Bruno jest jakiś dziwny. Nic go nie obchodzi, niczym się nie przejmuje. Nie lubi imprez, a jak już na nie chodzi, nie pije alkoholu. Najbardziej jednak nie znosi social mediów. Jest przekonany, że gdyby założył konto na Instagramie, Instagram sam by się zbanował, a na TikToku byłby jedynym tiktokerem z ujemną liczbą obserwujących. Przy nim nawet Facebook jest cool. Przyjaciele określają go słowem whatever, bo Bruno nie lubi się angażować w nic, co wymaga zaangażowania. Ale los właśnie szykuje mu niespodziankę. Bruno zaczyna odkrywać w sobie obce do tej pory uczucia, a znaleziona przypadkiem tajemnicza karteczka sprawia, że podejmuje prywatne dochodzenie. Podejrzanych o podrzucenie tajemniczego listu jest sporo: mama, znienawidzona sąsiadka, najlepszy przyjaciel, dziwny kolega, nowy uczeń w szkole… Jedno z nich zmieni życie chłopaka na zawsze. To będzie prawdziwa rewolucja!
Idea, która przyświecała książce, była zacna - inkluzywność, reprezentacja, problemy nastolatków... Mhm. Tylko że na etapie realizacji osoba autorska dorzuciła do tego całą masę stereotypów, oklepane rozwiązania fabularne, plot twist możliwy do przewidzenia mniej więcej od dziesiątej strony i wszelkie możliwe tematy społeczne potraktowane po łebkach. Najgorszy villain całej historii zmienia się na pstryknięcie palców, zachowania nie mają żadnych konsekwencji (akcja z nagraniem video?!), bohaterowie zachowują się, jakby mieli po 13 lat - a mają 17-18. Bruno i jego whatever to mało śmieszny żart - on się przejmuje dosłownie wszystkim! Zbudowanie postaci na pogardzie do social mediów nie działa, bo chłopak finalnie i tak zakłada konto na IG...
Książka to marna próba stworzenia na polskim gruncie czegoś w stylu Simon oraz inni Homo Sapiens - tylko po drodze wiele nie wyszło.
na fali tłumaczenia tytułów na język polski: byłabym za "Bruno Mi To Rybka".
A co do samej treści – niestety jestem bardziej na nie, niż na tak.
Chyba miało być luźno i młodzieżowo, ale kurcze, jak się porusza tematykę odkrywania swojej tożsamości i orientacji, coming outu, braku samoakceptacji i homofobii, to te heheszki nie zawsze są na miejscu.
Moje problemy: – Bruno WHATEVER, bo niby ma życie na yolo i wszystko mu jedno, ale tyle rozkminia każde swoje zachowanie, że chyba jednak nie do końca; – znajomi, którzy mają być tacy słodko-pierdzący wręcz zmuszają go do przyznania się, że jest gejem; – zaznaczmy też, że Bruno miał dziewczynę, ale biseksualność? Ktoś słyszał? Hetero albo gej, innej opcji przecież nie ma; – motyw "byłem dla ciebie zły, bo rodzice mnie bili – a, ok, bądźmy kumplami". Co? – slang młodzieżowy i angielskie wstawki – mogło być fajnie, że wiecie, siedzimy w głowie nastolatka, tak myśli się w tym wieku. Tylko że było tego za dużo + takie słownictwo często przechodzi do lamusa i ktoś, kto za 3 lata będzie tę powieść czytał, uzna jej język za bardziej KRINDŻOWY, niż ja teraz.
No ogólnie chaos i nie wiadomo, co, po co i dlaczego. Ale chcę wiedzieć, kto to napisał.
oj ciężko było nie przepadam za bohaterami strasznie wkurzały mnie angielskie słowa i wyrażenia typu „kriperskie” - no nie dziękuje „wątek LGBT” - no heloł w takiej książce ten zwrot nie miał prawa bytu się pojawić cała sprawa z seksualnością głównego bohatera, była za szybko poprowadzona + miałam wrażenie, że było to zrobione „po łebkach” podczas czytania nieustannie towarzyszyły mi irytacja i cringe (to słowo też za często pojawiało się w tej książce) i jeszcze jedna rzecz, którą zastałam tuż pod zakończeniem, czyli „CIĄG DALSZY NASTĄPI” panie zlituj się nade mną - PO CO TO? jakby jeden tom w zupełności wystarczy bardzo NIE polecam
Już jakiś czas temu wyznaczyłem sobie misję, która polega na przeczytaniu wszystkich polskich queerów młodzieżowych. Jak na razie tylko jedna książka z listy nie wylądowała w kategorii GNIOT i z przykrością muszę powiedzieć, że "Bruno Whatever" nie zostanie tą drugą.
