Po tragicznej śmierci ojca nic w życiu Lucrecii nie było już takie jak dawniej. Odchodząc, odebrał jej wszystko, co kochała – bezpieczeństwo, rodzinę i… sztukę. Pozostawił po sobie tylko pustkę, zaschnięte na płótnie farby i kruki, które nie chciały opuścić jej nawet w snach.
Od tamtego pamiętnego dnia Lucrecia ani razu nie wzięła pędzla w dłoń, nie stanęła przed płótnem, nie ubrudziła palców farbami.
Raphael Moore pojawia się w Lake Hills z jednego powodu – musi uciec. Od plotek i kilku tajemnic. Małe miasteczko nieopodal Seattle wydaje się idealnym miejscem, aby na jakiś czas stał się niewidzialny.
Lake Hills jest dla mężczyzny tylko przystankiem. Przynajmniej do dnia, w którym na jego drodze niespodziewanie pojawia się ona. Rozkosznie piękna. I równie niewinna.
Kiedy oferuje dziewczynie papierosa, Raphael nie ma pojęcia, że Lucrecia Maren ma zaledwie osiemnaście lat i jest jedną z uczennic miejscowego liceum.
Jest jego uczennicą.
Niebawem oboje przekonają się, jak niezwykle cienka granica dzieli to, co można, a to, czego się pragnie.
Ale czyż miłość, szczególnie ta zakazana… nie jest przypadkiem najsłodsza?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Julia Brylewska to polska autorka powieści romantycznych i obyczajowych dla dorosłych z elementami erotyki. Znana jest przede wszystkim ze swojego cyklu „Inferno”. W lutym 2022 roku ukazać się ma pierwszy tom jej kolejnej serii, dylogii „Gods of Law”, zatytułowany „Angry God”. Będzie to romans prawniczy z elementami hate-love i przyprawiony sporą dawką humoru.
Właśnie skończyłam kolejna ksiazke Julki i co moge powiedziec no.... Znowu sie zakochalam. Od poczatku wiedzialam ze ta ksiazka mi sie spodoba, poniewaz posiada ona elementy sztuki i malarstwa, czyli cos co kocham.
Historia Raphaela i Lukrecji mocno złapała mnie za serce. Do tego ten morderczy watek w tle🥹🩷 no kocham. Totalnie nie spodziewałam się kto był zabójcą serio... jakby informacje kto sie nim stal czytalam z otwarta buzia bo kompletnie nie tego sie spodziewalam :o.
Raphael to taki idealny mezczyzna i moj krasz a lukrecja to taki promyczek na niebie.
KAZDY MUSI ZAPOZNAC SIE Z TA HISTORIA BO JEST ONA MOJA BEZPIECZNA PRZYSTANIA I DOMEM.
to jak brylewska pisze jest po prostu niesamowite i boze jak ja tęskniłam za jej książkami historia lucrecii i raphaela była WSPANIAŁA i boze potrzebuje wiecej…
Podeszłam do tej książki z ogromnym entuzjazmem i wysokimi oczekiwaniami, a skończyłam z ogromnym 𝐳𝐚𝐠𝐮𝐛𝐢𝐞𝐧𝐢𝐞𝐦 𝐢 𝐧𝐢𝐞𝐩𝐞𝐰𝐧𝐨𝐬́𝐜𝐢𝐚̨, co mam sądzić. Nie jestem w stanie ocenić tej historii, co jest dla mnie ogromnym problemem. Minęło już kilkanaście dni odkąd skończyłam tę lekturę, a ja dalej 𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐚𝐦 𝐰 𝐩𝐞ł𝐧𝐢 𝐰𝐲𝐫𝐨𝐛𝐢𝐨𝐧𝐞𝐣 𝐨𝐩𝐢𝐧𝐢𝐢 i nie wiem, jak dobrze ubrać moje myśli w słowa… 🙁
Uwielbiam historie z 𝐳𝐚𝐤𝐚𝐳𝐚𝐧𝐲𝐦𝐢 𝐫𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐚𝐦𝐢, a jednak tutaj czerwony alarm cały czas dudnił w mojej głowie i nie pozwalał na przyjemne czytanie. Nie zrozumcie mnie źle, motyw 𝐬𝐭𝐮𝐝𝐞𝐧𝐭𝐤𝐚 𝐱 𝐩𝐫𝐨𝐟𝐞𝐬𝐨𝐫 ma moje serce, ale 𝐮𝐜𝐳𝐞𝐧𝐧𝐢𝐜𝐚 𝐱 𝐧𝐚𝐮𝐜𝐳𝐲𝐜𝐢𝐞𝐥? Ogromny red flag, który jednak przyciągnął moją uwagę. Byłam niezwykle ciekawa, jak zostanie przedstawiona relacja głównych bohaterów, dlatego z chęcią sięgnęłam po tę lekturę. Poza tym myślałam, że nie będę czuła się niekomfortowo, skoro kiedyś uwielbiałam ship Aria x Ezra z 𝐏𝐫𝐞𝐭𝐭𝐲 𝐋𝐢𝐭𝐭𝐥𝐞 𝐋𝐢𝐚𝐫𝐬 (i know, it’s messed up), ale najwidoczniej dorosłam i potrafię teraz zauważyć, że 𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐭𝐨 𝐰 𝐩𝐨𝐫𝐳𝐚̨𝐝𝐤𝐮. 😣
