Julia, hlavní hrdinka románu polské spisovatelky Alicje Sinické, je mladá žena se spoustou snů a cílů, která si přivydělává úklidem domácností. Pořádek je její osobní vášní. Jednoho dne nastoupí k výkonu své profese do vily manželů Borewských. Rodinu tvoří poněkud zvláštní, tajemná žena Maria, její muž Mikuláš, vlivný advokát, posedlý středověkem, a také dospělý syn Kasper, spisovatel, který pracuje na svém novém románu.
Krátce po nástupu dávají Borewští Julii návrh na užší spolupráci a společné bydlení. Ta jej zprvu zavrhne. Poté co při uklízení ve vile znenadání omdlí, se však všechno změní. Z návrhu je nabídka, která se neodmítá. Julie se stává součástí strašlivé hry, kdy se boj o vlastní důstojnost a svobodu změní v boj o holý život.
Mrazivý thriller Alice Sinické, plný nečekaných zvratů a napětí, přenese čtenáře do světa týrané ženy, zoufale bojující o zvrácení svého zlého osudu. Děj tohoto dramatického příběhu o manipulátorech a jejich oběti autorka zasadila do reálných kulis svého rodného Dolního Slezska, což pocit autenticity ještě umocňuje.
Alicja Sinicka nie boi się pisać o przemocy – przemocy fizycznej, jak i psychicznej, także (a może przede wszystkim) przemocy wobec kobiet. Wrzuca swoje bohaterki w sytuacje skrajne i bezlitosne, tworzy pułapki, nie pozwala im złapać oddechu. W „Służącej” zwykła dziewczyna staje się ofiarą dręczycieli, ofiarą ich chorych fantazji i pragnień. Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia, a rozwiązanie zagadki w powieści Sinickiej jest jak zwykle nietypowe, z przymrużeniem oka.
Jak na smakowity dreszczowiec przystało, „Służącą” czyta się z zapartym tchem, z zaintrygowaniem, z wyrazem zaskoczenia na twarzy. Alicja Sinicka wykreowała historię o mrokach ludzkiej natury, o nieprzewidywalnych obrotach losu i pragnieniach, które czasami powinny zostać jedynie w sferze marzeń. Ta wyjątkowa autorka udowodniła, że potrafi snuć przewrotne kobiece opowieści z dreszczykiem.
Dla mnie jedno, wielkie MEH. Irytująca główna bohaterka całkowicie zepsuła mi jakąkolwiek przyjemność ze słuchania audiobooka tej książki. Pomimo obiecującego początku nie mogę zdobyć się na wyższą ocenę. Czuję, że straciłam przy niej czas.
Książka o chorych psychicznie ludziach. Powinna zakończyć się na 80 stronie pójściem przez główną bohaterkę na policję. Ale nie. Lepiej wymyślać sytuacje "bez wyjścia". Żmudne i nudne.
W odskoczni od fantastyki sięgnęłam po "Służącą". I chociaż moja ocenia nie jest zbyt wysoka, to to nie znaczy, że nie jest to w miarę dobry thriller i nie znajdzie on swoich fanów, bo potencjał miał, ale momentami czegoś mi w całej historii brakowało. Były fragmenty, które wciągały, jednak pojawiały się też takie które nużyły. Główna bohaterka nie jest zbyt mądra. I chociaż ciężko mi powiedzieć jakbym zachowała się w takiej sytuacji, to jednak w momencie kiedy autorka opisuje Julię jako zaradną i bystrą dziewczynę, a później robi z niej totalną idiotkę, niestety skreśliły całą moją sympatię do niej (iść na spotkanie z szantażystą i nie nagrać tego, w tych czasach kiedy dyktafon ma każdy w telefonie?, próby ucieczki nocą kiedy wie, że alarm jest włączony, chociaż może poruszać się i opuszczać dom?). Jedynym bohaterem, który jest trochę lepiej zarysowany, jest Kacper (chociaż relacja między nim a Julią jest dziwna, a może nawet toksyczna). Bo Borewscy zostali również potraktowani po macoszemu, zwłaszcza Maria.
