Przełomowa biografia pisarki Stanisławy Przybyszewskiej, autorki zekranizowanego przez Andrzeja Wajdę dramatu Sprawa Dantona, i jej matki – malarki Anieli Pająkówny.
W czerwcu 1899 roku Aniela Pająkówna, obiecująca młoda malarka, poznaje Stanisława Przybyszewskiego. Słynny pisarz wywiera na niej ogromne wrażenie, a owocem ich romansu jest córka – Stachna.
Choć pozornie nieistotne, okoliczności narodzin Stachny determinują losy i matki, i córki. Dla Anieli rozpoczynają się lata towarzyskiego ostracyzmu, zmagań o zalegalizowanie istnienia Stachny i nadanie jej nazwiska ojca, walki o codzienne przetrwanie. Jej córka, dziewczyna o szerokim, oryginalnym umyśle, imponująca dyscypliną i erudycją, nigdy nie uwolni się od skomplikowanej relacji z ojcem. Anna Kaszuba-Dębska konfrontuje sylwetki obu artystek – ich wychowanie i dojrzewanie do twórczości, życiowe wybory, środowiska, drogi artystyczne i wzajemne oddziaływanie na siebie.
Postać Przybyszewskiego położyła się cieniem nie tylko na losach obu kobiet, ale także na pamięci o nich. Autorka pozbywa się tej patyny i ukazuje Anielę i Stachnę tak, jak na to zasługują: jako pełnokrwiste, intrygujące artystki, o których życiu zdecydowały bezwzględne realia epoki. Daje głos tym, które go nie miały.
Świetne. Rozwalające młodopolski mit boga Przybyszewskiego i sprowadzający go do płaskiej postaci oszusta i mężczyzny wykorzystującego swoje kobiety - w tym dzieci. Oraz fenomen Anieli Pająkówny, która urodziła Przybyszewskiemu nieślubną córkę i naznaczona tym wówczas porzuciła rokującą karierę malarki na rzecz wychowania dziecka. Oraz smutny fenomen tejże córki, która w głodzie i chłodzie w młodym wieku dokonała żywota.
Podwójna biografia Stanisławy Przybyszewskiej, pisarki oraz jej matki Anieli Pająkówny, malarki. Myślę, że koncept zainspirowany wspaniałą, pełną rozmachu analogiczną "duetową" biografią pisarki Mary Shelley i jej matki filozofki, protofeministki Mary Wollstonecraft - "Buntowniczki" - pióra Charlotte Gordon (czytałam, bardzo polecam!). Nawet wyjściowo są pewne podobieństwa między tymi parami matek-córek: były to kobiety niezwyczajne, utalentowane i żyjące po swojemu, w czasach, kiedy zwykłe codzienne życie przedstawicielek naszej płci było niełatwe, nie mówiąc już o uprawianiu własnej twórczości. Do tego podobnie jak w przypadku Brytyjek, mamy tu opisaną historię matki, która dość szybko umiera i córki, która szuka własnej artystycznej drogi (choć Przybyszewska miała przynajmniej tyle szczęścia, że jej rodzicielka odeszła, gdy miała 12 lat; zaś Wollstonecraft zmarła w połogu 🙁 ). Ale to tyle zbieżności. Bo o ile, jak już wspomniałam, książka Gordon jest porywająca, tak ta Kaszuby-Dębskiej nużąca... Napisana tak po najmniejszej linii oporu, idea biografii jest tu rozumiana bardzo dosłownie, jako jak najbardziej szczegółowe relacjonowanie wydarzeń z życia bohaterek, choćby to było męczące i po prostu niekonieczne. Biografka przytacza bardzo duże fragmenty listów wymienianych przez Przybyszewską i Pająkównę z różnymi osobami (często chyba po prostu są to listy przekopiowane w całości), albo robi tak, że