W pełni rozumiem, dlaczego 𝐋𝐮𝐜𝐫𝐞𝐜𝐢𝐚 zauroczyła się 𝐑𝐚𝐩𝐡𝐚𝐞𝐥𝐞𝐦. To tylko samotna nastolatka, która w końcu otrzymała mnóstwo 𝐮𝐩𝐫𝐚𝐠𝐧𝐢𝐨𝐧𝐞𝐣 𝐮𝐰𝐚𝐠𝐢 oraz 𝐬ł𝐨́𝐰, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞 𝐭𝐚𝐤 𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐨 𝐜𝐡𝐜𝐢𝐚ł𝐲 𝐛𝐲𝐜́ 𝐮𝐬ł𝐲𝐬𝐳𝐚𝐧𝐞. Jednak jednej rzeczy nie umiem pojąć, co pewnie jest kwestią tego, że nie jestem 𝐭𝐫𝐳𝐲𝐝𝐳𝐢𝐞𝐬𝐭𝐨𝐩𝐚𝐫𝐨𝐥𝐞𝐭𝐧𝐢𝐦 𝐠𝐫𝐨𝐨𝐦𝐞𝐫𝐞𝐦. Naprawdę nie rozumiem, 𝐝𝐥𝐚𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐑𝐚𝐩𝐡𝐚𝐞𝐥 𝐰𝐩𝐚𝐝ł 𝐰 𝐨𝐛𝐬𝐞𝐬𝐣𝐞̨ 𝐧𝐚 𝐩𝐮𝐧𝐤𝐜𝐢𝐞 𝐋𝐮𝐜𝐫𝐞𝐜𝐢𝐢 i to w tak szybkim tempie. Czy jest to wyjątkowa nastolatka? Tak, ale mimo to mam wrażenie, że 𝐭𝐨 𝐳𝐚𝐮𝐫𝐨𝐜𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐳𝐢𝐞̨ł𝐨 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐳𝐧𝐢𝐤𝐚̨𝐝. I guess, były do tego jakieś podstawy, ale nie na tyle wielkie, aby powstało 𝐩𝐨𝐥𝐞 𝐧𝐚 𝐰𝐲𝐭𝐰𝐨𝐫𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐢𝐥𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐮𝐜𝐳𝐮𝐜́ 𝐫𝐨𝐦𝐚𝐧𝐭𝐲𝐜𝐳𝐧𝐲𝐜𝐡. 🤷🏼♀️
Do tego zauważyłam też kilka faktów, które 𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐢𝐚ł𝐲 𝐳𝐛𝐲𝐭𝐧𝐢𝐨 𝐬𝐞𝐧𝐬𝐮. Głównie mam na myśli spotkania Lucrecii i Moore’a w miejscach publicznych. Dziwne było to, że 𝐧𝐢𝐤𝐭 𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐰𝐫𝐚𝐜𝐚ł 𝐮𝐰𝐚𝐠𝐢 𝐧𝐚 𝐧𝐢𝐜𝐡 𝐮𝐰𝐚𝐠𝐢, choć nie powinni być widziani razem. W szczególności tyczy się to 𝐳𝐚𝐛𝐫𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐳 𝐢𝐦𝐩𝐫𝐞𝐳𝐲 𝐜𝐳𝐲 𝐫𝐚𝐧𝐝𝐜𝐞 𝐰 𝐤𝐢𝐧𝐢𝐞, ale przede wszystkim 𝐰𝐢𝐳𝐲𝐭𝐲 𝐮 𝐛𝐲ł𝐞𝐣 𝐧𝐚𝐮𝐜𝐳𝐲𝐜𝐢𝐞𝐥𝐤𝐢. Fakt, że w żaden sposób wtedy na nich nie zareagowała był wręcz 𝐚𝐛𝐬𝐮𝐫𝐝𝐚𝐥𝐧𝐲. Powinna była powiedzieć 𝑐𝑜𝑘𝑜𝑙𝑤𝑖𝑒𝑘, a z jej ust nie wyszło ani jedno słowo. Zupełnie nie przejęła się tym, że jej była uczennica losowo 𝐩𝐨𝐣𝐚𝐰𝐢𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐰 𝐣𝐞𝐣 𝐝𝐨𝐦𝐮 w towarzystwie nowego nauczyciela. 😐
Mimo wielu minusów jest to książka, która 𝐤𝐢𝐥𝐤𝐮𝐤𝐫𝐨𝐭𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐬𝐤𝐨𝐜𝐳𝐲ł𝐚. Nie spodziewałam się, że Lucrecia tak o wygada Carze, co jest między nią a Raphaelem. Do tego reakcja przyjaciółki początkowo 𝐦𝐞𝐠𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐫𝐨𝐳𝐜𝐳𝐚𝐫𝐨𝐰𝐚ł𝐚 i złapałam się za głowę, gdy czytałam jej durną odpowiedź. Dlaczego tylko początkowo? Otóż wszystko, co wydarzyło się pod koniec 𝐚𝐛𝐬𝐨𝐥𝐮𝐭𝐧𝐢𝐞 𝐫𝐨𝐳𝐰𝐚𝐥𝐢ł𝐨 𝐦𝐢 𝐠ł𝐨𝐰𝐞̨. Niczego się nie spodziewałam i siedziałam z buzią otwartą szeroko. Autorka dosłownie wbiła mnie w fotel. Julii należy się ogromny szacunek za stworzenie tak 𝐠𝐞𝐧𝐢𝐚𝐥𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐳𝐰𝐫𝐨𝐭𝐨́𝐰 𝐚𝐤𝐜𝐣𝐢! 😌
Muszę wam wyznać, że 𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭𝐞𝐦 𝐟𝐚𝐧𝐤𝐚̨ 𝐳𝐚𝐤𝐨𝐧́𝐜𝐳𝐞𝐧𝐢𝐚. Przez całą książkę zastanawiałam się, jakie ono będzie i niestety trochę się rozczarowałam. Mam wrażenie, że w przypadku książek z problematycznymi relacjami i opisywanymi ciężkimi tematami, 𝐩𝐨𝐰𝐢𝐧𝐧𝐨 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐝𝐚𝐰𝐚𝐜́ 𝐣𝐚𝐬𝐧𝐞 𝐳𝐚𝐤𝐨𝐧́𝐜𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐨𝐭𝐰𝐚𝐫𝐭𝐞. Nie zrozumcie mnie źle, wiedziałam, że nie będzie tutaj tęczy i motylków, ale 𝐥𝐢𝐜𝐳𝐲ł𝐚𝐦 𝐧𝐚 𝐢𝐬𝐭𝐨𝐭𝐧𝐲 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐤𝐚𝐳 w samej historii, a nie tylko posłowie od autorki. W dodatku jestem trochę zła, że 𝐑𝐚𝐩𝐡𝐚𝐞𝐥 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐧𝐢𝐨́𝐬ł 𝐳̇𝐚𝐝𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐤𝐨𝐧𝐬𝐞𝐤𝐰𝐞𝐧𝐜𝐣𝐢, a matka Lucrecii nie poprowadziła tego w odpowiedni sposób. 😶
