Podobno dobra teściowa to była teściowa. Ale czy na pewno? Kto zabił mamusię to klasyczna komedia kryminalna nawiązująca w formie do książek Joanny Chmielewskiej. Główna bohaterka zostaje wplątana w sprawę zabójstwa byłej teściowej, z którą nie miała kontaktu od dwudziestu lat. Tymczasem zamordowana kobieta zostawiła dla Małgoni list, a w nim liczne zagadki, których rozwikłanie doprowadzi do znalezienia mordercy, a przy okazji rozwiązania tajemniczej sprawy sprzed wielu lat. Początkowo pisana wraz z czytelnikami na Facebooku jako powieść w odcinkach do Państwa rąk trafia publikacja, z której część dochodu zostanie przekazana na rzecz fundacji humanitarnych wspomagających Ukrainę.
Fantastyczna komedia kryminalna z genialną zagadką zbrodni i cegiełka w jednym! Część zysków ze sprzedaży tej cudnej komedii kryminalnej zostanie przekazana na rzecz fundacji humanitarnych wspierających Ukrainę.
W powieściach Małgosi dialogi aż iskrzą, buchają, rozrywają kolejne zdania, wywołując niekontrolowane rechotanie, czy tego chcemy czy nie. „Kto zabił mamusię?” nie stanowi tutaj wyjątku. To zdrowy śmiech, ten, który pozwala odetchnąć od problemów życia codziennego, odwraca uwagę, gdy tego najbardziej potrzebujemy. Starosta prowadzi intrygę pewną ręką, meandruje i tworzy domysły. Podrzuca mylne tropy, odwraca uwagę czytelnika. Robi to ze znanym sobie urokiem, dziką ironią i wprawą pisarki, która dobrze wie co pisze i dlaczego. Serwuje rozrywkę literacką na najwyższym poziomie, którą docenią wszyscy miłośnicy opowieści o zbrodniach z przymrużeniem oka. Komedia kryminalna zyskała dzięki niej głos jedyny w swoim rodzaju, głos, który chciałoby się słuchać (nie, CZYTAĆ) bez końca.
Ktoś mnie grubo oszukał. Nastawiłam się na KOMEDIĘ kryminalną. Książka nie była śmieszna, a wątek kryminalny banalny, potraktowany tak powierzchownie, że do samego końca średnio zrozumiałam, co tak naprawdę się stało. Sposób pisania trudny do zrozumienia. Dialogi nienaturalne. Ogółem nie polecam.
Very disappointing book. I've read the author's "wina wina" series before and it was much better. This feels like a mix of her previous books although she claims she has thousand ideas per minute. She even mentions herself that something happened like in her books. That's not very original. A lot of talking that is not necessary and I must admit I stopped caring about the actual plot in the middle of the book. The idea of including her palace friends in the middle of nowhere and finding the connection with the murder in the city seems far-fetched and very similar to wine series.
1 za kryminał, 1 za komedię i choć nie zasługuje na 3 to za"Początkowo pisana wraz z czytelnikami na Facebooku jako powieść w odcinkach do Państwa rąk trafia publikacja, z której część dochodu zostanie przekazana na rzecz fundacji humanitarnych wspomagających Ukrainę." Myślę można dorzucić ekstra punkcik :)
Czytałam niejedna komedie kryminalna i szczerze mówiąc musiałam się bardzo skupiać aby połączyć tu fakty. Dużo się dzieje, dużo wątków, momentami odpływałam myślami co już było znakiem, że to nie jest książka dla mnie. Humor... Kilka tekstów mi się spodobało ale poza tym taka sobie. Ale skończyłam i znów nie było tu efektu zaskoczenia, domyśliłam się rozwiązania sprawy.
„— Dom wariatów, jak Boga kocham — westchnęłam ciężko. — Teściowa z gilotyną, mąż chory z zazdrości, były z nieodciętą pępowiną i dziecko bez szacunku...”
