(Gdybym miał to oceniać, to ostatecznie 4,75)
„Żałuję, że nie urodziłam się kobietą. Mój tata wciąż żałuje, że nie jestem chłopcem. Nie jestem chłopcem, więc nie daję rady sobie złowieniem ryb, więc mama musi mu pomagać. Zastępuje mnie w pracy przy sieciach, w najzimniejsze dni zimy i najgorętsze dni lata. Kiedy dorosnę, chcę się jej za to wszystko odwdzięczyć.”
TW:Bullying, Wojna (Książka jest osadzona w tych realiach, choć jej wydźwięk jest zdecydowanie ANTYWOJENNY), Seksizm, głód, ksenofobia , nerwica natręctw, strata, samotność, klasizm (oparty na realiach przedstawionych) , żałoba, nerwica lękowa. PTSD (dla osób zmagających się z tym problemem, może być to cięższa przeprawa)
Q: Po jakiej lekturze czuliście się wciągnięci jak we mgłę czeluści niepozorności, która ewidentnie miała coś więcej do przekazania i naświetlenia względem celu?
Tłumaczyła: Klaudia Ciurka
Uważam, że każda książka może wnieść nam jakąś ciekawą polemikę, ciekawy obszar, który może zaanonsować jakieś tory. Często sposobności analizowania różnorakich zjawisk, mogą być w bardzo nietuzinkowy, bądź wieloznaczeniowy na różnych poziomach niejednoznacznie i bardzo bym powiedział absorbujący cień, który kompletnie nam się nie ujawnia, a jest brany pod warsztat. Do tego stopnia, że czasem czując jakiś ciężar, czy specyfikę, czy cokolwiek innego, normalnie byśmy w to wsiąknęli i coraz bardziej by się to ujawniało i separowało ładunek, ale w czasem różne niedopowiedzenia powodują u nas różne emocje. Czasami jest to zmieszanie, czasem zdziwienie, zaciekawienie, zagubienie, ale może też to być mieszanka różnych wrażeń . Nieraz nieścisłości i takie niewgryzienie nas bezpośrednio w coś powoduje frustracje, totalne pogubienie i potrafi bardzo wyprowadzić nas z rytmu refleksji , przetwarzania etc. Jednak czasem odnoszę wrażenie, że w książkach pewne niedopowiedzenia i niejasności w momencie, kiedy ta niejasność ma swoje podłoże, oparcie w konstrukcji, czy też w ogóle w niuansach i tego, co odpowiada za pewne elementy i jak one są przedstawiane, w jakim świetle okoliczności. Co za nie odpowiada, na co się składają , co z nich wynika i jak one są przetwarzane przez bohaterów, samą historie i jej strukturę i to, jak ona rzeźbi i daje pewnym rzeczom charakteru, nacechowania i tego, jak ono uderza w sfery danej historii. Gdzie leży cała puenta. I tak naprawdę to może oznaczać wiele różnych rzeczy i wszelkie zjawiska w literaturze , czy też tła fabularne, osie całokształtu historii, warto podejść W KAŻDEJ SFERZE z otwartym umysłem.
Konsekwencją tych słów jest wiele rzeczy, ale ostatnio w nich utwierdziła mnie książka „Dwadzieścioro czworo oczu” Sakae Tsuboi w Tłumaczeniu niezastąpionej Klaudii Ciurki, Powieść osadzona w akcji w późnych latach 20. XX wieku, aż do końca II wojny światowej. Tytuł, który dosłownie swoim przydymieniem, niepozornością, niejasnością i przede wszystkim wgłębieniem się w nieoczywistość i niejasność i brak uczucia wglądu w siebie oraz w niuanse i konwenanse, które w naszej głowie buzują, bądź wpływają na nasz umysł -urzekł. Do tego stopnia, że zwracając uwagę i analizując podłoże i dochodzenie do pewnych spraw i nadawanie celu, mimo przydymienia i zamętu i niepokoju i totalnego zmieszania, czułem grunt na którym stoimy i wgląd w to, o co w tym wszystkim chodzi. Jak to uczucie niekompatybilności myśli i niezdatności do zaakcentowania pewnych spraw, tak naprawdę daje wgląd w zagubienie i co ta mgła w umyśle tak naprawdę reprezentuję względem wymiaru naszych myśli, niemożności dania mianownika nam samym.
Zarys Fabuły:
„Dwadzieścioro czworo oczu” opowiada historię Hisako Ōishi. Osadzona w latach dwudziestych 1928 roku opowieść o Kobiecie, która w dość chłodnych i niepozornych okolicznościach zaczyna pracę jako nauczycielka na umiejscowionej w powieści wsi. Okoliczności, w których właśnie jest przyjmowana bardzo surowo z uwagi na swoją charakteryzacje i nietypowe postrzeganie świata, formowanie i kreowanie siebie, pochodzenie i wiele innych rzeczy. Z tego powodu natomiast dzieci, których zaczyna uczyć w swojej szkole, na początku miewając przy tym różne wątpliwości – one przyjmują Hisako z szerokim i szczerym entuzjazmem.
