Lucyna i Tomasz po dwudziestu latach wspólnego życia postanawiają się rozstać. Powód wydaje się oczywisty: zmienili się, chcą innych rzeczy, a namiętność, która lata temu zbliżyła ich do siebie, całkowicie wygasła. Do tego ich córka dorosła i wyfrunęła z domu na zagraniczną uczelnię.
Trudno o lepszy moment na zmiany!
Początkowo nowo obrana droga wydaje się bajeczna – Lucyna i Tomasz wchodzą w związki i korzystają z życia. Jednak pewnego dnia na ich mailowe skrzynki przychodzi wiadomość, która wszystko zmienia – zaproszenie na wesele wspólnego znajomego, które odbędzie się we Włoszech nad jeziorem Garda. Brzmi wspaniale, dopóki Tomasz nie zaproponuje, by pojechali na nie we czwórkę: Lucyna ze swoim partnerem, on ze swoją dziewczyną. "Wreszcie mogłabyś ją poznać!". Tylko czy Lucyna jest na to gotowa? Czy chce poznać dziewczynę swojego męża?
To dopiero początek perypetii, bo wśród malowniczych krajobrazów, przy śpiewie cykad i smaku włoskiego wina, bohaterowie będą musieli się zmierzyć z wieloma problemami.
Dziewczyna mojego męża to lekka opowieść o tym, jak z pozoru niewinne kłamstewka mogą skomplikować życie, ale przede wszystkim zepsuć relacje z tymi, na których najbardziej nam zależy.
Ja z mężem jesteśmy razem już od 15 lat, a od 3 jesteśmy małżeństwem :)
A dlaczego o to pytam?
To pytanie pojawiło się w mojej głowie po przeczytaniu „Dziewczyny mojego męża” Anny Szczypczyńskiej. Jej bohaterowie - Lucyna i Tomasz - po dwudziestu latach wspólnego życia postanowili się rozstać. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że utrzymywali to w sekrecie przed najbliższymi już od roku i nie byliby już w nowych związkach. Jednak życie zawsze ma swój plan. I w tym przypadku również nie zrobiło wyjątku. Na skrzynki mailowe Lucyny i Tomasza przychodzi zaproszenie na ślub wspólnego przyjaciela, które odbędzie się we Włoszech. Brzmi świetnie, prawda? Tylko co zrobić w sytuacji, gdy Lorenzo nie ma pojęcia o sytuacji swoich przyjaciół?
Świetna okładka i opis książki sugerują mam, że będzie to lekka i przyjemna lektura wakacyjna do czytania na leżaku czy hamaku. Dlatego bez wahania sięgnęłam po nią na urlopie w Chorwacji. Jakie było moje zdziwienie, gdy oprócz zabawnych i wywołujących uśmiech perypetii bohaterów miałam do czynienia również z trudnymi i życiowymi przeżyciami dotyczącymi nie tylko rodziny. W jaki sposób przekazać córce wiadomość, że jej rodzice nie są razem i już ze sobą nie mieszkają? Jak poradzić sobie z pojawieniem nowej kobiety u boku jeszcze swojego męża?
Anna Szczypczyńska napisała nie tylko przyjemną historię idealną na wakacje. Skłoniła mnie również do przemyśleń na temat związków. Nie każdy z nas ma to szczęście tworzenia szczęśliwego małżeństwa, ale strach przed tym co będzie po rozstaniu zazwyczaj powstrzymuje nas przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji. A gdy tylko odważymy się podjąć pewne kroki, okazuje się, że każdy z nas ma szansę na stworzenie nowego życia i nie ma tu ograniczenia wiekowego. Przecież każdy z nas ma prawo być szczęśliwy. Wystarczy tylko dopuścić do siebie myśli, że się na to zasługuje!
Cieszę się ogromnie, że miałam możliwość przeczytania tej historii i ogromnie Wam ją polecam!
