Jump to ratings and reviews
Rate this book

Legenda o popiołach i wrzasku #1

Legenda o popiołach i wrzasku

Rate this book
Długo zapowiadana i wyczekiwana – nowa, zupełnie inna książka Anny Bartłomiejczyk i Marty Gajewskiej rozpoczynająca niezwykłą sagę fantasy! Wyobraźcie sobie połączenie Gry o tron i trylogii Grisza. To wartka i przejmująca opowieść o wojnie i odkrywaniu siebie, która rozpali was do czerwoności!

Antoinette żyje na północy, w królestwie Tesaryth. Jest pokojową pracującą w królewskim pałacu. Niespodziewanie otrzymuje stanowisko książęcej ochmistrzyni, co oznacza, że będzie zarządzać służbą tajemniczego księcia Fiyonna Corvusa. To on powoli odkryje drzemiący w niej magiczny talent, który odziedziczyła po swoich potężnych przodkiniach. Okaże się, że przeszłość Antoinette, a zarazem historia jej rodziny, wygląda zupełnie inaczej, niż jej się do tej pory wydawało.

Na południu Rosemary i Raina, księżniczki Zjednoczonego Królestwa Elendoru, stają przed wielkim wyzwaniem. Ktoś dokonuje zamachu stanu i odbiera należny im tron. Oszołomione zdradą siostry uciekają w głąb kontynentu. Zmuszone są zebrać wielu sojuszników, żeby odzyskać swój ukochany dom. Nie spodziewają się, że w międzyczasie odkryją podziemny świat, który wprawi w drganie wojenne bębny, a nad ich przeznaczeniem zawiśnie wizja nadciągającej zagłady.

Czy Antoinette przetrwa próbę i stanie się tą, na którą czekano od lat? Czy siostrzana miłość Rosemary i Rainy jest w stanie przezwyciężyć to, co nieuniknione?

Legenda o popiołach i wrzasku to emocjonalny rollercoaster i wstęp do fantastycznej serii, która zawładnie sercami czytelników!

(Reedycja: czerwiec 2022)

600 pages, Hardcover

First published February 23, 2022

86 people are currently reading
2153 people want to read

About the author

Anna Bartłomiejczyk

4 books199 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
128 (10%)
4 stars
379 (29%)
3 stars
449 (35%)
2 stars
217 (16%)
1 star
105 (8%)
Displaying 1 - 30 of 412 reviews
Profile Image for Nikola.
815 reviews16.6k followers
February 24, 2022
Jak to jest, że przypuszczałam jak się skończy, a i tak zabolało?
Jestem zachwycona tym jak dopracowany jest ten świat i jak wspaniałe są główne bohaterki.
Nie mogłam się doczekać tej książki i nie ma nic do czego mogłabym się przyczepić.
Gratulacje dziewczyny, jestem nieziemsko dumna.
Profile Image for Talkincloud.
294 reviews4,285 followers
Read
January 12, 2025
Długo pracowaliśmy nad tą książką. Cieszę się, że mogłem dorzucić tutaj swoje trzy gorsze. Dajcie się wkręcić: zakończenie i kolejne tomy będą tego warte!
Profile Image for spillingthematcha.
739 reviews1,147 followers
February 19, 2022
Cisza, bo płacze🥲

Mówi się, że największe zaskoczenia czekają na nas tam, gdzie nigdy byśmy się ich nie spodziewali. Właśnie tak mogę opisać moją przygodę z „Legendą o popiołach i wrzasku”. Świat pełen kruków, czarnych jak noc oraz smoków, piękniejszych niż zachody Słońca, który zachwyca magią oraz tajemnicami. „Legenda o popiołach i wrzasku” to opowieść o wspaniałych postaciach, w których losy czytelnik niezwykle się angażuje. To opowieść, która przenosi nas w fantastyczny świat i pozwala odkrywać go, z wielką ciekawością, wraz z każdą kolejną stroną. Intryguje tym, jak bardzo jest złożona oraz nieprzewidywalna. Muszę przyznać, że tak jak pierwsza połowa książki mi się dłużyła i brakowało mi nieco więcej akcji, tak ostatnie kilkanaście rozdziałów przeczytałam jednym tchem, aby poznać zakończenie, które wywołało wiele emocji równocześnie. To legenda, która sprawi, że na waszych rękach pojawi się gęsia skórka, a w oczach łza. Jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłu autorek na rozwinięcie akcji. Widać, jak bardzo przemyślana jest to opowieść, która jeszcze nie raz oczaruje nas swoją osobliwością.
4.5/5
Profile Image for katabaza.
650 reviews48 followers
March 4, 2022
o wiele lepiej bawiłam się słuchając o tej historii niż faktycznie ja czytając. cytując moja koleżankę, niektórym o wiele lepiej idzie opowiadanie o książkach niż ich pisanie.
Profile Image for Heartrender.
5 reviews1 follower
March 2, 2022
[uwaga! pojawiają się spojlery]

Przyznam, że od początku byłam sceptycznie nastawiona do tej książki. Moje podejście wynikało głównie z obawy o to, że autorki mogą wykorzystać w „Legendzie o popiołach i wrzasku” zabiegi fabularne, które tak bardzo krytykują czasem u innych twórców. Niestety, moje przeczucia się potwierdziły i ta książka jest jedną z najgorszych, jakie ostatnio przeczytałam.

W oczy rzuca się przede wszystkim brak równowagi pomiędzy wątkami. Z jednej strony mamy do czynienia z historią Antoinette, która jest okropnie nudna i przeciągnięta do granic możliwości. W rozdziałach pisanych z jej perspektywy nie było w zasadzie żadnego angażującego momentu. Niczego, co sprawiłoby, że chciałabym wertować kolejne strony, aby się dowiedzieć, jak jej losy potoczą się dalej. Dodajmy do tego jeszcze postać Fiyonna, który w zamyśle miał być chyba mroczną i intrygującą postacią, a koniec końców wyszło na to, że jest po prostu denerwującym, wiecznie naburmuszonym dzieckiem i nie za bardzo wiadomo, o co mu właściwie chodzi.

W „Legendzie” pojawia się również wątek sióstr, który dla odmiany jest zbyt dynamiczny. Wydarzenia pędzą na złamanie karku, przez co wiele elementów – jak choćby romantyczne relacje między bohaterami – traci na wiarygodności. Mam rozumieć, że po kilku rozmowach Raina zakochuje się w przypadkowym łowcy, który zgodził się jej pomóc tylko ze względu na obiecaną zapłatę? Równie absurdalny jest wątek związany ze smokami, jeźdźcami i tą całą cudowną więzią między nimi. Nieznający się wcześniej ludzie po głębokim spojrzeniu sobie w oczy zdają sobie sprawę, że są bliźniaczymi duszami i od tej pory mają się kochać, wspierać i szanować. Nie wiem dlaczego, ale strasznie mi to przypomina ideę towarzyszy obecną w książkach Maas.

A skoro już jesteśmy przy Maas, to chciałabym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Autorki wielokrotnie wytykały tej pisarce, że w swoich powieściach bardzo często posługuje się zabiegiem deus ex machina. Moglibyśmy więc przypuszczać, że skoro autorki coś krytykują, to w swojej książce nie sięgną po tego typu rozwiązanie. A co tymczasem dostajemy w „Legendzie”? Dostajemy wspaniałą scenę walki Rosemary z przeznaczonym jej smokiem, w trakcie której księżniczka ni stąd, ni zowąd wykorzystuje bardzo fajną, niewspomnianą wcześniej w tekście ani razu magiczną sztuczkę, wygrywa pojedynek i jest szczęśliwa, bo od tej pory ma własne zwierzątko. Poważnie?

Jeśli chodzi o zakończenie, to jestem szczerze zdziwiona, że taka scena się tutaj pojawiła. Jaki jest sens krzywdzić w tak brutalny sposób bohaterkę, która i tak za chwilę ma zginąć? Moim zdaniem ten fragment był zupełnie niepotrzebny, bo jedyne, co po sobie pozostawił, to ogromny niesmak.

