Indie może i są krajem setek problemów, ale również krajem miliarda rozwiązań. - Kailash Satyarthi
Obraz Indii, jaki pokazują nam media, jest najczęściej skrajnie uproszczony. Jedni widzą Indie jako ostoję duchowości i starożytnej wiedzy. Inni zaś jako podszyte przemocą państwo skrajnej biedy. Rzadko słyszymy, że to kraj ciągłej przemiany, budowany codzienną pracą i dążeniami ponad miliarda zwykłych ludzi. Kraj, w którym takie osoby jak działająca na rzecz praw kobiet sędzia Leila Seth, walczący z pracą dzieci noblista Kailash Satyarthi czy wynalazca tanich podpasek Arunachalam Muruganantham zmieniają świat na lepsze.
Właśnie o takich Indiach pisze Weronika Rokicka. Postrzega je jako śmiały projekt polityczny, społeczny i gospodarczy, a przede wszystkim jako kraj utkany z historii ludzi, którzy z determinacją i cierpliwością realizują swoje marzenia.
Świetny przewodnik po wielokulturowym społeczeństwie Indii dla osób, które nie mają zbyt dużego rozeznania w temacie. W przeciwieństwie do poprzednich książek z serii Szczeliny które miałem okazję czytać, tutaj zdecydowanie mniejszy nacisk kładziony jest na politykę, większy za to na język, kulturę, a nawet sztukę. Bardzo ciekawe ujęcie, zwłaszcza nacisk na kwestię praw kobiet i sytuację osób LGBTQ+ w postkolonialnych Indiach.
O taki reportaż o Indiach walczyliśmy! O takim reportażu o Indiach marzyliśmy! Takiego reportażu o Indiach potrzebowaliśmy!
To nie jest kolejny setny, tysięczny reportaż o Indiach pisany z perspektywy - Europejka/Amerykanka objaśnia mi Indie - „tu na lewo są slumsy, a na prawo wille gwiazd Bollywood. I pamiętajcie, żeby spacerując ulicami Delhi patrzeć pod nogi - jeszcze zdepczecie jednego z nietykalnych, którymi usiane są całe ulice”. Weronika Rokicka - doktorka nauk humanistycznych, wykładowczyni na Wydziale Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego, absolwentka indologii i politologii - pokazuje jak wyglądają prawdziwe Indie, jak w rzeczywistości różnią się od obrazu egzotycznego czarno-białego kraju pokazywanego w zachodnich filmach i serialach. Autorka przy pomocy licznych, rzetelnie udokumentowanych przykładów zaczerpniętych z historii, mediów jak i z własnych doświadczeń obala liczne nagminnie powtarzane stereotypy o ojczyźnie Indiry Ghandi, Zubina Mehty czy tegorocznej laureatki międzynarodowego Bookera - Geetanjali Shree. Rokicka przybliża czytelnikowi Indie takie jakimi w rzeczywistości są - unika idealizowania, romantyzowania i demonizowania zarówno państwa jak i jego społeczeństwa, zamiast tego obszernie i wyczerpująco opisuje głęboko zakorzenione w kulturze, religii i historii problemy, które nadal gnębią ten kraj, jak i podkreśla ogromny rozwój i transformację jakie dokonały się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Autorka w swojej publikacji na tapet bierze takie zagadnienia jak podział i porządek społeczny (w tym słynna kastowość), problem migracji (zwłaszcza wewnątrz kraju), wielojęzyczność czy pozycje i prawa kobiet oraz społeczności LGBTQ+. Oczywiście wszystko to z licznymi odwołaniami do tradycji, religii i przebogatej kultury Indii - bo te nadal mają ogromny i znaczący wpływ na społeczeństwo. Rokicka tym reportażem udowadnia, że Indie - to nie jak powszechnie się powtarza - kraj dwóch skrajności - bajecznie bogatych gwiazd Bollywood i potentatów biznesowych oraz nędzarzy, a także na wielu przykładach pokazuje we współczesnych Indiach awans społeczny jest jak najbardziej możliwy, a klasa średnia jest bardzo liczna - zwłaszcza w największych miastach, regionach. Sam problem kast i hierarchii klasowej jest dużo bardziej skomplikowany i złożony niż powszechnie się o tym mówi. Takiego rzetelnie udokumentowanego odfałszowywania negatywnych stereotypów i twierdzeń o Indiach jest w tej książce multum. Weźmy chociażby rozdział o sytuacji kobiet - to najwyższa półka reporterskiej pracy. Rokicka, przywołując zarówno nazwiska konkretnych znanych ze świata polityki, biznesu, sztuki czy sportu, obala nagminnie powtarzane stereotypy o miejscu kobiet w indyjskim społeczeństwie i pokazuje, że w niektórych aspektach Indie są dużo bardziej otwarte na ich awanse czy wysoką pozycję m.in. w polityce - niż np. “postępowe” USA. Oczywiście “Indie” to nie laurka i skrupulatnie opisane są i ciemne strony życia w tym szalenie różnorodnym pod względem obyczajowości i podejścia do norm, tradycji państwie. Jednak o żadnym wyolbrzymianiu i demonizowaniu nie ma mowy.