Nie mam pojęcia kim jest osoba autorska, ile ma lat, ani czy coś już kiedyś pisała. [EDIT: Dobra, zajrzałem na lubimyczytać.pl. "he/she/they? Ma na koncie wiele znanych książek, jednak w tym gatunku debiutuje, dlatego znika pod pseudonimem. Na ten coming out trzeba będzie poczekać, ale kiedyś na pewno zdradzi, kim jest…"] Wiem za to, że język, którymi posługują się bohaterowie, brzmi trochę jak z rozdziału podręcznika od polskiego (gwara młodzieżowa, co nie).
Kompletnie nie podoba mi się sposób, w jaki główny bohater jest praktycznie przymuszany do potwierdzenia, że tak, nie jestem hetero. Dlaczego w roku pańskim 2022 na wieść o tym, że twojemu przyjacielowi, który ma dziewczynę, podoba się nagle chłopak, mówisz "Ha, jesteś gejem!"??? Halo, halo, biseksualność istnieje i ma się dobrze, naprawdę nie trzeba się jej bać. Also, 'gaydar' to nic innego jak jechanie po stereotypach, sorry to break it to you. Nasz tytułowy Bruno wie, że jest gejem od jakiegoś miesiąca lub dwóch, ponadto jego pierwszy crush okazuje się homofobem. Co robią jego przyjaciele? Taaak, trują mu dupę, że jest tchórzem, bo nie chce iść na marsze i "walczyć o swoje". Besties, wy zaraz maturę piszecie, a zachowujecie się jak banda zdziecinniałych debili. Mamy również zdecydowanie nadużywany w polskim YA motyw ojciec-bije-mnie-kablem-od-żelazka, który w "Bruno Whatever" nie tylko robi za chybotliwe usprawiedliwienie dla skrajnej (fizycznej) homofobii, ale też staje się powodem, dla którego ofiara i jej kat nawiązują przyjacielską relację kompletnie od czapy. Stereotyp pogania stereotyp, plot twisty nie są nawet plot twistami, mizoginia ma się dobrze, a polish-korean repka śmierdzi mi rybą (ale tutaj potrzebowałbym potwierdzenia od bardziej kompetentnych osób).
A, no i oczywiście w kolejnej queerowej książce musi znaleźć się wzmianka o HP i terfiarze Rowling, bo inaczej niebo by się rozstąpiło i deszcze ogniste pożarłyby ziemię. Dajcie Potterowi umrzeć.
Polskie queery w końcu wygrają, ale to jeszcze nie teraz.
Czas chyba na niepopularną opinię tej książki, ponieważ jeszcze nigdy nie czułam się tak zażenowana polskim tworem, jak zażenowana byłam, czytając Bruno. Nie uważam się za boomera ani za zoomera - jak to w tej książce lubi być kategoryzowane - ale mimo to ta książka jakimś cudem trafia we wszystko, co jest dla mnie triggerujące. Sam zamysł dobry, ale za dużo tutaj wad, żeby mówić o czymś pouczającym. Już w tej kwestii wolę polecić polską autorkę od Hurt/comfort.
Jak na osobę "whatever" Bruno martwi się wieloma sprawami. Nie mamy nigdzie wytycznych, co do jego "whatever" spraw, a tych, które znaczenie mają. Sama okładka z tyłu mówi, że Bruno się NICZYM nie przejmuje. Słowo NIC nie posiada wyjątków. Spodziewałam się więc osoby, która do życia podchodzi "będzie, co będzie, nie myślę o tym", a dostaję coś, w czym myślenia jest sporo. Może nie na temat przyszłości, ale zdecydowanie pomniejszych spraw, jak chociażby, ile powinien się Bruno całować z Julką.