Niecodzienna odsłona kobiecej wrażliwości! Historia niebywale intymna, świadomie nasycona bliskością i pięknem fizycznego pożądania, nieśpieszna w odczuciu i bardzo zmysłowa. Dziewczyna mojego męża to fabularna pułapka – wakacyjna okładka otwiera wyobraźnię na letni romans, a jednak Anna Szczypczyńska gruntuje miejsce dla zaskakująco gorzkiej opowieści. Przenikliwa boleść duszy, niepewność, duszące wyrzuty sumienia i wreszcie brak zaufania do własnych uczuć – to właśnie tak pochmurne emocje tworzą wizualną esencję tej swoistej lektury. Ta książka soczyście wgryza się w pamięć.
Z książkowymi romansami wiążą się konkretne oczekiwania: bez względu na stopień komplikacji miłosnego związku musi dojść do happy endu, jakiemu towarzyszy przekonanie, że pożądanie, miłość nigdy nie wygasną - wie o tym Lucyna, bo jest tłumaczką tego typu powieści. A w życiu? No cóż, ona w małżeństwie z Tomaszem, swą pierwszą wielką miłością, wytrwała dwadzieścia lat. Wychowali wspaniałą córkę, od roku studiującą w Anglii. Kidy wyjechała za granicę, Tomasz też się z domu wyprowadził. Rozstali się przyjaźnie i dość szybko obydwoje weszli w nowe związki. Nikomu, łącznie z córką, o wypaleniu się ich małżeństwa nie powiedzieli. Teraz są obydwoje zaproszeni na ślub włoskiego przyjaciela. Podejmują decyzję, aby pojechać tam w czwórkę, ze swoimi obecnymi partnerami, i wreszcie publicznie ujawnić nowy układ.
Całą tę sytuację poznajemy przede wszystkim, choć nie wyłącznie, z perspektywy Lucyny, która dużo wspomina i nie bardzo wie, jak sobie w tym czworokącie poradzi. Tym bardziej, że dziewczyna Tomasza okazuje się nie tylko atrakcyjną, także miłą, przyjazną osobą. A podczas wesela nad pięknym jeziorem Garda pojawiają się nowe komplikacje…
Kto oczekuje, że w takim stanie rzeczy też możliwe jest szczęśliwe ever after, ten się książką Anny Szczypczyńskiej prawdopodobnie rozczaruje. Wbrew okładce i mimo paru scen gorącego seksu nie jest to bowiem typowy współczesny romans. Z pewnością jednak nie można autorce odmówić narracyjnego talentu, ładnego języka, umiejętności budowania sytuacyjnych mikroklimatów. Ponadto może powieść posłużyć jako źródło rozmaitych czytelniczych refleksji. Choćby takich, że w dziesięcioletniej różnicy wieku jej męża z nową dziewczyną nie widzi Lucyna nic dziwnego, podczas gdy jej dziewięć lat młodszy seksowny partner wydaje się jej kiepsko rokować na przyszłość. Czy dlatego, że czterdziestoletnia kobieta szybciej osiąga dojrzałość niż facet w tym samym wieku? I dlatego one zawsze przegrywają?
Skończyłam tę książkę i sama nie wiem, co o niej myśleć. Staram się w głowie podsumować wszystkie plusy i minusy. Z pewnością oczekiwania totalnie minęły się z rzeczywistością. Pomimo okładki w słonecznych barwach i żartobliwego tytułu, powieść nie ma w sobie nic z lekkości i wakacyjnego luzu. Mam wrażenie, że w ten sposób starano się trochę zmniejszyć ciężką tematykę, którą książka porusza.
Trochę o treści: główna bohaterka, Lucyna, postanawia "zerwać" ze swoim mężem, bo ich miłość się wypaliła. Chce ułożyć sobie życie na nowo, ale po cichu, bez rewolucji, z tego powodu o niczym nie wiedzą ich wspólni znajomi ani nawet dorosła córka. Sprawa komplikuje się, kiedy trzeba wyjechać na ślub przyjaciela do Włoch i to we czwórkę.