Naprawdę żałuję, że nikt nie może mi zwrócić czasu, który zmarnowałam na tę książkę.
Profile Image for Wero.nika27.
741 reviews11 followers
August 21, 2022
Planowałam dać 2⭐️ ale zakończenie mnie odwiodło od tego pomysłu. Książka jest bardzo nierówna, autorki mają zupełnie inny styl, skupiają się na innych rzeczach i nie jest to ze sobą spójne. Jeden wątek jest powolny, pełen opisów i to w sumie tyle, zaś drugi to delikatnie mówiąc tragedia. Kreacja postaci i relacji to największy problem tej książki, widoczny głównie w wątkach południa. Przemiana bohaterów i rodzące się wątki miłosne nie są niczym podparte, bardzo mi to przeszkadzało i nie dało się tego czytać. Widać że autorki większość czasu poświeciły na wykreowanie świata, polityki i nie wyszło im to źle, ale bez dobrze wykreowanych postaci, niestety nie da się napisać dobrej książki.
Profile Image for Marta Book_with_benefits .
36 reviews37 followers
March 14, 2022
✨Wprowadzenie✨
Ze względu na to, że jest to książka osób publicznych, to chciałabym zacząć od krótkiego wtrącenia. Jako odbiorca bardzo lubię twórczość Marty i Anny, obserwuję je od lat i miło mi widzieć, jak się rozwijają i cieszą z kolejnych sukcesów. Mimo tego, że ich najnowsza premiera raczej mi się nie spodobała, to nie chcę, żeby ktoś z was lub autorek odebrał to personalnie. Na pewno nadal będę śledzić karierę dziewczyn i pewnie w przyszłości sięgnę po ich inne powieści (szczególnie że Ostatnia Godzina mi się bardzo podobała)
.
✨Oczekiwania✨
Jestem recenzentem, ale przede wszystkim czytelnikiem, który żyjąc w książkowej społeczności, często jeszcze przed lekturą wyrabia sobie "zdania" na jej temat. Nie ukrywam, że nie podeszłam do LOPiW z "czystą głową". Miałam dosyć spore oczekiwania i patrząc na ilość pozytywnych opinii oraz aktywną promocję autorek — miałam prawo mieć nadzieję na przynajmniej poprawnie napisaną fantastykę.
.
Zalety
❤️ Wprowadzenie
Początek daje czytelników nadzieję na co prawda opierająca się na schematach historię, ale za to pełną intryg politycznych, klimatycznych opisów przestrzeni i ciekawych postaci. Niestety na tym miłym wstępie się kończy.
.
Rozczarowania
💔 Bohater to wizytówka książki — LOPIW ma dziesiątki bohaterów, z których żaden (poza Tristanem, który pojawił się łączne na 20 stronach) nie skradł mojego serca. Wszystkie trzy główne bohaterki zlewają mi się w jedną, mało interesującą maź :(. Antoinette w gruncie rzeczy nic nie robi przez 500 stron (a i tak jej wątek podobał mi się bardziej) a Reina jest niepokojąco nieodpowiedzialną osobą, jak na następczynię tronu i mam wrażenie, że na początku powieści nadawała się na to stanowisko dużo bardziej niż po tej jej całej "przemianie". O wątku Rose się nawet nie wypowiem, bo nie mam pojęcia, jaka była jej rola w tej powieści (w szczególności to, co się stało na końcu).
Pytacie o postacie drugoplanowe? Jacyś mężczyźni? Ich nie ma, a jak są to albo płascy, jak kartka papieru, albo do bólu oczywiści (a Fiyonn miał tak dużo potencjał!)
💔 Relacje, które nie mają podstaw
Czy można się zakochać na przestrzeni 10-u stron? Według tej książki można… żadna relacja w tej powieści nie jest zbudowana na gestach bohaterów, a jedynie na bazie nadmiernej ekspozycji (nie mam nic przeciwko ekspozycji, ale jest problem, gdy stanowi ona 80% książki)
💔 Fabuła?
Była? Niebyła? Było jej za dużo? Nie mam szczerze pojęcia… na północy nie dzieje się nic (za to jest dużo ładnych i klimatycznych spacerków korytarzami strach zamków), z kolei na południu miałam wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko i raz na jakiś czas autorki musiały przypomnieć mi, że jest "trzy tygodnie później". Ale nie trzymając się jedynie temp powieści, bo to jest kwestia drugorzędna — właściwie od momentu czytania byłam w stanie przewidzieć wszystko, co tu się wydarzy. Można opierać się na schematach — nie wymyślimy koła na nowo, ale LOPIW niestety nie ma nic, co wyróżniałoby je na tle tysiąca innych powieści.
💔 Intryga polityczna
Zaczęło się dobrze. (i na tym mogłabym zakończyć)
Ale żeby przybliżyć wam sytuację — na pierwszych stronach jesteśmy zarzuceni nazwiskami, rodami, zasadami oraz relacjami pomiędzy stronami konfliktów politycznych, a następnie na 300 stron zapominamy o ich istnieniu. Może te kwestie zostaną rozwiązane w kolejnych tomach, ale w takim razie, po co czytelników te informacje teraz? Scena polityczna w LOPIW ma ogromny potencjał, ale został zmarnowany na rzecz szlajania się po lasach i oglądaniu widoków z okien zamków.
💔 I gdzie te smoki?
Powiem tyle — jeśli szukacie smoków 👉 Zakon Drzewa Pomarańczy (nawet w Potterze były ciekawej przedstawione).
Zasadniczo wątek fantastyczny w LOPIW jest delikatnie rzecz ujmując słaby i dziurawy. Magia potrzebuje mieć ograniczenia i zasady — w tym przypadku zdaje się jedynie łatać dziury fabularne. Z jednej strony może wszystko i ratuje bohaterki z opresji, a z drugiej (w przypadku Antionette) jest nielogiczna.
💔 Zakończenie (którego nie ma)
Zakończenie znów muszę podzielić na dwie części.
U Antionnete nie stało się nic.
U Rose i Reiny — chyba miało mnie zszokować, chyba zaboleć? Nie zrobiło nic (może jedynie trochę wkurzyło, za niepotrzebną scenę w rozdziale 54)
.
Jeśli wam się podobało — super! Każda książka ma swojego odbiorcę i wierzę, że są czytelnicy, którzy zakochali się w Legendzie o Wrzasku i Popiołach. Niestety ja do nich nie należę.
Profile Image for give me books.
508 reviews6,192 followers
November 10, 2023
4,5/5

Słyszałam tyle negatywnych opinii o tej książce, a to jest kawał dobrej fantastyki. Kompletnie się nie spodziewałam, że ta historia będzie aż tak dobra i aż tak mi się spodoba
99 reviews1 follower
March 8, 2022
Od czego by tu zacząć. Jest mi bardzo smutni ze We Need YA zainwestowała w ta książkę, zwyczajnie jest to chyba ich najgorsza pozycja w tym momencie(ale wszystkiego nie czytałem)
Dziewczyny, popełniły największy błąd stworzyły w okół tej książki taka bańkę zachwytu a ostatecznie nie wyszło z tego nic dobrego.
Dziwne jest to ile w tej książce znalazło się rzeczy których obie autorki nie lubią. Przede wszystkim show not tell, jak się okazuje łatwo jest tego wymagać od innych autorów ale samemu ciężko jest już to napisać. Tempo tej książki jest wręcz absurdalnie niespójne. Gdzie jest ten rozbudowany świat, te kultury, to wszystko o czym dziewczyny mówiły.

Najsmutniejsze jest to że ta książka ma tak zawyżoną ocenę przez sympatie do Bestselerek i ich krąg wzajemnej adoracji. Książka nie oferuje nic nowego, nic świeżego. Wszystko jest wtórne i nijakie. Końcowa jest tak absurdalna ze spuszczę na to kurtynę milczenia.

Obie panie powinnny przyswoić sobie pewne słowa które wypowiedziała jedna z nich kierunku Pani Maas „Sarah J. Maas powinna odejść od klawiatury”.

