Fall in love to urzekająca niezwykłym klimatem opowieść o miłości z dużą dawką wypieków (cukierniczych). Przekonaj się, czy prawdziwe uczucie zapuka do drzwi jesienią!
Adam imał się już wielu zajęć, żeby zapewnić sobie byt. Doświadczony przez los, nie miał nigdy okazji, żeby zastanowić się nad swoją pasją. W mieście gwiazd i pierników w końcu odnajduje swoją niszę – słodkie wypieki z dostawą pod same drzwi. Czy Adamowi wystarczy determinacji, by samodzielnie rozkręcić cukierniczy biznes? Jedno jest pewne – oprócz wanilii, cynamonu i goździków dorzuci do ciastek ogromną dawkę miłości.
Jagoda zdążyła już poznać ciemną stronę związków. Rozczarowania sprawiły, że zamknęła się głęboko w sobie i wcale nie zamierza się otwierać. Tej jesieni jednak do jej drzwi zapuka ktoś o niezwykłym talencie do wyrobu słodyczy. Czy można oprzeć się takiej pokusie? W końcu jesień to nie tylko sezon chłodu i mgły, ale także czas gorącej czekolady, spacerów o zmroku i magicznej aury. Czy to nie najlepsza pora na cuda?
Fall in love to powieść o poszukiwaniu siebie, niesłabnącej nadziei na szczęście, ale także o współczesnym Toruniu, pełnym słodyczy i zadumy. Spodoba się wszystkim, którzy w powieści obyczajowej szukają nie tylko wyrazistych portretów i błyskotliwie opisanych relacji międzyludzkich, ale także wyjątkowego klimatu. Must read każdej jesieniary!
1,7⭐️ dosłownie jak na okładce jest napisane „najsłodszy romans na jesień” to to ze jest tam najbardziej słodko ze wzgledu na milion wypieków - tak zgadzam się, że jest tam jesień - również się zgadzam, ale przepraszam gdzie był ten romans, bo chyba go nie zauważyłam 😂 okładka i cała książka wydana przepięknie, ale fabuła totalnie nie wiem skąd, totalnie jakbym robiła bukiet z liści i każdy liść by był z innego drzewa. Posklejane, tu jest słodko do upadłego odnośnie wypieków, a zaraz o biciu i okropnym mężu, tak wszystko mi się sypło jak Adam sypał mąką.
Zapodam tu szybki opis, a wy spróbujcie odgadnąć, czy to słodka, jesienna, romantyczna historia, czy raczej thriller o stalkerze;
Pewnego dnia, mężczyzna widzi przez okno kobietę w czerwonej czapce. Kobieta bardzo go fascynuje i nie może wyrzucić jej z myśli. Ich ścieżki krzyżują się ponownie, kiedy trafia na kobietę, odprowadzającą swoją córkę do szkoły. Mężczyzna podświadomie czuje, że kobieta jest smutna i postanawia, że musi ją uratować. Jest nią zafascynowany. Przynosi wypieki pod jej drzwi, nawet wtedy, gdy dowiaduje się, że kobieta jest zamężna. Z każdym kolejnym spotkaniem jedynie utwierdza się, że kobieta potrzebuje jego pomocy i musi ją uratować.
Jeżeli uważacie, że to jest romantyczne to… nie idźmy nigdy na randkę, ok?
Czasami czuć, że był pomysł, ale tu… tu ktoś chyba miał ochotę tylko podzielić się przepisami na wypieki, bo nic innego z tej książki nie mogę wyciągnąć. No ewentualnie, że nie potrzebujesz terapeuty, bo twój stalker i jego liściki w stylu „życie jest piękne!” cię uratują.
Dodatkowo o co chodzi z tym motywem, że dziecko jest jakimś mastermindem, który steruje bohaterami? Zosia ma siedem lat i praktycznie swata tą głupią dwójkę, a dodatkowo jeszcze chroni Jagodę przed swoim ojcem. Gwarantuję, że mój brat w wieku siedmiu lat nie byłby mnie w stanie z nikim zeswatać, ledwo sobie śniadanie robił, a co tu dopiero jakieś gry psychologiczne.