Chcę zakończyć tę recenzję czymś pozytywnym, więc oczywiście muszę wspomnieć o 𝐩𝐢𝐨́𝐫𝐳𝐞 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫𝐤𝐢, które jak zwykle mnie nie zawiodło. Opisy były 𝐩𝐨𝐞𝐭𝐲𝐜𝐤𝐢𝐞 i 𝐠ł𝐞̨𝐛𝐨𝐤𝐢𝐞, co ponownie zdobyło moje serce. Naprawdę kocham styl pisania Brylewskiej, mimo że nie jestem fanką perspektywy trzecioosobowej! 𝐉𝐮𝐥𝐢𝐚 𝐦𝐚 𝐰 𝐬𝐨𝐛𝐢𝐞 𝐜𝐨𝐬́ 𝐧𝐢𝐞𝐳𝐰𝐲𝐤ł𝐞𝐠𝐨 – tak samo jak jej książki. Tej raczej nie jestem fanką, ale nie zmienia to faktu, że płynęłam przez treść, a poznawanie tej historii było 𝐜𝐢𝐞𝐤𝐚𝐰𝐲𝐦 𝐢 𝐢𝐧𝐭𝐫𝐲𝐠𝐮𝐣𝐚̨𝐜𝐲𝐦 𝐝𝐨𝐬́𝐰𝐢𝐚𝐝𝐜𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞𝐦. 🖤
⤷ 𝑇𝑒𝑎𝑐ℎ 𝑀𝑒, 𝑃𝑙𝑒𝑎𝑠𝑒 𝐭𝐨 𝐝𝐥𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐨 𝐭𝐫𝐮𝐝𝐧𝐚 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐚 𝐝𝐨 𝐨𝐜𝐞𝐧𝐢𝐞𝐧𝐢𝐚. Trudna w tym sensie, że sama nie do końca wiem, co o niej myśleć. Nie zrozumcie mnie źle - sama historia była niesamowita i naprawdę mnie zaciekawiła, ale jednocześnie niezwykle trudno było mi się w nią wkręcić. Czytałam ją prawie dwadzieścia dni, co praktycznie nigdy mi się nie zdarza.
⤷ I szczerze? Sama nie wiem, czym było to spowodowane. Nie miałam zastoju czytelniczego, bo w międzyczasie zdążyłam przeczytać kilka innych książek. 𝑃𝑖𝑜́𝑟𝑜 𝐽𝑢𝑙𝑖𝑖 𝑏𝑎𝑟𝑑𝑧𝑜 𝑙𝑢𝑏𝑖𝑒̨, dlatego tym bardziej było mi przykro, że pierwsza połowa tej historii była dla mnie naprawdę ciężka. Dłużyła mi się niesamowicie i nie potrafiła zatrzymać mnie przy sobie na dłużej niż kilka stron.
⤷ A szkoda, bo książki 𝐽𝑢𝑙𝑖𝑖 są dla mnie czymś wyjątkowym i mam do nich ogromny sentyment.
⤷ Największy problem mam właśnie z oceną tej książki. Z jednej strony pierwsza połowa była dla mnie momentami katorgą i mimo świetnej fabuły, bohaterów oraz stylu autorki, bardzo się z nią męczyłam. Z drugiej jednak - druga połowa całkowicie mnie porwała. Przeczytałam ją w dwa dni i wtedy poczułam to „coś”, czego brakowało mi wcześniej. 𝑊𝑡𝑒𝑑𝑦 𝑇𝑒𝑎𝑐ℎ 𝑀𝑒, 𝑃𝑙𝑒𝑎𝑠𝑒 naprawdę mnie wciągnęło.
⤷ 𝐽𝑢𝑙𝑖𝑎 świetnie oddaje emocjonalne 𝑧𝑎𝑔𝑢𝑏𝑖𝑒𝑛𝑖𝑒 𝑏𝑜ℎ𝑎𝑡𝑒𝑟𝑘𝑖 i sprawia, że czytelnik naprawdę odczuwa jej pustkę. Opisy są obrazowe, emocjonalne i bardzo plastyczne. Autorka potrafi tworzyć sceny, które zostają w głowie na długo. Szczególnie dobrze wypadają fragmenty związane ze sztuką i emocjami 𝐿𝑢𝑐𝑟𝑒𝑐𝑖𝑖 - pełne symboliki, momentami wręcz poetyckie. Niektóre cytaty aż proszą się o podkreślenie.
⤷ 𝐻𝑖𝑠𝑡𝑜𝑟𝑖𝑎 𝐿𝑢𝑐𝑟𝑒𝑐𝑖𝑖 𝑜𝑑 𝑝𝑜𝑐𝑧𝑎̨𝑡𝑘𝑢 𝑚𝑛𝑖𝑒 𝑖𝑛𝑡𝑟𝑦𝑔𝑜𝑤𝑎ł𝑎. Jej życie jest niesprawiedliwe - dziewczyna żyje w cieniu traumy, zamknięta w świecie ciszy, wspomnień i niewypowiedzianego bólu.
⤷ 𝐿𝑢𝑐𝑟𝑒𝑐𝑖𝑎 nie jest jednak typową „grzeczną” bohaterką. Jest delikatna, ale jednocześnie nosi w sobie ogrom 𝑔𝑛𝑖𝑒𝑤𝑢 i 𝑐ℎ𝑎𝑜𝑠𝑢. Jej emocje bywają 𝑖𝑚𝑝𝑢𝑙𝑠𝑦𝑤𝑛𝑒, czasami wręcz 𝑑𝑒𝑠𝑡𝑟𝑢𝑘𝑐𝑦𝑗𝑛𝑒, ale właśnie dzięki temu wydaje się 𝑎𝑢𝑡𝑒𝑛𝑡𝑦𝑐𝑧𝑛𝑎. Nie zawsze podejmuje dobre decyzje, często sama siebie sabotuje, jednak trudno jej nie współczuć. To postać zbudowana na bólu, który wpływa na każdy aspekt jej życia.