Kolejna kwestia - komu potrzeba tyle angielskich wstawek do mowy czy myśli! Matko jedyna, sama lubię wplatać w rozmowach jakieś zagraniczne zwroty, ale w tej książce połowa z nich jest niezrozumiała, a kolejna połowa przestanie być rozumiana za parę lat.
Okej, okej, powiecie, że książka dla młodzieży. Jak najbardziej miano oddaje. Natomiast to, jak po macoszemu są traktowane niektóre zagadnienia, czy nawet problemy, to jest ujmujące. Wiem, będzie kontynuacja, ale pierwszy tom powinien wiele spraw klarownie nakreślić, a mamy albo pominięcie problemu, bo już nieaktualny, albo jechanie po stereotypach, jakby to gejom w XXI wieku miało pomóc. Nie znam płci autora ani jego preferencji seksualnych, ale jako odbiorca tej książki, czuję się, delikatnie mówiąc, zirytowana postawą większości bohaterów.
Oli trajkotujący o tym, że ma gaydar i jego osądy są na pewno klarowne. O biseksualności się tutaj nawet nie mówi. Nic, ani jednej osoby, która by to Brunowi sugerowała. Albo hetero, albo gej, półśrodków brak. Oli wciskał wręcz w przyjaciela swoje zdanie, wmuszał je do tego stopnia, że stał się w moich oczach toksyczny. Słusznie dopiero pod koniec książki mamy, że każdy powinien sam dojść do tego, komu mówi i ile mówi o swoim życiu. Nie uważam, żeby orientacja była czymś, co trzeba wykrzykiwać światu, bo to nie jest nasz obowiązek. Ani hetero, ani gejów, ani nikogo. Nie musimy się z tym obnosić, jeśli tego nie czujemy.
Jestem potwornie zawiedziona tą książką, stereotypami (wszak mamy nawet Halyne z Tadełuszem!) i mnóstwem niedociągnięć wątków. Sięgnę po kontynuację, bo chcę zobaczyć na własne oczy, a nie z opinii, jak to się dalej potoczy, ale czy to znaczy, że polecam? Absolutnie nie.
Bardzo przyjemnie i lekko napisana. Duży plus na sporo światła na stronie i duże litery. Moje uwagi do książki: może ja już jestem za stara ale pojawiało się tutaj trochę za dużo slangu młodzieżowego, który momentami był cringowy, książka przewidywalna i mniej więcej w połowie już się domyśliłam jak to się skończy, trochę za dużo pojawiło się w niej szufladkowania.
„Na początku wszyscy szukamy miłości na całe życie, a potem przez całe życie szukamy miłości choćby na chwilę”.
Wiem, że o tej książce było głośno w zeszłym roku, ale zupełnie nie pamiętam opinii o niej, więc... Ale po jej zakończeniu zostaje tylko pytanie po co ja to sobie zrobiłam. To jest złe, złe i jeszcze raz złe, cholernie niekonsekwentne w tworzeniu postaci, stereotypowe, szufladkujące do bólu i lepiej by się odnalazło w roku 2000, niż teraz.
A ten język? Te "młodzieżowe" wstawki, angielski wstawki? Ciągłe używanie takich słów, jak krindżowy? Borze szumiący, kto tak mówi? Uszy bolały od słuchania tego i naprawdę watpię, że dzisiejsi siedemnastolatkowie używają takiego języka - absurdalnie niewiarygodne. Ograniczenie się do linii - albo jesteś hetero albo gejem i szufladkowanie wszystkiego, co się da - szkoda słów. Na wydźwięk "ciąg dalszy nastąpi" oplułabym się z oburzenia, gdyby akurat coś przełykała. Dramat i wcale mnie nie dziwi, że autor wydaje pod pseudonimem, bo wstyd byłoby mi się pod czymś takim podpisać. Z drugiej strony zastanawia mnie, czy ktoś to w ogóle przeczytał przed wydaniem, bo chyba jednak nie...
Te 1.5 ⭐ to głównie za lektora, który sprawił, że nie rzuciłam tego po 20% (Marcin Franc <3) i za fakt, że pod koniec była taka urocza scenka, która mnie rozczuliła.