Dla mnie to jeden z najciekawszych, najrzetelniejszych i najobiektywniejszych reportaży. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to jedna z najcenniejszych książek non-fiction jakie ukazały się u nas w ostatnich latach. Dodatkowo ode mnie ogromny plus i szacunek dla autorki, że nie romantyzuje i nie idealizuje kolonializmu brytyjskiego - co niestety w zachodniej literaturze (i kulturze w ogóle) jest nadal bardzo popularne i powszechne.
4,5. Troszkę zabrakło mi rozwinięcia kwestii środowiska/kryzysu klimatycznego i niezbyt przyjaznych relacji Indusów wyznających hinduizm z muzułmanami; może też przydałoby się kilka słów więcej o konflikcie w Kaszmirze.
Dobry, rzemieślniczy reportaż, którego głównym zadaniem jest odczarowanie pokutującego wśród wielu osób obrazu Indii orientalnych i egzotycznych albo takich, które kojarzą się tylko ze skrajnym ubóstwem i slumsami. To, za co cenię pracę Rokickiej, to przybliżenie współczesnych Indii pod wieloma różnymi względami — ekonomicznym, językowym, społecznym czy kulturowym. Autorka tego kraju ani nie idealizuje, ani nie demonizuje, poruszane przez siebie wątki próbuje poprzeć odwołaniami do historii, literatury, filmu czy losów konkretnych ludzi. Mały minus za pojawiające się momentami niezręczności językowe i niedostateczne z mojego punktu widzenia rozwinięcie pewnych wątków.
Jednak trochę rozczarowanie. Za bardzo napompowana, za dużo statystyk, język mocno podręcznikowy. Trzy rozdziały, dotyczące gospodarki, można by spokojnie zamknąć w jednym, bardziej zwartym. Na plus - ciekawe ujęcie kast, kobiet, języków w Indiach.
Część dotycząca (niewielkiego wycinka) kultury, praw człowieka i innych kwestii społecznych jest bardzo ciekawa.
Co do pierwszych rozdziałów dotyczących pracy i klasy średniej nie jestem przekonana. Mam poczucie jakby sprawa była przedstawiona z perspektywy akademickiej, w oparciu o dane (w stopniu umiarkowanym), ale bez spojrzenia od wewnątrz. Jest to bardziej teoria niż praktyka, co przekłada się na dużo bardziej optymistyczny obraz sytuacji niż rzeczywistość.
W 2019 roku pojechałam do pracy w New Dehli, przebywałam wśród szeroko opisywanej tutaj klasy średniej. Uważam, że sporo istotnych rzeczy zostało tu przemilczanych, niektóre zostały wspomniane tylko jednym zdaniem. Cały wywód skupił się ogólnie na szeroko rozumianych pozytywach, co ostatecznie wpłynęło na to, że uważam to za obraz zniekształcony, niepełny, niewystarczający. Mieszkałam we wspomnianej Noidzie, uważam, że porównanie Noidy do warszawkiego Służeca to jednak nadużycie.
Umiarkowany sceptycyzm, nie jest to zła książka, ale raczej potraktowałabym ją na zasadzie wstępu do poznawania Indii.
