Skąd w Polsce nadal tyle pruderii w dziedzinie seksualności i erotyzmu? Dlaczego tak wielu Polaków jest wrogo nastawionych do osób LGBT+? Znana dziennikarka, twórczyni Radia TOK FM Ewa Wanat stawia tezę, że to dlatego, iż w Polsce nie odbyła się rewolucja seksualna w takiej skali jak na Zachodzie. O przemianach obyczajowych opowiada barwnie: rozmawia z ludźmi, którzy na nie wpływali, kreśli społeczne i historyczne tło tamtych czasów. Jednocześnie wcale nie jest jednoznaczna w swojej ocenie zdobyczy rewolucji seksualnej – pokazuje, co owa rewolucja przyniosła dobrego, ale zarazem co złego. Jesteśmy w tej komfortowej sytuacji – mówi Wanat – że możemy czerpać z rewolucyjnego dziedzictwa to, co najlepsze, i nie powielać wcześniejszych błędów.
Świetnie opowiedziana historia (zachodnio) europejskiej obyczajowości sfer intymnych. Od omówienia fundamentalnej roli kościoła w kształtowaniu podejścia do cielesności, seksualności i emocji z tym związanych, poprzez rewolucję z '68 (również o jej czarnych obliczach), aż do dzisiaj. Mnóstwo cytowań, obszerna bibliografia - kawał rzetelnej dziennikarskiej roboty.
Wanat (mieszkająca przez lata w Niemczech) twierdzi, że Polska jest w pierwszej fazie rewolucji seksualnej (w tym samym miejscu była reszta zachodu w latach 70-80), a zmiany jakie widzimy na przykładzie innych państw są nieuniknione, jakkolwiek idzie to topornie. Powoli staje się oczywiste oderwanie aktywności seksualnej od prokreacji.
Duże rozczarowanie. Żadna to "Historia", a raczej zbiór artykułów (chwilami felietonów) powiązanych tematyką. A jeśli już "Historia" to warto byłoby dodać, że NIEMIECKIEJ rewolucji seksualnej, z wtrętami z Francji i z rzadka USA. Niby autorka pisze o tym we wstępie, no ale hmmm, właśnie, WE WSTĘPIE. A nie na okładce.
Przy tym nie można odmówić całości porządnego researchu, jednak w tym wszystkim narracja jest potwornie chaotyczna, a poszczególne tematy zaledwie liźnięte. Albo w ogóle nieporuszone - co to za historia rewolucji seksualnej bez rozdziału o epidemii HIV???
No i ten styl - to chwilami infantylny w sposób typowy dla środowiska tzw. polskiej szkoły reportażu, to chwilami w irytujący sposób ekskatedralny.
I ostatecznie w sumie mało z tego wynika poza tym, że olaboga Polska to taki zaścianek, ale to się na pewno zmieni, ja wam to mówię, bo mieszkałam za Odrą i byłam w Berlinie, słońce świeciło, piłam pyszną kawę na balkonie i rozmawiałam z zawodową dominą.
Tak to jest niestety napisane, a szkoda. I mówi to osoba, która zasadniczo podziela 95-99% poglądów autorki, więc naprawdę nie chodzi o to, że mnie przeraża rozpasanie zachodniego świata.
Przeciwnie - ja bym tę rewolucję wręcz chciał szybciej, u nas też, teraz, zaraz. I chętnie bym się o niej czegoś konkretnego dowiedział. Niestety z tej książki się dowiedziałem nie za dużo, poza zbiorem chwilami nawet interesujących anegdot.
Jeden wielki wykład profesorki, która trochę trzyma się programu, trochę wtrąca swoich przekonań i sporo opowiada o sobie, swoim życiu i mieszkaniu w Berlinie. Jest poza tym niesamowicie charyzmatyczna - widać to po samym tekście, niesamowite.
Chciałam dowiedzieć się czegoś o rewolucji seksualnej ze strony filozoficzno-naukowej, odczytałam natomiast obszerną audycję radiową i w sumie nie żałuję. Niestety pojawiało kilka nieaktualnych pojęć, szczególnie w kontekście transpłciowości i to mnie denerwowało.
Książka bardzo interesująca i nakreślająca mocny rys historyczny i kulturowy rewolucji seksualnej. Ewa Wanat podeszła do tematu bardzo szeroko, poruszyła wiele niezwykle istotnych problemów, niejednokrotnie odnosząc się także do aktualnej sytuacji politycznej (polskiej i nie tylko).
Moim zdaniem pozycja bardzo ważna i niewątpliwie warta uwagi.
Bardzo chciałam tę książkę przeczytać. Tematyka ciekawa, język prosty. Mimo wszystko wyszło jakoś dziwnie topornie. Na tyle, że utknęłam w trakcie i nie mam już ochoty na czytanie reszty książki.
Nie skończyłam tej książki, porzuciłam w jednej trzeciej. Może jeszcze kiedyś do niej wrócę, ale chwilowo jestem zawiedziona i nie chce mi się poświęcać na nią więcej czasu, i myślę, że recenzje z takiej perspektywy też są potrzebne. Książka jest subiektywnym zbiorem ciekawostek o seksualności i historii podejścia do seksualności. Pisana jest specyficznym stylem, dla mnie w wielu miejscach irytującym. Mam wrażenie, że autorka bardzo wyższościowo patrzy na wszystkie poglądy inne niż jej, więc mimo że w wielu miejscach się z nią zgadzam, to jej ton wydaje mi się tak protekcjonalny, że dla mnie to niesmaczne. Dla mnie takie podejście nie świadczy o rzekomej otwartości seksualnej i akceptacji różnorodności ludzkiej, raczej o tym, że autorka gardziła konserwatywnymi poglądami, zamiast chcieć je zrozumieć i podejść do nich z ciekawością. W dodatku autorka wydaje się zbytnio upraszczać znacznie bardziej skomplikowane procesy, nie zaznaczając przy tym właśnie tego, że jej tezy tylko jednym z wielu możliwych wyjaśnień. Mam wrażenie, że to niebezpieczny sposób mówienia o historii, zniekształcający bardziej niż porządkujący. "Pieprzyć wstyd" broni się może jako ostatnia książka niedawno zmarłej autorki, jako pewien testament, wyrażenie jej poglądów, ozdobione anegdotami z jej życia. Nie broni się jednak, moim zdaniem, jako historia rewolucji seksualnej.
czytało mi się ją niezwykle przyjemnie i szybko. wiele osób zarzuca autorce, że skupia się za bardzo na tym, jak rewolucja przebiegała w niemczech, ale mi to absolutnie nie przeszkadzało. nawet skupienie się na jednym obszarze pozwala zobaczyć, jak generalnie wygląda przebieg tego procesu. autorka przedstawia cały wachlarz ludzkich zachowań seksualnych i opowiada o nich w przystępny sposób
Kupiłam tę książkę dawno temu i właściwie odkopałam ją niedawno na półce przez przypadek. I dobrze! Dużo mięsa i opowieści, szczególnie zza zachodniej granicy. Niektóre historie dające nadzieje Polsce w przyszłości, niektóre mrożące mi krew i obrzydliwe, gdzie nawet argument "takie były czasy" nic nie zmienia w moim postrzeganiu.
""Moje ciało - mój wybór" jest absolutnym novum w historii ludzkości i największym osiągnięciem rewolucji seksualnej [...], która uprawomocniła pogląd, że człowiek, który nie zakłada rodziny, nie zawiera małżeństwa, ma wiele partnerów i partnerek, albo nie ma ich wcale, rozwodzi się, nie jest wyrzutkiem ani marginesem, że są to równoprawne formy życia".