Było kilka scen, przy których kiwałam głową z uznaniem. Zostały tak dobrze dopracowane, że idealnie uwypuklały tę niecodzienną relację. Oto para z długoletnim stażem, która nie jest już parą, poznaje swoich nowych partnerów (kochanków?) - czujecie tę dawkę emocji? Było tutaj chyba wszystko, od zakłopotania, podejrzliwości, poprzez nadzieję na lepszą przyszłość i motylki zauroczenia. Autorka świetnie oddała te wszystkie dylematy.
Jakby mnie ktoś osobiście spytał, to ten układ od początku wydał mi się okropnym pomysłem, a to co Lucyna jeszcze narobiła w drugiej części, to już całkiem mnie rozeźliło. Mimo wszystko z zainteresowaniem obserwowałam co z tego wyniknie i muszę przyznać, że lektura była bardzo szybka i przyjemna dzięki lekkiemu pióru autorki. Niestety zakończenie mi się kompletnie nie podobało, jest nagłe, urwane, nic z niego nie wynika. Nie pogardziłabym jeszcze kilkudziesięcioma stronami, które zamknęłyby wszystkie wątki.
Podobało mi się poruszenie tematu wypalonej miłości, ale nie tego się spodziewałam po okładce i opisie "perypetii" na odwrocie. W książce jest też sporo scen erotycznych, w pełni realistycznych, ale czy potrzebnych? Mam wrażenie, że brakuje tej powieści równowagi. Polecam przekonać się samemu!
"- Lucy, to tylko kolacja. Niepotrzebnie się stresujesz. – Tylko kolacja! Wyobraź sobie, że niecodziennie siadam przy stole z moim mężem i jego dziewczyną. – Uwielbiam, gdy tak o nich mówisz! – Kuba roześmiał się i mocno ją przytulił." Zamknięcie jednego rozdziału w życiu, a następnie rozpoczęcie nowego, nigdy nie jest łatwe, wymaga od nas pogodzenia się z tym co było i bycia otwartym na zupełnie nowe doświadczenia. Niech was nie zwiedzie okładka, ta historia nie jest typowo wakacyjną lekturą, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. "Dziewczyna mojego męża " to bardzo dojrzała, przemyślana i intymna opowieść, o zmieniających się relacjach między ludźmi, którzy kiedyś się kochali. Napisana lekko, z poczuciem humoru i szczyptą pikanterii, pod przykrywką rozrywki daje, naprawdę, sporo do myślenia. W życiu bym się nie spodziewała, że właśnie tego typu historia, przypadnie mi do gustu, a stało się zupełnie inaczej.
Przeczytałam tylko dlatego, że lubię śledzić profil autorki - bardzo sympatyczna ciepła osoba z tej Pani Ani. Natomiast książki, które pisze to zdecydowanie nie mój "piece of cake"...
