Wszyscy jesteśmy tu szaleni to powieść inspirowana fantasmagorycznym światem Alicji w Krainie Czarów. To historia nastolatków zmagających się z własnymi demonami, trudnymi wspomnieniami, lecz także odnajdujących siebie i piękno już prawie dorosłego życia.
Bohaterowie balansują na pograniczu dwóch światów: Jawy, czyli tu i teraz, oraz Miasta Grzeszników – miejsca odkupienia, ucieczki, ale też zatracenia. W tej dziwnej, misternie skonstruowanej rzeczywistości poznacie Nadię, szkolną gwiazdę i prymuskę, która przebojowością maskuje zagubienie; Weronikę, złodziejkę i artystkę na usługach tajemniczego Cienia; Oskara – wrażliwca uzależnionego od gier komputerowych, oraz Alicję – jego eteryczną siostrę bliźniaczkę. Bądźcie jednak pewni, że poznacie kogoś jeszcze. Nigdy nie wiadomo, co kryje się po drugiej stronie...
Karolina Glaser ma siedemnaście lat, jest uczennicą liceum. Pisze od zawsze. Pasjonuje się fantastyką, ale też neurobiologią, psychologią i sztuką. Jest już w trakcie pisania kolejnej powieści.
“Wszyscy jesteśmy tu szaleni” Karoliny Glaser jest książką opowiadającą o spotkaniach między fikcją, a rzeczywistością.
Jedna z głównych bohaterek - Nadia - żyje “na jawie” czyli w naszym świecie, tym w którym nie istnieje magia. Tarantula - druga z dziewczyn - żyje “po drugiej stronie” czyli w świecie odkupienia za swoje błędy, takim w którym człowiek styka się ze swoją traumą i nie pamięta nic oprócz żalu i smutku.
Do świata po drugiej stronie trafia wiele osób, czas tam w pewien sposób się zatrzymuję. Tam wykonują swoje powinności, a najgorsze rzeczy dają im o sobie znać kiedy najmniej się ich spodziewają. Po prostu są to lekkie przebłyski z ich życia na jawie.
W serii pewnych wypadków trafia tam Nadia wraz ze swoim rodzeństwem.
Przyznam, że z początku miałam kłopoty ze zrozumieniem o czym jest ta książka. Zadawałam sobie wiele pytań by uzyskać choc rąbek informacji, ale okazało się to bezsensowne. Gdyz z każdą stroną akcja sie rozwijała, przyzwyczajałam się do nowego świata, by na końcu dostać wszystkie odpowiedzi. Wraz z bohaterami przemieszczałam się między prawdą, a kłamstwem. Nie wiedziałam już co jest snem, a złudzeniem. Zostałam po prostu wciągnieta w wir szalonych wydarzeń.
Akcja rozgrywa się w dwóch światach: Jawy i Miasta Grzeszników - ten drugi jest przepełniony traumami i słabościami, z którymi muszą się mierzyć.
Karolina Glaser wykreowała naprawdę wspaniałych bohaterów, do których mam słabość. Każdy ma coś do ukrycia, Miasto Grzeszników nie da im o tym zapomnieć. Od początku będziecie mieli okazje wyrobić sobie opinie o postaciach, m. in.: Nadii, Weronice, Oskarze i Alicji. Kto zostanie waszym faworytem?
Od pierwszych stron byłam zaintrygowana tą książką, są to zdecydowanie moje klimaty i spodobał mi się ten tajemniczy vibe! Pomimo lekkich trudności ze zrozumieniem fabuły, to uważam, że ta pozycja jest jak najbardziej warta poświęcenia uwagi!
•była to chaotyczna historia, czułam jakbym czytała książkę napisaną przez dwie osoby.
•co mnie do niej skłoniło to, fakt że ma ona nawiązywać do Alicji w krainie czarów, być jej pewno rodzaju retellingiem… ja go tam niestety nie dostrzegłam. tutaj zawiodłam się .