1,5 Nie wiem co osoba autorska chciała osiągnąć wciskając gdzie się tylko da English words (sarkastycznie dodany angielski.), ale wyszło to źle, żenująco i sztucznie, nie dało się tego czytać. Szkoła rodem z amerykańskiego serialu, nie wiem czy gdzieś naprawdę istnieją takie placówki, ale współczuję każdemu kto by się w takiej znalazł. Z moich licealnych wspomnień (z których ostatnie były rok temu, czyli niedawno) pamiętam, że większość z nas chciała po prostu przetrwać i mieć spokój ducha. Bohaterowie byli tacy nijacy. Niestety miałam wrażenie, że Bruno na siłę próbuje być gejem + robienie z każdego geja, bo "gejdar" jego przyjaciela tak mu podpowiada. Oczywiście gwiazda szkoły, która źle traktowała wszystkich wokół (może oprócz swojego kuzyna, któremu nieudolnie próbowała pomóc) na samym końcu zostaje pozytywną bohaterką, którą każdy uwielbia, a jej wszystkie winy zostają od tak wybaczone. Tutaj chyba zadziałała jakaś magia. Czytałam tę książkę i nawet kiedy zostało mi ostatnie 10 stron nie czułam, że to jest moment kulminacyjny. Równie dobrze książka mogła się skończyć wcześniej i nie odczułabym różnicy.
sama nie wiem, co mam powiedzieć o tej książce. z pewnością należy do grona tych wartościowych, ale i niezobowiązujących. niektórzy bohaterowie serio byli fajni, plus ich problemy naprawdę istnieją w naszym społeczeństwie.
dało się jednak odczuć, że jest to książka młodzieżowa. mi osobiście nie przypadły do gustu wplecione do tekstu słowa "typowo" młodzieżowe ani te w języku angielskim. dla mnie były ogromną wadą.
Byłam jej szalenie ciekawa, a z drugiej strony bardzo się jej obawiałam.
Dawno nie czytałam młodzieżówek i podeszłam z dystansem, bo nie wiedziałam jak ją odbiorę. No i jak było? Kilka razy poczułam się potwornie staro! Musiałam sobie wygooglować parę słów bo kompletnie nie wiedziałam co znaczą. To już starość prawda?
Ostatecznie żal mi było odkładać książkę i wkręciłam się na sto procent w problemy i przeboje Bruno! Myśle, że jest to świetna lektura dla młodzieży, która szuka siebie, próbuje zrozumieć swoje otoczenie, zmiany, problemy. Gubi w swoim środowisku i próbuje odnaleźć na nowo. Książka w bardzo przystępny sposób porusza ważne kwestie akceptacji, próbuje przedstawić problemy z dwóch stron medali.
Naszym głównym bohaterem jest Bruno, licealista, który odkrywa swoją seksualność, początkowo mocno się jej broniąc. Gdy okres wakacji pozwala pogodzić mu się ze swoimi spostrzeżeniami, początek roku szkolnego całkiem nieźle miesza w jego życiu … Co tu dalej będę pisać sięgnijcie po „Bruno whatever!” a mam nadzieję, że tak jak ja, nie będziecie mogli odłożyć tej historii!
,, Bruno whatever " to książka, która porusza naprawdę bardzo ważne tematy. Samoakceptacja lub jej brak, hejt i wyśmiewanie, kwestionowanie swojej orientacji, przemoc domowa i wiele, wiele innych.
Bohaterowie są tacy prawdziwi, właściwie to pierwszy raz od dawna czułam, że są nastolatkami. Mają realne życie i realne problemy, z którymi tak naprawdę zmierza się duża część nastolatków, ale i nie tylko. Czytając historie Oliego - przyjaciela głównego bohatera, czułam niewyobrażalny ból w sercu, że nie mogę go przytulić i powiedzieć, że jest wspaniałym człowiekiem i zasługuje, żeby żyć. Główny bohater nie zachwycił mnie, a właściwie czasami wręcz irytował, jednak po części jestem w stanie go zrozumieć.
