Julia Brylewska to polska autorka powieści romantycznych i obyczajowych dla dorosłych z elementami erotyki. Znana jest przede wszystkim ze swojego cyklu „Inferno”. W lutym 2022 roku ukazać się ma pierwszy tom jej kolejnej serii, dylogii „Gods of Law”, zatytułowany „Angry God”. Będzie to romans prawniczy z elementami hate-love i przyprawiony sporą dawką humoru.
Właśnie skończyłam kolejna ksiazke Julki i co moge powiedziec no.... Znowu sie zakochalam. Od poczatku wiedzialam ze ta ksiazka mi sie spodoba, poniewaz posiada ona elementy sztuki i malarstwa, czyli cos co kocham.
Historia Raphaela i Lukrecji mocno złapała mnie za serce. Do tego ten morderczy watek w tle🥹🩷 no kocham. Totalnie nie spodziewałam się kto był zabójcą serio... jakby informacje kto sie nim stal czytalam z otwarta buzia bo kompletnie nie tego sie spodziewalam :o.
Raphael to taki idealny mezczyzna i moj krasz a lukrecja to taki promyczek na niebie.
KAZDY MUSI ZAPOZNAC SIE Z TA HISTORIA BO JEST ONA MOJA BEZPIECZNA PRZYSTANIA I DOMEM.
to jak brylewska pisze jest po prostu niesamowite i boze jak ja tęskniłam za jej książkami historia lucrecii i raphaela była WSPANIAŁA i boze potrzebuje wiecej…
Pierwszy raz od dawna miałam taki problem z ocenianiem książki. Zakazana miłość, która wcale nie jest romantyzowana, przez co nie wiem czy nazywanie jej romansem jest trafne i zabójstwo w tle, które nie jest rozwiązywane w taki sposób do jakiego przyzwyczaiły mnie książki kryminalne.
Muszę przyznać, że czytałam już tą książkę na Wattpadzie, więc trochę inaczej ją odbieram niż za pierwszym razem. Dzięki temu mogłam bardziej skupić się na zachowaniach postaci, wiedząc kto popełnił zbrodnię, i zwracać uwagę na szczegóły, których można nie zauważyć, gdy się czyta po raz pierwszy.
Raphael jako nauczyciel zajęć artystycznych zostaje przeniesiony do liceum w Lake Hills. Nie spodziewał się, że pozna tam utalentowaną, ale też mocno pogubioną Lucrecię, która od razu zwróciła jego uwagę. Jednak nic nie może być tak piękne jak się wydaje i dziewczyna okazuje się być jego uczennicą.
Jednocześnie w miasteczku dochodzi do zabójstwa, które mocno każdym wstrząśnie. A rozwiązanie tej zagadki i odnalezienie zabójcy może być trudniejsze niż ktokolwiek przypuszczał.
Książka ma bardzo mocno wyczuwalny mroczny i tajemniczy klimat. Podjęte tematy żałoby i trudności w poradzeniu sobie z nią, ataki paniki, czy samobójstwa mogą sprawić, że czytelnik poczuje się przytłoczony. Dodatkowo fakt, że większość tych tematów dotyczy nastolatków tylko pogłębia refleksje.
Ciężko mi jakkolwiek ocenić czy opisać relację między Lucrecią i Raphaelem, ponieważ była ona zupełnie inna niż w książkach o zakazanych relacjach do których przywykłam. Spotykali się w ukryciu i stopniowo pojawiały się między nimi uczucia, ale ich relacja została opisana „sucho”, jako fakt, że się wydarzyła i była kontrowersyjna, a nie jako coś do czego czytelnik chciałby i powinien dążyć.
Rozumieli się w ciszy i w bólu. Nie było między nimi fajerwerków czy wielkich gestów. Nie potrzebowali tego. Wystarczały im słowa i wspólna pasja do malowania. Jednak dało się wyczuć, że pojawiające się uczucia między nimi są zakazane i nie powinny mieć miejsca.
Myślę, że autorka zrobiła to umyślnie, ale momentami bardzo czuć tą różnicę wieku między głównymi bohaterami. Taka nastoletnia naiwność czy skrywanie w sobie każdą sytuację ciążącą na psychice jest typowe dla wieku, w którym znajduje się Lucrecia i tak bardzo różne z zachowaniami Raphaela.
