Jedna czwarta wróbla Gaby Krzyżanowskiej jest poetycko-reporterskim dziennikiem ciąży, którego bohaterowie niczego nie życzą sobie bardziej niż braku zwrotów akcji i niespodzianek. I choć sama ciąża przebiega właśnie tak - zbawiennie nudno oraz prawidłowo - ani jedno zdanie w opisie tego czasu nie jest nużące, ani jedna sytuacja nieciekawa, ani jeden opis - podręcznikowy.
Już w pierwszych tygodniach ciąży Gaba zauważa, że coś dziwnego dzieje się z upływem czasu, który - dotychczas liniowy, podzielony na przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość – zaczyna się pętlić i rozgałęziać. Zapis dziennika stara się za tym nadążyć, więc chronologia - z kalendarzowej - zmienia się w skojarzeniową, intuicyjną. Tym samym, ciąża i poród, pozostając doznaniami ciała, okazują się także etapami duchowej inkarnacji, rytuału przejścia, w którym pierwszym etapem jest znalezienie odpowiedzi na pytania: kim jest osoba nosząca w sobie drugiego człowieka, i kim stanie się ona po porodzie?
Zachodząc w ciążę, Gaba trafia na boczną, wykluczającą ścieżkę życia, ściera się też z wyrazistszymi nagle podziałami na męskie i kobiece. Czytane przez nią parentingowe porady raczej ją śmieszą, niż uczą, częściej tumanią i przestraszają, niż pomagają świadomie przeżywać kolejne miesiące ciąży. W pewnym momencie autorka przyznaje też, że jej dotychczasowa tożsamość była nie kobietą, a kobietem – kobiecopodobnym tworem, ukształtowanym przez męską kulturę.
W tym rytuale przejścia, bohaterka - żyjąca dotychczas w świecie, gdzie mężczyzna jest normą, a kobieta od normy odstępstwem - zaczyna dostrzegać moc biologii i instynktu. A hodowane przez Gabę zwierzęta – kury, pszczoły, króliki – za które jest odpowiedzialna i z którymi łączy ją emocjonalną więź – stają się dla niej bardziej zaufanymi od lekarzy przewodnikami po naturalnym, a jednocześnie głęboko duchowym wymiarze ciąży.
Kilka uwag o tej książce: -chciałam ją przeczytać, bo (nie do końca wiem czemu) bardzo podoba mi się okładka, jakbym mogła, powiesiłabym sobie ją na ścianie jak plakat (myślę, że to ten kolor) -w trakcie czytania zorientowałam się, że autorka tej książki jest znaną mi z koniarskich czasów gimnazjalnych, autorką koniarskiego fp na facebooku -niesamowite -książka jest ok, ale nie jest wybitna -mnie się podobała, bo mam słabość do czytania o ciąży, macierzyństwie itp. plus wątki zwierzątkowe i pamiętnikarstwo przybliżały mnie myślami do kochanego „Pawilonu małych ssaków”
Nie dla każdego. Myślę, że wręcz dla niewielu. O przed-ciąży, ciąży, porodzie i po-ciąży. O byciu sobą, niebyciu, byciu jeszcze-nie-matką, prawie-matką i matką. Intymny pamiętnik czasu, w którym się jest tylko tu i teraz i nigdzie jednocześnie. W opisie ciąży się nie odnalazłam, bo mam inne doświadczenia, ale już część porodowa sprawiła, że kliknęłam jej 5 gwiazdek. W notatniku zapisuję ją jako 8,5/10.
Wyrażenie „jedna czwarta wróbla” na pewno zapamiętam na zawsze.
ważna. chociaż dochodzę do wniosku, że mnie ta ciąża nudzi, wyobcowanie męczy umysł, to błyskotliwość jedynej myśli dnia i prawdziwość bezsilności jakoś to uczłowiecza. chciałabym być matką, ale przedmateczność i cały proces umateczniania mnie przeraża. adopcja czarnoskórego chłopca sounds cool rn
Napisana w formie pamiętnika z przebiegu ciąży. Autorka dzieli się swoimi refleksjami i doświadczeniami. To bardzo intymna i osobista lektura. Nie spodziewałam się, że tak mnie poruszy!
Cieszę się, że trafiłam na te książkę, czuję że przeczytałam realne odczucia, przeżycia osoby w ciąży. Całość była napisana w tak świetny sposób że nie odczuwałam w żadnym momencie znudzenia, chciałam tylko czytać dalej.
Miło przeczytać książkę o przeżyciach związanych z ciążą, ale myślę że nie do końca trafił do mnie styl autorki. Czytanie jej odkryć i codziennych obserwacji było wzruszające!
Świetna książka. Bardzo spodobał mi się lekki, swobodny styl autorki, która w formie pamiętnika dzieli się swoimi odczuciami i refleksjami na temat ciąży. Doceniam, że nie słodziła i nie owijała w bawełnę. Opisywała wszystko szczerze, bez upiększania. Mam wrażenie, że wciąż istnieje tabu wokół tego, że kobieta może nie czuć się dobrze w ciąży, może mieć wątpliwości, może nie czuć się “swojo”. Bo przecież matka *musi* być szczęśliwa, niezależnie od wszystkiego. A nawet jeśli jest, to przecież ma prawo do gorszych dni. Potrzebujemy o tym mówić częściej i głośniej. Nie możemy zostawiać matek samych z tymi uczuciami. W końcu wszyscy czerpiemy z nowych pokoleń więcej, niż nam się wydaje.