⤷ 𝑅𝑎𝑝ℎ𝑎𝑒𝑙 𝐳 𝐤𝐨𝐥𝐞𝐢 𝐨𝐝 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐩𝐨𝐣𝐚𝐰𝐢𝐞𝐧𝐢𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐛𝐮𝐝𝐳𝐢 𝐳𝐚𝐢𝐧𝐭𝐞𝐫𝐞𝐬𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐞. Jest 𝑡𝑎𝑗𝑒𝑚𝑛𝑖𝑐𝑧𝑦, 𝑧𝑑𝑦𝑠𝑡𝑎𝑛𝑠𝑜𝑤𝑎𝑛𝑦 i ucieka przed własną przeszłością. Pod maską obojętności kryje się człowiek równie pogubiony jak 𝐿𝑢𝑐𝑟𝑒𝑐𝑖𝑎. Ich relacja rozwija się powoli i pełna jest napięcia, niedopowiedzeń oraz wewnętrznych konfliktów. Autorka świetnie buduje między nimi chemię - ich dialogi są naturalne, pełne emocji i momentami wręcz elektryzujące.
⤷ 𝑇𝑒𝑎𝑐ℎ 𝑀𝑒, 𝑃𝑙𝑒𝑎𝑠𝑒 𝐭𝐨 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚 𝐩𝐞ł𝐧𝐚 𝐭𝐞̨𝐬𝐤𝐧𝐨𝐭𝐲, 𝐬𝐚𝐦𝐨𝐭𝐧𝐨𝐬́𝐜𝐢 𝐢 𝐩𝐫𝐚𝐠𝐧𝐢𝐞𝐧𝐢𝐚 𝐛𝐲𝐜𝐢𝐚 𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐧𝐲𝐦 𝐦𝐢𝐦𝐨 𝐰ł𝐚𝐬𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐫𝐚𝐧. To nie jest lekki romans na jeden wieczór, lecz emocjonalna opowieść o ludziach próbujących odnaleźć siebie w świecie, który odebrał im poczucie bezpieczeństwa.
⤷ 𝐍𝐚𝐣𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐢𝐞𝐣 𝐮𝐫𝐳𝐞𝐤ł 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐚𝐤 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨́𝐛, 𝐰 𝐣𝐚𝐤𝐢 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫𝐤𝐚 𝐩𝐨𝐤𝐚𝐳𝐮𝐣𝐞 𝐦𝐢ł𝐨𝐬́𝐜́ - nie jako coś idealnego i łatwego, ale jako uczucie skomplikowane, czasami niewłaściwe, a mimo to niezwykle silne. Relacja 𝐿𝑢𝑐𝑟𝑒𝑐𝑖𝑖 i 𝑅𝑎𝑝ℎ𝑎𝑒𝑙𝑎 balansuje na granicy 𝐨𝐛𝐬𝐞𝐬𝐣𝐢, 𝐟𝐚𝐬𝐜𝐲𝐧𝐚𝐜𝐣𝐢 i prawdziwego 𝐳𝐫𝐨𝐳𝐮𝐦𝐢𝐞𝐧𝐢𝐚. I właśnie dlatego wywołuje tyle emocji.
⤷ 𝐌𝐨𝐳̇𝐞 𝐰ł𝐚𝐬́𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐳 𝐭𝐞𝐧 𝐭𝐫𝐮𝐝𝐧𝐲 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐚̨𝐭𝐞𝐤 𝐦𝐚𝐦 𝐭𝐞𝐫𝐚𝐳 𝐭𝐚𝐤𝐢 𝐦𝐞̨𝐭𝐥𝐢𝐤 𝐰 𝐠ł𝐨𝐰𝐢𝐞. Z jednej strony ciągnąca się pierwsza połowa, która momentami mnie męczyła, a z drugiej - druga część książki, która przerosła moje oczekiwania i sprawiła, że ostatecznie nie potrafię przejść obok tej historii obojętnie.
☆RECENZJA☆ ♧Tytuł: Teach me, please ♧Autor: Julia Brylewska ♧Wydawnictwo: Wydawnictwo NieZwykłe
♡ “Teach me, please” to historia Lucrecii, która po śmierci ojca straciła nie tylko rodzinę i poczucie bezpieczeństwa, ale także miłość do sztuki. Dziewczyna zamyka się w sobie i próbuje odnaleźć w nowej rzeczywistości. Wszystko zmienia się, gdy na jej drodze pojawia się Raphael Moore, czyli tajemniczy mężczyzna uciekający przed własną przeszłością. Między nimi szybko rodzi się zakazane uczucie, komplikowane dodatkowo faktem, że Raphael zostaje nauczycielem Lucrecii.
♡ “Teach me, please” to książka autorstwa Julii Brylewskiej, w której poznajemy losy Lucrecii i Raphaela. Ta książka Julki niestety bardzo mnie rozczarowała, ponieważ sięgając po nią, liczyłam na te emocje i to „coś”, które zawsze odnajdywałam w historiach Julki, ale tym razem kompletnie tego nie poczułam. Coś mi tu nie zagrało, po prostu.
♡ Największym problemem tej książki było dla mnie to, że czytało mi się ją niesamowicie ciężko. Przez większość czasu miałam wrażenie, że fabuła stoi w miejscu, a ja męczę się z każdą kolejną stroną. Relacja Lucrecii i Raphaela zamiast wywoływać emocje, była dla mnie po prostu jakaś taka nijaka. Nie czułam między nimi chemii ani większego napięcia, przez co trudno było mi zaangażować się w ich historię. Sama Lucrecia momentami strasznie mnie irytowała i nie potrafiłam się z nią zżyć. Raphael również nie wzbudził we mnie większych odczuć, był raczej obojętny i przez większość książki nie widziałam w nim nic szczególnego. Bardzo brakowało mi tutaj klimatu, który zawsze kojarzył mi się z książkami Julii Brylewskiej. Zazwyczaj jej historie pochłaniały mnie od pierwszych stron i sprawiały, że nie mogłam przestać o nich myśleć, a tutaj przez cały czas czułam jedynie znużenie. Dla mnie jest to zdecydowanie najsłabsza książka autorki i raczej nie będę jej dobrze wspominać.
