Szósty tom z Maggie O’Dell tym razem skupi się na zagrożeniu z którym bardzo ciężko walczyć, budzi strach i może narobić wiele szkód w bardzo krótkim czasie. Kiedy do Akademii FBI przyjeżdża paczka z pączkami to nikt nie spodziewa się, że na jej dnie będzie list od terrorysty z informacją o planowanym zamachu. Maggie, Cunningham oraz reszta zespołu jadą na wskazane miejsce i odkrywają, że adresat listu puścił w obieg wirusa powodujący silne krwawienie oraz bolesną śmierć. Osoby, które miały styczność z wirusem zostają przetransportowane do wojskowego instytutu badawczego i mogą wyłącznie na odległość starać się pomóc innym w rozwiązaniu sprawy.
Ten tom uznaję za gorszy od pozostałych tylko i wyłącznie z jednego powodu - za mało jest Maggie O'Dell. Agentka do zadań specjalnych zostaje wyłączona oraz zamknięta w izolacji, a tym samym fabuła musowo skupia się na wielu innych postaciach związanych z badaniem chorób zakaźnych czy wyznaczonych funkcjonariuszach prowadzących śledztwo. Ponadto, kiedy fabuła krąży wokół czegoś takiego jak wirus oraz roznoszenie choroby to zabrakło mi tego czegoś, że kogoś ścigamy, są sekcje zwłok, użycie broni, mamy pościgi, krwawe prezenty dla prowadzących śledztwo, bezpośrednie zagrożenie życia. Tutaj mamy izolatki, szpital, laboratorium, przykutych do łóżka pacjentów oraz leczenie. Nadal czułam się zaangażowana w tę serię, a ta książka była dla mnie świetną rozrywką. Przeczytałam tę pozycję w bardzo krótkim czasie, bo trudno było mi się oderwać. Jednak to jest moja 7 przeczytana książka autorki i wiem co potrafi zaserwować czytelnikowi.
Przy tym tomie zostawiam 2,5 gwiazdki.