Nic drobniej nie będzie to kronika wydarzeń. Sprawozdanie z ostatnich paru lat. Jest tu mowa o rzeczach, które działy się tymczasem i mimochodem. Drobiazgach zwiastujących koniec epoki. O zniczach w kształcie Polski i wojnie z dynią. Ale także o żółwiach, klamkach, hotelach i wizytach u krewnych. O kubełku na zmieszane, emotikonach, przedwojennej złotówce, strategiach oporu, glinianych gwizdkach. O dorastaniu dzieci. O wspomnieniach. I o tym, jak przetrwać tournée literackie. Jest też o prawdziwych wojnach, prawdziwych lękach, nadciągającej przemocy. Czasami poetycki język i humor dają na chwilę odpór brutalności świata.
Na książkę składają się felietony, które Marcin Wicha publikował w latach 2017–2021 na łamach magazynu Pismo, oraz nowe teksty.
Było felietonistów wielu. Ale prawie żaden z nich nie opanował formy tak doskonale jak Marcin Wicha. W „Nic drobniej nie będzie” objawił się czytelnikom mistrz, który czasem świadomie rozsadza felietonową strukturę i podąża ku opowiadaniu czy prozatorskiej miniaturze.
Książki drożały, papier był w cenie, a gazety przestały walczyć o czytelnika. Nastały czasy subskrypcji i pojedynków na suby. Dyrektorzy teatrów w small-talkach pytali się o to, co im wyłączono, a polityk z Żoliborza najchętniej wyłączyłby wszystkich. Powietrze w połowie września miało zapach świąt spędzanych w rodzinnej okolicy, gdzie tradycja palenia czym popadnie została w tym roku zalegalizowana. I był to czas, gdy ukazała się książka, która nie zmieniła świata, a przecież zapowiadała się tak dobrze. Czas książek zmieniających świat już minął. Może i dobrze, bo nic nie zapowiadało, że papier stanieje, a przecież na zmianę świata powinni załapać się wszyscy.
Niestety, chociaż uwielbiam "Rzeczy, których nie wyrzuciłem", felietony do mnie nie trafiły. Ot, luźne obserwacje i komentarze, niektóre ciekawsze niż inne, ale żadne specjalnie wnikliwe czy oryginalne.
wbija szpileczki, uwiera, gniecie. wicha opisuje to, co polskim felietonistom zajęłoby kilkanaście stron na dwóch-trzech. i robi to niezwykle trafnie. świetna książka, czytajcie.
Nie wszystko jest tu zachwycające, ale za niektóre teksty, puenty, wersy, zdania, dałabym i 5/5. Lubię Wichę, bardzo. Tam gdzie inni potrzebowaliby 10 stron, by mnie poruszyć, jemu wystarczą dwa słowa. Mistrz drobiazgu.
Faktycznie: drobiazgi, faramuszki, kawałki i okruchy. Tematycznie niepowiązane, razem tworzące kronikę życia w Polsce circa lat 2015-2020. Są wybory, wojny, rozważania środowiskowo-ekologiczne, koronawirus, afery rządowe. Z drugiej strony nie brakuje chwil i przemyśleń natury intymnej i rodzinnej. Dla mnie jednak wszystko okazało się zbyt lapidarne i niepogłębione, a przez to niestety nieco błahe i czasem w przykry sposób pretensjonalne. Przypuszczam, że za pół roku będę miała poważny problem z przypomnieniem sobie czegokolwiek z tej lektury.
Jedne na piątkę z wykrzyknikiem (i przepisanie do kajeciku cytatów), inne na trójkę. Gorzej niż father, mother, lepiej niż Kierunek...
Broszurowy format uroczy, litery też, i niepraktyczna (nie da się na mokro umyć, zdezynfekować), a la lastryko, okładka. (mimo wszystko) Bardzo ładny przedmiot.
No i cyk, felietoniki zremonetyzowane. Było trochę dobrych (trochę), było dużo otoczaków i kapsli, garść mułu, KODwave po latach równie męczące. Nic wyżej nie będzie.
Autor ślicznych „Rzeczy...” pokusił się o udokumentowanie ostatnich podrygów starego politycznego i społecznego porządku zakończonego w 2015, podlanych przenikającą tu i ówdzie „humanistyczną” swobodą i dystansikiem. Czyta się przez palce niczym koszmar, tyle dobrego że szybko — to papka jak posty na fejsie.
Na szczęście, co pokazuje czas, to gatunek na wymarciu. Absurdem jest wydawanie w 2022 roku zbioru felietonów których data ważności minęła siedem lat wcześniej. (Samo?)ośmieszanie autora.
Niektóre z tych felietonów Wichy mają dla mnie dla mnie określony termin przydatności, datę od do. Tak jak były czasy, o których dużo mówiła loteria covidowa i hulajnoga elektryczna umieszczone w jednym zdaniu, tak u Wichy trwają czasy z pojedynczymi punktami zaczepienia, szybko nazywanymi emocjami, komentarzami sarkastyczno-spolegliwymi, świerkami od studentów, sosnami z Białowieży i modrzewiami z wolnego wybiegu na święta, feminatywami i feminatywkami, wojnami z kurzem i wojnami z błotem, słońcem, które przechodzi na pracę zdalną. To moje ulubione momenty z czasów Wichy. Dużo było jednak takich, w których się rozminęliśmy. Przeleżały w szafce za długo.