Raphael bardziej przypominał mi kogoś na wzór ojca lub mentora Lucrecii aniżeli jej partnera. Różnica w dojrzałości emocjonalnej czy fizycznej była mocno między nimi zauważalna. Zachowanie Lucrecii niestety często mnie irytowało. Momentami bardzo naiwna i niezauważająca zła w ludziach. Miała w ręku dowody na rozwiązanie sprawy, a jednak nie zdecydowała się z nich skorzystać.
Muszę też zwrócić uwagę na piękną szatę graficzną książki. Idealnie komponuje się z klimatem historii, a pojawiające się co kilka rozdziałów rysunki idealnie się wpasowują. Dodatkowo uwielbiam sposób pisania autorki. Piękne, poetyckie zdania i cudownie realistyczne opisy emocji.
Z jednej strony ciężkie i mroczne tematy powodujące momentami dyskomfort, z drugiej piękne wydanie z poetyckim językiem. Myślę, że to zdanie idealnie opisuje tą książkę, dlatego jeżeli czujecie się po nim zachęceni to ta książka jest dla was.
Książki Julii Brylewskiej są moją bezpieczną przystanią. Kocham jej twórczość od samego początku i z każdą kolejną powieścią utwierdzam się tylko w przekonaniu jak wybitną jest pisarką.
„Teach me Please” to właśnie historia, które od początku balansują na granicy moralności, emocji i rozsądku. Zakazany romans, różnica wieku, relacja nauczyciel uczennica… brzmi jak coś kontrowersyjnego i dokładnie takie jest. Ale jednocześnie to książka, która oferuje znacznie więcej niż tylko „zakazany motyw”.
Poznajemy Lucrecię dziewczynę złamaną po stracie ojca, która zatraciła nie tylko bliską osobę, ale też samą siebie. Jej pasja do sztuki wygasła, a świat stał się miejscem pozbawionym kolorów. Wątek żałoby i wewnętrznej pustki jest jednym z moich ulubionych elementów książki. Autorka bardzo dobrze oddaje emocjonalne zamrożenie bohaterki i jej powolne „budzenie się” do życia.
Z kolei Raphael Moore to postać owiana tajemnicą. Ucieka do małego miasteczka, próbując zostawić za sobą przeszłość, ale jak to zwykle bywa, przeszłość nie daje o sobie zapomnieć tak łatwo. Jego relacja z Lucrecią zaczyna się niewinnie, niemal przypadkowo, co tylko potęguje późniejsze napięcie.
Autorka nie idealizuje tej relacji, wręcz przeciwnie, pokazuje jej złożoność, ryzyko i konsekwencje. Granica między tym, co właściwe, a tym, czego bohaterowie pragną, jest cienka i nieustannie się zaciera.
Ogromnym plusem jest klimat. Lake Hills jako małe miasteczko ze zbrodnią w tle jest niesamowicie intrygujące. Dodatkowo tak jak mówiła jedna z patronek, ciężko jest poprawnie wskazać winnego, co jest ogromnym plusem, bo dzięki temu książka nie jest przewidywalna.
I to zakończenie. Nie chce nic spoilerować, więc napiszę tylko, że osobiście bardzo przypadło do gustu.
Podsumowując „Teach me Please” to emocjonalna, nieoczywista historia, która zostaje w głowie na długo. Obowiązkowa dla fanów twórczości autorki.
3,5 ⭐️ Sama historia była ciekawa, chciałam poznać zagadkę morderstwa. Ale było to równocześnie tak rozwleczone, że w pewnych momentach traciłam zainteresowanie wszystkim, zaczynając od zagadki, a kończąc na relacji głównych bohaterów. Kilka rzeczy na końcu też nie do końca się styka. Po pierwsze, najlepsza przyjaciółka chciała wyjechać z główną bohaterką, a jednocześnie robiła to co robiła. Po drugie, laska nie wiedziała jak nazywa się profesor na którego zajęcia chciała się zapisać? To jak znalazła jego gabinet? Nie podoba mi się również wątek brata głównego bohatera, nie uwierzę że nie był w stanie go odszukać. Klimat całej książki mi się podobał, jednak była za długa zdecydowanie.