•stworzony ten mroczny świat grzechów, nazwy miast od kart to uratowało te książkę, to jaki i opisy tego miasta!
•cała deszczu, od bohaterów, których nie rozumiałam, nie pamietalam bo było ich miliony, bo chodzące czarowne flagi i zarówno rzeczy które nie powinny się tam pojawić.. jeśli autorka chciała zrobić uwagę na dany problem tutaj powinna zrobić to w inny sposób niż nieletnie bogate dzieciaki, które cieszą się z zażywania nark0tyków..
•językowo, wiele błędów się pojawiło, ogrom niecenzuralnych słów, wiele kolokwializmów.. i teraz nawiąże do tego kiedy wspomniałam o dwóch osobach piszących… TE OPISY… naprawdę! one a reszta książki to dwa różne światy!
•podsumowując, widać tutaj młody wiek autorki, mam nadzieje ze wraz z wiekiem nabędzie doświadczenie i nowe pomysły ♥️
Trudno mi opisać swoje wrażenia, bo pierwsza połowa książki ciągnęła mi się niemiłosiernie i chciałam rzucić książką w ścianę. Ale jak już usiadłam do przeczytania drugiej połowy… damn, wciągnęłam się! Jestem ciekawa, jak się dalej potoczą losy bohaterów.
„Wszyscy jesteśmy tu szaleni” jest książką dobrą, choć niedopracowaną. It’s rough around the edges :) Czuć, że autorka jest młoda, ale jest też potencjał, który sugeruje, że kiedyś spod jej pióra wyjdą naprawdę super książki.
Wyjdę na czepialską jędzę, ale muszę, bo się uduszę. Ta książka będzie moim tegorocznym koszmarkiem, mimo tego, że mamy dopiero styczeń.
Rozumiem wszystko, naprawdę. Dlatego przez całość książki powtarzałam sobie w głowie, że to debiut i powinnam być wyrozumiała. Jednak nie będę, ponieważ jeśli już twórca postanawia wydać swoje dzieło, powinnien zadbać o jego dopracowanie pod każdym względem. Jako osoba, która również obraca się w środowisku osób piszących wiem, że skończona historia musi swoje "odleżeć" - nie kilka dni czy tygodni, a najlepiej miesięcy. Dzięki temu autor zyskuje nowe spojrzenie na swoją pracę i może zabrać się za pierwszy z kilku draftów. Tak przynajmniej powinno to wyglądać przed nadesłaniem gotowego pliku z historią do wydawnictwa. W przypadku "Wszyscy jesteśmy tu szaleni" odniosłam wrażenie, że autorka na świeżo po zakończeniu pisania, zamknęła plik w Wordzie i rozpoczęła szukanie wydawnictwa, które wyda jej pracę. Kropka. Nic poza tym. Dlaczego? O tym poniżej.
Z perspektywy mojej czyli potencjalnego czytelnika i odbiorcy, książka wypada dość kiepsko właśnie przez swoje niedopracowanie (na, niestety, zbyt wielu płaszczyznach).