W książce wielokrotnie przewijają się stereotypowe stwierdzenia dotyczące społeczności Lgbt, m.in. teksty rzucane przez wujka Bruna. Są one straszne, jednak takie sytuacje absolutnie nie są przerysowane. Podejrzewam, że większość z was spotkała się choć z jedną taką sytuacją, gdzie orientacje "inne niż hetero" są wyśmiewane chociażby przez członków waszych rodzin. Przez tą swoją stereotypową otoczkę, ta historia była tak prawdziwa.
Drugim ważnym aspektem poruszonym w książce jest życie w social mediach. Wielu influencerow w internecie pokazuje nam swoje, mogłoby się wydawać, idealne życie, jednak wszyscy doskonale wiemy, że życie idealne nie istnieje. Wystarczy jedno zdanie wypowiedziane przez osobę w internecie, abyśmy całkowicie zmienili swoje poglądy. Również hejt w internecie który wynika z takich sytuacji, może prowadzić do krzywdy. W książce autorstwa Leo Gramsiego jest właśnie pokazana fałszywość social mediów i uważam, że akurat ten wątek był bardzo dobry i szczerze jestem pod wrażeniem prawdziwości jego.
Oczywiście mimo dobrych, trudnych tematów, nie zabrakło też błędów. Miałam wrażenie, że autor na siłę próbuje być młodzieżowy i mimo, iż nie znamy wieku osoby, która napisała tę książkę, to było to aż zbyt przesadzone. Ciągłe "młodzieżowe" i angielskie zwroty po prostu przeszkadzały w czytaniu. Również zarzucanie orientacji Bruna przez innych bohaterów. Nie podobało mi się to, jak inni wmawiali mu czy jest gejem czy też nie. Bohater sam najlepiej powinien wiedzieć kim jest. Najważniejsze jest to, że nie istnieją tylko 2 orientacje seksualne. Rozważane były tylko dwie opcje - hetero i homo, Bruno nawet nie zastanawiał się nad żadną inną, co szczerze mówiąc strasznie mnie zirytowalo
Jeśli szukacie przyjemnej, niezobowiązującej queer młodzieżówki, to będzie ona dla was jak najbardziej odpowiednia :)
Do "Bruno whatever" podchodziłam z dużym zaciekawieniem. Rekomendacja Weroniki Łodygi, którą to autorkę cenię a także informacja, że powieść została wydana przez znanego autora, tyle że pod pseudonimem, podsyciły moją ciekawość. Jak ostatecznie oceniłam tę książkę?
Bruno żyje zgodnie z dewizą whatever. Ma dwójkę przyjaciół, w których gronie dobrze się czuje a także dziewczynę, z którą przyjaźni się od dzieciństwa. Jednocześnie stara się nie angażować w życie szkoły a od social mediów trzyma się na kilka metrów. Nieplanowany pocałunek na imprezie odmienia jednak jego postrzeganie siebie i świata. Od tego momentu Bruno będzie musiał zdecydować, czy rzeczywiście w życiu opłaca się zachowywać stoicki dystans. Bo co, jeśli o swoje szczęście trzeba trochę zawalczyć?
Początkowo byłam nastawiona dosyć neutralnie do książki. Pierwsze strony czytałam bez emocji, ale z każdą kolejną zaczęłam zauważać coraz większe przywiązanie do bohaterów i fabuły. Zaangażowałam się w przedstawione wydarzenia i kibicowałam Brunowi, który wydaje mi się postacią z potencjałem. Bardzo podobał mi się też lekki styl autora a angielskie wstawki nie przeszkadzały w czytaniu a wręcz, mam wrażenie, dodawały trochę realizmu do młodzieńczych rozmów.
Jestem też dużą fanką nazw rozdziałów, bo często nawiązywały do innych dzieł kultury (np. filmu animowanego "Luka" lub piosenki Taylor Swift!- przynajmniej ja to tak zinterpretowałam😅).
Myślę, że bohaterowie dojrzewają na przestrzeni fabuły i ten proces był ciekawy do obserwowania. Bruno też się zmienia i myślę, że osoby, które początkowo nie były do niego przywiązane, z czasem zaczną mu kibicować.
Jedna rzecz, do której mogłabym się przyczepić to zachowanie Oliego na początku książki. Kiedy Bruno mówi mu, że pocałował kolegę, kiedy ma dziewczynę, ten od razu mówi mu, że jest gejem. Nie przewiduje sytuacji, w której chłopakowi mogłyby się podobać obie płcie i w zasadzie nikt na przestrzeni tej książki ani przez moment nie bierze tego pod uwagę. Biorąc pod uwagę, że Oli sam należy do środowiska osób queerowych jest to dość ograniczone myślenie.