Widać, że autorka darzy Indie miłością, ale niestety, przez to sam reportaż jawił się jako nieobiektywny. Przemilczano wiele tematów, które sprawiłyby, że Indie wcale nie jawiłyby się jako taki pozytywny kraj, a na tym najbardziej mi zależało - na ukazaniu Indii zarówno w kolorowych, jak i ciemnych barwach. Szkoda.
Naprawdę dobry reportaż. Pisany z perspektywy badaczki Indii, która poświęciła na zgłębienie tematu trochę więcej niż przeciętny dziennikarz. Myślę, że czuć to doskonale.
Gdyby każdy reportaż był tak napisany jak "Indie. Kraj miliarda marzeń" to nie sięgałabym po inne gatunki. To świetny, wnikliwy reportaż, który w zasadzie czyta się sam - nim się spostrzeżemy będziemy już w połowie, z wypiekami na twarzy zgłębiając kolejne zagadnienia. Jednocześnie Autorka unika tanich sensacji, prezentując złożoność podjętego tematu. Jak wskazuje sam tytuł Indie to kraj miliarda marzeń, miliarda różnych sytuacji życiowych, których nie da się zamknąć w prostych stereotypach. Indie potocznie postrzegamy przez dwie perspektywy - kolorowego i rozśpiewanego Bollywood albo walki o przetrwanie w stylu Slumdoga, milionera z ulicy. Weronika Rokicka prezentuje inne Indie - te rzeczywiste, w których los człowieka zależy od miejsca zamieszkania, płci, dziś częściej warstwy społecznej aniżeli kasty - i to na przestrzeni lat. Bo sytuacja Indusów i Indusek jest dynamiczna, a społeczeństwo ciągle się zmienia wraz z rozwojem społeczno-gospodarczym i podążaniem własną, a nie narzucona przez kolonizatora, drogą. Od pierwszych stron widać, że temat jest Autorce bliski, spędziła lata na poznawaniu Indii, a jednocześnie nie gloryfikuje mieszkańców Indii czy rozwiązań politycznych, społecznych i gospodarczych - przedstawia je takimi, jakie są.
"Indie. Kraj miliarda marzeń" to przykład tego, jak powinny wyglądać dobre reportaże. Autorka podejmuje szeroki zakres tematów, które jednocześnie łączą się w spójną całość - każdy rozdział stanowi cegiełkę, punkt wyjściowy do kolejnych rozważań. I tak na początku poznajemy system kastowy, który potocznie wydaje nam się nieodłącznym elementem życia mieszkańców Indii. Autorka nie neguje tego, że tak było, a w niektórych miejscach nadal jest, jednocześnie zwracając uwagę na to, co dzisiaj odgrywa znacznie ważniejszą rolę - podział klasowy. To majątek i kapitał (kulturowy, władzy) definiuje dzisiaj miejsce w społecznej hierarchii, a nie wywodzenie się z konkretnej kasty. Z tym zagadnieniem idealnie łączy się rozdział drugi, opowiadający o indian dream, czyli marzeniach o awansie społecznym. Te rozważania prowadzą do rozdziału trzeciego, który porównuje miasto i wieś - kolejne ważne determinanty codziennego życia - i szans stojących przed mieszkańcami Indii. Te rozważania dopełniają kolejne rozdziały - o znaczeniu migracji oraz wielojęzykowości - wszystko to się ze sobą łączy. Nie zabrakło miejsca na omówienie sytuacji kobiet oraz społeczności LGBT+, bo to kolejne aspekty, które wpływają na doświadczenie życia w Indiach. Przy czym Autorka ani na chwilę nie zapomina o poprzednich "cegiełkach": nie sprowadzając chociażby życia kobiet do uproszczonych twierdzeń. Induska z miasta i klasy wyższej będzie miała inne doświadczenia niż kobieta ze wsi, w której gospodarstwie domowym nie ma zbyt wielu udogodnień. Sprawia to, że żaden z podjętych wątków nie wydaje się wyrwany z kontekstu, a cała narracja jest spójna - co wpływa na przyjemność czytania. Kolejne rozdziały pochłania się jeden za drugim i nim się człowiek spostrzeże dotrze do końca.