♡ Znajdziecie tu: nauczyciel x uczennica, zakazana relacja, różnica wieku, małe miasteczko, sztuka, wątek kryminalny. Zachęcam was do zapoznania się, mimo tego że mi nie przypadła do gustu, ponieważ może wam przypadnie.
Okej, skończyłam to czytać dwa dni temu, więc emocje już trochę opadły, ale wciąż zamierzam poruszyć każdy element, który mi się nie spodobał — o ile nie zapomnę o części, bo było tego naprawdę sporo. Chcę zaznaczyć, że nie zamierzam gryźć się w język i narzucać sama na siebie cenzury, bo nikt nie musi zapłacić, żeby przeczytać moje zdanie, a za książkę owszem — i to jest największy żart. Jestem szczerze sfrustrowana tym, jak bardzo aktualnie autorki szczają ciepłym moczem na swoich fanów, wciskając im byle gówno, wiedząc, że i tak to kupią, bo są wierni autorce i wydadzą na to swoje pieniądze. Także tak — 2 lata, moi drodzy. Dwa lata temu Julka na targach w Warszawie już śmiało zapowiadała wydanie tego czegoś (a pisać zaczęła znacznie wcześniej), a więc miała od zajebania czasu, żeby dopracować tę książkę do perfekcji, a wyszła z tego chujnia jakich mało. Ona nie pisała fantastyki, ba, nie pisała nawet romantasy, w którym musiałaby wymyślić jakiś świat, moce, ustrój polityczny itd itp. Nie kurwa — laska napisała romans (?) pomiędzy uczennicą liceum a nauczycielem, co jest moim zdaniem obrzydliwe, ale do tej chorej relacji jeszcze wrócimy. Przez te parę lat Julka nie wymyśliła nic sensownego i jedyne, co dostajemy, to pseudo poetycki bełkot i cytaty wyciągnięte z forum 40-letnich rozwódek. Dla mnie, jako naczelnej Swiftie, punktem kulminacyjnym był moment, kiedy nasz główny bohater pośrednio skrytykował twórczość Taylor. Bro pierdolone „shake it off” ma więcej ładu i składu niż ta porażka nazywana książką. Gotuje się we mnie, bo Brylewska robi z głównych bohaterów pierdolonych intelektualistów i ludzi niesamowicie wrażliwych na sztukę, którzy jarają się Beksińskim i Polską na ogół. A i o mało bym nie zapomniała, że Rafaello kiedyś tam zrobił sobie city break właśnie do Polski (mega prawdopodobne…). I wiecie, co mi się tu nie klei? Ano to, że w Stanach ci idioci myślą, że Polska to miasto w Rosji. I owszem, wiem, że nie wszyscy, ale Julka daje nam do zrozumienia, że akcja książki dzieje się na wypizdowie dolnym, gdzie psy szczekają dupami, także śmiem twierdzić, że jest to najzwyczajniej w świecie sztuczne. A jeśli już jesteśmy przy sztuczności, to płynnie przejdźmy do ich relacji, która poza tym, że była obrzydliwa z przyczyn oczywistych, to była też sztuczna. I tu w miarę chronologicznie przedstawię wam dynamikę ich relacji (chociaż nie powinnam raczej używać tego słowa, bo nie tylko ich relacja, ale cała ta opowiastka palcem kręcona zdecydowanie dynamiczna nie była bo na tych prawie 600 stronach nie dzieje się absolutnie nic) 1. Rozmawiają ze sobą 4 razy (każda rozmowa maks 3 minuty) 2. Ona idzie do niego do domu, jak ma mental breakdown (WHAT THE HELL 🔥🔥) 3. Idą na randkę i się ruchają Ot, cała ich relacja. (Mam ochotę użyć emotki facepalma). Także tak, chyba rozumiecie, czemu ta ich wielka miłość to nic innego jak dorabianie piździe uszu, którego nie kupuję, nie? Myślałam, że nic nie przebije „Inferno” gdzie głównym bohaterem trylogii był deszcz, ale wtedy wchodzi Julka, cała na biało, dając nam to coś. Szczerze mówiąc, jestem na tyle zmęczona tą książką, że daruję już sobie opisywanie tego, jak bardzo (a bardzo) irytowała mnie Lucrecia i to, jakim creepem był Raphael — ja na miejscu matki naszej głównej bohaterki powiesiłabym go za jaja. Całą książkę kończy, w moim odczuciu, niesamowicie nudny plot twist, który da się przewidzieć, jeśli użyje się swoich szarych komórek, i otwarte zakończenie, bo Brylewska przez parę lat nawet tego nie wymyśliła… Idealnym podsumowaniem tego dzieła będzie to, że jak raz zasnęłam na 15 minut podczas słuchania audiobooka, to wiedziałam w dalszym ciągu, co się dzieje XD. Kończąc już mój wywód, chcę powiedzieć jeszcze, że marzy mi się, żeby autorki miały w swoim życiu osoby, które im powiedzą: „Ej, to jest mega średnie”, bo mam dość tego, jakie gówno jest wydawane.
Pierwszy raz od dawna miałam taki problem z ocenianiem książki. Zakazana miłość, która wcale nie jest romantyzowana, przez co nie wiem czy nazywanie jej romansem jest trafne i zabójstwo w tle, które nie jest rozwiązywane w taki sposób do jakiego przyzwyczaiły mnie książki kryminalne.
Muszę przyznać, że czytałam już tą książkę na Wattpadzie, więc trochę inaczej ją odbieram niż za pierwszym razem. Dzięki temu mogłam bardziej skupić się na zachowaniach postaci, wiedząc kto popełnił zbrodnię, i zwracać uwagę na szczegóły, których można nie zauważyć, gdy się czyta po raz pierwszy.
Raphael jako nauczyciel zajęć artystycznych zostaje przeniesiony do liceum w Lake Hills. Nie spodziewał się, że pozna tam utalentowaną, ale też mocno pogubioną Lucrecię, która od razu zwróciła jego uwagę. Jednak nic nie może być tak piękne jak się wydaje i dziewczyna okazuje się być jego uczennicą.
