Oto ostatnia, trzecia część Malleus Maleficarum, której dotychczas brakowało.
Część ta składa się z trzech rozdziałów. W pierwszym znajdziemy dokładnie omówione przesłanki i sposoby wszczynania postępowań przeciwko czarownicom. W drugim autorzy przedstawiają zasady prowadzenia procesu, a w trzecim przybliżają sposoby wydawania wyroku. Wszystko to czynią z rozwagą, bardzo szczegółowo, w zależności od rodzaju i ciężaru rozpatrywanego przypadku.
Ten swoisty kodeks postępowania w sprawach przeciwko czarownicom stanowi ważne i dotąd mało znane dopełnienie całości dzieła Kramera i Sprengera. Jest zarazem cennym dokumentem epoki objaśniającym zasady działania ówczesnego prawa. Jego treść niejednokrotnie okazuje się zaskakująca, gdyż w swej istocie przeczy wielu uproszczeniom i narosłym stereotypom przypisywanym działalności Inkwizycji oraz jej trybunałom i procesom.
Heinrich Kramer also known under the Latinized name Henricus Institoris, was a German churchman and inquisitor. Born in Sélestat, Alsace, he joined the Dominican Order at an early age and while still a young man was appointed Prior of the Dominican house of his native town.
At some date before 1474 he was appointed Inquisitor for the Tyrol, Salzburg, Bohemia and Moravia. His eloquence in the pulpit and tireless activity received recognition at Rome and he was the right-hand man of the Archbishop of Salzburg. By the time of the Bull Summis desiderantes of Pope Innocent VIII in 1484 he was already associated with Jacob Sprenger to make an inquisition for witches and sorcerers. In 1485 he drew up a treatise on witchcraft which was incorporated in the Malleus Maleficarum (literally "The Hammer of Witches").
Kramer failed in his attempt to obtain endorsement for this work from the top theologians of the Inquisition at the Faculty of Cologne, and they condemned the book as recommending unethical and illegal procedures, as well as being inconsistent with Catholic doctrines of demonology.
In 1495 he was summoned to Venice to give public lectures, which were very popular. In 1500 he was empowered to proceed against the Waldensians and Picards.
Jak czasami popatrzy się w przeszłość, to można się przerazić. Przynajmniej ja potrafię. Jako ludzkość mamy wiele okrutnych zwyczajów, wiele zachowań niegodnych naszej rasy i wiele brutalności. I mówię o tej chwili, ale w przeszłości chyba byliśmy jeszcze gorsi. Wieczne wojny, choć jak dobrze wiemy, teraz nadal są i nadal przynoszą niesamowicie dużo cierpienia, mordowanie, brak jakiejkolwiek szerszej perspektywy, bawienie się poprzez znęcanie się nad innymi... To jest nasza prawdziwa historia, która zbyt otwarcie mówi o tym, kim jesteśmy. Przyznam, że nie chciałam tworzyć tak negatywnej wizji, a przynajmniej nie dzisiaj, lecz słowo się już rzekło i musimy pogadać o... Czarownicach.
Od jakiegoś czasu interesuję się różnego rodzaju wierzeniami, mitologią i starymi obyczajami. Nie jest to zainteresowanie, które przyniosło mi nie wiadomo ile rozbudowanej wiedzy, niemniej troszkę w tym temacie się orientuję i nadal z chęcią oddaję się różnorodnym lekturom tematycznym. Tym razem zdecydowałam się na "Młot na czarownice". Jak wrażenia po tej bardzo nietypowej lekturze?
Niesamowicie podoba mi się pomysł, by przywrócić takie informacje do współczesnych czasów. W przeszłości popełniliśmy już błąd i ludzkość wraz z Kościołem zamordowała wiele niewinnych kobiet i mężczyzn (tak, mężczyzna też mógł być czarownicą, choć to zdarzało się bardzo rzadko). Co tak naprawdę zdecydowało, że byliśmy do tego zdolni? Jakie prawo nam na to pozwalało? I jak sprawdzano, kto jest domniemaną czarownicą? Myślę, że to wbrew pozorom niesamowicie ważna wiedza i też istotna, w szczególności dla pasjonatów i specjalistów, a ja po części zaliczam się do tej pierwszej grupy.
Styl, którym jest napisany "Młot na czarownice", jest niesamowicie ciężki i żmudny. Na początku tłumacze wspominają trochę o tym, w jaki sposób książka była tłumaczona. W wielu aspektach jest dopasowana do współczesności, ale to też trudny zabieg – trzeba znaleźć złoty środek pomiędzy utrzymaniem oryginalnych treści, a przedstawieniem tego w zrozumiały sposób dla współczesnych czytelników. Czytanie tej pozycji literackiej wymaga olbrzymiego skupienia i tak naprawdę różne rozpraszacze nie pozwalają na jej czytanie. Trzeba mieć spokój i czysty umysł, by dobrze zrozumieć przedstawiane treści.