1) językowo książka kuleje i wygląda jakby pisały ją dwie osoby, ponieważ autorka stosuje naprzemiennie wyrazy z języka potocznego jak i te bardziej literackie, co strasznie się z sobą gryzie;
2) książka fantastyczna na ogół rządzi się swymi magicznymi prawami, co nie zawsze zakrawa o sens... w tym wypadku, 80% książki zgubiło sens, logikę i układ już na samym początku. Historia zawiera przede wszystkim poszatkowane, chaotycznie niedopasowane do siebie sceny. Bohaterowie w jednej chwili przeskakują z jednej lokacji do drugiej w następujących po sobie zdania (przykład Nadii, która wybiega ze sklepu, a zdanie dalej wchodzi do gabinetu Cienia - trudno mi oceniać czy jest to błąd autorki czy wydawcy przy edycji układu tekstu, jednak takich chaotycznych "zlepków" naliczyłam sporo). Chociaż starałam się czytać wszystko uważnie, wielokrotnie łapałam się na tym, że nie wiem, co dzieje się z bohaterami, na jakim etapie akcji jestem, ponieważ autorka nie potrafi się zdecydować, co chciałaby bardziej przedstawić i skacze od jednej perspektywy i bohatera do kolejnego. W wielu scenach brakowało lub było to zaznaczone zdecydowanie zbyt późno (po kilku zdaniach/akapitach), czyją perspektywę aktualnie śledzimy, co również, wprowadzało swego rodzaju czytelniczy chaos;
3) no właśnie, bohaterowie... Część z nich posiada zaledwie kilka cech na krzyż, przez co nie da się ich jakoś szczególnie polubić. Czy też z nimi związać. Postacie drugo- I trzecioplanowe mogłyby nie istnieć, bo ich egzystencja zdaję się nie wprowadzać niczego szczególnego do historii protagonistów (np. rodzeństwo Elis i Elinor, Słowik). Ponadto, podczas czytania miałam problem, aby zrozumieć motywację poszczególnych bohaterów w tym co robią (Tarantula, Różnooki).
4) zbyt wiele nieistotnych kwestii opisanych dokładnie, a tych naprawdę potrzebnych potraktowanych "po łebkach".
Na koniec tylko dodam, że przeczytałam "Wszyscy jesteśmy tu szaleni" dokładnie, a mimo to, nie do końca rozumiem, co autorka chciała mi przekazać poprzez swoją historię. Logistyczny chaos zaważył na tym, że przez 3/4 książki odczuwałam całkowite zagubienie. Po lekturę sięgnęłam wyłącznie z powodu jej nawiązań do "Alicji w Krainie Czarów", która stanowi temat przewodni mojej pracy dyplomowej. W innym wypadku ocena książki mocno by mnie od niej odstraszyła.
Przykro tylko, że Wydawnictwo postanowiło dopuścić do druku tak młody i niedopracowany tekst. Ktoś chyba czyta treść zanim postanowi wydać książkę, prawda? Chociaż z drugiej strony, naliczyłam w "Wszyscy jesteśmy tu szaleni" tak wiele bubli w postaci źle sformułowanych zdań, które brzmią "nie po polsku", że powątpiewam w pracę redakcji i korekty. Szkoda.
Bo w obliczu tego wszystkiego, w mojej opinii, książka nie jest w stanie wybronić się samym dobrym pomysłem na historię.
Przyznam, że z wielkim zaciekawieniem sięgam po takie tytuły, ponieważ raz – warto dawać szansę i wspierać młodych twórców, a dwa – jestem ich bardzo ciekawa. W tym wypadku jest to retelling ,,Alicji w krainie czarów”, czyli jednego z moich ukochanych motywów. Akcja rozgrywa się w dwóch światach – na Jawie i w Mieście Grzeszników. Książka jest dosyć króciutka, a język prosty.
Mimo że tytuł nie należy do najlepszych, nie żałuję, że po nią sięgnęłam i trzymam kciuki za dalsze sukcesy Karoliny Glaser.
Niestety, zainteresowana nawiązaniem do ukochanej Alicji w Krainie Czarów, bardzo się zawiodłam. Ilość błędów językowych i stylistycznych była porażająca. Autorka w jednym rozdziale przeplata kolokwializmy i nawiązania do popkultury z archaizmami, których użycie wydaje się nieprzemyślane, a momentami wręcz dziwne. Brakuje spójności, a narracja jest chaotyczna – ciężko połapać się, w którym miejscu akurat znajduje się bohater.