Może to wszystko by zagrało, gdyby historia Adama i Jagody były zupełnie różnymi historiami. Opowieść Jagody dużo lepiej działałaby jako słodko-gorzka obyczajówka o wychodzeniu z toksycznego związku, a Adam mógłby mieć swój romans z jakąś, no nie wiem, panią z biura, którą mógłby oczarować swoimi magicznymi bezikami. Jak występują razem na stronie, to nie zgrzyta, no nie działa to niestety. Jedyne, co czułam, gdy byli razem, to ogromny dyskomfort. Dodatkowo przez historię Jagody, która musiała rozwijać się powoli, żeby miało to sens, bohaterzy porozmawiali ze sobą normalnie dopiero na 163 stronie (mój ebook miał 218, to jest jakieś 75% książki!). Adam też zachowuje się w stosunku do Jagody, trochę jakby znalazł bezdomnego psa i się musiał nim zająć i nakarmić i sprawić, żeby nie był smutny.
Z technicznych rzeczy, to narrator jest trochę chaotyczny, nie jest wszechwiedzący, a skacze z osoby na osobę, często, kiedy jest dużo osób nie wiadomo, z której strony narrator przedstawia nam historię. Także niedokończone wątki; jak rozwiązała się sprawa z mężem? Naprawdę mamy uwierzyć, że tak bezproblemowo? Płascy drugoplanowi bohaterzy, starsze babcie są po to, żeby być, haha, śmieszne (nie są śmieszne), a przyjaciele Jagody (przyjaciele?) pojawiają się tam ze dwa razy i się wkurzają, że się spóźnia, a na koniec gratulują jej przemiany, nie wiem, po co oni tam w ogóle są (ok, doskonale wiem - nie ma beznadziejnej obyczajówki bez przyjaciela geja). Główni bohaterzy też złożonością nie grzeszą. Jagoda gada z lalkami i się spóźnia, a Adam piecze, a jego cechą charakterystyczną jest to, że nie mamy pojęcia, o co w ogóle mu chodzi.
A tak poza tym, to się jeszcze muszę przyczepić, że bohaterowie robią sensację z bezy z marakują, jakby Adam zamiast marakui wsadził tam przynajmniej pierogi z kapustą. Ta marakuja na bezie to w ogóle największa drama w całej książce.
Nie polecam. Rzadko czytam książki, które są aż tak słabe. Często są tak złe, że aż śmieszne, a czasami coś się wychyla spod beznadziei i chociaż czuć, że autor wiedział, co chce zrobić. Tutaj to wyszło wszystko i nic. Może łatwiej byłoby się domyślić, czym miała być książka, gdyby wydawnictwo nie reklamowało jej jaki słodki, jesienny romans. To na pewno nie jest romans, jakby co.
Nie polecam jeszcze raz. Nie czytajcie tego. Ja miałam mieć bana na dobre, angażujące książki, żeby nie rozpraszać się w pisaniu pracy, ale teraz to już muszę przeczytać coś dobrego, bo znienawidzę czytanie. Jak nie zdam, to przez Panią, Pani Mariko.
Pozornie urocza, potulna i czarująca, a jednak brutalnie wdzierająca się do ludzkiej wyobraźni. Fall in love to historia rozkoszna jedynie dla podniebienia, fabularnie natomiast odarta ze słodkiej romantycznej kokieterii, niesamowicie dramatyczna i mocno przejmująca. Odczuwalnie dojrzała, wymowna, zaskakująca skalą trudnych emocji. Marika Krajniewska intencjonalnie dotyka koszmaru niejednej kobiety – przedziera się przez codzienność nasączoną smutkiem i goryczą zatrważającej bezradności, momentami jawnie dopomina się szerokiej refleksji. I tym samym zachęca do otwarcia się na własne potrzeby.
