Nie był monogamistą, nie był wierny, nie obiecywał miłości po grobową deskę. Nie rozumiał słowa "zdrada". Braterstwo dusz cenił na równi z rozkoszami cielesnymi.
Niezwykły pisarz, malarz i skandalista, ale także wyjątkowy kobieciarz. Stanisław Ignacy Witkiewicz miał błysk w oku, wielką słabość do płci pięknej i równie wielki temperament. Arystokratki i podlotki, aktorki i poważne matrony. Demoniczne i uległe. Znane dziś z kart jego powieści, portretów malarskich, fotografii oraz... listów do żony. Kochał i portretował je wszystkie. Eugenię Wyszomirską, Ewę Tyszkiewiczównę, Irenę Solską, Helenę Czerwijowską, Jadwigę Janczewską, Zofię Żeleńską (żonę "Boya"), Marię Pawlikowską z Kossaków i oczywiście Nenę Stachurską. Wszystkie też musiała zaakceptować żona Nina – jednocześnie najdalsza i najbliższa. Historia związków Witkacego z kobietami nie tylko pozwala prześledzić burzliwe koleje jego życia i małżeństwa, lecz także dogłębnie poznać bogatą osobowość artysty.
W nowym, uzupełnionym wydaniu książki o kobietach w życiu Witkacego Małgorzata Czyńska odsłania kulisy jego biografii oraz twórczości – pomaga czytać między wierszami i dostrzec historię uwiecznioną na słynnych obrazach.
Świetna książka o okropnym bohaterze. Wielki artysta – mały człowiek. Malarz, pisarz, fotograf. Bon vivant, nonkonformista, hedonista.
Co prawda Małgorzata Czyńska opowiada o Witkacym tylko przez pryzmat otaczających go kobiet, jednak coś mi mówi, że nie polubilibyśmy się ze Stasiem… powiedzieć, że był krnąbrnym indywidualistą to jak powiedzieć o wrzątku, że jest ciepły. Niedopowiedzenie roku. Ja bym powiedziała, że robił co chciał i nie liczył się z nikim. Mam wrażenie, że jedyne, co go napędzało, to zdobywanie kolejnych kobiet. I to zdobywanie wyłącznie dla posiadania trofeum. Oczywiście, jako że jest początek XX wieku, to wszystko jest pięknie ubrane w wyznania miłosne, wiersze, listy, ale to nadal rodzaj kolekcjonowania, a nie szukanie czegoś prawdziwego. Nawet nie będę starała się wymieniać nazwisk wszystkich kobiet, o których pisze autorka książki (sam Witkacy ich nie pamiętał zdaje się…), ale przekrój jest przebogaty – arystokratki i dziewczyny niższego stanu, artystki i robotnice, niezależnie od wieku, stylu, generalnie musiała wpaść mu w oko i była na straconej pozycji. A jak już którejś nie mógł mieć, to dopiero robił się dramat… Witkacy na tyle gubił się w ich ilości, że przez nieuwagę zaczął się umawiać z kilkoma naraz, co często próbował na gwałt odkręcać. Zdecydowana większość z nich naiwna, ufna, wierząca, że dla niej właśnie Witkacy zmieni się („ona go kocha i ona go zmieni”), bo ją właśnie kocha. Jedyną osobą, która chyba nie mogła czuć się oszukana, była Nina – żona Witkacego – bo ona przed ślubem dostała jasne stanowisko Witkacego co do ich przyszłości i na co może liczyć (a właściwie, że liczyć nie może absolutnie na nic). Poza stosunkiem do kobiet z tej biografii wyziera obraz naprawdę rozpuszczonego dzieciaka, któremu wszystko wolno, który jest artystą, więc nie rozumie konwenansów. A jeśli nawet je rozumie, to ma je za nic. Jest członkiem bohemy, która rozbija się po Zakopanym i spędza czas głównie na dobrej zabawie. I wymagać od wielkiego Witkacego czegoś takiego jak szacunku do innych, zajmowania się domem, jakiejkolwiek pomocy najbliższym to co najmniej potwarz.