tak, przeczytałam to na wattpadzie i niczego nie żałuję. historia nie jest moralna w żadnym stopniu, ale z drugiej strony bardzo dobra. ciepła. czuła. uśmiech na twarzy mi się pojawia, gdy myślę o tej dwójce.
pismo autorki jest tak wciągające, że mam potrzebę czytać więcej historii od niej. poezja, która jest wkładana do tych książek - cud, miód. historia poprowadzona bardzo łatwo, ze smaczkami.
traktuję to jako prawdziwą książkę, bo Julia Brylewska na to zasługuje. cieszę się, że tak się rozwija i wydaje książki! mam nadzieje, że i to również wyda, a później znajdzie się u mnie na półce w domu!!!!
To nie jest zwykły, zakazany romans age gap, to historia pełna napięcia, budowanego najmniejszymi słowami. Julia Brylewska po raz kolejny udowadnia, że nawet najkrótsze zdanie jest ważne i robi to w sposób niesamowity.
Wychodzimy tutaj od portretu psychologicznego Lucrecii Maren – młodej dziewczyny zmagającej się z traumą po śmierci ojca, po której jej świat stał się szary i zimny. Bohaterka, musi walczyć o swoje coraz bardziej monotonne życie, w którym nie ma już miejsca na farby czy sztukę, którą tak kochała. Cisza w domu nie pomaga, podobnie jak chłodna relacja z matką. Stałymi elementami w jej życiu są szarość, kruki oraz... ból i pustka, a czas wcale nie leczy jej ran. Pustka ta pozostaje i nie chce odejść. Dzieje się tak do czasu, w którym w ich małym miasteczku pojawia się nowy nauczyciel sztuk pięknych – Raphael Moore. Uciekając przed plotkami, miesza w monotonnym życiu Lucrecii Maren – daje jej papierosa, nie wiedząc jeszcze, że dziewczyna jest jego uczennicą. Ten z pozoru niewinny akt staje się wstępem do mniej niewinnych czynów.
Nie można nie zwrócić uwagi na niesamowitą narrację, która buduje ten ciężki klimat całej historii. Wszechobecne metafory, takie jak cisza między bohaterami będąca żywym świadkiem niezręczności czy mrok tak gęsty, że zdaje się patrzeć również na czytelnika, a nie tylko na bohaterkę, wciągają nas w sam środek akcji. Autorka bawi się formą i jest w tym coś wyrywającego z automatyzmu. Opisy przeżyć dziewczyny, jej trudów czy ataków paniki są przedstawione tak, jakby czytelnik był ich świadkiem i sam próbował wyciągnąć rękę do Lucrecii. Realnie można poczuć każdy lęk dziewczyny, każdą budzącą się nadzieję, każdy druzgocący się plan. To piękna umiejętność, kiedy pisarz tworzy taką książkę, którą czujesz całym sobą, który sprawia, że ból bohaterki jest ci tak bliski, jakby dzieliła się nim z tobą przez kartki.
Oprócz zagadki kryminalnej mamy także wątek sztuki i wszechobecne nawiązania do tekstów kultury np. literatury czy obrazów (nawet polskich). Ta intertekstualność jest tu po prostu fascynująca, bo te pojedyncze puzzle stają się kluczem do zrozumienia emocji bohaterów. Najbardziej podobało mi się powracające w kilku miejscach porównanie do Ophelii – po skończeniu książki metafora ta nabiera jeszcze głębszego sensu. Jeszcze bardziej urzekła mnie scena, w której Raphael Moore pokazuje studentom tonącą Ophelię, a oni pytają jedynie, czy to zagadnienie pojawi się na egzaminie. Sztuka i literatura jednak nie przytłacza; autorka zadbała o wyjaśnienia w przypisach, dzięki czemu książka ma też ładunek edukacyjny, który jednak nie nuży wiedzą akademicką. Nie możemy też zapomnieć o cudownych szkicach, które wzbogacają fabułę i działają na zmysły na wielu płaszczyznach. Oh i te francuskie wstawki, które budują ten niesamowity klimat (i mają przypisy z tłumaczeniami, takiego szacunku do czytelnika dawno nie doświadczyłam).