"Bruno whatever" nie jest być może książką idealną, ale ja bawiłam się przy niej naprawdę dobrze. Mimo kilku wad, jakie można znaleźć podczas lektury, warto dać jej szansę, jeśli będziecie szukać czegoś, co zapewni wam rozrywkę w czystej postaci. Ja czekam na kolejne części, po które z chęcią sięgnę, gdy już zostaną wydane!
Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.
Tak 4,5. Tak do połowy za wiele się nie działo i nie mogłam rozgryźć autora, ale potem ruszyło z kopyta i jestem pod wrażeniem tej książki. Warto przeczytać!
Spodziewałam się ważnej i potrzebnej książki. Dostałam coś znacznie innego. Dużo gorszego. Nie polubiłam żadnego bohatera. Zostali tak wykreowany, że nie dało się ich polubić, naprawdę. Styl pisania...no cóż. Wplątywanie młodzieżowych aka cringowych słów nie uczyni tej książki lepszą. Mam wrażenie, że osoba, która napisała tę książkę chciała poruszyć wszystkie możliwe tematy zamiast skupić się na jednym wątku. Słabe
„Nie szukajcie, a znajdziecie…” takimi słowami wita nas okładka książki „Bruno Whatever” i już to intryguje i zachęca do sięgnięcia po książkę, żeby przekonać się, co takiego znajdziemy, a raczej co odnajdzie główny bohater.
Pierwsze, o czym muszę wspomnieć to świetne wydanie tej książki, a w tym rysunkowa czcionka w tytułach wszystkich rozdziałów, która jest spójna z tą z okładki.
Pozycja ta opowiada historię nastolatka Bruna, który w życiu niczym się nie martwi, niczym się nie przejmuje i na niczym mu nie zależy. Imprezy, alkohol i social media traktuje jak największe zło, a na każde pytanie ma zawsze gotową odpowiedź: Whatever! Ale, ale… W życiu Bruna nagle zaczyna się coś zmieniać. Sam zaczyna w sobie dostrzegać ukryte dotąd uczucia, a znaleziona przypadkiem karteczka z wyznaniem sprawia, że chłopak koniecznie chce się dowiedzieć, kto jest jej adresatem. Czy mu się to uda i jakie zmiany zajdą w nastolatku? Żeby się tego dowiedzieć musicie sami przeczytać tę książkę!
Mam mieszane uczucia odnośnie tej pozycji, bo czytałam już kilka w podobnej tematyce i niestety ta nie wyróżniała się niczym szczególnym. Oczywiście poruszała ważne problemy, ale odniosłam wrażenie, że autor chciał poruszyć ich jednak zbyt wiele na raz i tak naprawdę żadnemu nie poświęcił odpowiedniej ilości uwagi. Potraktowane zostały wybiórczo i po macoszemu.
Rozpoczynałam książkę z wielkimi nadziejami, z wypiekami na twarzy i ogromnym zainteresowaniem, ale w trakcie niestety emocje słabły i tak naprawdę chciałam po prostu dotrwać do końca. Nie mówię, że takie książki nie są ważne i potrzebne, ale myślę, że akurat ta zdecydowanie bardziej przemawiać będzie jednak do młodzieży.
Niemniej doceniam pomysł na fabułę i zwrócenie uwagi na zmiany, jakie toczą się w życiu nastolatków w okresie dojrzewania i dorastania. Z pewnością wielu młodych ludzi będzie mogło utożsamić się z bohaterami tej powieści. Śmiało mogę stwierdzić, że takie książki są potrzebne i warto zachęcić młodzież, aby sięgała również po takie pozycje, które mogą otworzyć oczy i zwrócić uwagę na pewne problemy i dylematy życiowe.
Jesteście ciekawi, co znalazł tytułowy Bruno? W takim razie koniecznie sięgnijcie po tę książkę!