Miejsce akcji podzielone jest na dwa światy: Poznań i magiczną krainę po Drugiej Stronie. Nie zrozumiałam do końca zasad rządzących tym światem – wydawał się on równie niezrozumiały co Poznań przedstawiony w książce. Zamiast wizji magicznego miejsca dostałam fragmentaryczne opisy kilku ulic i dzielnic nawiązujących do kolorów kart, co było niewystarczające, by ożywić w wyobraźni oba te światy. Nawet blisko Poznania nie mieszkam, a autorka, jak mi się wydaje, zakłada, że czytelnik zna te lokalizacje na wylot – to zdecydowanie nie pomaga w odbiorze.
Dialogi również pozostawiają wiele do życzenia. Bardzo zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że książka została wydana zaledwie dwa lata temu. Sposób, w jaki wyrażają się bohaterowie, mógłby pasować do nastolatków z filmów z lat 2000–2010, ale dziś brzmi sztucznie. Nikt już tak nie mówi! A co najważniejsze – tak się nie powinno mówić. Przykład? "Widziałam tego twojego kolegę, Bartka. Jezu, taki młody, a ma pryszczy jak nikt. Chyba po raz kolejny kibluje, prawda? (...) No ja nie mogę, zwykle jestem tolerancyjna, ale ta jego morda..." – to słowa starszej siostry do młodszej. Tymczasem ich opiekunka nie reaguje na ten brak szacunku, tylko zaprasza na obiad i wraca do kuchni.
Wracając do świata magicznego – autorka około 50. strony zaczyna wyjaśniać, kto pełni w nim jaką funkcję, ale nadal robi to zbyt pobieżnie. Czy po tej scenie lepiej rozumiałam, co się dzieje? Nie do końca. Czy byłam na tyle zirytowana, że nie potrafiłabym kontynuować lektury? Zdecydowanie tak.
Mimo obiecującego pomysłu na fabułę książka okazała się chaotyczna, niespójna i zniechęcająca do dalszego czytania.
Trudno jest mi stwierdzić czy tak książka mi się podobała. Początek był pełen chaosu, lecz czułam, że było to zamierzone i autorka chciała żebyśmy czuli się zagubieni. Przez środek bardzo trudno było mi przebrnąć i bardzo mi się dłużyło jednak zakończenie mnie usatysfakcjonowało i z pewnością podniosło moją opinię o tej książce.
Podsumuję tą pozycję jednym słowem: szalona. Na początku mamy styczność z takim ogromem informacji, że nie jesteśmy w stanie się w nich połapać. Jednak z każdą stroną jest coraz lepiej, bardziej wsiąkamy w świat przedstawiony. Przez większą część książki miałam wrażenie, że wątki prowadzą kompletnie donikąd, lecz na końcu przyszło olśnienie. Daję trzy gwiazdki, bo nie jest to wybitna lektura. Bardziej podobał mi się świat Miasta Grzeszników, ponieważ Jawa wydawała mi się dziecinna, postaci bohaterów płytkie, a ich zachowanie nielogiczne. Uważam, że chociażby dla „tej drugiej strony”, w której wszyscy są szaleni, warto sięgnąć po tę pozycję.
Pokrętny i szalony debiut pełen zagadek i nowości. Klimat "Alicji w Krainie Czarów". Śledzimy losy Nadii i Weroniki, które próbują odnaleźć swoją drogę.
Książka to retelling "Alicji w krainie czarów". Plusem napewno jest styl autorki. Użyła barwnego i bogatego języka. Przyjemnie czytało mi się te książkę... ...Jednak dopiero po 100 stronie. Wcześniej bardzo ciężko było mi się połapać w fabule. Nie wiedziałam kiedy akcja toczy się w świecie "na jawie" a kiedy w Mieście Grzeszników.
W każdym razie z każdą kolejną stroną rozumiałam coraz więcej. Stopniowo akcja się rozkręcała, robiło się coraz ciekawiej.
Podobał mi się też mroczny klimat książki. Miasto Grzeszników i cała jego otoczka, morderstwa, Lęki, tajemnice, intrygi. Sama Tarantula (nie będę zdradzać kim dokładniej była) pracowała jako złodziejka. To mówi już samo za siebie.
