A więc, to co przeczytałam u Kanta, to był w całości profesorski żarcik. Zaczął od tego, że idąc śladem najsprytniejszych filozofów, najpierw będzie prawił na wysokim poziomie abstrakcyjności po to, by na końcu sięgnąć po argumenty z doświadczenia i w ten sposób olśnić czytelnika. Troszkę naśmiewa się ze Swedeborga i tych, co wierzyli w jego historie, ale robi to bardzo poczciwie. Wspomina o tym, że nie ma nic “uwłaczającego” w tym, że zajmie się przez chwilę sferą oszustw i manipulacji, bo w sumie co za różnica czy filozofa zwiodą pozorne dowody rozumu, czy wiara w kłamliwe opowiadania... PS: Przytacza ze trzy legendy miejskie z epoki. Najlepsza jest ta opowieść, w której jakaś kobieta poprosiła Swedenborga o to, żeby skontaktował się z jej zmarłym mężem, bo jubiler twierdził, że mąż nie opłacił sreber przed śmiercią. Żonka nie dawała wiary, bo mąż był bardzo uczciwy i skrupulatny. Swedenborg wskazał odpowiednią szafę, w efekcie kwit (na dowód zakupu u jubilera) się znalazł. Zaradna żonka.
Tymczasem, Pan Swedenborg dzielił swoje zjawiska paranormalne na trzy rodzaje. 1. oddzielenie duszy od ciała: stan pośredni pomiędzy snem a czuwaniem (tu widział, słyszał, dotykał duchów). 2. Omamienie przez duchy (chodził po ulicy nie błądząc, będąc jednocześnie w zupełnie innym kraju, widząc inne domy, ludzi. Taka podróż astralna). 3. Zwykłe codziennie odczuwanie świata duchów dostępne każdemu, ale tylko Swedenborg robił z niego użytek, bo twierdził, że jego wnętrze jest prawdziwie otwarte.
Co na to Kant? No ogólnie nie był fanem. Wyłapałam głównie dwa główne tropy myślowe (ale pewnie było ich trochę więcej). Po pierwsze pisał, że jeśli oba światy (zmarłych i żywych) mogą się przenikać i są wśród żywych ludzie zdolni do komunikacji z duszą zmarłego, to w sumie to trochę dziwne, że jest to zjawisko aż tak rzadkie… Czemu ta komunikacja między światami nie zdarza się każdemu z nas nagminnie? Po co ta instytucja ludzi-mediów? Po drugie: zauważył, że jeśli jest to faktycznie jakiś rzadki dar, na który trzeba być specjalnie otwartym (jak utrzymują jasnowidzący), to z kolei trochę dziwne, że za tym darem widzenia i słyszenia zmarłych nie poszło odebranie czegoś ze zdolności świata doczesnego (np. zdolności zwykłego widzenia).
Takich spostrzeżeń było więcej, ale raz, że nie wszystko byłam w stanie zrozumieć, a dwa spamiętać. Niemniej styl ma ładny. Tutaj próbka stylu wysokiego: "Arystoteles mówi gdzieś: Gdy czuwamy mamy świat wspólny; gdy śnimy, każdy ma swój własny. Sądzę, że można ostatnie zdanie odwrócić i powiedzieć: skoro każdy z ludzi ma swój odrębny świat, domyślać się należy, że każdy z nich marzy. Wychodząc z tego stanowiska, skoro rozważamy twórców urojonych światów myśli, z których każdy mieszka spokojnie w swoim własnym, wykluczając bezwzględnie inne, zadowolnimy się tym, że wobec sprzeczności ich wizji zaczekamy cierpliwie, nim ci panowie prześnią sny swoje”.
A tu próbka stylu niskiego, gdy robi sobie jaja: "Nie będę miał za złe czytelnikowi, jeśli, zamiast uważać wizjonerów za półobywateli drugiego świata, zaliczy ich po prostu do kandydatów do domu zdrowia. Skoro więc staniemy na tym stanowisku, musi się zmienić i nasz sposób traktowa nia podobnych zwolenników świata duchów, a jeśli niegdyś uważano za konieczne palić niektórych z nich, możemy zadowolnić się dziś tym, że przepiszemy im środki przeczyszczające. Wobec takiego położenia rzeczy staje się zbyteczną rzeczą sięgać tak głęboko i poszukiwać, przy pomocy metafizyki, tajemnic w rozgorączkowanych mózgach, ulegających złudzeniu wizjonerów. Przenikliwy wzrok Hudibras'asam tylko mógłby rozstrzygnąć zagadkę; zdaniem jego bowiem, gdy wiatr hypochondryczny dmie we wnętrznościach, to wszystko zależy od jego kierunku, jeśli zwraca się ku dołowi wynika stąd.... ; jeśli ku górze— staje się zjawiskiem lub świętym objawieniem".