Raphael Moore jest tutaj bardzo ciekawą postacią. Mam wrażenie, że pełną sprzeczności, choć urzekła mnie jego wrażliwość zarówno na sztukę, jak i na cierpienie. To w sumie dwie strony tego samego medalu, bo zbyt często sztuka łączy się z bólem, a artyści miewają słabość do pięknych, delikatnych kobiet.
Co do ich relacji, nie jest to wyidealizowana relacja, która działa mimo przeciwności losu. Jest gęsta od słów, od deklaracji tak trudnych do wypełnienia, tak skomplikowana zarówno emocjonalnie, jak i logistycznie, że chce się im po im zatrzymać czas, aby mogli spokojnie spędzić ze soba chwilę dłużej lub zamknąć ich w pomieszczeniu na cztery spusty mając nadzieję, że nikt im nie przeszkodzi. Czas jednak na nikogo nie czeka i całą książkę miałam wrażenie, że cierpię również z nimi, że ten czas mają ograniczony, albo że nie mogą po prostu… być szczęśliwi, jak każda normalna para. Co jest u nich też niesamowite, to relacja, która nie jest przede wszystkim fizyczna, tylko jest intelektualnym napięciem pełnym zrozumienia, wzajemnego mroku i wrażliwości na sztukę. To naprawdę odświeżające.
Julia nie byłaby Julią, gdyby nie dała nam zwrotu akcji na miarę oscarowego filmu. Cóż, książkę zamknęłam z ogromnym poczuciem pustki. Mimo 600 stron byłam zdruzgotana i zachwycona jednocześnie, wiedząc że to już koniec. To był niedosyt, ale ten dobry niedosyt, który pozostaje w pamięci jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę.
Książka to istnienie wybitne, stawiające pytania o granice etyczne dobrowolnej relacji dwóch dorosłych ludzi, w której występuje nierównowaga sił. Psychologicznie postacie są prawdziwe i genialne w swoich wadach oraz zaletach. Książka zgłębia trudne tematy i nie daje prostych odpowiedzi, pokazując, że każdy radzi sobie inaczej z traumą, rozpadem rodziny czy śmiercią. Sugeruje, że terapia nie zawsze pomaga, a sposoby radzenia sobie z trudnościami bywają skrajne. Ogromnym plusem jest też to, że w tym wszechobecnym cierpieniu jednostki pojawiają się metody radzenia sobie z atakami paniki, oparte na przeżyciach samej autorki. To dodaje książce ogromnej autentyczności, czyniąc ją żywą historią, a nie tylko słowem na papierze. Jednocześnie pokazuje, że „wszystko co okropne, ma też piękną stronę” i że „każda warta uwagi opowieść rozpocząć się musi od tragedii”. Każdy z nas może utożsamić się z Lucrecią, a jej historia pozwala zobaczyć z dystansu pewne sposoby radzenia sobie z problemami i przeanalizować własne wybory.
Ta książka jest cudowna i druzgocąca jednocześnie, ale taka też bywa sztuka – często piękna i bolesna zarazem.
1.5 litości rozdziały nadal są publikowane, ale nie mam zamiaru tego dalej czytać... zero głębi, główną rolę gra tu fizyczność i bardzo mi się to nie podoba + dorosły facet zainteresowany licealistką????? stop
Ta ksiazka poruszyła moje serce, mimo, ze dosyć opornie szło mi wyobrażenie sobie tego age gapu. może jest trochę infantylne, a może nie :)) KOCHAM ICH (Genialny pomysł na końcówkę. Uwielbiam otwarte zakończenia 😭😭)
Warto było tyle czekać na wydanie papierowe, mimo, że jak widzę okładka jest jeszcze wattpadowa. Jest to kolejna wyjątkowa historia od Julki, niemoralna, niepoprawna, ale jednocześnie urzekająca. Uwielbiam pióro tej autorki już nie wspominając o profesorze Moore i jego słodkie udręce.
Przeczytałam to już jakiś czas temu, ale ogólnie to chyba nie mój motyw dlatego może mnie czasem tak skręcało, ale tak to fabularnie to nawet nawet spoko