Uwielbiam! Kocham i zdecydowanie czegoś takiego potrzebowałam! Satysfakcja po tym jak doszłam do tego kto był mordercą Ireny była niesamowita ❤️ Ta książka sprawiła mi ogrom radości z szczerze ją polecam! Z pewnością zabiorę się za resztę twórczości pani Małgosi.
,,- Nie ma zbiegów okoliczności, one są zawsze zaplanowane - powiedziałyśmy z Basią równocześnie, co w żadnym razie nie było zbiegiem okoliczności"
Jak zamaskować popełnioną zbrodnię? Czy można zapomnieć o popełnionym czynie?
,,Kto zabił mamusię?" to komedia kryminalna Małgorzaty Starosty, którą otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie, za co dziękuję.
Historia opowiada o Małgoni Starosty, która zostaje wplątana w sprawę zabójstwa byłej teściowej, ta zostawiła jej list, ale nie taki zwykły! Między wierszami ukryła wskazówki dotyczące mordercy, który ją zabił. Czy znana pisarka kryminałów wraz z najlepszą przyjaciółką i policjantem Bączyńskim odnajdą rozwiązanie sprawy? A przy tym odkryją prawdę morderstwa sprzed lat?
Nigdy nie czytałam żadnej komedii kryminalnej, więc nie mam porównania do innych. Po książkę postanowiłam sięgnąć z ciekawości - opis zapowiadał ciekawą, angażującą z humorem historię niczym z ,,Trudnych Spraw". Czy otrzymałam to, czego się spodziewałam?
Powiem, że tak! Była to zdecydowanie ciekawa, niebanalna z humorem powieść, z którą miło spędziłam czas. Autorka wiedziała, jak zainteresować Czytelnika. Dziwnym zbiegiem okoliczności główna bohaterka nazywa się, tak samo, jak ona i także jest pisarką, która pisze kryminały! A dodatkowo znajdziecie w niej przed każdym rozdziałem cytat. Taka forma bardzo mi się podobała, przez co ładniej prezentowała się sama książka.
Może zagadka kryminalna nie była trudna do odgadnięcia, to jednak nie do końca, bo trafiłam tylko do sprawy sprzed lat, kto był mordercą. Ale kto zabił tytułową mamusię to już nie odgadłam. Napięcie było bardzo dobrze zbudowane, a dojście do prawdy wcale nie było takie oczywiste. Oprócz spraw kryminalnych znajdziecie w niej dużo humoru, który nie do każdego trafi. Do mnie trafił (ale nie zawsze), kilka razy nawet się zaśmiałam i tutaj małe ostrzeżenie: Nie czytajcie jej przy innych, bo zdziwią się z czego się śmiejecie do książki. Nie polecam zatem czytać jej przy innych, bo może to się skończyć dziwnymi spojrzeniami w naszym kierunku.
Sama w sobie powieść angażuje i z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów, czasami prychając pod nosem ze śmiechu. Była to luźna, niezobowiązująca lektura, jaka była mi potrzebna. Tak po prostu, żeby odpocząć i się zrelaksować, nie zajmując się otaczającą mnie rzeczywistością. Była to taka miła odskocznia od innych lektur. Rozwiązanie śmierci mnie nie zaskoczyło, ale było jak najbardziej logiczne. Autorka również wprowadziła Czytelnika do niezwykle klimatycznego Pałacu w Gruszowie, z którym wątek mi się podobał, jakoby w nim był klucz do odkrycia tajemnic przeszłości.
Bohaterowie zostali dobrze wykreowani. Główną bohaterkę nawet polubiłam, ale i tak przebiła ją Baśka, którą bardzo polubiłam. Błyskotliwa, a na dodatek pała miłością do jedzenia. Teściowa Małgorzaty, czyli seniorka Małgorzata Starosta, była ciekawą postacią i nieco typową teściową, która wyprowadziła się do synowej i syna, bo urządziła remont w swoim domu.