Jednocześnie w miasteczku dochodzi do zabójstwa, które mocno każdym wstrząśnie. A rozwiązanie tej zagadki i odnalezienie zabójcy może być trudniejsze niż ktokolwiek przypuszczał.
Książka ma bardzo mocno wyczuwalny mroczny i tajemniczy klimat. Podjęte tematy żałoby i trudności w poradzeniu sobie z nią, ataki paniki, czy samobójstwa mogą sprawić, że czytelnik poczuje się przytłoczony. Dodatkowo fakt, że większość tych tematów dotyczy nastolatków tylko pogłębia refleksje.
Ciężko mi jakkolwiek ocenić czy opisać relację między Lucrecią i Raphaelem, ponieważ była ona zupełnie inna niż w książkach o zakazanych relacjach do których przywykłam. Spotykali się w ukryciu i stopniowo pojawiały się między nimi uczucia, ale ich relacja została opisana „sucho”, jako fakt, że się wydarzyła i była kontrowersyjna, a nie jako coś do czego czytelnik chciałby i powinien dążyć.
Rozumieli się w ciszy i w bólu. Nie było między nimi fajerwerków czy wielkich gestów. Nie potrzebowali tego. Wystarczały im słowa i wspólna pasja do malowania. Jednak dało się wyczuć, że pojawiające się uczucia między nimi są zakazane i nie powinny mieć miejsca.
Myślę, że autorka zrobiła to umyślnie, ale momentami bardzo czuć tą różnicę wieku między głównymi bohaterami. Taka nastoletnia naiwność czy skrywanie w sobie każdą sytuację ciążącą na psychice jest typowe dla wieku, w którym znajduje się Lucrecia i tak bardzo różne z zachowaniami Raphaela.
Raphael bardziej przypominał mi kogoś na wzór ojca lub mentora Lucrecii aniżeli jej partnera. Różnica w dojrzałości emocjonalnej czy fizycznej była mocno między nimi zauważalna. Zachowanie Lucrecii niestety często mnie irytowało. Momentami bardzo naiwna i niezauważająca zła w ludziach. Miała w ręku dowody na rozwiązanie sprawy, a jednak nie zdecydowała się z nich skorzystać.
Muszę też zwrócić uwagę na piękną szatę graficzną książki. Idealnie komponuje się z klimatem historii, a pojawiające się co kilka rozdziałów rysunki idealnie się wpasowują. Dodatkowo uwielbiam sposób pisania autorki. Piękne, poetyckie zdania i cudownie realistyczne opisy emocji.
Z jednej strony ciężkie i mroczne tematy powodujące momentami dyskomfort, z drugiej piękne wydanie z poetyckim językiem. Myślę, że to zdanie idealnie opisuje tą książkę, dlatego jeżeli czujecie się po nim zachęceni to ta książka jest dla was.
Książki Julii Brylewskiej są moją bezpieczną przystanią. Kocham jej twórczość od samego początku i z każdą kolejną powieścią utwierdzam się tylko w przekonaniu jak wybitną jest pisarką.
„Teach me Please” to właśnie historia, które od początku balansują na granicy moralności, emocji i rozsądku. Zakazany romans, różnica wieku, relacja nauczyciel uczennica… brzmi jak coś kontrowersyjnego i dokładnie takie jest. Ale jednocześnie to książka, która oferuje znacznie więcej niż tylko „zakazany motyw”.
Poznajemy Lucrecię dziewczynę złamaną po stracie ojca, która zatraciła nie tylko bliską osobę, ale też samą siebie. Jej pasja do sztuki wygasła, a świat stał się miejscem pozbawionym kolorów. Wątek żałoby i wewnętrznej pustki jest jednym z moich ulubionych elementów książki. Autorka bardzo dobrze oddaje emocjonalne zamrożenie bohaterki i jej powolne „budzenie się” do życia.
Z kolei Raphael Moore to postać owiana tajemnicą. Ucieka do małego miasteczka, próbując zostawić za sobą przeszłość, ale jak to zwykle bywa, przeszłość nie daje o sobie zapomnieć tak łatwo. Jego relacja z Lucrecią zaczyna się niewinnie, niemal przypadkowo, co tylko potęguje późniejsze napięcie.
Autorka nie idealizuje tej relacji, wręcz przeciwnie, pokazuje jej złożoność, ryzyko i konsekwencje. Granica między tym, co właściwe, a tym, czego bohaterowie pragną, jest cienka i nieustannie się zaciera.
Ogromnym plusem jest klimat. Lake Hills jako małe miasteczko ze zbrodnią w tle jest niesamowicie intrygujące. Dodatkowo tak jak mówiła jedna z patronek, ciężko jest poprawnie wskazać winnego, co jest ogromnym plusem, bo dzięki temu książka nie jest przewidywalna.
I to zakończenie. Nie chce nic spoilerować, więc napiszę tylko, że osobiście bardzo przypadło do gustu.
Podsumowując „Teach me Please” to emocjonalna, nieoczywista historia, która zostaje w głowie na długo. Obowiązkowa dla fanów twórczości autorki.
3,5 ⭐️ Sama historia była ciekawa, chciałam poznać zagadkę morderstwa. Ale było to równocześnie tak rozwleczone, że w pewnych momentach traciłam zainteresowanie wszystkim, zaczynając od zagadki, a kończąc na relacji głównych bohaterów. Kilka rzeczy na końcu też nie do końca się styka. Po pierwsze, najlepsza przyjaciółka chciała wyjechać z główną bohaterką, a jednocześnie robiła to co robiła. Po drugie, laska nie wiedziała jak nazywa się profesor na którego zajęcia chciała się zapisać? To jak znalazła jego gabinet? Nie podoba mi się również wątek brata głównego bohatera, nie uwierzę że nie był w stanie go odszukać. Klimat całej książki mi się podobał, jednak była za długa zdecydowanie.
jestem w innym czasie, z trochę innym podejściem do życia. niestety, nie jestem w stanie określić, co autorka przepisała na nowo w samej historii. może to były tak naprawdę takie… małe zmiany?
z drugiej strony bardzo się cieszę, że ta książka została wydana.
recenzja 2023: 4.5
„— Profesorze Moore. — Panno Maren.”
tak, przeczytałam to na wattpadzie i niczego nie żałuję. historia nie jest moralna w żadnym stopniu, ale z drugiej strony bardzo dobra. ciepła. czuła. uśmiech na twarzy mi się pojawia, gdy myślę o tej dwójce.
pismo autorki jest tak wciągające, że mam potrzebę czytać więcej historii od niej. poezja, która jest wkładana do tych książek - cud, miód. historia poprowadzona bardzo łatwo, ze smaczkami.
traktuję to jako prawdziwą książkę, bo Julia Brylewska na to zasługuje. cieszę się, że tak się rozwija i wydaje książki! mam nadzieje, że i to również wyda, a później znajdzie się u mnie na półce w domu!!!!