Przepraszam, ale ja w tej postaci nie widzę ani głębi ani bogactwa osobowości. We mnie narastała raczej frustracja, złość, rezygnacja. Tyle o samym artyście.
Natomiast książka napisana jest świetnie (na co dowodem są moje emocje). Narracja współczesna przepleciona jest oryginalnymi fragmentami z listów, innych publikacji. Do tego rozdziały są ilustrowane portretami kobiet, o których Czyńska pisze. Ja bardzo lubię jej język, który jest specyficzny, ale tworzy klimat tej historii. Nie mogłam się oderwać od tej biografii, jak zresztą od Łempickiej tej samej autorki. Masa ciekawostek, które tworzą całość. To nie jest typowa biografia, faktograficzna, historiograficzna. To ma budowę powieści, czegoś linearnego, ale nieokreślonego co do miejsca i czasu w każdym zdaniu. Ponieważ Czyńska mówi nam, jaki Witkacy był, a nie koncentruje się na jego losach. O wydarzeniach z jego życia mówi poprzez jego osobowość, a nie kalendarium.
Ja polecam książki Małgorzaty Czyńskiej każdemu miłośnikowi sztuki, który chce odnaleźć w wielkich ludziach człowieczeństwo. Te książki takie właśnie są. Nie opowiadają o sztuce, dziełach dla nich samych. Pokazują artystę. W normalnym świecie. Wśród normalnych ludzi. Ja nie mogę doczekać się kolejnego tytułu i sama się zastanawiam, do jak bardzo kontrowersyjnej postaci dotrze Czyńska tym razem.
Książkę czyta się z ogromną ciekawością, co daje świadectwo umiejętnościom autorki oraz jej ogromnej wiedzy o Witkacym. Łączenie wydarzeń z jego życia z jego artystyczną spuścizną, aby przedstawić pełen obraz sytuacji - mistrzostwo. Pisała na podstawie listów Witkacego fabułę, tak jakby sama była świadkinią opisywanych wydarzeń. Książka, bez zbytecznego zachwytu nad artystą, ale także bez umniejszania jego geniuszowi traktuje o jego relacji z kobietami, którą można byłoby podsumować jednym słowem - była „problematyczna”.
Zaskakujące, jak postać Witkacego może przypominać zachowania współczesnych mężczyzn… Aktualnie wiemy, iż chwiejność emocjonalna Stanisława czy rozpustność były wynikiem zaburzeń psychicznych, a gaslighting’iem było przekonywanie swoich kochanek, aby nie zawierały formalnych związków pod pretekstem samobójstwa, podczas gdy on sam był żonaty.
Dowiedziałam się o jego osobie mnóstwo okrutnych rzeczy, które na pewno wpłyną na mój odbiór jego twórczości. Pomimo tego, nadal jestem zdeterminowana, aby te twórczość zgłębić. Był mizoginem z niepohamowanym popędem seksualnym, który używał swojej artystycznej duszy jako wytrychu do swoich, wątpliwej moralności zachowań. Uważam jednak, iż świadomość o występkach, uwielbianego przez Polaków artysty pomoże lepiej zrozumieć te, momentami abstrakcyjną twórczość.
bardzo polecam. przyjemnie napisana biografia, pełna absurdu, smiesznosci i ZGROZY. witkacy, co ty chlopie zrobiles!!!! okropny pan i okropnie ciekawy jego los. żal mi obecnych w jego życiu kobiet, zwłaszcza jego żony Niny
Książka, która zakończyła mój zastój czytelniczy. Postać Witkacego interesowała mnie od 3 klasy liceum odkąd moja polonistka przedstawiła nam kilka historii z jego życia.
Jednak dopiero teraz, kilka miesięcy po maturze, miałam czas się za nia zabrać. Przez nią się płynie, kawałki oryginalnych listów czy obrazów, fotografii Witkacego wciągają bez pamięci.
Cholernie dobry reportaż biograficzny. Nina Witkiewiczowa była prawdziwą bohaterką za to ze walczyła żeby to co znamy o nim, przetrwało.
