jest to problem, jak dla mnie, dość poważny. Cieszę się jednak, że po tę książkę sięgnęłam i nawet gdybym wiedziała o tych problemach przed czytaniem, wciąż bym się za nią wzięła.
We współpracy z @vanitas.writer - dziękuję za egzemplarz!
The beginning is rather slow and boring, the development comes later and it has some future fantasy threads. Nevertheless, I got to know more about Jehova witnesses, which was quite disturbing. Actually, I didn't know much more about them than that they don't celebrate birthdays and cannot have blood transfusion. These two facts were enough to stay away from them. Now I have more reasons.
Jejku…Brakowało mi takiej książki po której przeczytaniu nie będę wiedziała co z sobą zrobić i będę o niej myśleć jeszcze przez następny tydzień albo i dłużej. Książka BARDZO ciężka. Porusza tematy kontrowersyjne i bolesne. Otwiera oczy na tematy o których na co dzień nie myślimy albo pomaga nam zrozumieć kwestie o których myślimy zbyt intensywnie.Książa wpędza nas w kontrowersyjne zakończenie ponieważ możemy je interpretować na różne sposoby.Pokazuje do czego brak wiary może doprowadzić albo do jakiego stanu ortodoksyjna wiara może doprowadzić człowieka. Spodziewałam się czegoś innego bardziej myślałam że książka pójdzie w stronę osobistych przeżyć bohaterki coś co można “wrzucić” do literatury faktu a dostałam powieść obyczajową którą także trudno zakwalifikować do obyczajowej ponieważ mocno wykracza poza “ramy”. Ale czy książka mnie zawiodła? Absolutnie nie! Jest to jedne z moich największych zaskoczeń roku ! Mroczna,szczera do bólu debiutancka powieść która idealnie przedstawia nam powiedzenie Bój się boga!
„Apostatka” to powieść, którą czyta się wyjątkowo szybko. Autorka chciała aby książka „czytała się sama” i to rzeczywiście udało się jej osiągnąć. O ile jednak samo zapoznanie się z tekstem przychodzi łatwo, to zebranie myśli po lekturze już takie nie jest.
Autorka pisze o zagubieniu i o poszukiwaniu. O wtłoczeniu w narzuconą tożsamość i o przychodzącym w efekcie, słusznym buncie. O trosce o samego siebie, ale i o ważnej roli akceptacji ze strony rodziny i społeczeństwa. O trudnych relacjach i o potrzebie oparcia w drugim człowieku. W moim odczuciu książka ta jest jednak przede wszystkim bardzo smutna. Bo choć „książka powstała jako odpowiedź na zasypujące od lat autorkę pytania o życie podporządkowane sekcie”, to odniosłem wrażenie, że wciąż pozostaje lekko zagubiona, że nie zakończyła jeszcze procesu poszukiwania odpowiedniej drogi. Samo publikowanie książki pod pseudonimem jest tu dość znamienne.
MIMO UZASADNIONYCH OBAW
Jest co najmniej kilka powodów, które mogły mnie zniechęcić bym sięgnął po „Apostatkę”. Po pierwsze - od jakiegoś czasu unikam debiutów. Straciłem wiarę w to, że odkryję nowy talent pokroju Steinbecka, i podczas rozmów o książkach będę mógł wypinać pierś, kipiąc z dumy, że oto „ja czytałem tego autora, gdy go jeszcze nikt nie znał”. Niestety – zdecydowana większość debiutów po jakie sięgnąłem w ostatnim czasie okazała się literackimi gniotami. Istnieje tyle dobrych książek, które warte są lektury, że boli mnie serce na samą myśl, iż zapoznanie się z nimi jest zadaniem awykonalnym, niezależnie od tego ile czasu dane mi będzie jeszcze chodzić po ziemi. Po drugie – unikam pozycji od Novae Res. Wydawnictwo to stało się dla mnie jakiś czas temu przeciwstawieństwem znaku jakości, ponieważ wydaje wszystko, niekoniecznie dbając nawet o należytą korektę swoich książek. Po trzecie – bardzo nieufnie podchodzę do tych pozycji, których autor nie decyduje się podpisać swoim imieniem i nazwiskiem. Co do zasady, pseudonimy literackie to domena pisarzy XIX wiecznych oraz autorów pisanych pod kocem erotyków, którzy nie chcą być utożsamiani ze swoją wesołą twórczością. „Apostatka” jest wyjątkiem od tej reguły, ale o tym w dalszej części recenzji.
Mimo powyższych wątpliwości, gdy autorka zwróciła się do mnie z zapytaniem o recenzję, postanowiłem sięgnąć po „Apostatkę”. Zrobiłem to, ponieważ szczerze zaintrygowała mnie tematyka tej książki. Być może doświadczenia autorki nie są tak odległe od moich przeżyć, choć – jak mogę domyślać się na podstawie lektury – znajdujemy się dziś w innym miejscu.