Tak jak przy Ostaniej godzinie to był zmarnowany czas po raz trzeci nie dam się już nabrać tym bardziej ze obje panie straciły już chyba szacunek do swoich widzów.
Profile Image for Wikson.
156 reviews24 followers
March 17, 2022
IT IS SO BAD, I WANT TO GIVE YOU A ZERO. BUT THAT’S NOT POSSIBLE, SO I GIVE YOU A ONE.
Początek tej książki wcale nie był taki zły- pierwszy rozdział z perspektywy Antoniette naprawdę bardzo przypadł mi do gustu. Niestety każdy następny był już totalną katastrofą…
Mam naprawdę sporo uwag co do tej książki, więc zacznę może od czegoś, o czym już na pewno wielu z was czytało. Mam na myśli ogromną liczbę błędów, literówek oraz częstych zaginięć pojedynczych liter. Można by uznać, że nie jest to problem, jednak strasznie ciężko czyta się książkę, w której na każdym kroku pojawiają się błędy.
Zanim przejdę stricte do fabuły i bohaterów, warto dodać kolejną rzecz, która działa na niekorzyść tej książki. Są nimi rozdziały a mianowicie nierówne rozłożenie historii różnych bohaterów względem siebie. Akcja z perspektywy Antoniette strasznie się ciągnie, jest powolna i momentami bardzo nudna, natomiast z perspektywy Rose, Rainy oraz ich świty- po prostu gna na łeb na szyję. Dodatkowo wspomnę również o ciekawej rzeczy. Tak jak już wspomniałam, książka opisuje historie Antoniette, która ma swoje własne przygody oraz całkiem inną historię świty Rose i Rainy. Tutaj właśnie wydarzenia są ukazywane z perspektywy aż 5 osób! Nie za dużo tego?? Wystarczyłaby w sumie perspektywa 3 osób, a nie 6 (albo nawet więcej), za dużo zagmatwania.
Co do fabuły- jest ona nudna, momentami przewidywalna, kompletnie nie wciąga czytelnika. Jedyne co nas może naprawdę zaskoczyć to błędy logiczne (he he). Dla przykładu-jest sobie Bash, który ucieka z Rose i Rainą, nagle okazuje się, że jednak tego nie robi, bo magiczne pojawia się przy nich pod koniec dnia i jest zdziwiony, że tak źle się ukrywają. Przykład u Antoniette- raz siedzi między dwoma osobami a dosłownie po chwili się okazuje, że opiera się o szybę. Hm… Dodatkowo imiona bohaterów czasami się odmieniają, czasami nie, a czasami w ogóle ich imię pisze się trochę inaczej. Chyba to zależy od humoru autorek.
Przejdźmy do wisienki na torcie czyli bohaterów! Oprócz faktu, że kompletnie nie da się z nimi zżyć to są oni bez uczuć a relacje między nimi pojawiają się znikąd. Jako pierwszy przykład podam mały spoiler, ale napiszę kiedy się kończy. Jedna z bohaterek dowiaduje się, że na 99% miłość jej życia umiera. Tymczasem ona jest pogrążona w żalu przez dokładnie pół kartki, później zero jakichkolwiek negatywnych uczuć. Tak jakby nic się nie stało XD, jest szczęśliwa i w ogóle. Takie tam, małe niedopatrzenie ;)) KONIEC SPOILERU. A co do tych nagłych relacji, autorki musiały pisać, że ktoś jest w kimś zakochany, bo to kompletnie nie wynikało z fabuły! Nawet nie wyobrażacie sobie w jakim szoku byłam, gdy jedna z bohaterek jawnie mówi do drugiej, że widzi, że coś jest między nią a kimś tam, a ja jako czytelnik tego nie zauważyłam. Tak samo jakimś dziwnym trafem pojawił się tam trójkąt miłosny (również byłam w szoku, gdy się o nim dowiedziałam od innych bohaterów), który został zepsuty jeszcze bardziej. Ta książka popsuła każdy wątek romantyczny jaki mógł w niej powstać.
Końcówka książki również jest bardzo słaba. Żadnego efektu wow, żadnych łez ani nic w tym stylu. Nie polecam tej książki nikomu, nie marnujcie swojego czasu ani pieniędzy :)
Profile Image for słomka.
259 reviews986 followers
February 23, 2022
Ta historia zawładnęła moim sercem już dawno temu.. a ponowne jej przeczytanie jeszcze bardziej utrwala tą miłość.
Profile Image for Szymon.
226 reviews43 followers
March 5, 2022
Mam mieszane uczucia odnośnie tej książki.
Z jednej strony mi się podobała, ale z drugiej czasami przewracałem oczami, czytając. Warto również zaznaczyć, że jest to pozycja o niebo lepsza od Ostatniej Godziny. Widać ogromny postęp stylu jak i fabuły.
Autorki wykreowały tym razem tak ogromny świat, tyle miast, bohaterów i wątków, że z początku zrobił się z tego chaos. Kiedy po 150 stronie zacząłem już ogarniać, spodobał mi się podział na północ i południe oraz te wszystkie różnice je dzielące. Widać, że dziewczyny miały pomysł na to, jak wszystko ma wyglądać, kto i z kim jakie ma relacje polityczne i ekonomiczne.
Wydarzenia jednak następowały po sobie bardzo szybko, często za szybko. Niektóre zostały dobrze zrealizowane i czytało się z przyjemnością, lecz zdarzały się też takie mniej dopracowane. Czasem po zakończonym rozdziale nie mogłem się doczekać następnego, a czasem dalsze losy A, R i R były mi obojętne.
Niektóre relacje między bohaterami zmieniały się diametralnie. Poprzez jedną rozmowę przy ognisku, rodziły się wielkie uczucia nie wiadomo skąd i było to trochę rozpraszające. Bardzo podobała mi się natomiast relacja Rainy i Rose. Tutaj widać, że prostowała się ona stopniowo i została bardzo realistycznie poprowadzona. W nią łatwo było mi uwierzyć.
System magiczny wydaje się ciekawy, jednak nadal nie wiemy o nim praktycznie nic, gdyż jedna bohaterka spędziła kilka miesięcy w Zimowym Pałacu i podobno ciągle się czegoś uczyła, a jedyne co potrafi to dwie magiczne sztuczki. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie tego więcej, bo widzę potencjał zarówno u Rainy jak i Antoinette.
Gdy pojawiły się smoki, wszystko zaczęło się powoli sypać. Jakieś rodzące się z niczego magiczne więzi, mające być chyba odpowiednikiem parabatai, ale dla mnie tutaj niemające żadnego sensu. Wprowadziło to tylko dodatkowych bohaterów, których równie dobrze mogłoby nie być (V i V).
Nie mam pojęcia, skąd zrodziły się te wszystkie więzi między siostrami a nowymi bohaterami. Po prostu nie ma praktycznie żadnych wydarzeń, które mogłyby na to wskazywać, bo w jakieś magiczne połączenie ciężko mi uwierzyć, skoro nic to nie wniosło do fabuły.
Spodziewałbym się, że pojawienie się smoków jakoś bardziej wpłynie na bohaterów, a tutaj byli jak: "To smoki istnieją?! To jest mój smok? Ale fajnie!" Łączy ich nagle wielka miłość, bo założyła jego łuskę i na dniach przechodzą z tym do porządku dziennego. Serio? Mimo że smoki powinny robić wielkie wrażenie, to czuję, jakby tutaj do końca nie wykorzystano ich potencjału.
Złe postacie są tutaj jak z papieru, arcyksiążę nie jest wcale tajemniczy tak jak Darkling, na którym chyba był wzorowany, lecz irytujący, gdyż przez całe 600 stron nadal nie dowiadujemy się o nim praktycznie niczego i zaciekawienie zostaje zastąpione przez zniecierpliwienie. Motyw z krukami i mocami, które one reprezentują, bardzo mi się podobał i mam nadzieję, że w kolejnych tomach zachowanie arcyksięcia w końcu się wyjaśni.
I to nieszczęsne zakończenie. Bitwa została poprawnie przedstawiona, na pewno było to największe starcie w całej książce i zostało dobrze nakreślone. Jednak gdy doszło to "tej" sceny z jedną z sióstr to czułem, jakby ta brutalność została tutaj wprowadzona na siłę. Antagonista ścigający Rose i Rainę został ciekawie rozbudowany, ten szał, który zaczął go ogarniać, był ciekawy i straszny równocześnie. Jednak śmierć bohatera powinna na mnie wywrzeć duże wrażenie, a czułem się, jakbym stał trochę z boku w tym momencie.
edit: Muszę jeszcze zaznaczyć te błędy, które występowały. Nie chcę zaniżać przez nie oceny, bo to bardziej wina leży po stronie wydawnictwa, ale błędy interpunkcyjne i ortograficzne (lekaSZ??), zdania urwane, powtórzenia wyrazów w jednym zdaniu, literówki były naprawdę liczne i psuły odbiór powieści, wybijając z niej. Wiadomo, że błąd każdemu się może zdarzyć, ale tutaj to była przesada, widać niedopracowanie redaktorów i korekty.
3 ⭐️ i mam nadzieję, że to wszystko jest częścią jakiejś większej układanki, którą dziewczyny odkryją przed nami w dalszych tomach, bo wiem, że ma ich być sporo.
Profile Image for Celina Żebrowska.
2 reviews
May 26, 2022
Zacznijmy od tego, że ta książka nie powinna nosić tytułu "Legenda i popiołach i wrzasku" tylko "Legenda o zmarnowanym potencjale" a podtytuł powinien brzmieć (cytując Kabaret Moralnego Niepokoju) "Własne tak nie śmierdzi jak cudze". Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że będzie to recenzja zawierająca spojlery. Osobiście też nie śledzę autorek w mediach społecznościowych, nie subskrybuję ich kanału, jednak obejrzałam ich kilka recenzji fantastyki, żeby mieć większy obraz sytuacji, a także obejrzałam recenzje tej książki (w tym wystawione jej laurki) i poczytałam komentarze pod filmami. Chciałam podejść z otwartą głową do lektury, jednak pewne sprawy są tak widoczne, że nie da się obok nich przejść obojętnie i w tej opinii chciałabym się również podzielić moją opinią na temat tej dramy.

Zacznijmy może od wysłania przez wydawnictwo WeNeedYa błędnego pliku do drukarni. Oczywiście pomyłki się zdarzają, pracują tam ludzie. Jednak to co najbardziej rzuca się w oczy to podejście wydawnictwa i samych autorek. Otóż wydawnictwo przyznało się do wypuszczenia wadliwego produktu po informacjach od czytelników i Cat Vloguje. Gdyby nie to, to prawdopodobnie nikt by się nie zająknął słowem o tych wszystkich błędach. Podam tu przykład wydawnictwa SQN. Otóż w zeszłym roku wznowili oni serię Marcina Mortki "Morza Wszeteczne" i sami ogarnęli, że posrały im się pliki. Od razu umieścili info o tym w mediach społecznościowych, powiadomili mailowo osoby, które kupiły książkę przez ich sklep, dosłali na swój koszt właściwą książkę i dali solidny rabat na kolejne zakupy. Dodatkowo wadliwy nakład dalej jest w sklepie ale dochód z niego został przekazany na cele charytatywne. Da się? Ano się da. A jak jest z LOPIW? Ano sobie hula w księgarniach, hulał sobie na niedawnych targach w Poznaniu a same autorki bez cienia zażenowania podpisywały wadliwe egzemplarze.

Trochę dziwi mnie to, że taka sytuacja miała miejsce. Bo zczajcie temat: wydawnictwa dostają z drukarni próbne, pierwsze egzemplarze książek przed premierą. Czy tak ciężko wziąć i przejrzeć jeszcze raz te kilka sztuk czy wszystko na pewno się zgadza? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.