Reportaż napisany jest także bardzo przystępnym językiem i nie jest przeładowany danymi - odwołania do historii, nazwisk czy danych statystycznych pojawiają się wtedy, kiedy trzeba, a nie w nadmiarze. Nie zabrakło przypisów bibliograficznych, które również stanowią istotny element tego rodzaju tekstów. Sama tematyka również jest wciągająca - mówienie o przemianach społecznych i gospodarczych nie przez pryzmat wielkiej polityki - choć jak trzeba pojawiają się do niej odniesienia - ale aspiracji mieszkańców Indii, którzy chcą, aby żyło im się lepiej.
"Indie. Kraj miliarda marzeń" to reportaż, który bez koloryzowania obala kolejne stereotypy, ukazując skomplikowaną, a zarazem uniwersalną rzeczywistość mieszkańców Indii: z jednej strony to kraj tak różny od Polski, w którym mówi się wieloma językami i wyznaje różne religie, a jednocześnie Indusi mają takie same marzenia jak my - o tym, aby żyło nam się dobrze, w dobrobycie. Czasem tak pozornie przyziemna kwestia jak skonstruowanie i udostępnienie maszyny do produkcji podpasek może poprawić jakość życia tysięcy kobiet. Na okładce książki pojawia się cytat Kailash Satyarthi, który może stanowić tezę tego reportażu: Indie może i są krajem setek problemów, ale również krajem miliarda rozwiązań. Weronika Rokicka odczarowuje potoczny wizerunek Indii, sprawiając, że kraj ten, a przede wszystkim jego mieszkańcy wydają się dużo bardziej bliżsi. To książka godna polecenia każdemu - tak miłośnikom gatunku, jak i tym, którzy pragną zacząć przygodę z reportażem; osobom interesującym się Azją Południową, sytuacją kobiet i osób LGBT+, wpływem przemian gospodarczych na zmiany społeczne - jak i tym, które po prostu chcą się dowiedzieć czegoś więcej o świecie. To tytuł, którego nie można przegapić!
Bardzo dobry reportaż, który porusza wiele tematów tak bardzo ważnych dla współczesnych Indii, ale również całego świata. Autorka, Weronika Rokicka, nie romantyzuje Indii, ich mieszkańców, historii i kultury. Brak tu zachodnio-orientalistycznych i kolonizatorskich fraz, tak powszechnych w języku mediów mówiących o Azji, włączając Indie. Zamiast tego pokazuje jak działa rozwój tego państwa i ich mieszańców, którzy, tak samo jak każdy naród na świecie, dąży do tego, by było coraz lepiej. Nawet pisząc o trochę bardziej skomplikowanych procesach ekonomicznych i politycznych, bardzo łatwo jest zrozumieć ciąg przyczynowo-skutkowy przemian w Indiach, a to zasługa wieloelementowej wiedzy oraz świetnego stylu pisania autorki. Oparcie tekstu o tak wiele źródeł, zarówno naukowych, jak ich kulturowych również jest na plus. Można z tego wyciągnąć wiele dodatkowych lektur, które często pozostają poza zachodnim kanonem. Sama lektura jest niezwykle przyjemna i łatwa, książkę można przeczytać tak naprawdę w kilka wieczorów. Bardzo podobało mi się również to, że autorka wiele razy powtarzała nazwiska, nazwy prowincji, tytuły filmów i inne nazwy własne - ten zabieg nie pozwala czytelnikowi na zgubienie się w lekturze, co w reportażach jest dla mnie bardzo ważne. Dla kogoś ciekawego świata, szukającego nowego spojrzenia i wiedzy na kulturę nie-zachodnią to świetna pozycja, która z pewnością zaspokoi choć część tej ciekawości, a z pewnością otworzy na dalsze eksplorowanie bogactwa kulturowego Indii.
Autorka na wstępie pokazuje nam jak krzywdzące są stereotypy dotyczące tego kraju – że ludzie są bierni, biedni, zbyt religijni, osiedli w przeszłości i tam już zostali.
Książka przedstawia nam zmiany, jakie dokonały się w społeczeństwie w ostatnich 30 latach. Dowiadujemy się jak wygląda podział na kasty, jak jedna klasa społeczna widzi drugą, jak wyglądają poglądy religijne w Indiach, jak wygląda sytuacja osób LGBTQ+. Przechodzimy przez historię kraju, zmiany w ustawodawstwie, w pomocy społecznej, w postrzeganiu tego narodu. Jak zmieniło się patrzenie Indusów (bo nie każdy jest Hindusem) na świat, jak ich poglądy zaczynają zbliżać do naszych lub już dawno takie są. Ci ludzie okazują się być tacy jak my, mają podobne problemy i marzą o tym co my. I tak, jest tu statystyka, ale nie jest jej aż tyle, żeby nas męczyła.