Szczerze? Jestem wkurwiona. Zakończenie tak samo chujowe jak było, nie jestem usatysfakcjonowana i nadzieja jest jedynie już w TEJ książce o TEJ osobie, jeżeli Brylewska ją wyda a oni pojawiają się tam razem. Czekałam na TMP tyle czasu, a dostałam to samo, co już czytałam. Serio, polskie autorki już od lat nisko upadają.
To nie jest zwykły, zakazany romans age gap, to historia pełna napięcia, budowanego najmniejszymi słowami. Julia Brylewska po raz kolejny udowadnia, że nawet najkrótsze zdanie jest ważne i robi to w sposób niesamowity.
Wychodzimy tutaj od portretu psychologicznego Lucrecii Maren – młodej dziewczyny zmagającej się z traumą po śmierci ojca, po której jej świat stał się szary i zimny. Bohaterka, musi walczyć o swoje coraz bardziej monotonne życie, w którym nie ma już miejsca na farby czy sztukę, którą tak kochała. Cisza w domu nie pomaga, podobnie jak chłodna relacja z matką. Stałymi elementami w jej życiu są szarość, kruki oraz... ból i pustka, a czas wcale nie leczy jej ran. Pustka ta pozostaje i nie chce odejść. Dzieje się tak do czasu, w którym w ich małym miasteczku pojawia się nowy nauczyciel sztuk pięknych – Raphael Moore. Uciekając przed plotkami, miesza w monotonnym życiu Lucrecii Maren – daje jej papierosa, nie wiedząc jeszcze, że dziewczyna jest jego uczennicą. Ten z pozoru niewinny akt staje się wstępem do mniej niewinnych czynów.
Nie można nie zwrócić uwagi na niesamowitą narrację, która buduje ten ciężki klimat całej historii. Wszechobecne metafory, takie jak cisza między bohaterami będąca żywym świadkiem niezręczności czy mrok tak gęsty, że zdaje się patrzeć również na czytelnika, a nie tylko na bohaterkę, wciągają nas w sam środek akcji. Autorka bawi się formą i jest w tym coś wyrywającego z automatyzmu. Opisy przeżyć dziewczyny, jej trudów czy ataków paniki są przedstawione tak, jakby czytelnik był ich świadkiem i sam próbował wyciągnąć rękę do Lucrecii. Realnie można poczuć każdy lęk dziewczyny, każdą budzącą się nadzieję, każdy druzgocący się plan. To piękna umiejętność, kiedy pisarz tworzy taką książkę, którą czujesz całym sobą, który sprawia, że ból bohaterki jest ci tak bliski, jakby dzieliła się nim z tobą przez kartki.
Oprócz zagadki kryminalnej mamy także wątek sztuki i wszechobecne nawiązania do tekstów kultury np. literatury czy obrazów (nawet polskich). Ta intertekstualność jest tu po prostu fascynująca, bo te pojedyncze puzzle stają się kluczem do zrozumienia emocji bohaterów. Najbardziej podobało mi się powracające w kilku miejscach porównanie do Ophelii – po skończeniu książki metafora ta nabiera jeszcze głębszego sensu. Jeszcze bardziej urzekła mnie scena, w której Raphael Moore pokazuje studentom tonącą Ophelię, a oni pytają jedynie, czy to zagadnienie pojawi się na egzaminie. Sztuka i literatura jednak nie przytłacza; autorka zadbała o wyjaśnienia w przypisach, dzięki czemu książka ma też ładunek edukacyjny, który jednak nie nuży wiedzą akademicką. Nie możemy też zapomnieć o cudownych szkicach, które wzbogacają fabułę i działają na zmysły na wielu płaszczyznach. Oh i te francuskie wstawki, które budują ten niesamowity klimat (i mają przypisy z tłumaczeniami, takiego szacunku do czytelnika dawno nie doświadczyłam).
Raphael Moore jest tutaj bardzo ciekawą postacią. Mam wrażenie, że pełną sprzeczności, choć urzekła mnie jego wrażliwość zarówno na sztukę, jak i na cierpienie. To w sumie dwie strony tego samego medalu, bo zbyt często sztuka łączy się z bólem, a artyści miewają słabość do pięknych, delikatnych kobiet.
Co do ich relacji, nie jest to wyidealizowana relacja, która działa mimo przeciwności losu. Jest gęsta od słów, od deklaracji tak trudnych do wypełnienia, tak skomplikowana zarówno emocjonalnie, jak i logistycznie, że chce się im po im zatrzymać czas, aby mogli spokojnie spędzić ze soba chwilę dłużej lub zamknąć ich w pomieszczeniu na cztery spusty mając nadzieję, że nikt im nie przeszkodzi. Czas jednak na nikogo nie czeka i całą książkę miałam wrażenie, że cierpię również z nimi, że ten czas mają ograniczony, albo że nie mogą po prostu… być szczęśliwi, jak każda normalna para. Co jest u nich też niesamowite, to relacja, która nie jest przede wszystkim fizyczna, tylko jest intelektualnym napięciem pełnym zrozumienia, wzajemnego mroku i wrażliwości na sztukę. To naprawdę odświeżające.