Druga sprawa, równie kontrowersyjna to hurra optymistyczne i totalnie bezkrytyczne opinie przed i około premierowe na YouTubie, Instagramie i innych portalach. Obejrzałam cztery recenzje na YT. Dwie z nich (Słomka i Książkowy Frik) były nie recenzjami ale laurkami wystawionymi książce i Bestselerkom. Dziewczyny nie zająknęły się słowem o błędach, nie tylko ortograficznych czy literówkach, ale o srogich błędach logicznych. Ja rozumiem wspieranie przyjaciół, ale to chyba nie oznacza, żeby się zawsze z nimi zgadzać i przyjmować wszystko bezkrytycznie prawda? Również wiele osób na Instagramie, które dostały książkę do recenzji wychwalały ją pod niebiosa. Taka rada na przyszłość: jak dostajecie książkę do recenzji to nie oznacza to, że ma to być recenzja pozytywna i macie tej książce wystawić 10/10. Recenzja ma być przede wszystkim szczera. Pokazywać wady i zalety. Ok, to były moje żale i rzeczy, które bardzo mi się nie podobały. Ale starałam się odłożyć je na bok i zabrałam sie za lekturę.

Pierwsze rozdziały nawet mnie zachęciły do dalszego czytania. Tu muszę pochwalić lekkie pióro autorek i przyjemny styl, który kojarzy sie trochę z fantastyką młodzieżową ale jednocześnie nie jest bardzo infantylny. Jednak im dalej w las tym gorzej. Niestety ale często wyłapywałam błędy i powtórzenia (w jednym rozdziale z perspektywy Antoinette na 5 stron jej imię padło 16 razy, często zaraz po sobie, zero odpowiedników). To bardzo przeszkadzało w lekturze ale nie aż tak jak błędy logiczne, ale do tego przejdę dalej. Na etapie tak mniej więcej do połowy książki moja ocena oscylowała między 5 a 4 tak na zachętę. Później to już była równia pochyła.

Kolejny słaby punkt tej książki to bohaterowie. Wyróżniają się jedynie dwie postacie: Fiyonn i Tomas, który jest tu jednym ze złoli (mówiłam, że będzie spojlerowo). Reszta postaci jest płaska i papierowa a wszystkie zlewają mi się w jedną osobę. Bohaterowie nie mają żadnego charakteru i są chorągiewkami, które kierują się tam, gdzie wiatr zawieje. Nie ma w nich nic oryginalnego, są mdłe i nijakie. Ba, nawet nie potrafię im przypisać wyglądu zewnętrznego bo w większości jest on podany szczątkowo i gdzieś tam dopiero w połowie książki.

Kolejny aspekt to fabuła. Pozwolicie, że na wstępie przytoczę tutaj słowa Łukasza Chmary, który jednocześnie jest redaktorem prowadzącym w wydawnictwie WeNeedYa. Oto co napisał na swoim profilu na Instagramie: "Nie będę Wam tutaj słodził i nie napiszę, że to powieść dla wszystkich. Nie. To ksi��żka dla osób lubiących fantastykę." I tu się zgodzę i nie zgodzę jednocześnie. Zgadzam się, że nie jest to powieść dla wszystkich, jednak zdecydowanie nie zgodzę się, że jest to powieść dla fanów fantastyki. Otóż osoba, która od prawie 20 lat czyta fantastykę w każdej jej odsłonie (czyli na przykład ja), nie znajdzie tu nic nowego ani odkrywczego. Nie będę tu przytaczać opisu fabuły. Jest on szeroko dostępny i bardzo szczegółowy więc bez sensu go tu przytaczać. Motywy zawarte w książce są doskonale znane w fantastyce. Nie ma tu nic odkrywczego a i widać doskonale z jakich powieści czerpały autorki.

Oprócz inspiracji to ja tu widzę też bezczelne zrzyny: relacja Antoinette i Fiyonna bliźniaczo przypomina relację Aliny i Zmrocza z Trylogii Griszów Leigh Bardugo. Moc Rainy aż za bardzo przypomina moc Pavetty z Wiedźmina a scena gdy sie ona ujawnia aż za bardzo przypomina scenę z Ciri w adaptacji serialowej. Z kolei więź łącząca smoczych jeźdźców to żywcem wzięta idea towarzyszy z Dworów Sary J. Maas i parabatai z cyklu "Dary Anioła"Cassandry Clare. Forma narracji to między innymi "Gra o tron" (tu też widać srogie inspiracje smokami i zakończeniem).

Tu już moja ocena plasowała się między 4 a 3, ale dalej na zachętę. Dalej były błędy logiczne: jedna z postaci uciekała z innymi postaciami, żeby rozdział dalej zniknąć, a przy okazji okazało się, że w ogóle jej tam nie było bo robiła co innego i dopiero jak spotkała te uciekające postacie to one jej opowiadały o ucieczce (Raina, Rose i Bash). Antoinette w jednej scenie siada w powozie między dwiema służącymi, żeby kilka akapitów dalej obudzić się z głową przy szybie. Rose jednego dnia ma srogą gorączkę i słania się na nogach a następnego dnia już walczy ze smokiem. Ta sama Rose kładzie się spać późnym wieczorem (załóżmy, że jest to 21-22), śpi kilkanaście godziny (czyli więcej niż 10) i budzi się przed świtem. James wpada na Rainę, Rose i Basha, ma ich pojmać bo został wysłany za nimi w pogoń, ale po pięciu minutach rozmowy jednak stwierdza, że jebać rozkaz i jedzie z nimi.

W swoich recenzjach Bestselerki mówią "show not tell". Szkoda, że same się do tego nie stosują. Motyw "deus ex machina" pojawia się tu tak często, że ciężko to zliczyć. Magia nie ma ograniczonych ram i pojawia się wtedy gdy potrzebuje tego fabuła. Nie widać tworzących się relacji między bohaterami, są one nam pokazane prosto w twarz przez autorki a szczególnie widać to w totalnie skopanych wątkach romantycznych. Właściwie jako taki rozwój relacji można zauważyć w wątku Antoinette. A tu kilka postaci aż prosiło się o jakiś rozwój. Chociażby największy niewykorzystany potencjał czyli łowca czarownic James. Można tu było tak znakomicie tę postać ograć, pokazać jego rozterki, bo przecież z jednej strony jest łowcą czarownic a z drugiej zaprzyjaźnia się z osobami obdarzonymi magią.

Kolejny aspekt to budowa świata. Czytelnik jest na początku rzucony w wir informacji, jednak nie ma sensu nawet tego zapamiętywać bo później i tak nic z tego nie wynika. Wątki w żaden sposób się ze sobą nie łączą. Wątek na północy wlecze się niemiłosiernie, za to ten na południu leci na łeb na szyję. Nie ma tu żadnego balansu. Żadnego. A bardzo by się przydało, żeby ktoś jednak z dziewczynami przysiadł i wypunktował im nad czym warto popracować.

Mamy już błędy gramatyczne, stylistyczne, ortograficzne i logiczne. Chciałabym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Otóż w wątku Rose i Rainy wraz z bohaterkami znajdujemy się w miejscu, gdzie przebywają smoki. No i każdy człowiek nazwałby to miejsce legowiskiem lub leżem. Otóż autorki zdecydowały się na użycie właściwie to archaicznego wyrażenia "leża" w związku z tym znajdowaliśmy się "w leży", wychodziliśmy "z leży" i tak dalej. Mój mózg przy tym wariował i ciągle poprawiał to na "leże", "w leżu", "z leża". Może to szczegół ale mi strasznie przeszkadzał w lekturze i wybijał z rytmu. W tym momencie jestem wciąż na etapie ocenienia tej książki na taką 3 ale z uśmiechem i koroną na zachętę. Bardziej z tego wszystkiego śmieszkowałam i śmieszkowa miała być ta recenzja.

Aż przyszły okolice strony 520 i zakończenie, które sprawiło, że oceniam to coś na 1/10 bo niestety nie mogę dać minusowej oceny a moje resztki szacunku do autorek wyparowały w mgnieniu oka. Bestselerki w swoich recenzjach potępiają tanie chwyty a same taki zaserwowały w swojej książce. W dodatku, gdyby to napisał mężczyzna zostałby zapewne nazwany dziadersem fantastyki. Otóż w powieści tej mamy do czynienia ze sceną brutalnego pobicia i gwałtu na Rose, którego to czynu dokonał Tomas (postać, która niegdyś się w niej podkochiwała, później popadła w obsesję na jej punkcie. W ogóle tak na marginesie to jest to również totalnie nie wykorzystana postać, pojawia się i znika, a później znów pojawia zupełnie odmieniona), następnie przebija ją włócznią na oczach jej przyjaciół. Dziewczyna umiera.

I tu się pojawia moje pytanie: po chuj ten zabieg? Albo jedno albo drugie, na chuja wszystko na raz? Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko takim rozwiązaniom w fantastyce. Często one pokazują jak osoba, która doświadczyła przemocy na własnej skórze zmaga się z traumami ("Córka lasu", "Wojna makowa"). Często też śmierć jednego z bohaterów staje się symbolem i ma wpływ na innych bohaterów ("Z mgły zrodzony" czy wspominana tutaj "Gra o tron"). Jednak w wymienionych przeze mnie przykładach ma to duży sens i jest dobrze ograne. W przypadku "Legendy o popiołach i wrzasku" nie ma żadnego sensu. Po prostu bohaterka zostaje brutalnie potraktowana, zabita i nic więcej. Dla mnie (i dla wielu innych osób sądząc po komentarzach i recenzjach) jest to obrzydliwe i tanie zagranie, które nie ma innego celu niż szokowanie.