Podsumowując ,,Kto zabił mamusię?" Małgorzaty Starosty to komedia kryminalna, która między swoimi wierszami chce przekazać coś ważnego i jest symbolem czegoś ważnego. Zbrodni nie da się ukryć, a zwłaszcza tej, która dzieje się tuż obok. Autorka bowiem postanowiła przekazać część dochodów ze sprzedaży na rzecz fundacji humanitarnych wspomagających Ukrainę. Moim zdaniem to wielka akcja i nawet dlatego warto zakupić swój egzemplarz by pomóc innym. Ja bardzo dobrze spędziłam z nią czas i żałuję, że nie będzie drugiej części, bo z chęcią poznałabym dalsze losy bohaterów. Idealna na wieczór lub dwa. Będzie to książka, przy której nie raz się uśmiechniecie, zaskoczycie, a nawet zaczniecie bawić się w Sherlocka Holmesa. Polecam!
Ciągłe narzekanie na dziecko, kt��re jest diabelskim nasieniem, mężów (do zdrady obecnego namawia niby w żartach? teściowa i córka), używanie docinków w prawie każdej wymianie zdań i stawianie sobie samej ołtarzyka przez autorkę to zdecydowanie nie mój typ humoru. Czytałam do końca bo liczyłam na wyjaśnienie tej niezwykle pogmatwanej intrygi, obfitujące w tak nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, że pomimo tego, że lubię kryminały i wydawało mi się, że przez to wyrobiłam w sobie tolerancję na to iż szczęśliwe przypadki losu muszą się w nich pojawiać, tutaj pytanie "Jak to w ogóle możliwe" na każdym kroku, rujnowało przyjemność z lektury. Jak to możliwe, że jeden policjant zablokował przyjazd karetki i policji, nikt z tak dużej grupy sie tym nie zainteresował, zignorowali typa który krzyczy, że ktoś tonie, a nie ma ciała, nie zostały od razu zarządzone przeszukania dna, przyjaciółka zaginionej ukrywała fakty, nie powiedziała o chłopaku, teściowa przez 20 lat gloryfikowała byłą synową, kosztem relacji z ukochanym synem? Jak to możliwe, że Irena domyśla się, że może ją zabić kobieta jej byłego męża, ale nie drzwoni na policję? Tłumaczenie, że zadziałał tu mechanizm tolerancji dla bliskich nie przekonuje, bo Marzena jest wręcz jej wrogiem. Jak Mieszko zabił Ewę? W ktorym momencie? Co z jej chlopakiem, gdzie był w tym czasie i później? Dlaczego terapeutka Ireny zdradzała treści wizyty Marzenie? Jak zapalniczka Mieszka znalazła się w tunelu? I mnóstwo innych pytań pojawia mi się po skończeniu tej książki. Bardzo ciekawe było jednak wplatanie kultury współczesnej np nawiązanie doJaniny Daily, romansu znanych pisarzy, itp. Plus także za to, że dochód poszedł na pomoc Ukrainie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
„Kto zabił mamusię?” to komedia kryminalna, nawiązująca w formie do książek Joanny Chmielewskiej. Tym razem akcja kręci się wokół rodziny Małgorzaty, już uznanej pisarski, matki i żony, która ma w zanadrzu pewien sekret. Tajemnica ta wychodzi na światło dzienne, gdy zostaje zamordowana była teściowa pisarki. „Mamysia” nazywana tak przez byłego męża Małgorzaty, Mieszka, zostawia list adresowany do synowej. Zawiera on liczne zagadki, których rozwiązanie ma pomóc w uchwyceniu mordercy byłej teściowej. Jak się okazuje, rozwikłanie bieżącej sprawy może też rzucić światło na pewne nierozwiązane zajście sprzed lat.