Tutaj bezpośrednio co do samej treści to również jest wyjątkowo ciężka sprawa. Dla wspomnianych pasjonatów i specjalistów jest to niesamowicie ciekawa książka, która daje olbrzymie możliwości, by pogłębić swoją wiedzę. Niemniej dla osób, które są trochę zainteresowane, ale nie do końca albo trafiły na tę książkę przypadkowo, myślę, że to tekst nudny i nie do przejścia. To jest prawo z przeszłości, więc to trochę jakby czytać obecnie jakiś kodeks prawny. Dla niektórych niemożliwe do przeczytania, dla niektórych konieczne, a dla innych zapewne interesujące. Tak samo jest z "Młotem na czarownice".
Dla mnie to była niezwykle ciekawa przygoda. Dowiedziałam się z niej naprawdę wiele, a i wyciągnęłam parę własnych wniosków. Choćby dlatego warto było przedrzeć się przez trudniejsze i bardziej skomplikowane treści. A zapewniam Was, że dokładność właśnie tych treści robi olbrzymie wrażenie, wiele tłumaczy, ale bez wątpienia też przeraża. Bo w końcu jakby nie patrzeć, to czytamy o torturowaniu i mordowaniu ludzi. Teraz już wiemy, że ludzi niewinnych, a na pewno niewinnych zarzucanych zbrodni.
Cieszę się, że zdecydowałam się na zapoznanie z tym tomem z serii "Wierzenia i zwyczaje". Na pewno będę zapoznawać się jeszcze z innymi książkami o podobnej tematyce. Wiem, czego się spodziewać i co mnie do nich ciągnie, więc też jestem gotowa przetrwać trudniejsze momenty, czy archaiczny styl. Jeśli macie podobne zainteresowania jak ja, gorąco Was zachęcam do zapoznania się z "Młotem na czarownice".
Lisioł na czarownice – pars tertia . Lisioł lubi czarownice, jednakże nie wszyscy ludzie pałają równą sympatią do kobiet parających się sztukami tajemnymi – oraz sztukami alkoholowymi. Heinrich Kramer oraz Jacob Springer to autorzy najsławniejszego traktatu o polowaniu na czarownice, czyli osnutego ponurą sławą „Malleus Malificarum”. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Replika Lisioł miał okazję zapoznać się z niepublikowaną dotąd w języku polskim częścią trzecią tego tekstu i wiecie co? Lisioł był zaskoczony! Ale nie zaczynajmy dochodzenia od ogłoszenia wyroku – Lisioł pozostawia odciski łap na pulpicie inkwizytora – to się nie godzi. . „Młot na czarownice” to traktat z końca XV wieku, cokolwiek zgniły owoc pracy Heinricha Kramera. Ostrogą to stworzenia tej księgi były wydarzenia w Innsbrucku, gdzie Kramer miał tropić wiedźmy. Napotkał jednakże Helenę Scheuberin – kobietę, która nie bała się mówić tego, co myślała. Helena od razu uznała Henrysia za zło wcielone, odwodziła ludzi od słuchania jego kazań, a także wdawała się z nim w dyskusje. Pomimo iż Helena została oskarżona o czary, a Henryś z zapałem dowodził, że kobieta z natury jest bramą do piekielnych czeluści, pani Scheuberin nie została skazana. To sprawiło, że Kramer postanowił skodyfikować kwestie związane z polowaniem na osoby parające się magią. . Co więc możemy znaleźć w „Młocie na czarownice – pars tertia”? Lisioł nauczył się wielu rzeczy, na przykład tego, że traktat dotyczył osób obojga płci, a podział między heretykiem a czarownikiem i grzesznikiem jest niezwykle wyraźny. Autorzy podkreślają też, jak istotne jest staranne badanie wypowiedzi, aby uniknąć skazania niewinnej osoby. Ludzie – oraz Lisioły – nieraz żartują z poważnych tematów albo sprawdzają wrażliwość innych wypowiedziami, które mogłyby zostać uznane za heretyckie. W tekście są nawet podane sposoby badania wiarygodności oskarżycieli. . Oczywiście nie brak w traktacie opisów tortur oraz surowych kar, jednakże lektura była dla Lisioła przyjemnością ze względu na doskonałe tłumaczenie i opracowanie tekstu. Futrzak twierdzi, że dla wszystkich miłośników historii, kultury oraz okultyzmu jest to pozycja obowiązkowa. Lisioł poleca z donośnym piskiem!