najpierw o czymś pisze, a potem jeszcze dokłada odpowiedni cytat, choćby to były jakieś najmniej istotne nieistotności. Zdarzają się też powtórzenia - np. informacja wykorzystana na początku książki, z listu Przybyszewskiej, opisującej jej wizytę u wróżbity, pojawia się potem jeszcze ze dwa razy. Pozycja liczy 528 stron, a myślę, że spokojnie można by ściąć tak do 400 (kluczowe pytanie: czy ta książka miała jakąś redakcję? Bo zdaje się, że niektórym myli się korekta z redakcją, a to jednak nie to samo, że tak życzliwie podpowiem). Szkoda, trochę zmarnowany potencjał. Temat jest piekielnie interesujący. A ja sama jestem ogromnie zafascynowana postacią Stanisławy Przybyszewskiej (wcześniej przeczytałam dwie jej biografie, mam też pierwszy tom jej listów) - niezrozumianej indywidualistki, wszechstronnej erudytki o niekonformistycznych poglądach (znała biegle kilka języków, świadomie zrezygnowała z macierzyństwa, fascynowała się matematyką, fizyką, medycyną, filozofią, psychoanalizą, była niezwykle oczytana, grała na skrzypcach i fortepianie, rysowała i malowała, była specjalistką od historii Wielkiej Rewolucji Francuskiej, pisała powieści, opowiadania i dramaty - najbardziej znany to oczywiście "Sprawa Dantona", który przeniósł na ekran Andrzej Wajda, ), skrajnie wyalienowanej pisarki, tytanicznie oddanej swojej pracy twórczej. Głównie żyjącej tą pracą - aż do tragicznego końca, który poprzedziła dotkliwa nędza, uzależnienie od morfiny i leków, samotność, ból, zimno i głód. A mówimy tu o kobiecie bardzo młodej, zmarła nie ukończywszy 34 lat... Przybyszewska to "solipsyzm ucieleśniony", wolność doprowadzona do takiego absolutnego punktu, w którym sama dla siebie staje się niszcząca. To ciekawy paradoks, choć nieuchronny... Życie Pająkówny to z kolei przykład niezwykłego jak na tamte czasy awansu społecznego: od chłopskiego dziecka do młodej malarki wykształconej w Paryżu i obracającej się pośród elity - dzięki protekcji możnej "mecenaski". A tę wspaniale zapowiadająca się karierę złamało odium posiadania nieślubnego dziecka (które jednak było ukochane przez matkę). To jest książka, jeśli przebić się przez te dłużyzny i przynudzenia, która daje dużo refleksji na temat samej idei pracy (jak inne być może byłoby życie Przybyszewskiej, gdyby podobnie jak jej matka miała stale wypłacany dochód pozwalający się w pełni utrzymać? Temat jak najbardziej aktualny, nie tylko w przypadku tzw. wolnych zawodów czy artystycznych profesji). No i jakby nie było, pięknie pokazuje też serdeczne więzi między kobietami: Pająkówną i jej "pół matką" hrabiną Pawlikowską, samą Pająkówną a Przybyszewską, nimi obiema a Heleną Barlińską (odpowiednio siostrą jednej/ciotką drugiej) czy w końcu Przybyszewską a jej starszą przyrodnią siostrą Iwi Bennet (córką Przybyszewskiego i Dagny Juel). Kobiety są sobie oddane, wspierają się, gdy trzeba, rzucają się sobie z pomocą. Bardzo budujące. Żeby oddać sprawiedliwość autorce - części opisujące życie Pająkówny oraz ostatnie najtrudniejsze lata Przybyszewskiej są najbardziej wciągające (szczególnie przejmująca ta o egzystencjalnej agonii pisarki).