Podsumowując, był potencjał. Sama historia bazując po opisie wydawała się całkiem ciekawa. Mogła to być przyzwoita fantastyka. Autorki mają lekkie pióro i trochę więcej pracy a byłoby lepsze. Jednak poległy całkowicie na wszystkim, od budowania świata, przez budowanie postaci, po budowanie relacji. Wszystko jest wtórne a oryginalności to tu ze świecą szukać. Może osoby, które nigdy fantastyki w rękach nie miały, albo czytają jej bardzo mało, pozytywnie podejdą do tej historii. Osoby, które fantastykę czytają od dawna i zęby na niej zjadły bardzo się rozczarują. Miała być poprawna fantastyka wyszło szambo gotujące się w 30stopniowym upale. Szkoda mi drzew, które poszły na papier. Jedyny plus to, że drukarnia chociaż zarobiła.
Profile Image for Książkowa Wrona.
542 reviews29 followers
dnf
March 2, 2022
Póki co DNF na 120 stronie. No nie da się tego czytać w tej formie, męczę się okrutnie ze stylem, błędami logicznymi zdań, fleksją, literówkami, dramat. Jakbym czytała jakiś fanfik blogowy. A szkoda, bo zapowiada się naprawdę ciekawie, szczególnie mnie intryguje wątek Antoinette. Ale cóż - nie dam rady po prostu. Jak wydawnictwo da nam wreszcie wersję poprawną i coś zaproponuje, żebym nie musiała po raz drugi płacić za to samo, tylko dobre, to wtedy z chęcią wrócę. Jeśli nie - trudno, z żalem, ale będę żyć bez tej lektury.
Profile Image for zbookami.
552 reviews148 followers
April 8, 2025
1,5⭐️

ok ale co się stało bo nie rozumiem.

dobra podsumowując:
Największym minusem było to, że książka jest strasznie nierówna. Południe biegnie, a Północ gdzieś tam się czołga w tyle. Przez to nie zaangażowałam się w żadną część i na żadnej mi nie zależało. Z ogólników powiem to co wszyscy: błędy są i to sporo, też te logiczne. Często musiałam coś przeczytać coś kilka razy, żeby w ogóle zrozumieć sens. Całość była dla mnie bardzo nijaka, nie angażowała mnie zupełnie, wręcz obojętne były mi losy bohaterów, do których mam mnóstwo zarzutów. Dodatkowo na ogromny minus idzie sam czas. Był tak źle przedstawiony, że nie dało się odczuć jego upływu W OGÓLE. Gdyby autorki nie podkreślały kilka razy ile tygodni minęło, totalnie bym nie wiedziała. Dodam jeszcze, że świat jest tak słabo przedstawiony, że z trudem musiałam sobie to wszystko wyobrażać. I o matko! mam wrażenie, że straszny to miszmasz jeśli chodzi o nazwy miast i imiona bohaterów: tu mamy Jamesa, tu nagle jakieś francuskie imię, a tu nazwiska rosyjsko brzmiące, wszystko i nic. A różnorodności w języku czy kulturze nie czuć zupełnie.

Co do PÓŁNOCY, bo tu mam mniej minusów. Akcja jest ultra wolna, co na samym początku mi się podobało. Ale właściwie szybko przestało. Gdyby zostawić tylko tę część czytalibyśmy o tym jak Antoinette snuje się po zamku i myśli myśli myśli. No i siedzi i stoi i rozmawia z Fiyonnem, yay. Wchodzi nam tu później magia, która nie ma dla mnie absolutnie żadnego wyjaśnienia i nie rozumiem jej działania. Trochę wzięła się z nikad, mamy też mały motyw wybrańca. Lubię magię w książkach, ale w tej jej działanie mi się nie klei. Nie wiem, może w kolejnych tomach będzie jej wyjaśnienie, ale fajnie by było, gdyby to pojawiło się jednak w pierwszym tomie. (chociaż może to po prostu ja jej nie zrozumiałam?)
No i właściwie z północy to tyle, bo absolutnie nic się więcej nie działo. Bohaterka przez te kilka miesięcy rozmyśla nad tą magią i tym kim się finalnie okazała i tyle. Niby okej, ale jak dla mnie za nudno w kontrze do południa. Co do bohaterów to nie mam za dużo do powiedzenia przy północy. Byli bo byli i tyle. Antoinette jest zamyślona i ma w sobie kilka emocji naraz, poza tym nic o niej nie wiadomo. No chyba że mogę powiedzieć, że jest taką szarą myszką, która nie wie jaką wielką ma moc. Fiyonn jest tak samo nijaki jak każdy męski bohater. Z tą różnicą, ze jest owiany tajemnicą i mrokiem. To tyle z północy.

Czas na POŁUDNIE, bo tu się dopiero dzieje i nie ma w tym żadnego pozytywu. Zacznę od ogółu i przejdę do szczegółów. Świat jest tak wspaniale przedstawiony, że prawie go nie ma. Co totalnie jest dla mnie na minus przy pierwszych tomach serii. Bo w końcu hej, chcę poznać świat, do którego wchodzę i go zrozumieć. W takim razie to nie tutaj. Niby idziemy przez cześć krainy, ale nie do końca wiemy gdzie jesteśmy i co się dzieje. Nie ma konkretnych opisów miejsc, a na mapie wygląda to wszystko dość różnorodnie! Dobra przejdźmy do bohaterów. Siostry Raina i Rose to chyba najbardziej widoczne postaci w tej książce, ale wcale nie na plus. Raina jak dla mnie trochę głupia, co kilka razy pokazała, a Rose to taka jej młodsza wersja, tylko bardziej impulsywna. Męscy bohaterowie - Bash i James są tam tylko po to żeby
a). chronić je
b). romansować z nimi.
Są tak płascy, że nie powiem na ich temat już nic więcej, bo po prostu nie ma co, są i taka ich rola. Ale, ale! Czy na horyzoncie widzę jakieś romantyczne wątki? TAK! i są absolutnie najgorsze! Zacznijmy od Rose, bo ten jestem w stanie bardziej przełknąć. Uwaga zaczynam SPOJLERY. Rose kończy z Bashem. Tak po prostu. Bez rozwinięcia ich relacji i tak, znali się przez całe życie, ale zżyci nie było wcale. Podczas ucieczki dochodzi do nich, że na maksa się kochają, o czym jedna z autorek zapomniała nam napisać. Po prostu kończą w łóżku i wyznają sobie miłość. MIŁOŚĆ CZAICIE? Po kilku tygodniach ucieczki, walki, i smoków tak nagle się kochają i to po grób. Ale nie martwcie się, wątek miłosny Rainy jest milion razy gorszy, bo pojawia nam się trójkąt miłosny, a raczej kąt miłosny pomiędzy Rainą, Tristianem (jej narzeczonym, który ma początku książki został uśmiercony, ale zmartwychwstał) oraz Jamesem, którego bohaterki poznają na początku ucieczki. I zgadnijcie kogo wybiera Raina? Tak! Kolesia, którego zna kilka tygodni, bo przecież tyle razem przeszli. Zatrzymajmy się na chwilę. W momencie, w którym Raina dowiaduje się, że jej narzeczony prawie na pewno nie żyje (którego kochała dodajmy) popłakała się, ale następnego dnia już jej przeszło i ani przez sekundę o nim nie rozmyśla. Całkiem normalne kiedy ginie wasza ukochana osoba, co? Dobra, a więc potem okazuje się, że Tristian jednak żyje, ale Raina odkrywa że oh chyba go nie kocham tak jak Jamesa, bo jestem już INNĄ OSOBĄ. XD. Dodam tylko, że nie ma momentu w fabule, w którym widać raczkujące chociaż uczucie między nią a Jamesem. Dowiadujemy się tego z rozmowy siostr. Ani wcześniej ani później zachowania i gesty bohaterów o tym nie świadczą.
Dobra wychodząc z paskudnych wątków romantycznych przejdę na chwile do smoków. Są i są groźne i wielkie i straszne i tyle, bo jest ich stosunkowo mało i trochę po to, żeby jakoś pociągnąć fabułę. Generalnie na południu dzieją się rzeczy tak, o. Mało prawdopodobne, po to, żeby popchnąć fabułę. Albo to bohaterowie mają takie duże szczęście. Ooo, sam też fakt, że księżniczki uciekają, bo każdy na nie poluje, a zaczynają ufać randomowej osobie (James) i zachowują się tak, jakby znały go milion lat, bo przecież on jest taki mądry.

Wspomnę o zakończeniu, które było tak głupie i niesmaczne. Nie wiem po co, tak szczerze. Ja jestem totalnie na nie.

No dobra to chyba tyle. Okropne to było, bardzo niedopracowane, dużo rzeczy wzięły się znikąd i są bez sensu, a bohaterowie i wątki romantyczne to dno.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Profile Image for podczytany.
316 reviews5,999 followers
March 18, 2022
Niestety, ale rozczarowanie dopadło mnie po czasie.

Zaczynając tę książkę byłem całkiem zaangażowany w historię, chciałem poznać bohaterów i ich przyszłe akcje. Świat wydawał się interesujący.

Nagle wszystko zostało zburzone i dotarłem do momentu, który wzbudził we mnie ogromny zastój. Nie chciało mi się wracać do książki, musiałem robić przerwy po/lub w trakcie rozdziałów.

Moim największym zarzutem jest brak rzetelnych motywów do działania bohaterów. Wszyscy robią coś, ale po co? Walka dla walki? Władza dla władzy? Co wiążę się z tą władzą? Jaki jest głębszy sens?

Relacje nie zostały zbyt dobrze opisane, zupełnie nie czułem więzów pomiędzy bohaterami. Pominę fakt jak absurdalne wydaję mi się, mówienie o „cudownych powiązaniach”.
Rose i bliźniacy zostają połączeni magiczną więzią, no i co? Brakowało mi ogromnie manifestacji tej wspaniałej zażyłości między nimi. Kolejna sprawa to fakt po co ta relacja została nawiązana.
Niemal identyczną sytuację mamy pomiędzy Antoinette i Fiyonnem.