Julia nie byłaby Julią, gdyby nie dała nam zwrotu akcji na miarę oscarowego filmu. Cóż, książkę zamknęłam z ogromnym poczuciem pustki. Mimo 600 stron byłam zdruzgotana i zachwycona jednocześnie, wiedząc że to już koniec. To był niedosyt, ale ten dobry niedosyt, który pozostaje w pamięci jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę.
Książka to istnienie wybitne, stawiające pytania o granice etyczne dobrowolnej relacji dwóch dorosłych ludzi, w której występuje nierównowaga sił. Psychologicznie postacie są prawdziwe i genialne w swoich wadach oraz zaletach. Książka zgłębia trudne tematy i nie daje prostych odpowiedzi, pokazując, że każdy radzi sobie inaczej z traumą, rozpadem rodziny czy śmiercią. Sugeruje, że terapia nie zawsze pomaga, a sposoby radzenia sobie z trudnościami bywają skrajne. Ogromnym plusem jest też to, że w tym wszechobecnym cierpieniu jednostki pojawiają się metody radzenia sobie z atakami paniki, oparte na przeżyciach samej autorki. To dodaje książce ogromnej autentyczności, czyniąc ją żywą historią, a nie tylko słowem na papierze. Jednocześnie pokazuje, że „wszystko co okropne, ma też piękną stronę” i że „każda warta uwagi opowieść rozpocząć się musi od tragedii”. Każdy z nas może utożsamić się z Lucrecią, a jej historia pozwala zobaczyć z dystansu pewne sposoby radzenia sobie z problemami i przeanalizować własne wybory.
Ta książka jest cudowna i druzgocąca jednocześnie, ale taka też bywa sztuka – często piękna i bolesna zarazem.
W małym miasteczku Lake Hills, dochodzi do ogromnej tragedii, która niesie za sobą wiele tajemnic. Wszyscy mówią o nagłej śmierci młodej dziewczyny, która zginęła tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego. Do okropnego wydarzenia dochodzi w mieście na chwilę przed pojawianiem się w mieście nowego nauczyciela sztuk pięknych.
Raphael Moore po tym jak stał się ofiarą okropnych plotek i pomówień musi schować się w cień. Małe miasteczko wydaje się idealnym schronieniem dla profesora, który na dużej uczelni napotkał kłopoty. Lecz Moore nie przypuszcza, że w Lake Hills czeka go kolejna pokusa...
Lucrecia Maren kiedyś odnajdywała swoje szczęście w pasji do sztuki. Jednak tragiczna śmierć ojca pozostawiła na Lu ogromną traumę i zabrała jej całą radość z tworzenia. Nastolatka mierzy się z atakami paniki i ciężko jej odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nagle z pomocą przychodzi jej nowy nauczyciel, który nie ma pojęcia, że Lucrecia jest uczennicą szkoły, w której pracuje.
Raphael Moore na prośbę szeryf Maren ma pomóc dziewczynie odzyskać pasję do sztuki. Tak więc między głównymi bohaterami szybko rodzi się nić porozumienia. Ale jest to też coś więcej, uczucie, pożądania i wyjątkowa chemia. Zakazane uczucie, które nigdy nie powinno mieć miejsca. Starszy mężczyzna, który nagle pojawił się w mieście i bardzo młoda zagubiona bohaterka. On miał już problemy, był podejrzewany o romans ze studentką. Lucrecia przy okazji spotkań z profesorem Moore zdaje sobie sprawę z wagi prawdziwych uczuć i emocji, które powinny się przy tym pojawiać.
"Teach Me, Please" zasługuje na wyjątkowe uznanie nie tylko ze względu na romans pojawiający się między bohaterami. Rzeczywiście opisana relacja jest bardzo niecodzienna. Jednak cała historia jest niesamowita. Julia Brylewska w tej książce łączy gatunki, choć mamy tutaj romans, nie możemy zapomnieć też o wątku kryminalnym. Który jest bardzo mroczny i sprawia, że musimy przemyśleć wiele kwestii.
Od początku zastanawiamy się jak zakończy się ta książka i kto ostatecznie okaże się winnym, a także jak zostaną przedstawione relacje między bohaterami książki. Ta opowieść trzyma w napięciu do samego końca, choć muszę powiedzieć, że dla mnie w zakończeniu zabrakło jeszcze kilku słów o samej relacji naszych bohaterów. Jest to jednak książka o której bardzo długo nie zapomnę przede wszystkim przez wątek kryminalny. Trzecioosobowa narracja u Julki jak zawsze na plus. Polecam 🔥
Te 5 gwiazdek w zupełności nie wystarczą bo historia Raphaela i Lucrecii mnie pochłonęła. Z tym zakończeniem mam love-hate reliationship, z jednej piękne zakończenie gdzie możesz się rozmarzyć co będzie, ale z drugiej nic nie jest pewna i to dobija. Czytałam ją już kiedyś na wattpadzie i zdecydowanie wersja papierowa jest lepsza. Raphael jest większym romantykiem i pokazuje to uczucie do Lucrecii, a ich relacja powoli płynie przez wszystkie etapy zakochania. “- Profesorze Moore - Panno Maren” Na zawsze w moim sercu
1.5 litości rozdziały nadal są publikowane, ale nie mam zamiaru tego dalej czytać... zero głębi, główną rolę gra tu fizyczność i bardzo mi się to nie podoba + dorosły facet zainteresowany licealistką????? stop
Ta ksiazka poruszyła moje serce, mimo, ze dosyć opornie szło mi wyobrażenie sobie tego age gapu. może jest trochę infantylne, a może nie :)) KOCHAM ICH (Genialny pomysł na końcówkę. Uwielbiam otwarte zakończenia 😭😭)
Warto było tyle czekać na wydanie papierowe, mimo, że jak widzę okładka jest jeszcze wattpadowa. Jest to kolejna wyjątkowa historia od Julki, niemoralna, niepoprawna, ale jednocześnie urzekająca. Uwielbiam pióro tej autorki już nie wspominając o profesorze Moore i jego słodkie udręce.
Przeczytałam to już jakiś czas temu, ale ogólnie to chyba nie mój motyw dlatego może mnie czasem tak skręcało, ale tak to fabularnie to nawet nawet spoko