„Aphrodite" to druga część „Goddess", a co za tym idzie poznajemy dalsze losy duetu prokuratorskiego Vivid i Dantego. W tej części jest wiele retrospekcji dotyczących ich wspólnej przeszłości. Dowiecie się z niej również jak zakończyło się wspólnie prowadzone przez nich śledztwo. I jeśli uwielbiacie silne postaci kobiece to Vivid Chambers zdecydowanie nią jest. Skradła moje serce o wiele szybciej, niż Dante, bo to ile przeszła zasługuje na szczególne docenienie. Już w pierwszej części pokazała swoją siłę, ale w tej, jej charakter, postawa to istny huragan. Najlepsze jednak w tej całej historii jest to, że oni są idealnie nieidealni, mają swoje wady, zalety, partaczą sprawę, mają wzloty i upadki. Uwielbiam to w książkach Soe, że tam toczy się życie, które mogłoby się równie dobrze toczyć w rzeczywistości. Bo ich problemy i zmagania są ludzkie, Czuć to podczas czytania, że nie ma praktycznie tej idealizacji, która tak często występuje w literaturze pt. „bohater bez wad". Podczas lektury czułam tak przeróżną gamę emocji: złość, smutek, żal, tęsknotę, ale przede wszystkim nadzieję, że z największego dołka życiowego, z okrutnych wydarzeń, które nigdy nie powinny mieć miejsca, da się wyjść i jakoś żyć, lepiej gorzej, bo walka ciągle trwa i to od nas zależy jak bardzo negatywne myśli nas ściągnął w dół.
„Vivid Chambers, jesteś moją inspiracją" - powiedziała Jesy jedna z bohaterek tej dylogii.
Vivid Chambers, jesteś moją inspiracją, bo chociaż jesteś postacią fikcyjną, twoje problemy, przeżycia, odzwierciedlają życie innych kobiet, bo takie rzeczy się zdarzają i są niezwykle bolesne.
Jesteś inspiracją, ta historia jest inspiracją, dla wszystkich, którzy walczą z demonami w swojej własnej głowie.