Najbardziej niezrozumiała dla mnie sytuacja dotyczy Tomasa. Jak doszło do jego „przemiany”? Co się zmieniło? C z e m u?? Z zupełnie nieistotnego bohatera stał on się nagle największym wrogiem. W dodatku potężnym wrogiem. A to wszystko wydarzyło się jedynie w ciągu paru tygodni!

Smoki też okazały się nijak umotywowane. Dały przewagę w „wojnie”, ale jedynie w płaszczyźnie świadomości. Dzięki nim Raina została nakierowana na tory: ok, mogę atakować, przecież mam smoki. Wszystko to było bardzo płytkie…

Pominę fakt, że Raina, która posiadała zero doświadczenia militarnego, nigdy nie ćwiczyła żadnych walk nagle bierze miecz w dłoń, zakłada zbroje i idzie walczyć w pierwszych rzędach. Stawia to ją w niesamowicie złym świetle. Nierozważny władca, nie znający swoich możliwości.

Na koniec chciałbym powiedzieć, że początek naprawdę mi się podobał. Dało się na krótko zaangażować w historię. Czytanie jej z towarzyszącymi playlistami stworzonymi przez Annę, było miłe. Potem coś się zepsuło, powstały jakieś zgrzyty. Uważam, że następny tom może podratować te historię dając więcej uzasadnień.
Same autorki niesamowicie lubię i uwielbiam ich filmy, szczególnie BookTalki!

Ocena: na ten moment niestety 2,5.
1 review
March 7, 2022
Niestety bardzo słabo. Pomijając już "jakość" druku (podobno poszedł zły plik), to sam tekst jest kiepściutki, z błędami logicznymi i rozwleczoną akcją. Bezsensowny wątek na zakończenie tomu, wrzucony ewidentnie na siłę, mizerna budowa świata, płaskie i nieciekawe postacie.
Większość pozytywnych recenzji wystawiają koleżanki bestsellerek, natomiast ci, recenzenci, którzy zachowują obiektywizm są jednoznaczni - to jest słaba książka.
Na marginesie dziewczyny powiedziały kiedyś, że "Sarah J. Maas powinna odejść od klawiatury", pomijając czy się z tym zgadzam czy nie, to parafrazując, Bestsellerki nie powinny były nigdy do klawiatury zasiąść.
Profile Image for SantaBella.
71 reviews2 followers
April 15, 2022
Ehh…
No dobra, na początek dwie bardzo ważne sprawy;
Pierwsza - wydanie książki w takiej formie, tj. z gigantyczną ilością błędów i literówek sprawia, że nie mam już ochoty wspierać wydawnictwa We need YA. Niby zły plik poszedł do druku, ale dopiero parę dni po premierze pojawiło się oświadczenie. Czy gdyby popularna youtuberka nie nagłośniła sprawy wydawnictwo w ogóle by temat przemilczało?

Druga sprawa, już przechodzimy do samej treści książki;
Po co pisać książkę „razem”, kiedy opowieści w ogóle się nie łączą. To są po prostu dwie różne historie, a jedyne, co je łączy to uniwersum. To nie ma żadnego sensu, czytelnik się czuje jakby czytał dwie różne książki naraz. Tempo akcji jest całkowicie inne, kiedy w jednej części coś się dzieje, w drugiej siedzą przy stole i jedzą ser. Dodatkowo autorki mają tak różne style pisania, że naprawdę nie czuję, że to jest jedna książka.

Z tego właśnie powodu będę pisała o tych częściach osobno, bo wydaje mi się, że tak też zostały napisane.

Antoinette i Fiyonn:
Zapowiadało się obiecująco. Na początku było tajemniczo i styl tej części podobał mi się trochę bardziej. Problem jest jeden, a w zasadzie dwa. Tu się nic nie dzieje. No nic. Odkąd Antoinette dostała pierścionek jedyne co robią z księciem to siedzą sobie przy stole. A jak nie siedzą przy stole to stoją przed oknem. A potem znowu siedzą przy stole. O, siedzą w powozie, wow. A potem znowu przy stole.

Dopóki u sióstr też nie działo się zbyt dużo dało się to przeżyć, ale odkąd tam wreszcie weszła jakakolwiek akcja, to przerywanie potyczek na opis siedzenia przy stole i rozkrajania sera był wręcz cierpieniem.

Drugim problemem są same postaci występujące w tej części historii, które z pewnością nie pomagają w czytaniu. Antoinette i Fiyonn są tak płaskimi i nieinteresującymi bohaterami, że aż się chce przekartkować ich rozdziały, bo wiemy, że Antoinette będzie przez cały rozdział spuszczała wzrok, a Fiyonn będzie niemiły. Byłam pewna, że czegoś się o Fiyonnie dowiemy, ale nie, on ma jedną cechę charakteru - jest niemiły. A, no i może jeszcze trochę samotny. A Antointette jest miła i spuszcza wzrok. Super. Więcej opisów rozkrajania sera poproszę.

Sister squad:
Ta część jest całkowitym przeciwieństwem. Mamy tu dużo postaci, dużo słabo opisanych walk, miłość pojawiającą się znikąd, magię która nie ma żadnego sensu i zasad, dużo emocji, no i smoki. Wszystko jest okraszone proporcjonalnie większą ilością błędów (szczególnie dziur w fabule) i systemem magii, który nie ma absolutnie żadnego sensu. Nie doświadczymy tu malowniczych opisów stania przy oknie, doświadczymy chaosu.

Akcja najpierw dzieje się tak samo wolno, w jednej części siedzą przy stole, w drugiej jadą na koniu i się gubią. Zmienia się to jednak, gdy pojawiają się smoki, bo wtedy tempo wystrzela w kosmos i od tej pory trwa całkowity chaos, wątki pędzą z prędkością światła zostawiając jakikolwiek sens za sobą. Wszystko gna tak szybko, że zabrakło czasu na ważne sceny np. walka na arenie Rainy, która zostaje skomentowana tylko paroma zdaniami.

Postaci są trochę wyraźniejsze niż na Północy, nie znaczy to, że są mniej irytujące. Oprócz sióstr, które mają jako taki charakter, reszta jest tak samo tekturowa - ich jedyną cechą jest chęć ochrony księżniczek/miłość do księżniczek. Miłość do księżniczek wyrasta często nagle i bez wcześniejszej zapowiedzi, po prostu dowiadujemy się, że oni są w sobie zakochani od paru miesięcy, bo tak i już. Co z tego, że nie mieli żadnych scen razem, tak po prostu jest. No i te bliźniaki, które nie spełniają żadnej roli, rozumiem, że to podwaliny pod drugą część, no ale błagam, scena imprintowania, prawie jak ta Jacoba ze Zmierzchu to już było dla mnie za dużo.

No i Tomas. TOMAS kochany, żadnego sensu nieposiadający. Jakim cudem wszyscy cały czas zapominają o jego istnieniu? Mam trochę wrażenie, że autorka sama o nim zapomniała. Naprawdę nikt nie przewidział, że może się pojawić w trakcie bitwy i z jego super wypasioną sensu niemającą magią pokrzyżować szyki? Czemu wszyscy są aż tacy durni w tej książce?

System magii: a raczej brak. Magia nie ma żadnego sensu, chociażby ogólnego, żeby czytelnik chociaż trochę zrozumiał, co się dzieje. Nie, czasami sobie ktoś początkuje, czasami nie, a czasami Rose używa Kage bunshin no jutsu z Naruto i jest super. Liczę, że w kolejnej części pojawi się sexy no jutsu, inaczej będę zawiedziona.

Oprócz tego oczywiście w całej książę są luki w fabule, czasami jakby ktoś nawet po prostu wyciął cały fragment tekstu. Widać, że części były pisane osobno przez autorki a później sklejone razem - jaki jest więc sens wydawać je razem?

Zakończenie u sister squad tak beznadziejne, że nie komentuję, zakończenie u Antoinette to nie jest zakończenie tylko coś, co powinno się stać na początku zamiast opisów trzepania zasłon. Ale najgorszą częścią zakończenia książki jest to, że obydwie strony dalej nie mają pojęcia o swoim istnieniu i jako czytelnicy nie wiemy nawet, czy powinniśmy spodziewać się jakiegokolwiek połączenia książki w kolejnym tomie, czy znowu dostaniemy dwie różne poszatkowane historie?

No generalnie nie polecam. Może się kiedyś nauczę, że to, że ktoś fajnie recenzuje nie oznacza, że dobrze pisze, ale to chyba jeszcze nie ten czas, bo pewnie z ciekawości sięgnę po drugą część.
Profile Image for Bartek.
142 reviews3 followers
August 15, 2022
1/10
Podsumuje to tak: W ciągu jednego tomu na południu doszło do zamachu stanu, ucieczki księżniczek przez ćwierć kontynentu, dołączenia księżniczek do tajnego bractwa które opiekuje się smokami, pompatycznego powrotu księżniczek z tajnego smoczego azylu, triumfalnego przemarszu księżniczek przez ćwierć kontynentu na czele armii którą zgromadziły w 2 tygodnie, a następnie gigantycznej bitwy zakończonej odzyskaniem utraconego tronu.
Tymczasem na północy bohaterka awansowała na ochmistrzynie, pojechała do zimowej posiadłości, zobaczyła ducha i zaliczyła swój „You’re wizard Harry” moment, coś tam się pouczyła, poromansowała z księciem, zima się skończyła a ona wróciła do stolicy
Trochę dysproporcja nieprawdaż?

