Ta seria zrobiła to tak dobrze ze trochę nie wiem co ze sobą zrobić bez Brune i reszty ferajny.
⭐️9/10 za ten tom ale 10/10 za cała serie ⭐️
————————————————————————
W początkowym segmencie nie pojawiają się spoilery
✨Od wyraźnie zaznaczonego momentu zaczyna się segment spoilerowy, który kończy recenzję, zalecam czytanie go osobom już po przeczytaniu seri bo inaczej niewiele z niego zrozumieją ✨
————————————————————————
A teraz od początku i miejmy nadzieje kompleksowo. Cała seria „teatr węży” jest przede wszystkim bardzo immersyjna, zatopienie się w lekturze przychodzi tak łatwo i szybko ze krótsze nowelki uzupełniające główne tomy pochłaniałem na jedno posiedzenie jadąc komunikacją miejską do pracy. Postacie są różnorodne, nie wszystkie dostają rozbudowane portrety psychologiczne ale te które są najważniejsze dla fabuły są bardzo prawdziwe i zwyczajnie kreatywne. Cała seria ma w sobie coś nowatorskiego, a jednocześnie nie stara się wymyślać koła na nowo.
W warstwie literackiej dzieje się moim zdaniem dosyć dużo. Dominuje narracja 3 osobowa mająca wgląd w myśli bohatera którego perspektywę opowiada jednak tych bohaterów do których umysłów w danym momencie zaglądamy jest wielu a perspektywy przeplatają sie bardzo dynamicznie, przez co całość opowieści czyta sie bardzo lekko i często nawet bardzo zaskakujące zbiegi okoliczności są nam wyjaśniane nie Deus ex machiną a perspektywą wglądu w umysł innej postaci. Pojawiają sie tez elementy narracji które wybiegają w obiektywną przeszłość lub przyszłość. Dotyczą np kronik w których w których odnotowano wydarzenia z książek itp.
Co do fabuły, podoba mi koncepcja opisywania wydarzeń ze świata w których uczestniczy główny bohater - Brune Keare - wszystkie tomy czyta się przyjemnie, początek ze względu na niepoczytalność Krzyczącego trzeba przebrnąć ale z każdą chwilą robi sie coraz ciekawiej. Wszystkie tomy serii są przesycone magią i niezwykłym klimatem. Świat wykreowany jest z wielką dbałością o spójność i szczegóły, jestem zawiedziony tym jak niewiele wiemy o magii ale to co wiemy jest wystarczające na potrzeby tego co dzieje się w powieściach. Tych 5 tomów to bardzo kompletne dzieło. Czyta się je z przyjemnością nie mam nic więcej do powiedzenia. To są zwyczajnie świetnie powieści którym niewiele można zarzucić. Autorka mogłaby bardziej rozbudować system magiczny ale to tylko moja prywatna potrzeba, bo seria nie cierpi na braki w logice czy spójności.
✨SPOILER SPOILER SPOILER SPOILER SPOILER✨
Mam jedno zasadnicze zastrzeżenie do ostatniego tomu i tego co się w nim wydarzyło względem poprzednich. Autorka decyduje się zabić Akhanie, Zaihosa i Arcymistrza elity. Niestety jako czytelnik który był strasznie napalony na dowiedzenie się czegoś więcej o intrygach kryjących się za śmiercią Adriana de Vere, początkiem współpracy Deuvena i jego ojca z doliną popiołów, tajemniczego eksperymentu Elity którego efektem był (lub nie był) Krzyczący w Ciemności. I to coś co łączyło Anyah, a może Alesse, z Deuvenem już od wydarzeń w Ri Talma, to taki niewykorzystany potencjał :///
Generalnie finał powieści okazał się, po namyśle, nie tak satysfakcjonujący, jak zaraz po przeczytaniu, trochę odarł Brune z jego najważniejszych cech, czyli (poza ładowaniem się w potężne kabały) umiejętności wyplątywania się z nawet najbardziej zagmatwanych intryg i spadania na cztery łapy. Mam wrażenie ze autorce trochę zabrakło pomysłu na to co pisać dalej wiec zamknęła sobie furtki (które najpierw otworzyła pisząc powyższe intrygi) przez zabicie bohaterów w nie zamieszanych. I dając Krzyczącemu ułudę wolności w postaci ostatniego daru Eresha (O BOŻE WĄTEK ODEJŚCIA BOGÓW I NAZNACZONYCH PLS AGNIESZKA NAPISZ COŚ O TYM)
Jeśli w tym uniwersum pojawią się kolejne książki to nie sadze zeby dotyczyły Brune tylko raczej Śnieg i Żałobnika do których Krzyczący będzie wpadał siać chaos ewentualnie służyć radą oraz doświadczeniem.