"Zły Tyrmand" Mariusza Urbanka to swoisty rewers słynnego Dziennika 1954 Leopolda Tyrmanda, legendy polskiego jazzu, socjalistycznego playboya, enfant terrible swingujących lat pięćdziesiątych PRL. Człowieka, który dla części swego środowiska był moralnym drogowskazem, jednym z niewielu, którzy mieli odwagę odmówić kolaboracji z reżimem, dla reszty tylko niepoważnym bikiniarzem.
O Tyrmandzie opowiadali autorowi ludzie, którzy wcześniej sami zostali sportretowani na łamach Dziennika i innych książek Leopolda Tyrmanda, wśród nich wielu takich, których nie ma już wśród nas: Agnieszka Osiecka, Irena Szymańska, Stefan Kisielewski, Zygmunt Kałużyński, Szymon Kobyliński, Eryk Lipiński i Jan Józef Szczepański. W książce opisują swe spotkania z Tyrmandem ludzie, którzy byli pierwowzorami bohaterów najgłośniejszej powieści łotrzykowskiej PRL – Zły, oraz Bogna, legendarna polska Lolita z Dziennika 1954.
Autor wielu poczytnych biografii, m.in. generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego – „Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie” (1991), Leopolda Tyrmanda – „Zły Tyrmand” (1992), Stefana Kisielewskiego – „Kisiel” (1997), Władysława Broniewskiego – „Broniewski. Miłość, wódka, polityka” (2011) i Juliana Tuwima – „Tuwim. Wylękniony bluźnierca” (2013), Stefana Banacha, Hugo Steinhausa, Stanisława Ulama, Stanisława Mazura, Antoniego Łomnickiego – „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna” (2014) oraz wyboru felietonów publikowanych w miesięczniku „Odra” - „Przecieki niekontrolowane” (2001). Jest także autorem bajek – „Mostek czarownic. Baśnie wrocławskie” (1996) i „Baśnie dolnośląskie” (2005), satyrycznej historii Wrocławia – „Zrób sobie Wrocław” (1997, z ilustracjami Tomasza Brody) oraz subiektywnego przewodnika – „Dolny Śląsk. Siedem stron świata”. Jest dziennikarzem „Odry” i kierownikiem Gabinetu Świadków Historii w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, gdzie sprawuje pieczę m.in. nad archiwum Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Władysława Bartoszewskiego.
Zbiór pocztówek, skrawków, listów i rozmów o Tyrmandzie. Przybliżający może jego styl życia, bycia oraz to jak postrzegali go inni. Książka o wspomnieniach o pisarzu. Pozwoliła mi tylko zrozumieć czemu wyjechał z Polski. Tyrmanda można było albo lubić albo nienawidzić.
Książka poszerzająca spojrzenie na wyjątkowego Polaka jakim był Leopold Tyrmand. A wielkość jego często jest gdzieś gubiona, ponieważ to co zrobił "Złym" dla Polaków jest praktycznie niemierzalne. Różne określenia padają w tej książce na Tyrmanda, ponieważ był postacią ciekawą, ale kto w tak ciekawych czasach nie miał ciekawego życia? Mimo wszystko "Luluś" nawet z takiego grona wyjątkowych osób wyróżniał się najbardziej a najlepiej oddaje to zdanie, że: "Tyrmand był osobą, która nie musiała poprawiać korony na swojej głowie". Lektura daje drugie dno jego twórczości opowiadając o emocjach i zamiarach, które towarzyszyły mu. Opowiada o jego inspiracjach a raczej o osobach którego go zainspirowały do konkretnych postaci. Nie jest to laurka dla Tyrmanda, opisuje również cechy, które nie są zbyt cenione. Książka opowiada szczerze o człowieku, który był dumny i ponad wszystko walczył z dwoma rzeczami: systemem we własnym kraju i kompleksami we własnej głowie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
To nie jest biografia, raczej zbiór luźnych wspomnień o Tyrmandzie zebranych od osób, które miały z nim kontakt, w przypadku wielu z nich tylko krótki i pobieżny. Brakowało mi analizy źródła i syntezy.
No no no, interesująca książka. Nie tylko o Tyrmandzie można się tu wiele dowiedzieć. Fajnie się to czytało po książce Trzaskowskiego, bo Rafał miał perspektywę nowego pokolenia, a rozmówcy Urbanka z tegoż perspektywy. Tyrmand jest tutaj opisany jako bardzo kompleksowa postać, choć często opinie się powtarzają. Niemal każdy postrzegał go jako zakompleksionego żyda, awanturnika ale cichego, buntującego się przeciwko reżimowi w gestach. „Elita go nie znosiła” jak powiedział Konwicki, był zdecydowanie kamykiem w ich bucie. A do tego kochał kolorowe skarpetki i rurki, how 2019 gen Z of him..
Boże, ile tutaj powtórzeń! Zakładam, że jestem w mniejszej gromadce której akurat te powtórzenia przydały się ze względu na coraz krótszą pamięć, ale nawet! Chyba przez konstrukcję antychronologiczną otrzymujemy te powtórki, gdyż książka opisuje Tyrmanda w rozdziałach bardziej "tematycznych". Fajnie jest posłuchać historii zza kulis autora "Złego" i "Filipa", pod tym względem sporo dowiedziałam się o Tyrmandzie.
Po przeczytaniu książki ma się pewien niedosyt. Książka publikuje narrację różnych osób na temat Tyrmanda i jego życia przez co jest dość chaotyczna, nieuporządkowana. Myślę, że tę historię można byłoby opowiedzieć inaczej. Osoba Tyrmanda niewątpliwie na to zasługuje mimo że jego postawa nonkonformistyczna mogła się wielu nie podobać.
Któraś z kolei biograficzna książka Urbanka na moim stole i znów nie pozostawia po sobie...większego? - nie, żadnego wrażenia. Ani to szczegółowe, ani odkrywcze - ot, po prostu wynik jakiejś kwerendy połączonej z kilkoma rozmowami z jeszcze żyjącymi osobami, które znały Tyrmanda. Najlepiej zapamiętałem krakowski etap życia pisarza: jego pracę dla Przekroju i rozmowę Urbanka z jego drugą żoną, Barbarą Hoff, która pisała wtedy w tym piśmie o modzie. To ona właśnie stwierdziła, przeprowadziwszy się później z Tyrmandem do Warszawy, że całe środowisko warszawskie - zwłaszcza tak dziś fetowany jako krytyczny wobec komunizmu STS - że "byli to wszystko straszliwi ZMPowcy"... I po lekturze książki o STSie dochodzę do wniosku, że miała rację. Oceniłem książkę wysoko, ale po czasie zbyt niewiele pozostało mi w pamięci po tej lekturze, więc wybrane z tekstu zdania, które miały być tytułem mojej recenzji pozostaną w fazie pomysłu - w Notatkach.
Przyjemne do czytania wspomnienia współczesnych Tyrmandowi. Ale nie dowiedziałam się z niej niczego o Tyrmandzie, bo książce brak syntezy wspomnień pojedynczych osób i pełna jest przeczących sobie odłamków odbić. Jedyna wartość dodana to uświadomienie mi, jak wielkim sukcesem był 'Zły' w tamtym czasie.