Trzecia książka pióra Pani Małgorzaty Czyńskiej, a zarazem kolejny ulubieniec💗💖💕. Proza autorki bardzo do mnie przemawia, a przez lekturę okraszoną reprodukcjami i ogólnie piękną wizualnie, się po prostu płynie. Jednak odnosząc się do kwintesencji tematu, który podejmuje książka, czyli życia Witkiewicza, jego femme fatales (po witkacowsku "kobiet demonicznych"), miłości ważnych i ważniejszych oraz wędrówki w poszukiwaniu spełnienia własnych potrzeb, uważam, że ta istna podróż, którą Nam podarowała autorka, była fascynującym doświadczeniem. Po ukończeniu lektury, w myślach mam zarysowany obraz Stanisława Ignacego, jako niesamowicie interesujacego, inteligentnego i wyróżniającego się na tle innych artystów, Wielkiego i utalentowanego człowieka. Choć Witkiewicz zdecydowanie był trudnym charakterem, niezawsze dla osób trzecich, ale myślę, że również i dla siebie samego, a jego uczynki niezawsze były odpowiednie i często zdarzało mu się nimi ranić dusze innych ludzi, to nie potrafię osądzić czy był dobrym, czy złym człowiekiem (notabene uważam, że mało kogo możnaby było ocenić w taki sposób, wybierając jedną z owych możliwości), jednak sądzę, że był on Osobowością i każdy kto miał okazję, go poznać mógł się o tym od razu przekonać. Reasumując polecam lekturę z całego serca. Sama zaś w nagrodę mam plan wybrać się na wystawę prac Witkacego w Muzeum Narodowym w Warszawie, aby pięknie podsumować zapoznanie się z postacią owego wibitnego artysty.🖼️
Czy Witkacy był strasznym babiarzem każdej kobiecie wmawiającym, że chce się zabić z miłości i ta jest tą wyjątkową? Być może. Czy był głównie zakochany w sobie? Jak najbardziej. Czy skrzywdził kogoś poza swoją żoną przymuszając ją do aborcji i odchodząc później z tego łez padołu? Tego do końca się nie dowiemy, ale założyć należy, że tak. Obraz maminsynka, zakochanego w długich tyradach, nie rozumiejącego odmowy i porażki...no cóż kimże byłby w tych czasach... Sama książka jakoś bardzo nie porywa, chyba najbardziej doceniłem te wszystkie portrety kobiet tego geniusza wczesnego XX wieku i garść fotografii. Czy polecam skoro wyszło nowe wydanie, z ładniejszą okładką? Umiarkowanie.
„Możliwe, że popełniam szaleństwo, ale będę brnął dalej”.
Chaos i geniusz Witkacego, sprawiając, że jego postać staje się jednocześnie bliższa i jeszcze bardziej fascynująca. To lektura, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Już za chwilę w drodze do Zakopanego, aby lepiej go poznać.