Autorka pokazała nam też problemy dzisiejszych nastolatków. Wplecione w fabułę narkotyki, przemoc domowa czy lęki - nie tylko te z Miasta Grzeszników. Lubię gdy książka porusza ważne tematy, cieszę się, że coraz więcej młodzieżówek pokazuje takie, czy inne problemy.
Muszę jeszcze dodać, że niestety nie zrozumiałam zakończenia. Cały epilog był dla mnie czymś bez większego sensu.
Podsumowując. Jest to dość specyficzna, skomplikowana i momentami ciężka książka. W każdym razie jeżeli lubicie takie klimaty, macie trochę czasu i lubicie dużo myśleć nad książką - to może być pozycja dla was!
2⭐️/5 Zapowiadało się świetnie po prologu, lecz niestety coś mi tu nie zagrało. Trudno było mi zrozumieć fabułę, wszystko było tak pomieszane, może zależy to od sposobu pisania autorki. Bohaterowie mieli określone cechy i najlepiej wykreowana była główna postać. Pierwsza połowa troszeczkę się ciągnęła, lecz potem było lepiej. Zakończenie było trochę schematyczne, za to klimat tej książki podnosi jej ocenę.
It is so bad I want to give you a zero But that's not possible So I give you A ONE.
Na wstępie zaznaczę, że bardzo rzadko daje książkom jedną gwiazdkę, więc jeśli już dałam, to znaczy, że książka została zmarszczona po całości, co zaraz postaram się przedstawić.
1. Fabuła - a właściwie jej brak. W założeniu książka powinna mieć jakiś punkt, do którego dąży. Co więcej, w założeniu czytelnik powinien być świadomy tego punktu. Oczywiście nie od początku, bo to psułoby całą zabawę, ale powinien mieć jakiekolwiek wyobrażenie, do czego historia zmierza. Kryminał? Ujawnienie mordercy. Romans? I żyli długo i szczęśliwie kochanków. Fantastyka? Pokonanie zła, rozwiązanie misji i takie tam. W przypadku ,,Wszyscy jesteśmy tu szaleni" nie sposób jest zrozumieć, ani odgadnąć, do czego dąży autorka. Najbardziej logiczną myślą byłoby połączenie dwóch linii fabularnych - Weroniki i Nadii. Ale w takim razie, czemu one miałyby się połączyć? Dlaczego ich drogi mają się przeciąć? Co takiego ich łączy? Dlaczego nie ma odpowiedzi na te pytania? Dlaczego ich ścieżki przecinają się dopiero jakieś 10 stron od końca i to jeszcze tak chaotycznie, że nie ma to najmniejszego sensu? Cała ta książka wygląda jak jeden wielki zlepek scen. To nawet nie jest książka jako taka, tylko zbiór epizodów połączonych na łapucapu - żeby było. Bo jak inaczej można uargumentować go skakanie? W jednym rozdziale mamy dwie rzeczywistości i perspektywy 4 głównych bohaterów + jednej randomowej bohaterki, którą pożera jakiś stwór, ale tak naprawdę nie wiemy ani po co, ani czemu, ani co się dalej z tym wątkiem dzieje. Zeżarło? KONIEC - LECIMY DALEJ. Była nawet fragment, w którym w jednej linijce Nadia chodzi po sklepach, a w kolejnej wchodzi do gabinetu cienia i rozmawiają ze sobą tak, jakby te zakupy odbyły się jednocześnie godzinę jak i trzy dni temu. W żaden sposób nie zostało to oddzielone, choć autorka stosowała symbole do podzielenia tekstu. Cała fabuła jest niespójna i po prostu nie ma sensu. Zamysł może jakiś był, ale wykonanie jego tragiczne. 