Małgorzata wraz z przyjaciółką Barbarą, stara się rozwiązać zagadkę morderstwa. Od strony formalnej sprawę prowadzi przystojny podkomisarz Michał Bączyński. Jak się okazuje jako żywo przypomina innego policjanta, Bączka, występującego na łamach jednej z wcześniejszych książek Małgorzaty. Przez zbrodnię w życiu pisarki ponownie pojawia się były mąż i teść, a sama pisarka musi wrócić wspomnieniami do świętowania zdanej matury.
Jak to w kryminale – nic nie jest oczywiste i jednoznaczne. Zagmatwane zagadki wymagają wytężonej pracy zarówno śledczych, jak i świadków. Jednak wspólnymi siłami sprawa zostaje rozwiązana.
„Kto zabił mamusię?” to książka szczególna. Początkowo fragmenty pojawiały się na blogu pisarki. Następne części powstawały we współpracy z czytelnikami. Ostatecznie otrzymaliśmy wydaną całość. To komedia kryminalna pełną gębą. Znakomicie się przy niej bawiłam.
Główna bohaterka, Małgorzata Starosta (tak, autorka książki Małgorzata Starosta nazwała tak samo swoją bohaterkę), zostaje wciągnięta w sprawę morderstwa swojej teściowej, której nie widziała od 20 lat. Pochodziła ona z pierwszego małżeństwa, które się rozpadło, więc nic dziwnego, że kontakt się urwał. Jednak Małgorzatę odwiedza policjant z pewnym listem, gdzie była teściowa zostawiła całą masę zagadek, dedykowanych specjalnie dla byłej synowej. To ona mają pomóc wskazać mordercę byłej teściowej oraz rozwiązać pewną oddzielną sprawę sprzed lat.
Było okej, ale nic poza tym. To miała być komedia kryminalna, ale w zasadzie nie było momentu, żeby mnie coś rozbawiło. Chyba, że przeinaczanie nazwisk, dziwne aluzje czy takie przekomarzanie się bohaterów miało być rozśmieszające, ale tutaj to nie do końca zagrało. Jeśli chodzi o samą zagadkę to rozwiązanie było bardzo proste i nie wymagało jakiejś szczegółowej analizy tego co mówią wszystkie postacie. Niestety pojawiało się kilka elementów, które są niedopracowane, niepotrzebnie na siłę poplątane, a kilka wątków nie zostało w ogóle wyjaśnionych, więc ta historia z jednej strony ma proste rozwiązanie, ale pozostawia nas z większą ilością pytań niż odpowiedzi. Przekomarzanie się bohaterów było średnio naturalne. Owszem część z tego dałoby się faktycznie przerzucić na rzeczywistość, ale równocześnie sporo tych dialogów między postaciami było odklejonych. To co można dać na plus to na pewno lekkość tej książki i możliwość szybkiego pochłonięcia całej historii w przeciągu dnia/półtorej.
Dopiero poznaję twórczość Małgorzaty Starosty. Dotychczas przeczytałam jedynie „Wina wina” i ta powieść zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Teraz sięgnęłam po najnowszą książkę autorki.
Główną bohaterką jest alter ego pisarki - Małgorzata Starosta, która zostaje wplątana w zabójstwo swojej byłej teściowej. Śledztwo prowadzi uroczy podkomisarz Bączek- policjant, wymyślony przez samą autorkę, we wcześniejszych powieściach. Podczas rozwiązywania zagadki śmierci starszej kobiety bohaterka może liczyć na pomoc swojej nieocenionej przyjaciółki Basi, a także „wsparcie” aktualnej teściowej, swojej imienniczki Małgorzaty Starosty oraz krnąbrnej ale niezwykle bystrej nastoletniej córki.
Książka jest bardzo lekka i zabawna. Czyta się ją niezwykle szybko, właściwie czyta się sama. Znajdziemy w niej galerię barwnych postaci, dynamiczną akcję, a także humor słowny i sytuacyjny. Co ważne, autorka bardzo sprawnie poprowadziła wątek kryminalny. Lektura „Kto zabił mamusię?” skojarzyła mi się z twórczością mojej ulubionej polskiej pisarki - Joanny Chmielewskiej, do której sama autorka również kilkukrotnie nawiązuje.