"Dziewczyna mojego męża", czyli z pozoru lekka i zabawna historia, która zabiera nas nad piękną Gardę, aby pod włoskim słońcem poobserwować kilka rodzinnych dram. 🤭
Lucyna i Tomasz od roku żyją osobno, mają nowych partnerów i poprawne stosunki, jednak mają również jeden problem. Nie powiedzieli o swoim rozstaniu córce. 😬 Być może nie będą musieli jeszcze tego robić, chociaż przyszedł już na to czas... Oboje mają zaproszenie na ślub wspólnego znajomego do Włoch, więc to idealna okazja, aby ta patchworkowa rodzina się poznała. Tylko czy Lucyna, po 20 latach małżeństwa, ma ochotę na poznanie młodszej partnerki męża? Czy Tomasz będzie potrafił usiąść przy stole z Jakubem- facetem, który zajął jego miejsce u boku jego żony? 🤔 Sprawa okaże się jeszcze nieco bardziej skomplikowana, gdy tylko ich stopy dotkną włoskiej ziemi... 😇
Książka podzielona jest na dwie części: pierwsza dzieje się w Polsce, a druga już podczas wesela. Na początku poznajemy Lucynę i muszę przyznać, że autorka tak operuje słowami, że całkiem sprytnie ukrywa i odkrywa niektóre szczegóły, sprawiając, że kolejne fakty na temat jej życia, są bardziej i bardziej zaskakujące.😁 Bohaterka da się lubić, chociaż jest specyficzna. Niby wyluzowana, niby sama chciała rozstania, a jednak jakby ciągle kochała Tomasza. Czy jednak da się ot tak, odciąć od przeszłości, w której spędziło się wspólnie 20 lat?🥺 Powoli odkrywamy te skomplikowaną relację, tworzymy własne osądy, bo to chyba jest nieuniknione, a jednak z czasem okazuje się, że nie wszystko musi być takie, jak nam się wydaje. 🤔
Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki była zmieniana perspektywa, bo dzięki takiej przeplatance czytelnik może poznać całościowy obraz sytuacji. Dzięki temu bardzo polubiłam Jaśminę, ale i zyskałam szacunek do wszystkich bohaterów, no może poza jedną małą sprawą, która była w sumie głównym problemem w tej książce. 😊 Do samego końca ciężko było zgadnąć, jak się to wszystko potoczy, jakie są prawdziwe uczucia bohaterów i jakie lekcje wyciągną ze swojego postępowania. Ostatecznie, wszystko rozwinęło się (o dziwo) po mojej myśli, ale muszę zaznaczyć, że mam niedosyt! Moim zdaniem ta powieść zasługuje na nieco bardziej rozwinięte zakończenie, a zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację Lucyny! 😊 Zanim się obejrzałam, książki już nie było, a wszystko przez naprawdę przyjemny styl, wciągającą fabułę, dynamiczną zmianę perspektywy i... piękne opisy! Tak, lubię je, ale tylko czasami. 😄 Sama spędziłam podróż poślubną nad Gardą, więc uwielbiam klimat, jaki odtworzyła autorka, chociaż ostatecznie był to tylko niewielki procent treści. 😉 Jeśli szukacie lekkiej lektury na wakacje, ale takiej, która skłoni do rozmyślań i pokaże różne strony medalu, to trafiliście idealnie! Chociaż to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, to na pewno sięgnę po inne książki autorki! A tę oceniam na 7,5/10 ❤️
"Dziewczyna mojego męża" to książka, która opowiada o losach 40-letniej Lucyny, która to rozstała się ze swoim mężem, ale przy tym nie rozwiodła. Są małżeństwem tylko na papierze, ponieważ Lucyna układa sobie nowe życie z Kubą zaś Tomasz z Jaśminą. Pewnego dnia Lucyna i Tomasz dostają zaproszenie na wesele starego przyjaciela i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że Tomasz zaproponował, żeby na wesele wzięli swoich nowych partnerów, a jeszcze przed weselem spotkali się wszyscy razem na wspólnej kolacji.
Cała książka jest niezwykle lekka, uważam, że to idealna pozycja na zastój czytelniczy! Poza lekkością znajdziemy w niej trochę humoru i pikanterii. Powieść idealna na ciepły letni wieczór, ponieważ czyta się ją zaskakująco szybko!
Książka mi się bardzo podobała, akurat takiej lektury teraz potrzebowałam. Jeżeli chodzi o całą historię to była bardzo przyjemna i ciekawa, podobało mi się to, że mimo lekkości tej książki, autorka wprowadza czytelnika, również w trudne tematy takie jak chociażby młode rodzicielstwo czy akceptacje siebie samego.
Niestety, główna bohaterka kompletnie mi się nie podobała, nie potrafiłam zapałać sympatią do Lucyny, ponieważ cały czas wychodziła z niej trochę "jędza", mimo, że była stosunkowo silną bohaterką- na pewno taką, która lubi stawiać na swoim, to jednak niejednokrotnie odnosiłam wrażenie, że sama nie wie czego chce i często gubi się w tym co robi.
