Nina po rozstaniu z wielką miłością szuka swojego miejsca na ziemi. Pracuje w małej księgarni, która stoi na progu bankructwa, więc gorączkowo zastanawia się, jak powinna wyglądać jej przyszłość.
Niespodziewanie dostaje podpowiedź od losu – ciotka, o której istnieniu nie wiedziała, zapisuje jej w spadku sklep z czekoladkami w centrum urokliwego miasteczka. Warunek jest jeden – Nina może go sprzedać dopiero po roku.
Tak rozpoczyna się przygoda, w czasie której dziewczyna będzie musiała nie tylko zgłębić tajniki prowadzenia czekoladowego biznesu, ale także zmagać się z zaciętą konkurencją w osobie wyjątkowo przystojnego właściciela pobliskiej cukierni...
Kiedy zaraz na początku mojego czytania "Roku na końcu świata" Agnieszka Zakrzewska zapytała mnie na Instagramie: "I jak się podoba?" odpisałam: "Właśnie myślę o tym, że są takie książki, w których po przeczytaniu kilku rozdziałów (w moim przypadku trzech) już się wie czy się przez nie popłynie, czy nie. No i mi „kliknęło” z „Rokiem... ". To będzie cudowna przygoda. I cieszę się, że mam wszystkie trzy tomy na czytniku, bo chyba bym biegła do biblioteki, żeby zaraz po przeczytaniu pierwszego poznać kolejne".
Później dopadł mnie zastój czytelniczy spowodowany brakiem czasu na spokojne sięgnięcie po książkę. Jeżeli już czytałam, to bardzo późno w nocy i nieraz rezygnowałam z dalszej lektury w połowie rozdziału, a te w książce Agnieszki Zakrzewskiej są naprawdę krótkie. I tak się bujałam z tą, mającą nieco ponad 400 stron, książką przez prawie cały maj...
Pod koniec miesiąca pojechałam na delegację. Zabrałam ze sobą czytnik, a na nim m.in. "Rok na końcu świata". I znów, ponieważ w pociągach miałam sporo czasu na czytanie, wsiąknęłam w historię Niny, jej rodziny i przyjaciół. Czytało mi się ja bardzo przyjemnie, szybko i z dużym zainteresowaniem.
Jedyne, czego fanką nie jestem w książce Agnieszki Zakrzewskiej to tak mocno otwarte zakończenie. Autorka stworzyła wiele wątków i decydując się na skończenie książki właściwie niewiele z nich zamknęła. A szkoda. Rozumiem, że jest to pierwszy tom Sagi Czekoladowej i na pewno sięgnę po drugi, natomiast nie natychmiast, a tego wymaga zakończenie "Roku...". Obawiam się, że gdy wrócę do bohaterów w lipcu, po #romantycznymislowami u @prostymislowami trudno będzie mi się połapać w tym, co zastanę w "Życiu jak czekolada". No nic - pożyjemy zobaczymy.
Nina wraz z przyjaciółką prowadzi małą księgarnię. Niestety nie mają szans z sieciowym gigantem po sąsiedzku i bankrutuje. Pewnego dnia dowiaduje się o istnieniu ciotki, która mieszka w Holandii. Emma widziała Ninę ostatnio jako trzy latkę i bardzo chce ją poznać zanim umorze. Niestety w dniu kiedy Nina dociera na miejsce, odbywa się pogrzeb ciotki. Ale to tylko początek przygód Niny. Bowiem dostaje w spadku sklep z czekoladkami, jedyny warunek jest taki ze musi go prowadzić przez rok, zanim zostanie prawowitą właścicielką. Przed dziewczyną nie lada wyzwanie- nauka tajników czekoladowego biznesu, kłopoty z konkurencją w postaci przystojnego sąsiada. Czy „Malinowa bombonierka” zawładnie sercem Niny tak bardzo jak moim? Jaka to jest cudna historia! Wciąga od pierwszych stron a smak i zapach czekolady towarzyszy nam cały czas. Bardzo polubiłam Ninę. Jest uparta, nie poddaje się, dąży do celu i mimo niepowodzeń wstaje co dzień i walczy. Autorka tak pięknie opisuje malownicze Deventer, że mam ochotę je odwiedzić. To jest opowieść o tym, że życie jest pełne niespodzianek, i warto się odważyć i chwytać nadarzająca się okazję, zaryzykować. A swoje miejsce na ziemi możemy odnaleźć daleko od domu. To moje pierwsze spotkanie z autorką, ale już wiem, że nie ostatnie. Już zamówiłam kolejne części tej historii, i nie mogę się doczekać lektury. Bardzo Wam polecam!
Gdy mam gorszy dzień coś słodkiego zawsze jest w stanie poprawić mi nastrój. Szczególnie czekolada potrafi poprawić humor, zostało to naukowo dowiedzione.
Bohaterka pierwszej części „Sagi czekoladowej”, Nina, na poprawę nastroju po niepowodzeniu związanym z prowadzeniem własnej księgarni i kłótni z najlepszą przyjaciółką dostaje niespodziewanie cały sklep z czekoladkami.
Mimo że mieści się on w niewielkiej holenderskiej miejscowości, a do tego przez rok nie może go sprzedać, młoda kobieta podejmuje się słodkiego wyzwania. Choć i w tej beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu w postaci konkurencyjnej cukierni prowadzonej przez dwóch braci. Ich obecność przysporzy jej wielu emocji, ale okaże się też kołem napędowym dla jej kreatywności.
Autorka stworzyła lekką i ciepłą opowieść o ludzkich marzeniach wartych wsparcia i o zrządzeniach losu, którym czasem warto powiedzieć tak. Cieniem kładzie się na niej rodzinna tajemnica, która rozdzieliła dwie siostry na całe życie.
Jedyny mankament? Konieczność oczekiwania na kolejną część, ale zawsze można się pocieszyć kawałkiem czekolady.
Czułam się przytłoczona wielowątkowością tej książki, bo praktycznie każdy bohater, nawet poboczny, miał swoją historię. Ogólnie mi się podobała, ale przez to że tyle tam było wątków/historii to nie umiałam się wciągnąć w żadną z nich :( Jest to jednak początek sagi, więc zapewne na przyjdzie jeszcze czas
Klimatyczna o dwóch najwspanialszych rzeczach na świecie czyli o książkach i czekoladzie : książka która wciągnęła mnie od pierwszej kartki aż do ostatniej strony :)