Jeden z najlepszych thrillerów tego roku, najbardziej nastrojowy jesienny dreszczowiec od francuskiego mistrza gatunku, czyli „Dzień popiołów” Jean-Christophe’a Grangé! Alzackie winnice, brudne sekrety zamkniętej wspólnoty religijnej i… Pierre Niémans na tropie!
Nie pierwszy raz, szczególnie w kontekście serii z Pierrem Niémansem, Grangé bierze na tapet temat fanatyzmu, ślepego oddania czy to ideologii czy religii czy jednemu i drugiemu naraz, ukazując ludzi, którzy wirują wokół największej ciemności. By móc konfrontować się z tak złożonymi zagadnieniami w fabule, wykreował bohaterów, którzy mierzą się z własnymi demonami, ze własną przeszłością, z własną wiarą… Dzięki ich pogmatwanej naturze oni właśnie potrafią destylować prawdę, potrafią odławiać najgorsze, wyciągając konkretne, pozbawione emocjonalnej skazy wnioski. Zło ich brzydzi, zło ich oburza, zło jest ich największym przeciwnikiem, ale stają naprzeciw niego na zimno, z nadzieją, że uda się dokonać tak potrzebnych aktów sprawiedliwości, doprowadzając sprawę do końca. A potem ruszyć dalej, świadomi, że nie czeka ich w tej robocie nic dobrego.
„Dzień popiołów” to do tej pory najciekawsza odsłona serii, również jedna z najlepszych książek Jean-Christophe’a Grangé. Spójna od początku do końca, pozbawiona zbędnych dłużyzn, oddziałująca na zmysły i wyobraźnię czytelnika. Skondensowana, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zagadka na jaką natrafiamy nie jest wcale prosta, kryje się w tym, czego nie widać, w tym, co niedopowiedziane, tym, co ukrywa się za symbolami, metaforami, znaczeniami. Kolejne morderstwa (ciąg zbrodni bowiem kontynuuje się) to jedynie klucz, wejście do skomplikowanej otchłani ludzkich niegodziwości.
Wpadamy w „Dzień popiołów” jak śliwka w kompot – a stosowniej do treści, jak winogrono do kadzi. To prawdziwa gratka dla miłośników dreszczowców, jeden z najbardziej nastrojowych thrillerów tego roku. I jeden z najlepszych, nie mam co do tego żadnych wątpliwości.