Któraś z kolei biograficzna książka Urbanka na moim stole i znów nie pozostawia po sobie...większego? - nie, żadnego wrażenia. Ani to szczegółowe, ani odkrywcze - ot, po prostu wynik jakiejś kwerendy połączonej z kilkoma rozmowami z jeszcze żyjącymi osobami, które znały Tyrmanda. Najlepiej zapamiętałem krakowski etap życia pisarza: jego pracę dla Przekroju i rozmowę Urbanka z jego drugą żoną, Barbarą Hoff, która pisała wtedy w tym piśmie o modzie. To ona właśnie stwierdziła, przeprowadziwszy się później z Tyrmandem do Warszawy, że całe środowisko warszawskie - zwłaszcza tak dziś fetowany jako krytyczny wobec komunizmu STS - że "byli to wszystko straszliwi ZMPowcy"... I po lekturze książki o STSie dochodzę do wniosku, że miała rację. Oceniłem książkę wysoko, ale po czasie zbyt niewiele pozostało mi w pamięci po tej lekturze, więc wybrane z tekstu zdania, które miały być tytułem mojej recenzji pozostaną w fazie pomysłu - w Notatkach.