Jaśmina za to totalnie skradła moje serce, bardzo polubiłam jej postać i jeżeli mam być szczera z ogromną chęcią przeczytałabym więcej o jej życie sprzed poznania Tomasza. Wydaje się być niezwykle barwną osobowością, ale jednocześnie za tym jej wspaniałym opanowaniem, stoi smutna przeszłość.
Jedyne co mi się tej książce nie podobało ( poza Lucyną oczywiście 😅) to zakończenie, nie wierzę, że autorka tak to zostawiła, myślałam, że może będzie napisane CIĄG DALSZY NASTĄPI, jednak nic tego nie miało miejsca, a ostatnie słowo jakie znajdziemy w książce to KONIEC. Wielka szkoda, bo myślę, że dalsza część historii miałaby ogromny potencjał. Jestem niezwykle ciekawa jakby to mogło potoczyć się dalej. Mimo to, jeśli w przyszłości będę miała okazję sięgnąć znowu po książkę tej autorki to z całą pewnością to zrobię, ponieważ niezwykle urzekła mnie lekkość jej pióra. Czytając tę książkę, czułam jakbym przez nią płynęła ( więc sami musicie przyznać, że to pozycja obowiązkowa na lato!)
Chcecie poczuć iście włoski, wakacyjny klimat i jednocześnie poczytać o skomplikowanych rodzinnych relacjach? Oprócz tego, w książce tej znajdziecie sporą dawkę humoru i całą masę zabawnych perypetii 😁
Lucyna i Tomasz po dwudziestu latach związku postanawiają się rozstać. Gdy ich jedynaczka wyfruwa z rodzinnego gniazda, stwierdzają, że jest to idealny moment aby ułożyć swoje życie na nowo. Oboje korzystają z życia i budują nowe związki u boku młodszych partnerów. Gdy pewnego dnia otrzymują zaproszenie na ślub wspólnego znajomego, które odbędzie się we Włoszech, postanawiają wybrać się tam we czwórkę. Tylko czy aby na pewno są na to gotowi? Co z tego tego wszystkiego wyniknie? I czy prawdą jest stare porzekadło, że stara miłość nie rdzewieje?
"Dziewczyna mojego męża" oprócz typowo wakacyjnej okładki, ma również iście letni klimat, a to za sprawą malowniczych opisów włoskiej scenerii. Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny, lekki i wciągający. Świetnie się bawiłam w trakcie lektury towarzysząc bohaterom w ich rozterkach i przemyśleniach. Było tak jak lubię, czyli z humorem, lekko sarkastycznie i z nutką pikanterii 🔥 Nieprzesadzone sceny erotyczne dodają fabule odpowiedniego smaczku 👌 Tak więc, jest zabawnie, ale wbrew pozorom również refleksyjnie. Książka ta jest pełna naprawdę mądrych i wartościowych spostrzeżeń dotyczących ludzkich uczuć i trudnych wyborów. Autorka ukazuje nam swoje przemyślenia na temat długoletnich związków, małżeńskiego wypalenia i znudzenia rutyną. Możemy spojrzeć na siebie poprzez pryzmat upływających lat i przeżytych doświadczeń.
Dojrzałość, życiowe zmiany, budowanie relacji, druga młodość, korzystanie z życia i celebrowanie go - to wszystko (i jeszcze więcej) znajdziecie właśnie w tej powieści. Są tu również tematy dające do myślenia, jak np. rozstanie rodziców.
Historia zawarta w tej książce udowadnia, że zatajanie i przemilczanie pewnych spraw nie prowadzi do niczego dobrego. Kłamstwo ma krótkie nogi i niejednokrotnie może skomplikować życie.
