3.75
Pamiętaj chemiku młody, wlewaj zawsze kwas do wody
I to by było na tyle, jeśli chodzi o moją wiedzę z zakresu chemii. Przy ogromnym rozczarowaniu mojego taty, który na swoim koncie ma nie tylko zajęcia z tego przedmiotu na poziomie uniwersyteckim, ale również wysadzenie czegoś w swoim liceum, co na zawsze pozostawiło ślad na suficie, a czym do dzisiaj ciągle się chwali. Ja, choć starałam się ze wszystkich sił, nie potrafiłam się w tym przedmiocie odnaleźć. Ale seria „Zrozum” już nieraz ratowała mnie z opresji, to i może z chemią by sobie poradziła? Bo właśnie na tym obszarze skupia się czerwcowa premiera tego cyklu o jakże wdzięcznym tytule „Roztwory i spółka”.
Już pomijając fakt, jak dobrze dobrany jest polski tytuł (pozdrawiam wszystkich fanów animacji „Potwory i spółka”), to autorka podobnie jak w bajce otwiera przed czytelnikiem kolejne drzwi, chcąc udowodnić, że nie taka chemia straszna, jak ją malują. Jasne, pierwszy rozdział, w którym Biberdorf stara się wyłożyć potrzebne czytelnikowi podstawy, może przerazić nawet najbardziej zdeterminowanych. Ale później to już jest bułka z masłem. Autorka zabiera nas na wycieczkę po własnych mieszkaniach, barach czy ciałach, żeby pokazać, że choćbyśmy chcieli, nie damy rady uciec od chemii, nawet jeśli zakończymy swoją edukację, a notatki w glorii chwały spalimy bądź wyrzucimy.
W tej książce znajdziecie odpowiedzi na pytania, które może nigdy was nie nurtowały, ale po ich zadaniu sobie musicie poznać odpowiedź. Dlaczego szybciej opalamy się na plaży, a w ogródku osiągnięcie takiego efektu jest prawie niemożliwe? Czy znajomość chemii pomoże wam zostać baristą i przyrządzić pyszną kawę? A może istnieje skuteczny przepis na pozbycie się kaca, ale przez wasz wstręt do tego szkolnego przedmiotu nigdy go nie odkryliście?
Nie każdemu podejdzie ta książka. Biberdorf, choć jest nauczycielką wyrozumiałą i tłumaczącą wszystko powoli i dokładnie, nie zaczeka na tych, którzy w ogóle nie są zainteresowani poznaniem chemii. Trzeba mieć w sobie chociaż minimalne chęci zrozumienia, inaczej po przeczytaniu książki będziemy mogli odłożyć ją na półkę i po tygodniu w naszej głowie nic już z niej nie zostanie. Nie twierdzę, że po przewróceniu ostatniej strony staniecie się chemicznymi geniuszami, ale dobrze jest rozumieć, co dzieje się obok nas, a czasami nawet i wewnątrz nas. I właśnie o tym jest ta pozycja.
Kate Biberdorf jest tą nauczycielką chemii, na którą zapewne nigdy nie trafiliście, jeśli pamiętacie z tego przedmiotu tyle, co ja. W niezwykle lekki i przystępny sposób tłumaczy zagadnienia, które przydadzą się czytelnikowi nie tylko na kartkówce czy sprawdzianie, ale też w prawdziwym życiu. A chyba to jest najważniejsze, prawda? Warto zrobić krok do tyłu i podejść do chemii na nowo, z otwartą głową. Bo ta koniec końców może okazać się naprawdę interesująca.