Mogą być spoilery - z góry uprzedzam...
Trudna, emocjonalna podróż po postodwykowym świecie i próbie ułożenia sobie w nim życia.
Day by day... Little by little... Piece by piece...
Nie wiem, jak to jest być na odwyku - i mam nadzieję, że nigdy się nie dowiem. Nie wiem, jak to jest, kiedy z każdej strony atakują Cię pokusy, szepcząc, że to łatwe - jedna pięćdziesiątka czy jedna działka pozwoliłaby znowu zapomnieć, kiedy wszystko jest zbyt wyraziste, kiedy wszystko Cię przytłacza, kiedy jest wokół Ciebie za dużo bodźców. Nie wiem, jak to jest, kiedy od prawie 20 lat ataki paniki dopadają Cię w najmniej oczekiwanym momencie. Nie wiem, jak to jest próbować się ogarnąć w świecie, którego tak naprawdę nie znasz, bo całe swoje dorosłe życie - po wyjechaniu z rodzinnego miasta w wieku 18 lat - przemieszczałeś się z jednego miejsca do drugiego i byłeś albo nachalny, albo naćpany, albo sprzedawałeś się za kolejną działkę.
Ba, zacząłeś się tak naprawdę sprzedawać w wieku 15 lat, by zapewnić jedzenie, prąd, lekarstwa czy choćby nowe ubrania dla rodzeństwa, kiedy stare się rozpadały. Twoja matka dawno się zwinęła z tego domu, twój ojciec to przemocowy alkoholik, który ma gdzieś swoją trójkę dzieci i który nie zawaha się uderzyć na odlew czy złamać któremuś z Was nosa czy ręki. Jad i nienawiść do Was sączy się z niego równie łatwo jak woda z przeciekającego kranu. Jedzenie kupuje, kiedy sobie jakoś o tym przypomni - bez Ciebie wszyscy pewnie skonaliby z głodu w ciemny, zimnym domu. Próbujesz przytulać, pocieszać, rozśmieszać, opiekować się - a najśmieszniejsze chyba w tym wszystkim jest to, że jesteś z całej trójki najmniejszy, najłagodniejszy i najbardziej wrażliwy. Ale ty Ty podejmujesz najtrudniejsze decyzje, bo kochasz swoje rodzeństwo z całego serca, bezwarunkowo i nieskończenie. Jedyną osobą, która może im dorównać pod tym względem jest Owen - Twój najlepszy i jedyny przyjaciel, którego znasz od 6 roku życia, który okazuje się być Twoją pierwszą i jedyną miłością. Nie, żebyś mu o tym powiedział - boisz się nawet wspomnieć, że jesteś gejem, bo wydaje Ci się, że możesz go stracić. Niepotrzebnie...
Autor świetnie pokazał całą walkę Robina - kiedy po entym odwyku sponsorowanym za każdym razem przez rodzeństwo, w końcu mu się udało. Wszystko wydaje się niezmiernie wiarygodne - przynajmniej z mojego punktu widzenia, czyli osoby, która nie ma bladego pojęcia, jak jego zmaganie się z uzależnieniami powinno wyglądać. Ale przecież, nawet jeżeli się nie wie z doświadczenia, jak pewne rzeczy można przeżywać, to jednak czysty ludzki zdrowy rozum oraz jakaś ogólna wiedza podpowiadają, że coś w opisie jest nie tak, jak powinno, że coś nie gra, że kropki się nie łączą. Tutaj ani razu dzwonek alarmowy mi nie zadzwonił.
Świetnym zabiegiem również jest jeden POV - Owena dostajemy tylko w epilogu. Ale to pozwala zobaczyć oczami Robina, jak wszystko jest trudne - jakie ma wątpliwości, obawy, lęki, pokusy. Jak usiłuje trwać. Jak odnajduje powoli chęć do życia i jego cel, a nie tylko wegetuje. Jak nikogo nie oskarża o swoje wybory - w końcu tylko on je podejmował. Bo łatwo byłoby zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego i mówić: to nie ja jestem winien, tylko okoliczności, pan X czy pan Y, rodzina, w której się urodziłem, czy cokolwiek innego. Nie, Robin przyjmuje pełną odpowiedzialność za to, jak potoczyło się jego życie. Jego POV jest tak poprowadzony, że naprawdę poznajemy również Owena, pomimo, iż nie siedzimy w jego głowie. Nie przeszkadzały również wrzucone raz na jakiś czas retrospekcje - powiedziałabym nawet, że tym razem były potrzebne (tak, wiem, nie cierpię ich generalnie, ale potrafię przyznać, kiedy robią dobrze historii - a to jest właśnie ten przypadek😁).
Tak naprawdę jeszcze drugie tyle mogłabym napisać o Owenie, który również szturmem mnie podbił i dorzucić jeszcze o Kamie, bracie Robina, którego znamy z pierwszego tomu, a który też jest ważną, choć drugoplanową tutaj postacią, ale wtedy ten komentarz byłby już nie po prostu długi, ale zarąbiście długi. Nie wiem nawet, jakim cudem tyle wyszło 👀
To historia o dobrych naprawdę ludziach, którzy mieli zdecydowanie pod górkę w życiu. Którzy podejmowali wybory, które w danej chwili wydawały im się najlepsze, a rzeczywistość to weryfikowała. Którzy wywalczyli sobie prawo zarówno do wszelkiego rodzaju miłości, jak i do dobrego, choć pełnego wybojów życia.
Czy historia Robina i Owena miała wady? Pewnie. Ale tak świetnie mi się czytało, nie mogłam się oderwać od książki, że nie mam zamiaru ich wyliczać. Nie warto, bo nie wpływają - przynajmniej na mój - odbiór historii.
Bez wahania - pełna piąteczka 💙