ŻYCIE NAZNACZONE „ORGANIZACJĄ”
Dzieciństwo Vanitas to lata 90-te ubiegłego wieku. Jest ono trwale naznaczone przez przynależność do organizacji Świadków Jehowy. Znam ludzi, którym udało się wyjść z tych struktur, i wciąż po latach rozpatrują ten czas w kategoriach traumy. Przyszło im zapłacić za to cenę ostracyzmu i zerwania więzi rodzinnych. W tym kontekście rozumiem też publikowanie powieści pod pseudonimem.
Nikt nie powinien być zmuszany i siłą wtłaczany do jakiegokolwiek systemu wierzeń. Dotyczy to nie tylko Świadków Jehowy, ale również każdej innej organizacji, sekty czy też kościoła. Chrzczenie niemowląt i nadawanie im tym samym tożsamości konfesyjnej nie prowadzi do niczego dobrego. W procesie dojrzewania, zadawania pytań o sens i poznawania odpowiedzi – każdy człowiek powinien podjąć świadomy wybór odnośnie drogi, którą chce iść. Najlepsze intencje księży, pastorów, rabinów czy też „starszych braci” nie są wystarczającym usprawiedliwieniem dla gwałtu zadawanego młodym duszom. Dlatego uważam, że w szkołach nie powinno być nauczania religii. W ramach powszechnej edukacji powinny odbywać się zajęcia z religioznawstwa, gdzie dzieci i młodzież mogliby otrzymać rzetelną wiedzę na temat różnych religii i systemów wierzeń. Dojrzewanie jest (a przynajmniej powinno być) silnie związane z negowaniem zastanego porządku i poszukiwaniem prawdy.
CZY WYCHOWANO MNIE W SEKCIE?
Moje dzieciństwo – podobnie jak Vanitas – przypadło na lata 90-te. Również wychowywany byłem w rodzinie stawiającej wiarę na pierwszym miejscu. Co prawda, nie była to organizacja Świadków Jehowych, a Kościół Zielonoświątkowy, ale zielonoświątkowcom również „obrywa się” sporo w „Apostatce”. Książka zrównuje pewne schematy działania w tych miejscach. Ja jednak wysoce cenię sobie okres mojego dzieciństwa i atmosferę społeczności, w której wyrastałem. Niemniej doceniam fakt, że nikt mnie nie ochrzcił gdy byłem dzieckiem, ani nie przymuszał do tego, gdy stałem się nastolatkiem. Przyszedł naturalnie czas, kiedy zacząłem zadawać sobie pytanie czy aby przypadkiem nie wyrosłem w sekcie. W naszym wspaniałym, na wskroś katolickim kraju, każde odstępstwo od „normy” jest podejrzane. To całkowicie normalne, że młodzi ludzie muszą odpowiedzieć sami sobie na pytania dotyczące tożsamości, również w kontekście wiary. Przeszedłem zatem przez krótki (niemniej burzliwy) okres buntu względem tego w czym dorastałem. Postanowiłem nie zadowalać się gotowymi odpowiedziami i móc zweryfikować jaka jest prawda. Jako, że „szkiełko i oko” miałem w większym poszanowaniu niż wszelkie (nawet mistyczne) uniesienia – zdecydowałem się nawet na studiowanie teologii protestanckiej, gdzie przez pierwsze dwa lata wiele z tego co dotychczas myślałem, miało się obrócić w pył, aby dopiero na tych zgliszczach rozpocząć proces budowania wiary z trwalszych materiałów. Dziś mam pewność, że nie wychowano mnie w sekcie, ale pytanie to potrzebowałem sobie zadać i musiałem szukać na nie odpowiedzi.
W POSZUKIWANIU WŁAŚCIWEJ DROGI
Zdaję sobie sprawę z tego, że droga autorki „Apostatki” jest inna. Przyszło jej zapłacić wysoką cenę za odejście z organizacji Świadków Jehowy. Szczerze jest współczuję trudnych doświadczeń, bo – jak sama pisze – aktualnie znów zaczyna od nowa, i jest to już trzecie jej życie. Poza organizacją przyszło jej zmierzyć się również z nieuleczalną chorobą, a także depresją. Z tych doświadczeń zrodziła się jej książka, która – wbrew wymienionym we wstępie obawom – okazała się bardzo solidnym debiutem. Wiele rozmawiała z ludźmi oraz czytała na temat mechanizmów działania sekt. To wszystko przekuła w „Apostatkę”.