Książkę czyta się jak posklejane fragmenty kilku tomów przez co wydaje się nie logiczna i konfundująca. Rozdziały są krótkie, a niektóre dosłownie opiewają na jeden bardzo rozciągnięty (i nic nie wnoszący) dialog. Kompletnie nie zachęciła mnie ta książka do czytania kontynuacji, generalnie jest masakra.
Zero jakiegokolwiek napięcia w scenach kluczowych dla fabuły, niby show don’t tell takie ważne ale to narrator opowiada nam wszystko. Acha i najgorsze co może książkę spotkać czyli nieumiejętnie powyginana czasoprzestrzeń- w wątku północnym wydaje się ze czas płynie wolniej, czytając południe zaś miałem wrażenie ze czytam fragmenty wielo-miesięcznej kampanii, która zostaje opisana dosyć pobieżnie ze względu na ostatnią bitwę (która jest do dupy).
Gdyby rozciągnąć wątek brygady RR(jak roboczo nazywam grupę Rainy i Rose) to można by napisać oddzielną trylogię. Należy tez zaznaczyć że na południu wszystko dzieje się tak szybko ze nie zdążamy poznać bohaterek, a na końcu powieści dowiadujemy się od narratora ze się zmieniły, a dla nas biednych czytelników one nadal mają imię, nazwisko i absolutny brak cech.
Północ tez nie jest idealna, jest nudna i rozciągnięta ale treść którą przekazuje bardziej nadaje się na pierwszy tom.Lepiej poznajemy Antoinette i mimo ze jej ciagłe wachania i rozkminy mogą doprowadzać do szału to kultura historia i magia północy są bardziej szczegółowe a przez to przyjemniejsze w odbiorze. Poza tymi ze nazwiska bohaterów Corvus- kruk i Corvidae- krukowate (nazwa rodziny zwierząt) są najbanalniejszym rozwiązaniem to naprawdę jest całkiem nieźle - nudno ale z ładnymi perspektywami na przyszłość i za to 1 gwiazdka.

Jestem zawiedziony i aż przykro się na to patrzy bo marketing był taki jak przy premierach tak dużych nazwisk jak schwab, shannon czy Kuang wiec oczekiwałem (i myśle ze nie tylko ja) wiele a LoPiW moim zdaniem zasłużył na maksymalnie jedną gwiazdkę.
Generalnie straszy shit nie polecam.


Disclamer dla osób słuchających muzyki do czytania: wybierzcie coś czego nie lubicie bo obrzydziłem sobie jedną z ulubionych piosenek Whitney Houston - I learned from best - słuchanie jej już na zawsze będzie mi się kojarzyć z brygadą RR oraz legendą o zasłonach i wątpliwościach.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Profile Image for Szaman.
199 reviews14 followers
March 2, 2022
[mogą się pojawić małe spoilery]

Bardzo byłam na Lopiw nakręcona. Bardzo, bardzo, toteż lekki ukłon w stronę wydawnictwa bo akcja marketingowa była świetnie zaplanowana. Gdzieś chwilę przed premierą pojawił się jeden zgrzyt, ale o tym później. Bardzo lubię też kanał autorek i ich poleceniom ufam niemal w ciemno.

Pierwsze 100 stron, może trochę więcej, bardzo mi się podobały. Literówki i nadzaimkoza trochę przeszkadzały, ale byłam jednak zaangażowana. Wątek Rose i Rainy z wielkim bum! na dzień dobry, Antoinette slow burn i fenomenalny klimat - naprawdę było spoko. Bohaterowie na tamten moment też byli ok, lubiłam Rainę, irytowała mnie Rose. Byłam wciąż nastawiona pozytywnie. Tylko potem wszystko zaczęło się psuć.

Wątek pólnocny to był totalny "slow" bez "burn", mamy niekończące się przemyślenia a co jeśli i być może, co o tym myślę i jak się czuję. Z kolei drugi wątek jest pospieszony i jakkolwiek akcyjnie jest to poprawne, to leżą tutaj rozwój bohaterów i relacje między nimi. Jak ktoś nagle zaczyna myśleć o tym jak się zmienił/a w ciągu ostatnich tygodni, to tylko myślałam sobie: co, jak i kiedy? Za dużo jest opowiedziane (to jest w ogóle jeden z największych problemów lopiw), za mało pokazane. A tyczy się to głównie relacji między bohaterami. Wyjaśniono nam dlaczego się lubią, ale zupełnie nie widać, że tak faktycznie jest. Dowiadujemy się, że ponoć się zakochują, ale też tego nie obserwujemy, poziom chemii bliski jest zeru (ciekawym wyjątkiem jest Antoinette i arcyksiążę, bo właściwie nie wiadomo, czy to faktycznie coś, czy magia). Ktoś na kogoś spojrzał, ktoś ktoś coś pomyślał i nagle wyznanie. Za dużo w głowie, za mało interakcji, żeby było wiarygodnie.

To wszystko na przestrzeni ponad 300 stron wymęczyło mnie tak strasznie, że końcówka, która faktycznie ruszyła z kopyta (nareszcie zawiązując jakiś wątek na północy) niespecjalnie mnie zaangażowała. Chciałam po prostu skończyć czytać. Mam wrażenie, że znów, było tutaj za dużo rzeczy na raz i patrząc, że opisywano wydarzenia ważne dla fabuły, były pospieszone. Nie rozumiem też celu pewnych brutalnych scen wspomnianych również w recenzji Nyx, a dokładniej - nie rozumiem opisywania tego wszystkiego. Wspomnienie co się stało, opis jak wyglądała bohaterka po wszystkim - to by wystarczyło, jest to wystarczająco uderzające i przyciągające współczucie. Ale opisy wszelkich zadawanych cierpień?

O wątku północnym niewiele mam do powiedzenia. Relacje między bohaterami są lepsze, ale za to akcji nie ma w ogóle. Ot trochę nauki, mnóstwo przemyśleń, jakaś kolacja, podróż.

Budowa świata też jest trochę chaotyczna. Północ jest bardziej rozbudowana i klimatyczna, południe hmm... to raczej po prostu generic fantasy world. Czy mi to przeszkadza? Z reguły nie. Ale kiedy reklamuje się świat przedstawiony jako wyjątkowo dopracowany i różnorodny, to muszę o tym wspomnieć. Dopracowania wymaga też system magiczny, bo tak naprawdę ciągle nie do końca wiemy, co można a czego nie (i znów, północ jest bardziej dopracowana niż południe).

Na koniec wchodzi ta część z marketingu, która mocno mi zazgrzytała i po raz pierwszy się zawahałam, czy to będzie dobra lektura. A mianowicie zachęta do czytania bo "zakończenie i kolejne tomy będą tego warte". ? Brzmi to niemal jak: większość książki nie będzie bardzo ciekawa, ale przeczytajcie te prawie 500 stron, bo ostatnie 100 wam to wynagrodzi (nie) i dla mglistej obietnicy, że kolejne części będą lepsze? Nie wiem czy po nie sięgnę, skoro pierwszy tom mnie nie zachęcił, a tego bym się spodziewała po wprowadzeniu do historii: zaciekaw mnie na tyle, żebym chciała wiedzieć co dalej.

Nie wspominam o błędach za bardzo - pojawiło się już oświadczenie wydawnictwa, że pomylono pliki. Cóż zdarza się, dla czytelników to po prostu niedogodność, ale bardzo współczuję autorkom, myślę, że byłoby mi bardzo przykro, gdyby mnie to spotkało.
Profile Image for Marieta.
95 reviews7 followers
March 23, 2022
Najgorzej, kiedy książka nie porusza mojej wyobraźni. Tak było w przypadku „Legendy o popiołach i wrzasku”. Od samego początku czytałam ją tylko po to, żeby ją skończyć. Nie pomagały w tym liczne błędy, a przede wszystkim powtórzenia, nierzadko linijka pod linijką.

Historia ma wiele wad: papierowych bohaterów, relacje miłosne (i nie tylko) znikąd, antagonistów bez twarzy i charakteru, słabo wyjaśniony system magiczny (nie rozumiałam ani walki z wiedźmami, ani „cudownej” więzi pomiędzy jeźdźcami smoków) oraz naprawdę toporny styl, który to, co miał spowalniać, przyspieszał, a to, co miał przyspieszać, spowalniał.

Uwagi te tyczą się głównie historii Rainy i Rosemary. Część Antoinette miała jakąś szansę na stanie się ciekawą (pomimo głównej bohaterki bez charakteru). Była lepiej napisana, mniej chaotyczna, ale niestety zajmowała 1/3 książki w stosunku do drugiej perspektywy (lub perspektyw, których było zdecydowanie za d u ż o).

Poza tym, „Legenda o popiołach i wrzasku” nie oferuje niczego nowego. Można próbować tę historię bronić, mówiąc że w literaturze wszystko już było, dlatego nieważne, że motyw jest stary. Ważne, że ogra się go w nowy sposób. Tylko nawet tego nowego sposobu nie widzę.

Naprawdę mogłabym rozwinąć tę opinię na wiele więcej znaków, wejść w spoilery, ale nie chce mi się marnować więcej czasu. Podsumuję pytaniem, które pojawiało się w mojej głowie w trakcie czytania: Ciekawe jak Bestselerki oceniłyby tę książkę, gdyby dostałyby ją jako recenzentki?