3,5* Początek wciągający i obiecujący. Zabawny styl pisarski zachęca do poznania zagadki morderstwa starszej pani. Jednak z czasem historia staje się coraz bardziej irytująca i przynudzająca, zbyt wiele rozpoczętych, a nie kontynuowanych wątków (Gniewko i naszyjnik) nie wiem czy było niewykorzystanym potencjałem, czy miało na celu zdezorientować czytelnika. Sama zagadka śmierci teściowej okazuje się przekombinowana, a szkoda, bo zapowiadała się naprawdę świetna historia, która została przeciętniakiem.
Kryminał-komedia nie jest preferowanym przeze mnie gatunkiem, jednak cieszę się, że zostałam namówiona do jej przeczytania. Lekkie pióro autorki sprawia, że przez książkę przyjemnie się czytało. Zagmatwana intryga trzymała mnie w napięciu, a pod koniec książki akcja wyraźnie gęstniała z każdą stroną. Wprowadzenie w dwu rozdziałach wszechwiedzącego narratora uważam za udany zabieg, ponieważ pozwalało to zdać pozbawioną ocen bohaterów relację z wydarzeń z przeszłości. Bawiłam się dobrze.
Moim głównym wnioskiem jest to, że nie wiem czy jestem targetem tego typu książek. Już tłumaczę, boomerskie "ło matko, nienawidzę mojej żony/mojego męża" jakoś mnie nie bawi. Podobnie nie podeszło mi to, że chyba (prawie) każdy mąż w tej książce to pierdoła, która się do niczego nie nadaje i w zasadzie tylko przeszkadza, ale rozwodu nie będzie bo szkoda czasu.
Zaskakujący sam początek, gdy okazuje się, że główna bohterka ma imię i nazwisko autorki. Ostatecznie to wartość dodatnia książki. Faktycznie komedia omyłek. Można się zaśmiać kilka razy. Przyjemnie się czyta. Humor w stylu Joanny Chmielewskiej. Mam jednak nieodparte wrażenie, że wątek teściowej w domu bohaterki był już gdzieś poruszony.
Kurczeee zapowiadało się dobrze i sama nie wiem, co sprawiło że moja ocena z czasem zaczęła spadać...
Było to zabawne, ale miejscami miałam wrażenie, że autorka już na siłę próbuje wkładać jakieś żarty w co drugie zdanie - no trochę przesyt słabymi tekstami
Sprawa fajnie prowadzona, postacie ciekawe, ale samo rozwiązanie akcji.... meh, słabo
Słuchałam w audiobooku i była to fajna lekka komedia kryminalna. Nic nadzwyczajnego,ale słuchało się przyjemnie. Choć myślę,że jeśli bym ją czytała to zbytnio by mnie nie wciągnęła.Ps.kocham egotop autorki.
Dzisiaj kilka słów o polskiej komedii kryminalnej od Małgorzaty Starosty.
Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Małgorzaty i uważam je za udane.
Nasza bohaterka Małgorzata Starosta zostaje wplątana w kryminalną sprawę, która dotyczy śmierci jej byłej teściowej. Podczas śledztwa wychodzą na jaw różne informacje dotyczące morderstwa z przed kilkunastu lat o którym Małgorzata pisała w swojej pierwszej książce nie mając o tym pojęcia. Teraz wszyscy szukają tego rękopisu aby rozwikłać zagadkę.
Książka podobała mi się, lekka komedia kryminalna, która dobrze słuchało się w aplikacji empik go, podczas spacerów z psem.
Lektura dość przyjemna, lekka jak na komedię przystało, ale czy rzeczywiście bawiła? Mnie nie do końca. W pewnym momencie poczułam się już nieco zmęczona fabułą i jednowymiarowym i bohaterami. Tak czy siak, zajrzeć i samemu ocenić warto.