2. Bohaterowie - w innych opiniach na goodreadsie pojawiały się wypowiedzi czytelników odnośnie dobrze wykreowanych bohaterów. Ale ja się pytam - gdzie? Gdzie oni są dobrze wykreowani? Bohaterowie są płascy jak kartka a ich głębia jest sztuczna. Niby mamy jakiś wzgląd w ich przeszłość, ale na tyle mały, że nie wiemy jak mamy połączyć ich przeszłość z teraźniejszością. Już nawet szkoda mi strzępić słów na Nadię - główną bohaterkę. Ego w kosmos. Sama o sobie myśli jako o królowej Nadii (😉 tutaj dyskretnie puszczam oko, If you know you know). Później doprowadza do zniknięcia swojego rodzeństwa - co ją cieszy, ale w sumie to nie do końca, ale jak sobie kupiła pełną szafę ubrań, to jednak jej przeszło. Ostatecznie coś ,,zabiło", ale też nie do końca jej siostrę, więc jednak jest smutna. Akcja jak w telenoweli. Szczerze - przewracałam oczyma za każdym razem jak pojawiała się postać Nadii. Przy Weronice miałam zresztą podobnie. Przy Cieniu również - ogólnie przez całą książkę przewracałam oczyma. 3. Język - czy tą książkę ktoś czytał przed wydaniem? Śmiem wątpić. Tak jak mówiłam - posklejana na łapucapu, książka typu rodzina patchworkowa, co widać przede wszystkim w języku. Pojawiają się liczne błędy stylistyczne, niedociągnięcia, powtórzenia, ale najgorsze to są dialogi. PRZECIEŻ NIKT TAK NIE MÓWI. Serio czytelnik ma uwierzyć w to, że nastolatkowie w 2020 roku mówią jak stereotypowi nastolatkowie z filmów z poprzedniego stulecia? Zasada decorum ( o ile w tej książce można o tym mówić XD) została całkowicie złamana, zachwiana i podeptana. Bo mamy obok siebie wyszukane słownictwo i kolokwializmy, doprawione na dodatek wulgaryzmem. Rodzice nie zachowują się jak rodzice. Dzieci nie zachowują się jak dzieci.
Ogólnie rzecz ujmując, jedyne co w tej książce grało to świerszcze.
This entire review has been hidden because of spoilers.
„Wszyscy jesteśmy tu szaleni” to książka z bardzo dużym potencjałem. Niestety, nie do końca wykorzystanym. Inspirowana Alicją w Krainie Czarów historia nastolatków, którzy poszukują siebie i stają w kontrze do świata. Poznajemy Jawę i Miasto Grzeszników, dwie rzeczywistości, które w pewnym momencie zaczynają się przenikać. Dużym minusem dla mnie był niezbyt rozbudowany świat Miasta Grzeszników. Zabrakło mi większej ilości opisów dzielnic, mieszkańców, stworów które się tam pojawiają, genezy tego miejsca.
Pierwsza połowa książki, była dla mnie bardzo chaotyczna. Nie mogłam się połapać w bohaterach, przeskoki między światami wydarzały się w „dziwnych” momentach. Nie widziałam między nimi żadnego związku. Czułam się zagubiona. Druga część książki jest jak napisana przez inną osobę. Wciągnęłam się! Akcja nabrała tempa, wydarzenia zaczęły mieć sens, a kilka wątków z pierwszej części książki wytłumaczenie. Czy ta pierwsza połowa była celowym zabiegiem, żeby czytelnik czuł zagubienie? Nie wiem, ale obawiam się, że niektórzy przez jej zawiłość mogą porzucić lekturę, choć warto jej dać szansę.
skończone! książka bardzo mi się podobała. to prawda, miała swoje wady na przykład bohaterowie, którzy mnie strasznie irytowali a ich zachowania były głupie (to się nie zmieniło od początku książki), ale nie zważając na to, na prawdę się zachwyciłam. po wszystkich negatywnych opiniach jakie słyszałam na temat tej książki spodziewałam się czegoś o wiele gorszego, a tu takie zaskoczenie. pióro Karoliny też mi się podobało. jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona.