„Przybyszewska/Pająkówna. Głuchy krzyk” – Anna Kaszuba-Dębska Biografia ukazuje życiorys polskiej pisarki z przełomu Młodej Polski i dwudziestolecia międzywojennego – Stanisławy Przybyszewskiej. Aby czytelnik mógł otrzymać pełny obraz życia dramatopisarki, autorka przedstawia również losy jej matki – Anieli Pająkówny, ukazując to, jaki wpływ na młodą Stanisławę miała forma jej dzieciństwa, jej relacja z matką i życie wokół legendy słynnego, lecz wiecznie nieobecnego w życiu dziecka, ojca – „wielkiego” Stanisława Przybyszewskiego, „genialnego Polaka”. Nie będę streszczała życia Stanisławy, ponieważ nie na samej treści tej biografii chciałabym się skupić, a raczej na jej formie. Jako że nie jestem fanką biografii, tę także uważam za średnią. Przyznaję, że były fragmenty, które bardzo mi się podobały i które sprawiały, że byłam w stanie przerzucać kolejne strony, jednak całość uważam za przeciętną. Nie jest to wina tego, że Stanisława Przybyszewska wiodła nieciekawe życie – wręcz przeciwnie; życie samej Przybyszewskiej było bardzo ciekawe i zaskakujące, jednak to, jak zostało ukazane przez autorkę już trochę mniej. Przede wszystkim uważam, że książka jest zbyt szczegółowa, a przez to także za długa. Oczywiście, rozumiem, że autorka biografii chciała ukazać życiorys wybranych bohaterek, zawierający najdrobniejsze szczegóły ich życia, aby stworzyć niejakie kompendium wiedzy o Przybyszewskiej (i jej matce), jednak niektóre artykuły i listy były zdecydowanie zbędne – w kółko powtarzany był ten sam wątek, ukazywany w dokładnie taki sam sposób, tymi samymi słowami; niektóre wątki również były niepotrzebne, chociażby dwustronowy opis wody, jaką Aniela Pająkówna piła wiele lat temu w uzdrowisku. Wiem, że to się wydaje niewiele, dwie strony, jednak na przestrzeni ponad pięciuset stronnicowej książki i dużej częstotliwości powtarzania tego typu opisów, staje się to w pewnym momencie męczące; czytelnik zaczyna się nudzić i z niechęcią poznawać resztę historii. Styl określę jako półformalny, trochę naukowy – dokładnie taki, jakiego można się spodziewać po książce naukowej. Nie oczekiwałam tutaj interesujących konstrukcji, czy niecodziennego sposobu opowiadania historii – wiedziałam, że od początku do końca będzie to styl wysoki, można powiedzieć podręcznikowy. Po kilkudziesięciu przeczytanych stronach zaczynał on jednak trochę nudzić, stawał się monotonny, przez tekst nie płynęło się gładko i lekko, ale właśnie tak, jak wspomniałam – powoli, naukowo, podręcznikowo. Niewiele więcej mogę o tej biografii powiedzieć – uważam ją za jedną z typowych, klasycznych pozycji w swoim gatunku. Ukazuje ona losy pewnej postaci, przybliżając ją czytelnikowi – zostają odkryte i ukazane wszystkie strony Przybyszewskiej, zarówno te dobre, jak i złe. Poznajemy człowieka dokładnie takim, jaki był – myślę, że jest to w dużej mierze skutkiem ogromnej ilości listów pisanych albo przez samą Przybyszewską, albo pisanych do Przybyszewskiej. Autorka osiągnęła swój cel – przekazała czytelnikom absolutne vademecum wiedzy o Stanisławie Przybyszewskiej. Nie jest to książka, która porywa i trzyma czytelnika w napięciu do ostatniej strony – zdecydowanie testuje ona silną wolę odbiorcy w kontynuowaniu, czegoś, co się rozpoczęło i kończeniu zaczętych pozycji. Osobiście wracałam do niej z obowiązku i nie jestem pewna, czy gdybym sięgnęła po nią prywatnie, byłabym w stanie dotrwać do ostatniej strony. Dominika
Dnf. Nie zdzierżyłam już ostatnich 150 stron, próbowałam się zmuszać przez miesiąc. Gdzie była redakcja? Ta książka powinna być 2/3 krótsza, bo jej większa część to cytowane obficie źródła - listy. Naprawdę czytelnik potrzebuje mieć zacytowany CAŁY kilkustronicowy list, zamiast przeczytać jego parafrazę-streszczenie napisane przez biografkę? Nie wystarczy zacytować sedna tego listu, kilku słów lub zdań? Nie w taki sposób się pisze biografie. Bo to nie jest biografia, a niestety kompilacja cytatów i przepisanych archiwalnych listów z małymi uzupełnieniami autorki. Po tej książce zostaje mi tylko niemiłe wrażenie nieinteresującego życia obu bohaterek - a tak przecież nie było. To po prostu autorka tej książki rozciąga je do granic możliwości. Więcej - i ciekawiej - dowiedziałam się o życiu Pająkówny i jej córki z książki „Polki na Montparnassie”.