Kilka ciekawych spostrzeżeń i sporo niepotrzebnych (dla mnie) wypełniaczy. I mimo krytyki kapitalizmu i konsumpcjonizmu, to pozycja pisana z bardzo białej/zachodniej i uprzywilejowanej perspektywy.
Tak, pieski są super, tak, musimy przemyśleć naszą relację z psami... ale także ze zwierzętami w ogóle. Zabrakło mi tutaj krytyki profesjonalnych hodowli (i w ogóle idei "ras", autorka sama zresztą na początku wymienia swoje ulubione rasy i spoko, ale jednak chciałabym totalnego odwrócenia takiego patrzenia na żywe istoty), całej branży pokazów, ubranek itp. Pojawiła się wzmianka o błędnych założeniach osób trenerskich, super. Ale to dla mnie niestety za mało.
No i chyba dwie rzeczy, których mi zabrakło: po pierwsze, mam problem z normalizowaniem idei, że zwierzęta istnieją dla naszej przyjemności czy satysfakcji, bez względu, czy mówimy o przytulaniu piesków czy o ich jedzeniu (warto zwrócić też uwagę na problematyczne dla mnie mówienie o "kolekcjonowaniu" psów, nie powiedzielibyśmy tak o dzieciach). I po drugie: zabrakło mi zakwestionowania powszechnej idei, że pieski są super, ale inne zwierzaczki już niekoniecznie. Bo ja nie wierzę w to, że psy są "wyjątkowe" (i tak, powtórzę, *naprawdę* kocham pieski). Świnki, krówki i masa innych zwierząt też zasługują na fajne życia i przytulaski. A z jakiegoś powodu zabijamy je i jemy, choć wcale nie musimy.
Przemyślenia Grebowicz są bezpieczne w kontekście białej klasy średniej, ale nie są jakkolwiek rewolucyjne... a ja jednak potrzebuję książki, która totalnie odwróci do góry nogami naszą relację ze zwierzętami w ogóle (nie tylko z pieskami). Książka miała swoje fajne momenty, ale nad żadnym fragmentem nie zatrzymałam się jakoś na dłużej.