Autorka popełnia również wpadki - zwłaszcza kiedy pisze, że adwokat zdobył bilingi telefoniczne prywatnego nr. Julii (ciekawe jak podrzędny adwokat mógł to zrobić? Bo do tego potrzeba nakazu sądu). Książkę czyta się szybko, jednak zakończenie mogłoby być zupełnie inne.
Ciekawa i wciągająca, niestety główna bohaterka wydaje się być zbyt naiwna i nie dostrzega oczywistych faktów. Zakończenie zaskakuje, bo przez większość książki autorka sugerowała jednak coś innego. Jeśli lubi się mroczniejsze klimaty z nietypowym wątkiem głównym to jest to pozycja zdecydowanie warta przeczytania
“Służąca” to najnowszy thriller od znanej polskiej autorki takich książek jak “Stażystka” i “Obserwatorka”. Jego główną bohaterką jest Julia, która zajmuje się utrzymywaniem porządku w domach swoich klientów. Los chce, że pewnego dnia trafia do domu państwa Borewskich - tajemniczej Marii i atrakcyjnego Mikołaja, który jest adwokatem z obsesją na punkcie średniowiecza. Ich syn Kacper jest pisarzem, właśnie pracuje nad kolejną powieścią. Borewska dodatkowo proponuje Julii przeprowadzkę do ich domu, ale dziewczyna odmawia. Podejmuje u nich pracę i podczas jednej z wizyt traci przytomność. Po ocknięciu jej życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni, zostanie wplątana w grę samego diabła. “Służąca” bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła - z zaangażowaniem przewracałam kolejne kartki, łapałam kolejne tropy i próbowałam wszystko połączyć w całość, co zaskutkowało tym, że szybko pochłonęłam tę historię. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po thriller, czy kryminał, takie lektury sprawiają mi przyjemność, ale mam z nimi zwykle jeden problem - nie potrafię związać się z głównymi bohaterami, są mi zwykle obojętni. Natomiast Alicji Sinickiej udało się złączyć więzią mnie jako czytelniczkę z główną bohaterką - Julią. Z zapartym tchem śledziłam jej losy i kibicowałam jej, chciałam, aby udało jej się wyrwać z tej strasznej gry, w której stała się pionkiem. Bywały momenty, kiedy jej zachowanie, jej przemyślenia nieco mnie irytowały, ale biorąc pod uwagę to w jakich okolicznościach się znalazła, można jej to wybaczyć. W końcu nikt z nas nie wie jak postąpiłby w podobnej sytuacji, jak zmieniłaby się nasza psychika. Spośród bohaterów wartą uwagi postacią jest także Kacper, o którym nie mogę dużo powiedzieć, bo odkrywanie jego tożsamości i motywów jest ogromną przyjemnością. Natomiast wspomnę tylko, że relacja, jaka kształtowała się między nim, a Julią była bardzo ciekawa i emocjonująca do obserwowania, zwłaszcza, że Julia nikomu nie mogła już w pełni zaufać. Z postacią Kacpra wiąże się także bardzo interesujący wątek, który ogromnie mi się podobał. Dotyczy on powieści, które pisze bohater, tego skąd czerpie do nich inspirację i granic między fikcją literacką, a rzeczywistością - mogą się one niekiedy zacierać zasiewając w czytelniku duże wątpliwości. Dzięki temu do samego końca nie wiemy kto jest wrogiem, a kto sojusznikiem, razem z Julią próbujemy połapać się w tej skomplikowanej grze, której zasad do końca nie znamy. Taki stan rzeczy tworzy napięcie, tak ważne w thrillerach, które zmusza nas do przewracania kolejnych kartek. Podobał mi się też pewien zabieg autorki: co jakiś czas pojawiają się fragmenty odręcznych notatek, które dotyczą sytuacji Julii, ale nie znamy ich autorstwa. Na początku mogą nam się pojawić w głowie najprostsze skojarzenia, które jednakże nie zawsze są przecież trafne… Samo zakończenie książki, rozwiązanie całej akcji było satysfakcjonujące i zaskakujące. W trakcie lektury miałam pewne podejrzenia co do jednej osoby, ale to, co ostatecznie wyszło na jaw nie przyszło mi nigdy do głowy. To zakończenie, które pokazuje, jak silnie napędzającym człowieka paliwem jest zemsta. Książka podobała mi się na tyle, że z chęcią spotkałabym się z Julią ponownie, zobaczyła jak dalej rozwinęły się jej losy - a epilog pozwalałby na takie rozwinięcie. Jednakże nic mi nie wiadomo o tym, aby była to planowana seria, więc będę musiała zadowolić się jednym tomem. Polecam Wam “Służącą”, a ja już myślę o sięgnięciu po inne książki autorki.