Reportaż otwiera oczy i myślę, że genialnie pokazuje jak można się pomylić opierając swą wiedzę jedynie na stereotypach. Przez książkę się płynie, chłonie się niesamowicie te informacje. Także, jeśli czujecie że mało wiecie o Indusach to czytajcie!
Doskonale zresearchowana i opowiedziana książka o drodze, jaką przeszły Indie w ostatnich dekadach.
Słowo "reportaż" można by tu potraktować, jak obrazę: faktograficznie Weronice Rokickiej jest bliżej pracy naukowej. Korzysta z setek źródeł: od ustaw i dokumentów, przez niezliczone książki i artykuły naukowe, aż do popkultury, kiedy to cytuje teksty piosenek czy omawia Bollywoodzkie produkcje. Umiejętnie przechodzi od ogółu do szczegółu, potrafi wpleść swoją narrację, by nie zanudzić czytelnika suchymi faktami ani nie przytłoczyć zalewem nazwisk, do tego używa ciekawego języka, dzięki czemu - jak na tak poważną pozycję - "Indie. Kraj miliarda marzeń" czyta się doskonale.
Na oddzielne plusy zasługują: postawienie problemów społecznych oraz kulturalnych ponad sytuację polityczną w kraju, spojrzenie na Indie z perspektywy jej mieszkańców, a nie byłych kolonizatorów tudzież innych europejskich krajów oraz uniknięcie zbytniego skupienia na "nośnych" i wielokrotnie opowiedzianych tematach, tj. historia Bollywood, slumsy czy rodzina Nehru-Gandhi.
Książka o różnorodnej tematyce, przeczytamy tu o kastach, migracjach (wewnętrznych oraz zewnętrznych), językach oraz sytuacji kobiet oraz społeczności LGBT+. Jednym słowem reportaż skupiający się głównie na niejednorodnym społeczeństwie indyjskim. Autorka próbuje obalać stereotypy i uproszczenia pokazując prawdziwe oblicze Indii. W mojej opinii jak najbardziej jej się to udaje, Rokicka ukazuje, że nic nie jest czarno-białe, a Indie (choć nomen omen to tak barwny kraj) są mieszanką różnych odcieni szarości.
Po lekturze tej książki Indie wydają mi się jeszcze bardziej fascynujące. To jest typ reportażu, który uczy i poszerza horyzonty, ale jednocześnie jest dobrą rozrywką. Wybrane zagadnienia są na tyle wciągające, że naprawdę trudno oderwać się od lektury. Rozdziały o kobietach i osobach LGBT+ to zdecydowanie dla mnie najlepsza część tej książki. To dopiero mój pierwszy reportaż od Szczelin, z pewnością sięgnę po więcej.
Sposób pisania Autorki, dobór tematów, inkluzywność sprawiają, że jest to naprawdę wartościowy reportaż, o unikatowym charakterze na polskim (i europo/zachodniocentrycznym) rynku reportażowym. Natomiast jak dla mnie Autorka mogłaby pogłębić tematy, w pewnych fragmentach miałam wrażenie prześlizgiwania się po tematach - patrząc jednak po komentarzach dla większości niektóre rozważania były zbyt pogłębione - cóż, bardzo trudno wszystkim dogodzić ;)
Kopalnia wiedzy na temat współczesnych Indii, pełna rzetelnych informacji podanych w przystępny i pełen sympatii dla tego skomplikowanego kraju sposób.
Miałem natomiast czasami wrażenie, że czytam (niezwykle bogate) hasła z Wikipedii, gdzie jest masa informacji, ale brak opowieści i bliskości z prostym mieszkańcem opisywanego kraju.
Interesująca, zajmująca czas w samochodzie, pochłaniająca, choć nie zmieniająca życia. Miło było sobie poczytać bez spiny ale nie zostanie ze mną na zawsze.