Strasznie skomplikowana i nielogiczna, większość akcji pojawia się zupełnie nagle a potem przesakuje się do kolejnej i kolejnej. Bohaterowie byli intrygujący ale prócz Tarantuli i Nadii nikt nie był jakoś bardziej rozwinięty Miasto Grzeszników moim zdaniem super pomysł ale wykonanie mocno średnie
O jezu wreszczie koniec Zaznaczę, że to nie była jakaś katastrofa ale było tak męczące. Niby narrator trzecioosobowy, ale jest opisywana jedna postać i nagle z dupy przechodzi na drugą. O jezu jakie to było wnerwiające, albo ciągle "pomyślała" nie jestem polonistą, ale wydaje mi się, że ta myśł i tak powinna być zapisana w cudzysłowiu.
Pomysl naprawdę fajny, ale wykon już niestety nie :/
Karolina Glaser to siedemnastolatka, która napisała kawał dobrej, choć mocno zakręconej i nieprzewidywalnej fantastyki. Ale czy nie to w powieściach fantastycznych jest najlepsze? Nieprzewidywalność, dziwny świat, bestie i kreatury tworzone przez wyobraźnie… Co prawda ja sama mam lekko mieszane uczucia. Na początku nie bardzo wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi..? Nie pojawiło się objaśnienie skąd wzięła się Druga Strona, czym jest Jawa? Dopiero z czasem zaczęłam pojmować co się dzieje w tej powieści choć i tak myślę, że nie do końca pojęłam wszystkie zasady panujące w tym świecie. Jak sam tytuł wskazuje książka jest pełna szaleńców stąd może biorą się te irracjonalne sytuacje. Powieść opowiada o czworgu nastolatkach, którzy zmagają się z różnymi, mniej lub bardziej strasznymi i przytłaczającymi problemami. Weronika znajduje się po Drugiej Stronie, w mieście Grzeszników, gdzie od lat czeka na odkupienie, pracując jako złodziejka dla tajemniczego Cienia, który może pomóc w powrocie na Jawe. Nadia szkolna gwiazda, która swoje problemy i siebie samą ukrywa pod maską niezależności zadufania i złośliwości. Tak naprawdę nie radząc sobie z emocjami, oczekując wsparcia u zapracowanych rodziców, którzy jej nie rozumieją. Oskar wrażliwy chłopiec, którego od dawna prześladują koszmary a jedyne co mu pomaga się odciąć są gry komputerowe. Alicja siostra bliźniaczka Oskara, lekko oderwana od rzeczywistości, wesoła i bardzo delikatna osóbka. Szuka akceptacji u Nadii swojej starszej siostry, nie otrzymując jej ucieka w świat fantazji, który z czasem może okazać się niebezpieczny. Jestem pod wrażeniem wykreowanego świata, mimo że nie do końca go rozumiem. Nawiązania do Alicji w Krainie Czarów są niesamowite, a moment, w którym drogi czwórki bohaterów w końcu się przeplatają jest bardzo poruszający. Zdziwicie się jak wiele wspólnego z Miastem Grzeszników ma rodzeństwo, co się stanie gdy w końcu trafią tam wszyscy? Lekkie pióro autorki sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko, akcja i przeplatanka między światami sprawia, że ciężko się nudzić. Skomplikowany świat barwne postaci w osobie nastolatków, niebezpieczeństwo czyhające tuż obok i przeznaczenie, którego nie da się uniknąć. To wszystko sprawia, że choć chwilami ciężko się połapać o czym jest historia i do czego prowadzi to jest to książka nieodkładalna. Gdy już raz wejdziecie w ten świat ciężko będzie się wam pożegnać z bohaterami. Ostrzegam, nie jest to książka dla każdego, myślę, że wiele osób polegnie próbując zrozumieć fabułę tej powieści. Moim zdaniem nie trzeba jej do końca rozumieć, trzeba dać się ponieść a zrozumienie przyjdzie z czasem.