Ogólnie skończyło się zaskakująco. Do końca myślałam, że trup leży w ogrodzie, a tu taka niespodzianka. Mogłabym tylko dodać, że w pewnych momentach autorkę za bardzo poniosła wyobraźnia i wyszło to trochę dziwnie, ale daję okejkę.
This entire review has been hidden because of spoilers.
„Stażystka” mnie zachwyciła, „Obserwatorka” rozczarowała, a „Służąca” wbiła mnie w fotel. To było naprawdę dobre!
- pomysł na fabułę oryginalny i dobrze przemyślany - intryga upleciona misternie i z dokładnością - do końca nie wiedziałam kto za tym stoi i podejrzewałam wszystkich - było nawet jedno ogromne zaskoczenie, o którym bym w życiu nie pomyślała - świetny język - było napięcie, był dreszczyk
Nie ma co się rozwlekać - to jest kawał dobrej lektury! Ja ją przesłuchałam i w tej formie również gorąco polecam :)
Nie jest to jakaś ciężka książka, ale trzeba przyznać, że od początku autorka buduje napięcie w historii i im dalej się wchodzi w nią, to nie da się oderwać, aby dowiedzieć się jak to wszystko się zakończy. Strach i mrok to dwie najważniejsze czynniki tej książki i naprawdę można je wyczuć na własnej skórze.
Szybko się czyta, nie ma żadnych zgrzytów, że cokolwiek dziwnego odrzuci nas od historii, naprawdę świetnie napisana, a ta końcówka po prostu zmiotła mnie w zaskoczeniu. Byłam święcie przekonana, że koniec będzie całkowicie inny, a tu jak nagle okazało się, że jednak jest taki koniec to nie mogłam dojść do siebie.
Polecam za nastrój, za bohaterów, którzy są świetnie przedstawieni, każdy z nich jest inny i pokazuje inną stronę swojej osobowości, a może nawet kilka.
Nie spodziewałam się naprawdę takiego zaskoczenia, tak świetnie poprowadzonej historii i pierwszy raz mam styczność z autorką i od razu muszę powiedzieć, że to nie będzie ostatni raz, bo jeśli inne książki są tak na wysokim poziomie to coś mi się wydaje, że Pani Alicja będzie częstym gościem w moim domu.
Nie czytam takich książek, nie przepadam za tym gatunkiem, nie żyje w napięciu przy lekturze a moje myśli nie krążą wokół pytania „kto zabił”. Nigdy! A tu powiewem szczerze, że się wciągnęłam i było spoko. Bez przesadnych zachwytów ale tez bez rozczarowań. To była na prawdę całkiem ciekawa historia.
3.5⭐️ Tym razem koniec zaskakujący, niczego nie szło się domyślić przez całą książkę, ale znowu miałam ten problem, że początkowa akcja jakoś tak mało ciekawa... Na razie nic od Pani Alicji nie przebija "Uśpionej" i "Podopiecznej", chociaż nie ukrywam, że każdą książkę jak już się zacznie czytać, to chce się ją doprowadzić do końca. 🤺✍️🏼🗡️👮🏻♀️🤴🏼👸🏻🧹
Motywy, które czytałam już w paru książkach i być może właśnie dlatego, ta mnie nie porwała. Bohaterka niesamowicie denerwująca, nie rozumiem jej decyzji. Trudno było mi dokończyć tą książkę, bo czułam się tak zirytowana.