Bałam się Wichy od lat. Nie lubię i nie chcę myśleć o śmierci bliskich. Po dziecinnemu udaję, że dopóki o tej śmierci nie myślę, dopóty jest poza rzeczywistością. Odważyłam się, bo co złego może się chować w znanych przecież felietonach. Boję się Wichy dalej. Ale teraz przynajmniej wiem już na pewno, że dużo tracę. Może kiedyś się przełamię, na razie jeszcze nie.
szczerze o wszystkim i o niczym. męczył mnie bardzo język felietonów i ich bardzo krótka forma- jak autor wskazuje, drobniej się nie dało. możliwe, że teksty bardziej przypadłyby mi do gustu gdybym czytała je oddzielnie, w większych odstępach czasowych.
+ Świetnie napisana, tak lekki język, a jednocześnie dotykający tak ważnych tematów. Jest tam i sarkastyczny komentarz, jak i nostalgiczny opis. Słowa, które pobudzają automatycznie wyobraźnię, przenoszą w inny świat. Czuć, że książka nie jest na siłę, idealnie skrojona.
+ Pięknie wydana, to naprawdę trzeba podkreślić. Wiadomo, zasługa Karakteru.
"Nie wygląda to wszystko najlepiej, ale cóż. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Potem zawsze tak mówią: »Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo«. Oczywiście, że obiecywali. Cała sztuczka polega na tym, że trudno wskazać, kto dokładnie obiecywał. Obietnica unosiła się w powietrzu. [...] Miało być dobrze. Przyszło nam żyć wewnątrz ogromnego "długo i szczęśliwie". Kto żył nieszczęśliwie tego nie było. Nie zasługiwał na nic. Był złym pracownikiem. Nieprofesjonalnym człowiekiem."
Nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak "Rzeczy, których nie wyrzuciłem", ale w dalszym ciągu jest coś bardzo przyjemnego w tych tekstach, coś, co każe mi się zanurzyć między wyrazy i trwać jak inkluzja w bursztynie.
Lubię jak pan Wicha pisze. Jak bawi się zdaniami. Jak składa te robaczki w treść, która trafia do mnie gdzieś podskórnie. I każe mi się zastanawiać z jakimś smutkiem nad tym, nad czym zastanawiać się nie nawykłam.
Jako, że w końcu udało mi się przeczytać wszystkie książki Wichy, robię tier list 1. Jak przestałem kochać design (książka uwielbiana za brak spolszczenia słowa design w tytule) 2. Nic drobniej nie będzie (głównie pierwsza połowa esejów, tematy raczej aktualne, ale widać naleciałości pandemiczne) 3. Kierunek zwiedzania (za to, że nawet jak nie wiesz o co do końca chodzi autorowi, to dobrze się to czyta) 4. Rzeczy, których nie wyrzuciłem (pozycja krótka, aczkolwiek wymagająca, nieobecna na mojej półce) Dziękuję za uwagę
sarkazm, nostalgia, drobnostki życia codziennego - to wszystko zamknięte w formie króciutkich felietonów. bardzo przemawia do mnie język, jakim operuje autor. do tego ta cudowna końcówka... po prostu coś świetnego!!
felietony rzeczywiscie dosc nierowne. pierwsza polowa bardzo dobra, potem slabnie, koncowka (ale to moze z powodow autobiograficznych) bardzo mna szarpnela.
mimo ze generalnie nieco oponuje przed opowiadaniem o przejeciu wladzy przez pis na bazie dychotomii my-oni bez niuansow, nadal dobrze, ze ktos ten dziwny moment historyczny opisal. i dobrze, ze to wicha.
Nie trafia do mnie, coś w jego pisaniu jest takiego ze te jego myśli i słowa wydają sie takie jakies… (?) nie wiem zbyt proste prostolinijne? Nie wiem jak to nazwać. Poza tym wydawanie felietonów pod podstacja książki to skrajna ignorancja
Książka napisana nieco zbyt szybko, a może raczej powinnam powiedzieć - felietony zebrane za wcześnie. Jednak niezależnie od tego czytało się to bardzo dobrze. Są to teksty, w większości publikowane już w prasie, a traktują o zjawiskach społeczno-kulturalnych 2017-2021. Wicha celnie i bez filtrów opisuje rzeczywistość, brzmi to bardzo naturalnie i przystępnie. Myślę, że najbardziej docenią starsi czytelnicy, a generacja Z może się nawet niejednokrotnie obrazić na autora. Jeden z moich ulubionych fragmentów to ten o licealistkach kupujących drewniane pale, do których chcą umocować plakat z napisami na manifestację związaną ze zmianami klimatycznymi. Dziewczyny nie rozumieją w ogóle w czym mają brać udział, ich wiedza jest zerowa, a dodatkowo brak im umiejętności praktycznych na poziomie podstawowym (mają problem z obsługiwaniem kleju). Polecam.
Wicha jest mistrzem słowa. Absolutnie i bez żadnych wątpliwości. Ma też zmysł obserwacji, oko i ucho do znaczących szczegółów. Chciałabym, by pisał dłuższe formy, bym mogła się zachwycać pełniej językiem i konstrukcją. Jego felietony to myśli krótkie, poszarpane. Wiele tu tematów, od rodzicielstwa, przyrody, poprzez ekologię, wojnę, po upływ czasu. Niektóre bardzo do mnie trafiały, inne mniej. Najbardziej te osobiste. Tak to już jest, że oczekujemy od autora "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" i "Jak przestałem kochać design" podobnych tekstów. Sam autor z dystansem pisze, że "ta książka to nie, ale ta poprzednia!". Mój ulubiony cytat z "nic drobniej nie będzie" to "odszczepieńcy, dźgający Ojczyznę zaimkiem wskazującym".