Cieszę się, że nie jest to po prostu zbiór zarzutów wymierzonych w Świadków Jehowych. Choć są fragmenty, w których autorka nie szczędzi im gorzkich słów, to jednak nie są to gorzkie żale. „Apostatka” to książka, która może dać nam wgląd w funkcjonowanie tej hermetycznej organizacji. Vanitas zauważa też to, że Świadkowie Jehowy okazali rodzinie głównej bohaterki powieści wiele praktycznej pomocy i troski. Nie zmienia to jednak niczego w kwestii niczym nieuzasadnionej kontroli życia „braci i sióstr” oraz nie usprawiedliwia rozmijania się z prawdą w „salach Królestwa”:
„Wtedy myślałam, że najważniejszym jest, by służyć Bogu. Ziemia była pod władzą Szatana, a ludzie „ze świata” byli bezbożnymi zacietrzewionymi „światusami”. Teraz wydostałam się z tego Matrixa i uczę się życia na nowo. – Zaśmiała się gorzko. – Odeszłam znacznie później niż ty, dopiero koło dwudziestki zaczęłam myśleć samodzielnie. Z opóźnieniem poszłam na studia… i tak naprawdę dopiero, od kiedy wyrzucili mnie z domu, poznaję świat takim, jakim jest. Bardzo długo walczyłam z lękami… społecznymi głównie, brakiem pewności siebie i w końcu z depresją… W sumie teraz myślę, że krył się za tym zwykły strach przed światem. I samotność, przytłaczająca samotność wśród tłumu, tłumu profanów. Straciłam bliskich. Zostałam sama, bez znajomych, bo przecież całe życie uczyli nas, że ten świat i ludzie są źli. Miałam tylko tych z organizacji. No i bez wizji Boga rzeczywistość stała się pusta, a może to ja byłam bez Boga pusta…”
Julia – główna bohaterka powieści – goni za sensem, ale nie jestem przekonany czy w czymkolwiek potrafi go odnaleźć. Tworzy organizację dla osób mierzących się z ostracyzmem, którym udało się (albo pragną) opuścić organizacje podobne do tej, w której sama dorastała. Nawiązuje relację z bratem, cieszy się niczym nieskrępowaną wolnością i niezależnością. Jednak podejmuje szereg niezbyt mądrych wyborów w swoim życiu. Już sama okładka dość wyraźnie sugeruje (wybaczcie spoiler), że jedno zniewolenie zamienia na inne, podawane w formie białego proszku. Dlatego uważam, że książka ta jest przede wszystkim bardzo smutna. Nie daje świadectwa prawdziwej wolności, a jestem przekonany, że taka faktycznie istnieje… I takiej życzę również autorce, bo książkowa Julia wybrała już swoją drogę.
DROBNE „ALE”
Mam pewien problem z oceną samego stylu książki. Fragmenty naprawdę bardzo dobre przeplatane są odrobinę mniej dobrymi. Autorka wplotła w powieść elementy dystopijne, dotyczące powszechnej kontroli obywateli przez państwo. W pewnym sensie spina się to z tym, czego doświadczała w młodości ze strony Świadków Jehowy, i nawiązuje do tego co jest powoli wprowadzane chociażby w Chinach, jednak nie wiem czy ten element nie wnosi do powieści więcej zamieszania niż pożytku. Nie mogłem się w kilku chwilach pozbyć myśli, że autorka chciała przekazać nam zbyt wiele w jednej książce, co odbiło się na klarowności fabuły. Pozostawiam to waszej ocenie. Znajdziecie tu elementy humorystyczne, ale też wplecioną sporą dawkę wiedzy na temat funkcjonowania sekt. „Obrywa” się Świadkom Jehowy, ale również sporo przeczytać możemy o skandalach w Kościele Rzymskokatolickim. Wszelka hipokryzja i zakłamanie są tu piętnowane, niezależnie od szyldu pod jakim się skrywają. Jednak co dalej? „Apostatka” odpowiada raczej na pytanie „jak nie żyć?” niż daje nam wskazówki odnośnie właściwej drogi.
Reasumując – jest to całkiem udany debiut. Jestem ciekaw kolejnych książek autorki i chętnie po nie sięgnę w przyszłości. „Apostatkę” polecam tym, którzy są ciekawi jak funkcjonuje organizacja Świadków Jehowych i na czym polega ostracyzm, którego doświadczają ci, którzy odważą się opuścić jej szeregi. Oczywiście powieść ta pisana jest z konkretnej perspektywy i nie jest to pozycja naukowa, która w sposób metodyczny przedstawia problem. Jest to jednak bardzo konkretny głos, który momentami zamienia się w krzyk i warto się w niego wsłuchać. Polecam.
Bardzo wciągająca ksiazka o sklaniajacej do refleksji tematyce. Mimo to zostawiła we mnie pewien niedosyt, brakowało większej ilości szczegolow na temat praktyk świadków Jehowy, a takze bogatszego opisu procesu uwalniania się głównej bohaterki z organizacji. Mimo wszystko mocno polecam