Fabuła, bohaterowie, opisy: 4/5⭐ ale nawiązanie w epilogu do innej książki z serii - złoto, podciągam na 4.5/5 ⭐ Zdecydowanie polecam! Cieszę się, że zaczęłam przygodę z Alicją Sinicką od Stażystki. Służąca jest dużo lepsza, wciąga od pierwszych stron. Dzięki niej mam ochotę zapoznać się z pozostałymi pozycjami autorki ❤️
Moje pierwsze spotkanie z autorką, w skrócie określiłabym książkę jako komicznie głupią, pełną absurdów i głupoty. Ale od początku, Oława, miejsce akcji powieści i z tego co się orientuję miejsc e w którym mieszka/ła autorka - miejsce ukazane jako puste, jest jeden ślusarz, jakąś tam jedna kawiarnia, dwóch policjantów, a wieczorem to żadnych ludzi nie ma, miejsca nie wymienione z nazw czy nawet ulic więc równie dobrze akcja mogłaby się dziać w Sandomierzu, w Bratysławie, czy gdziekolwiek indziej. Oława jest ukazana jako miejsce nijakie, a spodziewałam się więcej biorąc pod uwagę, że autorka zna to miejsce. Następny problem książki - jak to nazywam - syndrom "jest nas tylko 4 na świecie", 4 główne postacie - Julia, Maria, Kacper i Mikołaj - są uzależnione od siebie i nie mają innych znaczących interakcji z innymi. W razie problemów to mają tylko siebie. Wiadomo, są postacie w tle, typu ślusarz, ale są one jak NPC, potrzebne tylko na chwilę. Julia - główna bohaterka, przed poznaniem tej rodziny, konktakuje się - poza pracą - z dwoma osobami, siostrą i matką, jakoś udało jej się kompletnie nie posiadać znajomych (jak i mózgu ale to później). Postacie - w szczególności główna bohaterka - głupia jak but. Chce anonimowo przez lost donieść policji o podejrzeniu zakopania ciała człowieka w ogródku, stwierdza, że może będą jej szukać po piśmie - no to używa gazet i przez 2 godziny robi wiadomość do policji, literki z gazet na papierze. Bez rękawiczek, z samymi odciskami palców. Później włamuje się do mieszkania, także bez rękawiczek. Czy autorka nie była świadoma, że mogłaby być łatwo wysledzona i skazana na podstawie odcisków palców? Gdyby chociaż było to obronione przez fabułę, ale nie, dodanie zdania, że użyła rękawiczek nie zmieniło by sensu jej działań, a dodało by postaci inteligencji. Do tego gdy słyszy, że Mikołaj ją widzi, to krzyczy, zamiast jak najszybciej uciekać. Mimo braku sensownych działań bohaterce udaje się przeżyć - mimo, że pod koniec zapowiadało się, że zakończy się jej śmiercią. Julia decyduje się dać Mikołajowi tabletkę gwałtu, którą on także jej wcześniej dał. Mówi nam wprost, że dowiedziała się o tym co nieco, żeby wiedzieć jak działa by następnie pokazać nam, że nie wie jak działa: nie potrafi ona stwierdzić czy tabletka już działa, czy nie. Sam Mikołaj bez problemu odjeżdża