Jednak po czasie rezygnuje z posady nauczycielki z uwagi na swoje obawy, przemyślenia. Nie nie mogła i nie była pewna oraz nie do końca czuła dać wszystkiemu wystarczająco dużo swoich perswazji i tego, co z nich wynika i jak one w jej głowie i obrazie rzeczywistości i tego, jak pewne rzeczy w niej siedzą i co leży w tym, jaka ona jest i w co się to przeobraża w jej umyśle.
Mimo wszystko po upływie lat od rezygnacji, wszelkie zmiany, inne drogi, które się coraz bardziej z jednej strony kompletnie się rozchodzą, ale przenikają między siebie jednocześnie splatając ze sobą różne perspektywy relacji, jak i oddziaływania na siebie, jak i przybierania różnym rzeczom wagi względem bodźców i obecnego otoczenia, w którym się znajdują. Wszystko dlatego, że te dzieci dalej mają kontakt. Dalej rozmawiają i integrują się z nauczycielką. A z drugiej strony niepozornie wszelkie zjawiska, środowisko i jawa, która na ich oczach przybiera nowego brzmienia, mimo rozdzielenia, innych realiów i obszarów, w których obecnie żyją.
W końcu znały się od lat. Te osoby, które na przedziale lat dojrzewały z dzieci, na dorosłych, miały różne przejścia, o których nauczycielka wiedziała i wpływali na siebie między sobą, ryzykując, a czasem po prostu będąc dla siebie zwyczajnym ludzkim wsparciem. Ludźmi, którzy mimo różniących realiów, pewne rzeczy wspólnymi siłami rozwiązywali. I mimo, że się spotykają po czasie w zupełnie innych ramach i sferach, to w głębi wszelkie okoliczności i rzeczy ich definiujące i różnice wielorakich płaszczyzn i tego, jak się zmieniły ścieżki i, to jednak to koliduje i zaciera się w każdym możliwym aspekcie.
Gdybym miał wam sprecyzować i zaprezentować w jakimkolwiek ujęciu treść tej książki, to szczerze mówiąc (mimo, że od lektury tej książki minęło mniej, więcej dwa tygodnie, to w gruncie rzeczy nie mogę. Dlatego, że z tak niepozorną, rozpalającą przydymienie przy tym analizując każde sfery czyhającej mgły w naszych myślach książką, nie miałem do czynienia nigdy. Jestem w stanie wymienić wiele aspektów, za które niesamowicie doceniam, jak na przykład aspekt antywojenny w realiach wojennych, które no czuć. Jednak widać, że celem autorki w tamtych czasach, w których ta pozycja dotarła do czytelników (w zasadzie w tym momencie można to nazwać powieścią klasyczną, patrząc na to, kiedy jej pierwowzór został wydany), było danie nadziei i nie tylko sprzeciwu, a manifestu w dążeniu do normalności. Dążeniu do stabilności i jawności stabilizacji i pieczy nad sobą podczas wojny, ale też ogółu względem podejścia do człowieczeństwo. Mimo to z jednej strony byłem w nią totalnie wgłębiony i czułem gdzieś w tym wszystkim niepokój I iluzyjność symulującą pewne aspekty . Natomiast przy tym towarzyszyło mi uczucie totalnego przydymienia...Przydymienia, jakby pewne rzeczy były cały czas przed nami. Jest to coś, czego kompletnie się nie spodziewałem się w tej książce, bo konstrukcyjnie, fabularnie i jeśli chodzi też o rzeźbienie różnych elementów – jest dość prosta. Jest w swej istocie dość nieeksploatacyjna i nie wymierza pewnych rzeczy w jakiś najbardziej wyrachowany i rozpracowujący każde zakamarki .
A Mimo to w moim odczuciu jest bardzo iluzyjna, niejasna w swej jasności i mglistości względem natłoku spraw i tego, co one oznaczają. Co się czyha za torami naszych sfer realiów i znaczenia względem naszej tożsamości. Sensu identyfikacji w czasie sprawy, która nas otacza. Aspektu odseparowania oraz oddzielenia i autentyczności pewnych uwierających nas elementów, które chcielibyśmy, by wyszły na świat w naszym świetle. By zostały wybrzmiane tak, by w ogóle naszej aureoli było coś, co mogłoby nakreślić nam nasz grunt i nadać kształt temu, na jakich polach tkwi i lepi się to, co jest podłożem sprawy. I dlaczego nie czujemy jawności i dostępności i możności do wgryzienia podburzenia naszych doznań i ich rzutu. Podburzenia, który pozwoliłoby zrozumieć i dać szerszy ogląd naszemu wydźwięku i opisaniu tego, co tkwi w danym pojęciu, identyfikacji i jej przebiegu.