Szczerze? Ta książka była taka zła. Dlatego daje jej zawrotne 1★, ale osoba autorska chyba na siłę starała się być młodzieżowa. Wyszło no... Pokracznie. Co chwilę pojawiały się angielskie zwroty, jakieś pseudo-młodzieżowe teksty. No zdecydowanie coś poszło nie tak. Przez większość książki zżerało mnie z zażenowania. Postacie strasznie stereotypowe, nijakie. Raczej nie polecam.
Zaskakująco lekko i umiejętnie napisana, historia o odkrywaniu własnego "ja". Nie zabraknie tutaj też czasu na śmiech!
Bruno, który uznawany jest za człowieka z osobowością "whatever", jest nietypowym nastolatkiem. Słowo nietypowy odnosi się do jego dystansu i niechęci do uczestniczenia w social mediach. Chłopak przechodzi w książce pewne stany i wyraźnie widać jak jest postać kształtuje własny charakter. Zauważyłam, że wyszliśmy od takiego człowieka, który rzeczywiście nie zważa co robi ani mówi, przez osobę, która rzeczywiście stara się zrozumieć i akceptować siebie i innych, aż do... No właśnie, aż do czego? Tego przekonacie się jak przeczytacie książkę 😏
Historia zawiera dużo bohaterów, którzy są aż za bardzo ucharakteryzowani ALE jest to celowy zabieg i rzeczywiście widać to w fabule. Mamy tutaj wiele uwspółcześnionych postaci, np. mama głównego bohatera. Osobiście zastanawiałam się czy wytrzymałabym z taką osobą w roli mojej mamy. I mogę wam powiedzieć że napewno byłoby to nie lada wyzwanie 😅 Każdy bohater ma jednak swój czar i indywidualne cechy, którymi jesteśmy w stanie go odróżnić. Mimo, że bohaterowie są tak bardzo mocni i wyraźni, nie odczułam natłoku informacyjnego ani nie poczułam się przytłoczona ich obecnością.
Książka, oprócz perypetii w życiu Bruna, posiada wiele wstawek z życia innych bohaterów.jest to moim zdaniem bardzo dobre w prowadzeniu fabuły i uświadomieniu czytelnika o możliwych sytuacjach jakie dzieją się bądź mogą się wydarzyć w ich otoczeniu. Wszystkie wspomnienia i zapisane wydarzenia bolą i dają nam do zrozumienia, że każda akcja wywołuje reakcję, i że żadnej akcji nie możemy traktować pochopnie bo reakcja jaką może ona wywołać, niekoniecznie przejdzie echem. Między innymi przez te wspomnienia, główny bohater doznawał znacznych bodźców, które finalnie pchały go do wyjścia z tego stanu "whatever".
Historia niesamowicie współczesna, pokazująca wady social mediów i dająca zupełnie inne światło na sytuację nastolatków w szkołach. Jeżeli jesteście ciekawi jak wygląda życie w zwariowanym świecie, pełnym niezidentyfikowanych wiadomości i odkrywających własne przeznaczenie osób, to zapraszam was do zapoznania się z książką ❤️
Nie spodziewałam się, aż tak złej książki... Zacznijmy może od samego stylu pisania. Mamy tutaj mnóstwo wstawek po angielsku i slangu, który brzmi nienaturalnie i żenująco. Bohaterowie nie są dobrze wykreowani, a reprezentacja w tej książce to nieśmieszny żart - przecież, albo jesteś gejem albo hetero...Poniżej przedstawię wam skrótowo kilka rzeczy, które mnie irytowały lub zniesmaczyły podczas czytania, ponieważ jest ich zbyt dużo by się rozpisywać... - wiele wątków i tematów, które nie zostały rozwinięte - presja przyjaciół i nacisk na "wyjście z szafy" - "musisz być gejem, bo to czuję przez swój gejradar..." - inne orientację seksualne nie istnieją i nie są brane pod uwagę - stereotypy - SYTUACJA, GDY MAMA BRUNA, MÓWI, ŻE JAK BYŁA JESZCZE W CIĄŻY ROZMYŚLAŁA CZY BĘDZIE GEJEM CZY HETERO...OPRÓCZ TEGO MA IMIĘ NA CZEŚĆ JEJ "PRZYJACIELA GEJA
This entire review has been hidden because of spoilers.