autem zaraz po poczuciu się źle po tabletce - co nie wiem czy byłoby możliwe, a jeśli tak, to czemu Julia, która czegoś się dowiedziała nie dowiedziała się o dawkowaniu - co podziała na nią a co na mężczyznę wyższego i większego niż ona? Kacper - postać która pokazywała najwięcej czerwonych flag, okazał się ostatecznie postacią nic nie winną. Ostateczna winną morderstwa Marii jest policjantka - a wcześniej Joanna, poprzednia kobieta gnębiona przez tą rodzinę 10 lat temu. Postanowiła ona zniszczyć tę rodzinę i wrobić w morderstwo męża Marii - Mikołaja. Zanim jednak dowiadujemy się jej motywów widzimy przesłuchanie. Zadaje ona pytania Julii, ale toczy rozmowę w sposób nie profesjonalny, to nie jest rozmowa przy kawie, tu powinno nastąpić poddanie zeznań pod wątpliwość, zwłaszcza, że to mocne zarzuty bez dowodów. Można przyjąć za wyjaśnienie to, że sama policjanta już swoje wiedziała z praktyki, ale w takim razie po co wręcz rzucać w czytelnika dziwną policjantką, nieprofesjonalnie przeprowadzającą przesłuchanie, która zresztą pojawiła się pod koniec. Przy aresztowaniu sama zdradza swoje motywy, na głos, na dworze, przy sąsiadach. Może zamysł był taki, że Kacper jest tym złym, ale pod koniec się autorce odmieniło, bo ilość wątków, która nie została wyjaśniona jest wielka. Kto zakosił donos Julii na policję i wysłał jej w podobnym stylu ostrzeżenie by nie próbowała tego znowu? Wątek został zapomniany. Wątek snu czy nie snu w którym Kacper chce zabić ich oboje wjeżdżając w budynek. Najpierw Julia widzi ten budynek w śnie, potem, gdy wraca po telefon zostawiony w domu, dopiero wtedy orientuje się, że skądś go pamięta, no może pamięta go dlatego, że tą samą drogą jechała do tego domu już parę razy w tym samym tygodniu jak nie dniu. Sama bohaterka powiedziała, że kiedyś można było dojechać tam drugą drogą ale teraz tylko tą, więc skąd zdziwienie, że pamięta budynek przy którym przejeżdżała kilka jak nie kilkanaście razy? Matka Julii dzwoni do niej i mówi, że policjant pytał się jej o to gdzie znajduje się Julia, bo rzekomo nie mogą się z nią skontaktować, co jest nie prawdą, ostatecznie nie zostaje wyjaśnione kto to był, po prostu jest to zignorowane. Książka zwraca za dużą uwagę na rzeczy kompletnie nie istotne, typu Kacper dający Julii silne leki. Lektury w pokoju Kacpra i jego praca nad książką o poloniście, to było po prostu nie istotne. Brak konsekwencji dla Julii za swoją głupotę, Mikołaj mógł bez problemu oskarżyć ją o kradzież telefonów, co za różnica co na nich jest? Tak samo mógł od razu oskarżyć ją o podanie tabletki gwałtu, jednak by ostatecznie wygrała poszkodowana zdecydował się milczeć w tych sprawach.
