Zacznę od plusów. 1) Ogrom historycznej wiedzy autora 2) Myślę, że każdy przedstawiciel zagrożonej wyginięciem mniejszości etnicznej znajdzie tu historie swojego wymierania, lejmotiwy znane i doświadczone, osoby-typy: szaleńca, który własnoręcznie chciałby skodyfikować język, konserwatystę-tradsa, który mówi, że nie można przejąć niczego ze współczesności, obcego, który sprowadza całą kulturę do wydmuszki-folkloru, aktywistów przepełnionych nadzieją i staruszków, którzy mantrują, że czas ich wspólnoty już minął a ich pokolenie to prawdziwie ludzie ostatni z ostatnich; więc myślę, że taka osoba poczuje, że także gdzieś zupełnie indziej, zupełnie dalej, są ludzie, którzy mierzyli się i mierzą wciąż z podobnymi problemami, co może da trochę uśmiechu, otuchy, nadziei, wspólnotowości 3) Nieoczywiste i mało obecne w powszechnej świadomości europejskie mniejszości etniczne, dla których rzeczywiście bije właśnie ostatni dzwonek i którym taka historia się po prostu należała, którym należy oddać głos
No ale właśnie. Nie czuję, jakby Gauss głos im w pełni oddał. Zamiast wypowiedzi bohaterów mamy w nadmiarze mowy pozornie zależnej, która zabiera bohaterom reportażu podmiotowość, czyniąc ich słowa słowami narratora. Zabieg wyjątkowo irytujący.
Poza tym Gauss zarysowywał przestrzeń na tyle dokładnie, że historia się w niej gubiła. Oprócz paru pięknych zdań o toposie, które rzeczywiście mówiły coś więcej niż bujnie przedstawiały bujność miast, mieszkań i natury, opisy przestrzeni były dla mnie przegadane i bezcelowe. Gubiłem się, nudziłem, wypadałem z rytmu. Jak ujął to trafnie inny recenzujący, “czytało się jak kodeks cywilny”.
A gdy już poznawaliśmy ludzi, któregoś z tych Umierających Europejczyków, i gdy już coś mówił (choć nieomal zawsze opowiadał narrator), to zastanawiałem się, dlaczego wybrał właśnie tę osobę. Albo jeszcze częściej, dlaczego Gaus wybierał tak wiele osób, tak mało różniących się od siebie, z których każda mówiła po jednym zdaniu. Jakby nie chciał pogłębić albo - znów, przepraszam - nikogo za bardzo oddać głosu.
Boję się, że mało z tej książki zapamiętam. Nic więcej poza to, że ci ludzie są. Żadnego obrazu, historii, osoby. Ale to może moje indywidualne doświadczenie.
Historia przejęta. Mnie niestety nie przejęła. Historia przecięta. Opowiedziana - z potencjałem i wyjątkami - przeciętnie.