Bóg daje swoim najodważniejszym wojownikom (kobietom, Ninie w szczególności) swoje najcięższe walki (Witkacego i jego popęd seksualny à la Kobiety Bukowskiego)
Częściowo zabawna, częściowo irytująca i przykra lektura, ale przyjemnie napisana i z pięknymi ilustracjami - ogólnie polecam serdecznie<33
Właściwie sama nie wiem, jaki impuls stał za tym, że postanowiłam przeczytać książkę Małgorzaty Czyńskiej "Witkacy i kobiety. Harem metafizyczny" (Marginesy 2022). Nie jest tak, abym jakoś specjalnie interesowała się Witkacym. Owszem, lubię jego malarstwo i zdjęcia, chętnie wybiorę się do teatru na adaptację jego sztuki (mam wrażenie, że jego teksty są coraz rzadziej wystawiane), trochę o nim wiem (trudno nie wiedzieć), ale nigdy nie czytałam jakiejś porządnej biografii ani żadnej z jego powieści. Prawdopodobnie magnesem była sama barwna i skandalizująca postać Witkacego i nazwisko autorki - Małgorzaty Czyńskiej. Przed kilku laty przeczytałam biografię Katarzyny Kobro jej pióra - "Kobro. Skok w przestrzeń", która zrobiła na mnie spore wrażenie. Małgorzata Czyńska jest historyczką sztuki i kuratorką wystaw, no i pisarką. Pisze o kobietach związanych ze sztuką, nie tylko o artystkach, ale także o tych, które pozowały do słynnych obrazów czy w inny sposób związane były z artystą. W wypadku Witkacego jedno ściśle łączy się z drugim. Kobiety, z którymi łączył go dłuższy czy krótszy romans, malował i fotografował wielokrotnie. Ta książka to opowieść o Witkacym, ale przede wszystkim o kobietach, z którymi był związany. Najczęściej to kochanki, ale nie tylko, bo autorka wiele miejsca poświęca matce artysty, a przede wszystkim żonie, Jadwidze Witkiewiczowej, nazywanej Niną. Zastanawiam się, ile w tej lekturze guilty pleasure, a ile poważnej książki. No ale nie da się pisać i mówić o Witkacym, pomijając tę, tak istotną dla niego, sferę życia. Tym bardziej, że ważne dla niego kobiety pozostawiły ślad w jego sztuce. Nie tylko je malował i fotografował, ale także uwieczniał w powieściach czy sztukach teatralnych. Autorka zamieszcza reprodukcje ich portretów, zdjęcia, ale także obszernie cytuje jego teksty. Co prawda Witkacy potrafił oburzać się, kiedy twierdzono, że w swoich utworach literackich portretuje znajomych i siebie, jednak dla wszystkich było jasne, że szczególnie powieści są tekstami z kluczem. Małgorzata Czyńska wyciąga z cienia kobiety, z którymi się wiązał, opowiada o nich, pisze, jak się poznali, co czuły, a przede wszystkim o tym, jaki wpływ miał na ich życie ten ekstrawagancki człowiek i artysta. Czasem, jak w wypadku Ireny Solskiej, był jednym z wielu kochanków, ale w kilku wypadkach spotkanie z nim okazało się przełomowe, wywróciło ich życie do góry nogami. To przypadek Asymetrycznej Damy, niczym niewyróżniającej się kobiety, żony jubilera z Częstochowy, którą Witkacy zobaczył na ulicy w Warszawie, kiedy była tam z wizytą u krewnych. Przypominała mu narzeczoną, która popełniła samobójstwo, dlatego namówił ją, aby mu pozowała. Panią Hankę, bo tak ją nazywał, malował potem wielokrotnie, była, jak twierdzi autorka, raczej jego muzą niż kochanką. Opuściła Częstochowę i męża, zamieszkała w Zakopanem, bo dzięki Witkacemu poznała inny, artystyczny świat, który ją pochłonął. Można się zastanawiać, czy to źle, czy dobrze. Dla męża, jubilera, pewnie nie najlepiej, nie wiemy, czy cierpiał z powodu zawiedzionej miłości, kiedy opuściła go żona, czy może tylko była to plama na męskim honorze. Dla niej być może lepiej - rozwinęła skrzydła, nie była już tylko żoną przy mężu, zainteresowała się fotografią, miała kolekcję jego prac. Tragicznie skończyła się znajomość z Witkacym dla jego pierwszej narzeczonej, Jadwigi Janczewskiej. Zafascynowana artystą, którego poznała w zakopiańskim pensjonacie prowadzonym przez jego matkę, przyjmuje jego oświadczyny. Nie wie jeszcze, że jest skłonny do stanów