Natomiast to co mnie najbardziej zdenerwowało - jako zwykłego czytelnika - to nie beznadziejna i nie interesująca fabuła, luki fabularne, zapomniane wątki czy głupota. Mnie najbardziej zirytowało podejście autorki do języka polskiego. Według autorki zwrot "ugotowani" jest akurat zwrotem pasującym do książki - jakiejkolwiek. Żartobliwy zwrot z angielskiego "We are cooked" przetłumaczony na polski "Jesteśmy ugotowani". Mikołaj grozi Juli, że ją ugotuje, nie dosłownie, chodzi o to, że zapłaci za to co robi. No właśnie, zapłaci. Albo chociażby" zemszczę się, czy a ja ci pokażę, zabiję cię, zobaczysz jak skończysz, zobaczysz co ja mogę ci zrobić. Jest wiele innych opcji ale autorka wybiera ugotowanych (nalegam na zmianę tytułu na ugotowani - jako ludzkość jesteśmy ugotowani, jeżeli to jest to czego zdaniem autorki czytelnicy chcą.) Cytat "Nie piśniesz dziś złego słowa na mój temat, bo cię ugotuję, rozumiesz?" "Od rozmowy (...) dzudnia mi w głowie jego słowa, przede wszystkim grozba: bo cię ugotuję. Kojarzy mi się to ze śmiercią w męczarniach" O ile raz mogłam bmwybaczyc niefortunne użycie jakiś nieadekwatnych słów to jest to wręcz śmieszne jak Julia, główna bohaterka je interpretuje, naprawdę ugotowanie to niczym śmierć w cierpieniach? Ale to nie tylko oni, bo policjantka także. "Jeśli doda do tego pani kilka opowieści o tym, że Maria się go bała, będzie ugotowany. Nie wierzę, że użyła tego słowa. Ugotowany. Bo cię ugotuję. Jakby stali naprzeciwko siebie" Podwójny ugotowany tym razem. Policjantka, wcześniejszą ofiara Mikołaja i Marii, przez 10 lat nie mogąca się wydostać z koszmaru wspomnień, czująca, że nigdy nie uzyska wolności, wreszcie zmotywowana tym, że wzięli oni kolejna kobietę i przetrzymują ją w domu, chce to powstrzymać wrabiający morderstwo chcę żeby był on ugotowany. Nie żeby smarzyl się w piekle/więzieniu, został złapany, miał problemy/kłopoty. On nie jest nienormalny, zdziczały, nie jest psychopatą, on jest po prostu ugotowany, to słowo po 10 latach określa to co myśli policjanta najlepiej, no nie do wiary. Nowy język polski, skoro dwie postacie używają takich słów, jeden jako groźbę druga jako karę za zbrodnie/więzienie, złapanie, skazanie. Nawet jeśli postanowimy, że unikamy przekleństw to jest wiele lepszych określeń które się nasuwają, ale ugotowany?
Końcówka książki to boleśnie głupi koniec historii wymieszany z ugotowaniem (czytaj ugotowaniem mózgów czytelników). Po długiej przeprawie, trochę bezcelowej, dopiero na końcówce poznajemy wspomnianą policjantkę i sytuacja ostatecznie się wyjaśnia. Czy było warto? Kompletnie nie. O ile nawet z beznadziejnych książek może da się czasem coś wyciągnąć to tutaj się po prostu nie da. Postacie się głupie i irytujące, rzeczy się dzieją po to by zostać zapomniane, błędy nie mają skutków bo akurat przyjdzie policjantką która też była ofiarą i to zatuszuje, kto by się przejmował. Główna bohaterka nie wie nawet, albo się nie przejmuje zostawianymi śladami - odciskami palców - co nie pomaga jej w zgarniania sympatii czytelników. Pcha się też ona w relację z synem rodziców o których wie, że nie są normalni a i on może być w to zmieszany, a ona niby ufa mu a trochę nie a trochę tak ale jednak nie - cały czas jest z nim blisko. Rozumiem, że lubi sprzątać, ale wyciek zdjęć, czy nawet oskarżenie o złodziejstwo nie zniszczyło by jej całego życia, mogła się wyprowadzić do matki, czy gdziekolwiek indziej i jej problem by się skończył, jak nie sprzątanie - to praca gdzie indziej. Mikołaj nie mógł by jej śledzić wszędzie. Jak on sam później stwierdził "dałaby mu *wiadomo co* parę razy i by jej pozwolił spadać" (co jest nieadekwatne do jego zastraszania, kary - w postaci wydłużania jej pracy - z roku na +1 dzień z każdy błąd, ale to tam, trudno). Zanim doszłam do 100 strony wiedzialam już, że nie będzie to zbyt dobra lektura i się nie myliłam, więc jeśli komuś nie siedzi lektura to nie warto brnąć dalej, ja sama skończyłam by móc wystawić recenzję tutaj ;)
This entire review has been hidden because of spoilers.
At the beginning, the book made me feel very uncomfortable. I almost put the book down because of them and didn't want to read. This is the first time this has happened to me. In the end, I said to myself that the book is written in a very readable way, that I simply cannot resist and finish reading it. I did the right thing. The book was really well written and the story and the actions of the characters were very real. I highly recommend!