*Chciałam tego nie zaznaczać, ale po tym jak gorzka ta ocena wyszła, czuję, że muszę. Lubię autorki i ich kanał. To, jakie wrażenie wywołała na mnie ich druga książka (nie lepsza od pierwszej) tego nie zmieni.
Profile Image for Emilia.
462 reviews50 followers
January 29, 2024
Recenzja z 2022 >

Jak już się pozbierałam po tym co przeżyłam czytając tę książkę to czas na parę zdań ode mnie.

Tak długo czekałam na książkę, która mnie nie oszczędzi i zafunduje mi rajd jakiego jeszcze nie znałam. Przez LOPIW ja dosłownie płynęłam, rozdziały tak dobrze przeplatały się ze sobą, że nie byłam w stanie odłożyć książki, przeczytałam ją na dwa posiedzenia i nie żałuję. Co prawda widzę tu małe niedociągnięcia, szczególnie czułam niedosyt podczas scen bitewnych, ale zakończenie rekompensuje wszystko. Miałam łzy w oczach i nadal nie jestem w stanie uwierzyć, że to wydarzyło się naprawdę! Widać jak dużo autorki włożyły pracy i serca w te książke i nie mogę się doczekać kolejnych części.

Jestem pod wrażeniem jak prawdziwa jest ta książka, nie ma tu szczęśliwych zbiegów przypadków czy zmartwychwstań 🙂... Panuje tu brutalna rzeczywistość, która szokuje czytelnika na każdej stronie. Ani razu nie miałam w głowie myśli, że coś jest nielogiczne lub naciągane. Bohaterowie są z krwii i kości i nie da się im odebrać realności z jaką zostali stworzeni.

Jedynym minusem który zauważyłam to były te nieszczęsne sceny walki/akcji, które według mnie były zbyt przyspieszone, lub nie do końca dobrze zrealizowane. Jednak ta uwaga tyczy się raczej tych mniejszych potyczek, bo samo finalne starcie było bardzo udane. No i ja nie uwierzę nikomu kto mi powie, że przewidział końcówkę.. Nikt nie wiedział, że to nadchodzi.. Nikt...

Mam ogrom pytań i nie wiem czy chce znać odpowiedzi na niektóre z nich 😩. Polecam z całego serca, ale mam wrażenie, że ta książka jest tylko dla tych o silnych nerwach.

Ps: Od pierwszego momentu, kiedy poznałam Fiyonna i Antoinette jestem przekonana, że oni są dla siebie stworzeni!! Tristan też absolutnie podbił moje serce ❤️

4.6 👑/ 5 👑

-----------------------------------------
Recenzja z 2024 >

Czy znów płakałam? Tak, znów płakałam. Nadal płacze pisząc te recenzje. Naprawdę muszę przestać czytać książki, które doprowadzają mnie do łez, bo to się już staje nudne.

A tak już na serio, to uzupełniając trochę moją poprzednią recenzję, muszę przyznać iż nadal jestem tak samo zachwycona tą historią I absolutnie uwielbiam każdy pomysł, który autorki tu zawarły, a fabuła idzie w tak idealną stronę, że nie jestem w stanie mieć jednego zażalenia.
Jednak wydaje mi się również, że dostrzegam więcej wad całej powieści jako iż miałam teraz możliwość, znając wcześniej fabułę, skupić się na innych elementach powieści.

Pamiętam, że poprzednio też delikatnie uważałam wątek smoków i bliźniaków za niedopracowany, teraz również tak myślę i nawet jeszcze bardziej rzucało mi się w oczy to jak został on na siłę wepchnięty, a cała ta więź Rose z Verem i Vasem była kompletnie od czapy! Wolała żeby jej tam nie było, albo żebyśmy dostali kilka dodatkowych rozdziałów z innych perspektyw, na przykład bliźniaków, ponieważ to wzbogaciłoby całą historię i na pewno tylko pomogło. A tak to dostaliśmy trochę wypchniętych na siłę motywów. Ale jednak nie mogę tej książki nazywać pod żadnym pozorem schematyczną ani zwyczajną, bo mam właśnie wrażenie że ludzie nie doceniają jak oryginalna jest ta historia. Sięgając po nią oczekują kolejnej przygodówki ze smokami, której znajdziemy enemies to lovers i szczęśliwe zakończenie, a tymczasem dostajemy kompletnie coś innego!! Takich czytelników może to tylko rozczarować i trochę pozostawić z poczuciem "ale co to się właśnie wydarzyło?" Nie rozumiejąc zamiarów autorek gorzej też patrzą na całość powieści. Ja bardzo doceniam pomysły i oryginalność tej historii, dopracowanie - szczególnie zakończenia, które było przepiękne ale zarazem straszliwie bolesne. Mnóstwo motywów, bardzo wartościowych, a Raina to po prostu moja królowa i bije przed nią pokłony. Jest tak genialnie poprowadzoną postacią od początku do końca, tu nie ma żadnego ale.

A przechodząc już do innego końca tego kontynentu czyli Fionnya i Tośki, to zdecydowanie jestem fanką ich relacji i co prawda chyba nie byłam tak zaangażowana w ten wątek jak bym tego chciała, ale nadal uwielbiam Kruczka, a to co ten gościu odwalił na końcu to jest po prostu mistrzostwo. Ostatni rozdział z jego perspektywy.. miałam ochotę wziąć tą książkę i walnąć chłopa w łeb, ale to tylko wyłącznie dowodzi oryginalności tej historii i że nie jest to po prostu zwykły moralnie szary bohater, który znalazł sobie swoją piękną kobietę i teraz będzie oddawał jej pokłony i kochał ponad życie. Tak nie jest!

Cudo! Mnóstwo otwartych drzwi i pełne pole do popisu dla autorek.

4.2/5
Profile Image for Ferhora.
179 reviews15 followers
April 13, 2022
DNF
Tego nie da się czytać i wcale nie ze względu na kiepską korektę (to najmniejszy problem tej książki).
Jestem w szoku, że ktoś nie wstydził się tego puścić drukiem. Wymienianie błędów mija się tutaj z celem, cała ta książka to jeden wielki błąd wydawniczy. Czekałam na nią długo, a teraz żałuję, że się jednak doczekałam.
Profile Image for dominika.a.a.
507 reviews44 followers
February 27, 2022
Jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłu na tę historię oraz kreacji bohaterów. Od początku byłam bardzo zaintrygowana i zaangażowana. Przyznam, że były momenty zagubienia (choć dla takiego amatora fantastyki jak ja- nie ma się co dziwić 😂) i zwątpienia dokąd właściwie ta fabuła zmierza. Uważam jednak, że idealnie wyważono sceny akcji z bardziej spokojnymi dialogami i przemyśleniami. Widać, że w tę historię włożono ogrom pracy i serca. Wyczekuję kolejnych tomów, ponieważ zakończenie pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi 🥲
Może i zdarzyło się trochę literówek i błędów, ale nad tym nie chcę się rozwodzić.
Zabrakło mi trochę większego przywiązania emocjonalnego do niektórych postaci i wydarzeń, ale liczę na to, że wraz z biegiem historii będzie ono coraz większe.
Dziewczyny, jeśli to czytacie- gratulacje! Stworzyłyście ogromną, angażującą historię, w której zakocha się niejeden czytelnik 🖤❄️
Profile Image for Isobel Welsh.
12 reviews
March 9, 2022
600 stron, które można zdefiniować dwoma słowami: męka i cierpienie.
Do książki podeszłam z otwartą głową, zaciekawiona wkroczeniem w nowy świat, jednak dość szybko zorientowałam się, że nie czeka mnie nic przyjemnego.
Pomijając błędy po stronie wydawnictwa, książka niemiłosiernie się ciągnęła i nie, nie jest to cecha high fantasy. Uwielbiam Martina i Sandersona, a to było po prostu nudne.
Dziewczyny uprzedzały, że to nie będzie nic wyjątkowego wątkami, że to ich egzekwowanie się liczy, nie sam wątek i... poległy na każdej płaszczyźnie. Z jednej strony mamy cichą myszkę, która okazuje się władać magią, a z drugiej pędzące przed siebie wydarzenia i źle ułożone wątki romantyczne. Skończywszy tę książkę było mi po prostu przykro, bo chciałam ją polubić, bo dziewczyny tak długo nad nią pracowały, bo sama wiem, co znaczy pisać, ale, niestety, nie mogę powiedzieć o niej nic dobrego.
A potraktowanie pewnej postaci na samym końcu? Obrzydliwe. Sądziłam, że dziewczyny są rezolutniejsze i jeśli już chciały wpleść taki wątek, rozpiszą go lepiej, a nie potraktują jak tanie granie na emocjach, czego podobnie również chyba nie lubią w książkach. :)
Profile Image for geekyfangirlstuff.
198 reviews477 followers
March 19, 2022
niestety lekkie rozczarowanie :(

totalnie nie przekonali mnie do siebie bohaterowie - nie przeżywałam ich przygód, ciężko było mi zapamiętać kto kim jest i nikt tak naprawdę nie zapadł mi w pamięci ani nie skradł serca.

co trzymało poziom tej książki to super mroczno-magiczny klimat oraz wciągająca fabuła, którą jednak nie zawsze rozumiałam (ale to high fantasy, więc normalnością jest zamieszanie w głowie)

moja ocena to coś między 2,5 a 3 na 5⭐️
Displaying 1 - 30 of 412 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.