W moim mniemaniu ta książka ma naprawdę dużo do zaoferowania, jednak nie łatwo mam wrażenie z tego coś wyciągnąć i nie każdy będzie w stanie to zrobić, bądź odnaleźć w tym jakiś wnęk i mianownik względem ekspozycji pewnych wątków. Uważam, że narracyjnie analizowano bezpośrednio pewne rzeczy I naprowadzano nas na kolejne elementy układanki względem tego, jak w czasie wojny pewne rzeczy wybrzmiewają i co tak naprawdę w naszych zamiarach siedzi. Co w czasie wojny tak naprawdę w nas się kotłuje I jak w trakcie, kiedy zajmujemy się życiem i tym, jak to przeżywamy, to próbując to przeżywać tak samo i jednocześnie wpasowując się w kanon tego, jak funkcjonujemy w danym środowisku. Jak wybrzmiewamy my, a zarazem w świetle, które nie musi być wcale nasze i wyciągać pod warsztat sfery/zachowania, które nie oddają naszego przeżywania, nie są czymś, co reperuje i stabilizuje zjawisko wojny i jej czeluść i nie są pod naszą kontrolą, ale można w tym odnaleźć swoją stabilność i mieć prawo do poszukiwania kontroli.
Z drugiej strony ta powieść była na tyle poszarpana i na tyle wyciągająca pod celownik i poddająca próbie czynniki, że tak naprawdę stawiało to zwierciadło niejasności względem Olshi, że widać było folklor jej myśli i tego, jak te sprawy tak naprawdę są podszyte jej tożsamością i tego, czy ona faktycznie jest spójna z rzutem, wypływem i tym, jak tak naprawdę to co robimy i okoliczności w jakich to robimy, przemienia oblicze nas, brzmienia, obiegu i że nawet z pozoru, kiedy robimy coś to samo. W takim stopniu, że pewne rzeczy każdego dnia mają inny cel, bieg, myśli i podczas kryzysów, trudno jest zachować w tym harmonię, jasność . Pojąć zgodność w tym, jak tak naprawdę patrzymy na pewne rzeczy I co one w nas budują i jak okoliczności (które są straszne) wpływają na tego budowę i podłoże tej budowy charakteru i kontekstu naszych działań....
Chciałbym, żebyście spróbowali się zapoznać z tą pozycją, choć mam świadomość, że nie trafi do każdego. Uważam, że w tej mgle, w tej prostocie jest coś, co przyćmiewa delikatnie, ale z taką siłą, że to jest nie do uwzględnienia. Mianownik, który odpowiada poniekąd za trzon i słuszność tej historii naświetlając nam wszelkie niespójności i emocje, ale w taki sposób, że Niepozornie ujmująca, a zarazem pełna różnych iluzyjnych przykrytych cierpieniem, niejasnością jego natężenia i wydźwięku oraz totalnie efemerycznie rozpalająca dymy i ich niuanse historia, która uderza tam gdzie trzeba i w sfery, które budują nam niepokój na zasadzie pytań i czegoś, w co warto się zgłębić i dać temu jakąś przestrzeń do przemyślenia. Obszar, który pozwoliłby w niejasności naszych rozważań na tematy w danym momencie nas uwierające, a z drugiej strony porwać się temu i dać temu własną konkluzję i to, na jakich zasadach i podporach pewne rzeczy się dzieją. Nie tylko podczas wojny, czy czegokolwiek, ale zwykłych momentów życiowych, kiedy czujemy rozklekotane i zagubienie. Znaleźli głębie w oczach komunikatów innych ludzi i sygnałów, które mogłyby dać jakiś ogląd sprawom, które w różny sposób emanują i czemu to wszystko, czego szukamy i czujemy, że jest poza zasięgiem naszej ręki, jest czymś niejednoznacznym i głębszym niż nam się wydaje. Czymś, co obiera i otwiera furtki do rozważań na temat nas i różne narracje pewnym aspektom, które w nas siedzą i puenty, które są brane pod uwagę i jak one wypływają w naszym szerokim pojęciu i oglądzie kształtu i upakowania naszych spraw w coś, co jest nasze i zaakcentowane na naszym uwarunkowaniu i uwiecznieniu. Niezależnie od okoliczności i tego, w jakich momentach się to ujawnia i czym to jest podszyte i jak to tak naprawdę zbiera oblicze pewnych spraw i zasadność i podłoże naszej sytuacji i to, jak ona jest namacalna, uwarunkowana i nakreślona. Niezależnie od tego, jak chcesz to przeżywać!