depresyjnych, wybuchów gniewu, zazdrości. Potem wielokrotnie rozstają się i schodzą, cierpią oboje. Aż w końcu, kiedy Witkacy zadręcza narzeczoną podejrzeniami o romans z Karolem Szymanowskim, po kłótni zdesperowana Jadwiga bierze dorożkę, jedzie do Doliny Kościeliskiej i strzela do siebie. Być może była wtedy w ciąży, być może jedną z przyczyn kłótni było dziecko, którego Witkacy nie chciał. To sfera domysłów wysnutych z jednej z jego powieści, "Pożegnania jesieni". Zakopane huczy od plotek, a Witkacy cierpi, bierze winę na siebie, a samobójcza śmierć narzeczonej będzie do niego wracała wielokrotnie. Drugą tragiczną kochanką jest Czesława Oknińska-Korzeniowska, jego ostatnia miłość, ostatni romans. Też zwyczajna kobieta, której życie niczym by się pewnie nie wyróżniło, gdyby nie spotkanie z Witkacym. To z nią we wrześniu 1939 roku wyruszył w swoją ostatnią podróż, uciekając przed wojną. To razem z nią postanowił się zabić na wieść o wkroczeniu Rosjan na wschodnie tereny Polski. Ona przeżyła, on odebrał sobie życie skutecznie. Nie trzeba mówić, jaki wpływ wywarła na nią ta tragiczna historia. Dawała temu świadectwo wielokrotnie. A przecież i wcześniej ich związek, który trwał kilka lat, był bardzo burzliwy. Rozchodzili się i schodzili. Ona nie mogła wybaczyć mu zdrady z narzeczoną fryzjera. Tak, zdradzał ją, bo Witkacy potrafił się wiązać z kilkoma kobietami naraz i równie silnie przeżywać uczucia do każdej z nich. Liczyła też, że rozwiedzie się z żoną i wezmą ślub. On cierpiał, kiedy z nim zrywała. Prosił nawet żonę o wstawiennictwo! No właśnie, żona. Nie sposób tu o niej nie wspomnieć. Pobrali się w roku 1923, kiedy ona dobiegała trzydziestki, a on czterdziestki. Szybko przyjęła jego oświadczyny. Była panną z dobrego domu, ale bez majątku. Małżeństwo raczej z rozsądku, okazało się bardzo trwałe, burzliwe, a ich związek najsilniejszy ze wszystkich jego związków. Szybko zamieszkali osobno, ona w Warszawie na ulicy Brackiej, on w Zakopanem. Oczywiście widywali się, ale przede wszystkim prowadzili bogatą korespondencję. Była jego powierniczką, przyjaciółką, to jej zwierzał się ze swoich cierpień, nieszczęśliwych romansów, kłopotów z kobietami. To bez niej nie mógł żyć. Kiedy kilkakrotnie go porzucała, co oznaczało, że nie mógł przyjeżdżać na Bracką, cierpiał. A ona? Jak znosiła jego romanse? Czy odpowiadała jej taka rola, jaką wyznaczył jej w swoim życiu? Historia Niny jest szkieletem tej książki. Zaczyna się od niej i na niej kończy. Jest obecna niemal cały czas. Albo w pisanych do niej listach, albo w jej wspomnieniach, które wydała po wojnie, albo w poświęconych tylko jej rozdziałach. Nie od razu pogodziła się z tym, że jej mąż nie potrafi być monogamistą, że zakochuje się z wielką łatwością, że afery miłosne to istotna część jego życia. Początkowo próbowała walczyć, obarczała winą swoją oziębłość, potem kilkakrotnie odsuwała go od siebie. Jednak żyła z nim do końca, była powiernicą, przyjaciółką, sama miewała kochanków. To ona dbała o jego spuściznę. Szczególnie literacką. Na pewno postać tragiczna. Ale książka Małgorzaty Czyńskiej to także opowieść o Witkacym. O tym jak reżyserował swoje życie, jaki był, jak wpływał na innych, o jego twórczości. Ciekawa lektura, czyta się niemal jednym tchem. Zmusza do zastanowienia się, jak niejednoznaczne bywają ludzkie wybory, pozwala skonfrontować się z nimi. Czasem aż korci, aby krzyknąć - kobieto, co robisz? - chociaż to krzyk poniewczasie. Czy mamy prawo je oceniać? Czy potrafimy je zrozumieć? Tak naprawdę wiedzieć, co czuły?
Nietuzinkowy artysta, wspaniały pisarz, niebywały umysł, chodzący oryginał - te epitety można jeszcze mnożyć, ale na najważniejsze pytanie: jakim był człowiekiem stara się odpowiedzieć Malgorzata Czynska, przyglądając się kobietom, które w ten, czy inny sposób, były dla Witkacego ważne i odcisnęły na nim swoje piętno.