Podsumowując, "Chłopak dla teściowej" to niby lekka, przyjemna i wakacyjna obyczajówka, a jednak z psychologicznymi elementami skłaniającymi czytelnika do wielu rozważań 💕
Dziękuję ślicznie wydawnictwu LUNA za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej pozycji ❤❤❤
Reklamowana jako lekka, wakacyjna powieść, okazuje się być czymś bardziej skomplikowanym i zmuszającym do refleksji. "Dziewczyna mojego męża" to historia dwójki ludzi, małżeństwa, które po rozstaniu musi udawać, że ciągle są razem. Przysparza im to trochę kłopotów i przedziwnych perypetii.
Fakt, styl autorki jest lekki i przyjemny, jednak już treść trochę mniej. To historia słodko-gorzka, pełna emocji, dojrzała, ale wypełniona żalem i straconymi szansami. Dla mnie miała wydźwięk trochę przygnębiający, pełna była kłamstw i rodzinnych sekretów. Nie rozbawiła mnie. Myślę że jest to lektura bardziej skierowana do osoby w wieku bohaterów, której łatwiej będzie się wczuć w to co przeżywa Lucyna czy Tomasz. Przeczytałam, było przyzwoicie, chociaż nie porywająco. Dobra lektura na leżak.
Dałam się złapać na okładkę😐 Słaba. Dziwna narracja. Nie wiedziałam, czy czytam obyczajowo erotyczny romans, czy książkę, która miała aspirować do czegoś więcej. Powinnam zrobić dnf, bo czytałam ją zbyt długo, nie była wciągająca. Doczytałam do końca tylko po to, żeby przekonać się, czy dobrze odczytałam dokąd zmierza historia. I nie pomyliłam się. Natomiast jeśli chodzi o styl autorki, to nie mam zarzutów. Lekkie pióro, plastyczne opisy. Nie było wulgarnie etc. Po prostu ta historia była nieciekawa.
Miało być lekko, a nie było... Miało być a pazurem, też nie za bardzo wyszło. Znajdziecie u sporo 🔥 scen, które powinny wsio rozkręcić, ale tak jakoś mi nie leżały. 🙄 No i okładka, która jest świetna! Tylko że w tym przypadku ni w ząb nie pasuje do treści.
Liczyłam na lekką wakacyjną, komedię romantyczną, dostałam skomplikowane relacje rodzinne i masę kłamstw. Plusik za wiek bohaterów. 😉
Przekonajcie się sami, czy to historia dla Was. To, że nie do końca do mnie trafiła nie oznacza, że Wam się nie spodoba. 😉
"dziewczyna mojego męża" to z pozoru luźne, wakacyjne romansidło, a jednak mimo to zaskakuje. wbrew pozorom nie jest to kolorowa historia; bohaterowie mają sporo problemów, z którymi często nie potrafią sobie radzić. mimo to książka zostawia w mojej pamieci pozytywny ślad, a pióro Anny Szczypczyńskiej bardzo u mnie zapunktowało!
Strasznie miałka. Zachęcona pozytywnymi opiniami na storytel przesluchałam ale nie znalazłam w niej nic głębszego.. zwykły harleqin.. a akcja z córka na weselu tylko niesmak zostawiła.
Pierwsza moja myśl po skończeniu była taka, że Wakacyjna okładka jest trochę myląca. Bo mimo że szybko się czyta/ słucha, to nie jest typowa wakacyjna lektura. Temat nie jest lekki, zmusza do refleksji. Główna bohaterka nie przypadła mi do gustu, jej zachowanie mnie irytowało Cały czas próbowałam się postawić w jej sytuacji i nie mogłam jej zrozumieć. Jej motywacji i decyzji, ciągle miałam w głowie myśl :"pies ogrodnika". Zakończenie mnie zaskoczyło, mam wrażenie że nagle się urywa, zabrakło mi zamknięcia wątków. Podobało mi się bardzo, jak autorka pokazała, że kobieta po 40 też może się podobać, też może pragnąć namiętności. Druga młodość, korzystanie z życia i celebrowanie go. W każdym wieku możemy być szczęśliwi, wystarczy się otworzyć na nowe.