Bruno whatever" to książka poruszająca wiele ważnych tematów, takich jak odkrywanie siebie, swojej seksualności, czy szkodliwość social mediów. Tytułowy Bruno to nastolatek, który zaczyna kwestionować swoją seksualność i próbuje odkryć kim tak naprawdę jest. Przyjaciele nazywają go "whatever", bo dla Bruna wszystko jest obojętne i niewiele istnieje rzeczy, które są dla niego istotne.
Pomimo podjęcia istotnej tematyki i to na naszym polskim podwórku, co nie zdarza się tak często, niestety nie polubiłam się z tą książką. Nie była zła, ale po prostu nijaka. Momentami miałam wrażenie, że niestety jest trochę o niczym. Moim zdaniem też ciągłe wtrącenia słów, czy wyrażeń po angielsku były niepotrzebne, a książka sprawiała wrażenie, że chce być na siłę bardziej "młodzieżowa".
Myślę jednak, że gdybym miała te 10 lat mniej, prawdopodobnie przypadłaby mi do gustu dużo bardziej, dlatego nie odradzam, ale niestety nie był to tytuł dla mnie.
Z jednej strony mamy młodzieżówkę z 🏳🌈 reprezentacją, pokazującą odkrywanie samych siebie, toksyczności rodziców i zakłamania mediów społecznościowych. Za to z drugiej strony mamy nie do końca logiczne działania bohaterów, stereotypowo wykreowane, irytujące postacie i mocno cringowe sytuacje. Dodatkowo osoba autorska ZDECYDOWANIE nie poradziła sobie z młodzieżowym językiem i czytając, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Cisnąć książkę do zlewu, zalać, poczekać aż wyschnie i spalić. Serio. Dlatego myślę, że określając tę książkę jako 𝘸𝘩𝘢𝘵𝘦𝘷𝘦𝘳 będzie ironicznie idealne.
Początkowo czytało mi się ją niezwykle powoli, ale jak już się wciągnęłam to nie mogłam się oderwać! 😯
Mega przyjemna, a obok tego naprawdę wartościową młodzieżówka ❤️ Najcenniejsze jest w niej dla mnie to, że dzieje się w naszych polskich realiach, a w postaciach bez problemu możemy dostrzec siebie, naszych znajomych, czy rodziny.
Niezwykle doceniam!
Ciąg dalszy nastąpi? Jeśli tak, to z największych przyjemnością przeczytam!
książka z samego początku mega mnie nie ciągła do siebie i dopiero od połowy dla mnie samej zaczęło się coś dziać. Kocham fakt, jak bardzo wszystko zostało dopracowane. Ogromny minus to fakt, że książka na siłę ma słowa typu "cringe" i są wtapiane słowa po angielsku, ale mimo wszystko niezmiernie przyjemnie mi się ją czytało.
Książka niezbyt mi się podobała. Starałam się polubić i zrozumieć Bruna, niestety mi się nie udało, czasami nawet mnie irytował.Także zachowania innych bohaterów były dla mnie momentami nielogiczne. Dodatkowo ich wygląd zewnętrzny był słabo opisany, co utrudniało mi zwizualizowanie sobie bohaterów przez co trudniej mi było się do nich przywiązać i przejmowiać ich losami. Fabuła była bardzo przewidywalna od początku rozgryzłam sprawę z Ivo co odebrało mi mnóstwo przyjemności z czytania. Również od razu odgadłam kto jest autorem listu. Nie podobał mi się styl pisania. Zdecydowanie za dużo angielskich zwrotów i slangu młodzieżowego.To, że Mi przeszła na stronę głównego bohatera wydało mi się sztuczne i wymuszone. Zwróciłam również uwagę, a że ta "zła koleżanka" została opisana dwoma cechami wyglądu "ruda i brzydka". Nie wiem dlaczego kolor włosów został tak bardzo podkreślony, naprawdę takie włosy nie są niczym nadzwyczajnym i mogą być naprawdę ładne. Nie rozumiem też dlaczego bohaterowie czepiali się imienia Jola, jak to jest normalne, zwykłe imię. Podsumowując, nie miałam do tej książki żadnych oczekiwań, a mimo to się zawiodłam.
This entire review has been hidden because of spoilers.