Julia zajmuje się porządkowaniem domów. Od zawsze lubiła ład i porządek, więc uznała to za swój talent, stąd też jej pomysł by otworzyć firmę porządkującą domy. Pewnego dnia trafia do willi Państwa Borewskich. Już od dłuższego czasu podziwiała zarówno willę jak i jej mieszkańców. Mikołaj Borewski był wziętym prawnikiem w Oławie, jego żona Maria była po prostu jego żoną oraz macochą Kacpra - jak się okazuje młodego pisarza. Ponadto prawnik miał dość egocentryczne hobby - bitwy rycerskie i wszystko związane ze średniowieczem. Podczas rozmowy Julia wyznaje swoje zasady jakie pełni w swojej pracy. Jej ogromnym błędem była odmowa zamieszkania wraz z rodziną w ich domu. Prócz willą Borewskich młoda dziewczyna zajmuje się również domem emerytowanej lekarki oraz domem znanego ze "Stażystki" Marka Skalskiego. Nagle jej usługi wymawia lekarka, która oskarża ją o kradzież. Poukładane jako tako życie Julii zaczyna się sypać jak domek z kart. W wyniku szantażu postanawia zamieszkać w domu egocentrycznego Mikołaja. Jednak z każdym dniem zaczyna się coraz bardziej bać o swoje życie. Czy słusznie? Czy jest osoba w tym domu, której Julia może zaufać?
Kolejna świetna książka Sinickiej. Czyta się ją świetnie. Bardzo szybko wchodzi się w akcję. Ja osobiście nie wiedziałam kiedy skończyłam czytać tą książkę. Ponownie mamy tutaj do czynienia z grą w kotka i myszkę. Ewidentnie Autorka lubi bawić się ze swoim Czytelnikiem wodząc go za nos. Książka pokazuje do czego może doprowadzić dziwna pasja oraz chęć odzyskania spokoju. Bardzo zainteresował mnie Kacper. Byłam ciekawa jego spojrzenia na problem Mikołaja, bo prawnik nie należał raczej do zdrowych psychicznie ludzi. Do tego Maria, wiecznie niezadowolona pani domu, która również jest dość ciekawą postacią - jednak zbyt wielu rzeczy o niej się nie dowiemy, a szkoda. Tak jak wspominałam, książkę czyta się bardzo dobrze. Utrzymuje w napięciu. Ja bardzo chciałam wiedzieć co się takiego wydarzyło w willi Borewskich, do czego jest zdolny szalony człowiek (tylko który?) oraz czy uda się Julii uciec z tej karuzeli. Pozycja ta poleca się na jeden wieczór.
Według mnie jest to najlepsza książka z oławskiej serii. Czytało mi się ją najlepiej, najbardziej mnie zaciekawiła.
To nie moje pierwsze spotkanie z autorką, ale chyba nie skuszę się na kolejne. Dlaczego? Bo powieść, mimo że jest poprawna to nie wywołuje u mnie żadnych emocji. A thriller powinien jednak powodować pewien niepokój, a tu było trochę nudno. Główna bohaterka, Julia dba o domy, nie jest sprzątaczką, a porządkuje przestrzeń (prawdobodobnie nerwica natręctw, ale autorka tego nie zaznacza, to tylko moje przypuszczenie). Zaczyna pracę u znanego adwokata i rozpoczyna się komedia omyłek. Nie polubiłam Julii, to taka jeszcze dziewczynka udająca kobietę, godzi się na dziwne warunki, czuje się pokrzywdzona, ale z drugiej strony zdaje się być zadowolona. Jej nielogiczne zachowanie sugeruje że intelektem nie grzeszy. Nie rozumiem też roli Kacpra w tej historii, ale powstrzymam się przed komentarzem, bo nie chcę spojlerować. Całość nie miała klimatu, nie była straszna, nie zmuszała do myślenia. Bardzo średnie czytadło.