Z tej książki wyłania się obraz ciekawego, ale bardzo trudnego człowieka: kobieciarza, manipulatora, erotomana, egocentryka, który w listach do żony pisał: "Kiedy właśnie o to chodzi, że ja mogę ręczyć zupełnie za długowieczne moje przywiązanie do Ciebie istotne, a nie mogę tylko ręczyć za uczucie erotyczne. I to, że Cię kocham, jest zawsze prawdą, tylko nienawidzę Cię wtedy, jeśli stajesz się dla mnie symbolem wyrzeczenia. Ja się mogę wyrzekać dla własnej doskonałości, ale nie mogę tego robić dla kogoś, bo go wtedy nienawidzę".
Kobiet Witkacy miał bez liku: arystokratki, artystki, aktorki, modelki, a nawet młodziutka makijażystka. Lgnely do niego niczym przysłowiowa ćma do światła. Co w nim widziały? Znanego artystę, niebezpiecznego, pociagajacego donżuana, a może nieszczęśliwą duszę, którą trzeba uratować? A może zobaczyły wszystkiego po trochu?
Ta książka, mimo, że zajmuje się życiem osobistym i uczuciowym autora "Szewców", to jest napisana tak błyskotliwie i inteligentnie, że nie sposób odłożyć jej na półkę. Historii tych wielkich miłości, przyjaźni oraz miłostek nie można również porównać do romansów z brukowców, czy współczesnych portali plotkarskich, bo mają w sobie wiele polotu, ekstrawagancji i pomysłowości. Całość jest okraszona dziełami Witkiewicza oraz jego prywatnymi zdjęciami. Dzięki opowiedzianym perypetiom, inaczej patrzę na te obrazy i teraz widzę w nich głębię przekazu, a może w niektórych smutek, nieszczęście oraz żal.
Kończąc moje przemyślenia stwierdzam, iż relacje damsko - męskie od wieków pozostają niezmienne i chyba w tym jednym Witkacy by się ze mną zgodził, bo sam rzekł:
"Opisać kobietę "od środka" jest nie sposób. Na tym załamują się największe tytany literatury. Kobietę "od środka" może opisać tylko kobieta, rzecz dziwna - nigdy tego nie robi. [...] Bynajmniej nie znaczy to, że kobieta jest potworem, którego nikt zdemaskować nie może. Prawdziwa kobieta nie jest ani zła, ani dobra, jest kobietą, a winni są zawsze tylko i jedynie mężczyźni".
Bardzo ciekawe, można poczuć atmosferę artystycznego światka międzywojennej Polski i zaskoczyć się, co „prywatnie” wyprawiali autorzy lektur szkolnych. Przez nawał nazwisk i skoki w chronologii czasem trudno jest nadążyć za historią, ale czyta się szybko i przyjemnie. Jeśli lubi się Witkacego, to po tej książce można go znielubić, wygląda na postać wybitnie irytującą. Nie mogę zrozumieć skąd miał tyle chętnych na romanse.
uwielbiam biografie barwnych postaci, w których artyści są pokazani przez historie osób z ich otoczenia. najczęściej kobiet.
bardzo na plus wycinki z listów Witkacego i Niny (błagam, potrzebuję przeczytać ich korespondencję, bo jest świetna.) i w ogóle przytoczone wypowiedzi przyjaciół artysty. podobało mi się też tematyczne ułożenie opowieści, nie do końca zgodne z chronologią. chaos, ale w tym przypadku to atut.
Treść książki jest cudowna, naprawdę. Ale jej kompozycja jest chyba bardziej chaotyczna niż życie Witkacego. Książkę bardzo polecam, szczególnie pasjonatom Młodej Polski i dwudziestolecia
Zaciekawiła mnie jeszcze bardziej postać Witkacego, mam ochotę przeczytać jeszcze więcej o jego osobie. Kompozycja książki trochę chaotyczna, przez co trudno mi się ją czytało.