Wiecie co jest krzywdzące dla tej książki? Napis na jej okładce: "Najsłodszy romans na jesień". Do tego uroczy obrazek i czytelnik spodziewa się fabuły o spijaniu sobie z dzióbków, wielkiej szczęśliwości i otulenia niczym kocyk. A co dostajemy? 'Fall in love' to nie romans. To powieść obyczajowa zahaczająca o różne tematy: przemoc domowa, życie wychowanków domów dziecka i wiele innych. Z samego początku nie potrafiłam zrozumieć zachowania i pewnych czynów Jagody. Gdy wszystko się ze sobą zgrało, miałam ochotę ją tylko przytulić mówiąc, że tylko od niej zależy jak będzie wyglądać jej przyszłość. I że należą się jej okruchy szczęścia. Jedyna słodycz to wypieki Adama. Cała reszta jest bardzo słodko-gorzka. A teraz zgrzyty, bo bez nich by się nie obyło: niedokańczanie myśli bohaterów, dość chaotyczne przechodzenie do kolejnych scen bez jakiegoś szczególnego rozróżnienia tekstu i wątek z Instagramem, który mam wrażenie, że był tak na doczepkę - przywoływany, gdy był potrzebny, a tak to znikał we mgle. Sam styl autorki jest dość niecodzienny. Musiałam przeczytać dobre kilkadziesiąt strony by mi siadł. Podsumowując to wszystko - Polecam! 🧡
Mam wrażenie, że jedyną słodką rzeczą w tej książce były wypieki szykowane przez jednego z bohaterów (który swoją drogą miał vibe stalkera 👹). Niestety nie było to coś dla mnie i wcale nie poczułam ciepłego, jesiennego klimatu 💔
Okropna książka. Skrajnie mi się nie podobała. Temat przemocy domowej spłaszczony tak, że aż boli. Brak jakiegokolwiek rozwiązania. Przeskok czasowy i sytuacyjny pozwolił na cukierkowe zakończenie relacji, która nie rozwinęła się w żaden sposób przez cały czas trwania fabuły. Zostaje mi po niej spory niesmak. Polecam tylko tym, którzy bezrefleksyjnie chcą się poddać jesiennemu nastrojowi bo jedynym plusem tej opowieści są wtręty o uroku Torunia i przytulnej atmosferze jesieni. Słuchałam audiobooka i lektorka tak nietrafnie się wyczuwała w głosy bohaterów, że całość miała karykaturalny i odpychający charakter.
Polubiłam bardzo klimat tej historii oraz jej prostotę. Porusza ona bardzo ważny temat przemocy w związku i tego, że czasem po prostu się na nią zgadzamy. Pokazuje poszukiwanie siebie i to jak człowiek potrafi się zmienić, to że życie potrafi nas czasem zaskoczyć. Klimat Torunia i słodkich wypieków nadaje niesamowitej magii całej historii. Poza tym wydaje się ona tak swojska, masz wrażenie, że coś takiego może dziać się obok ciebie. Sprawia, że czujesz w środku takie miłe ciepełko, a do tego większości bohaterów nie da się nie kochać. Myślę, że "Fall in love" to nie tylko dobra lektura dla starszych czytelników na okres jesienny, ale także na ten każdy inny w ciągu roku. Poza tym zakochałam się w tej okładce!
A niech będzie 2,5⭐️ Powiem tak, kolejne zderzenie z romansem i kolejne rozczarowanie, ale mniejsze niż zazwyczaj. Po pierwsze romansem bym tego nie nazwała, może bardziej obyczajówka. Sama treść skupia się nie tylko na relacji romantycznej ale tez na dużo poważniejszych tematach (przemoc fizyczna i psychiczna w związku) co raczej jest na plus, cała reszta raczej mocno średnia i momentami bardzo nijaka
Wszystko było tu nie tak. Płaskie emocje, rzeczy ważne przedstawione równie poważnie jak wyprawa po bułki do sklepu, a bohaterowie niby biedne życie mają, ale w sumie nie do końca rozumiem, dlaczego jest ono takie złe. Ona rozmawia z lalką, on otwiera piekarnię, rozdaje wypieki za darmo i nigdy nie śpi, bo ciągle piecze o trzeciej w nocy. No nie, zero realizmu.
Jagoda tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie. Już dawno zapomniała jak to jest postawić samą siebie na pierwszym miejscu. Jedynym miejscem gdzie czuje się naprawdę dobrze jest teatr, w którym pracuje. Tyle, że nawet tam nie jest w stanie być w pełni sobą. Jej mąż sprawił że kobieta zupełnie zamknęła się w sobie, jej znajomi martwią się o nią jednak nie są w stanie do niej dotrzeć, by jakkolwiek jej pomóc.
Adam jest niesamowicie utalentowanym cukiernikiem, który marzy o otworzeniu własnego biznesu. Stale jest dopingowany przez swoje dwie sąsiadki, które są zakochane w jego wypiekach, więc postanawia zawalczyć o swoje marzenia. Gdy pewnego dnia spotyka Jagodę jeszcze nie wie, że to przypadkowe spotkanie wiele może zmienić w życiu ich obu.
__________
Sięgając po te książkę liczyłam na lekką, przyjemną i klimatyczną jesienną historię o dwójce ludzi, którzy się w sobie zakochują. W błąd być może wprowadził mnie tytuł i okładka, opisu nawet nie czytałam bo wolę czasem w ciemno sięgać po różne pozycje. Jednak wbrew napisowi, który widnieje na okładce książki ta historia wcale nie jest romansem, jest to raczej obyczajówka, która porusza wiele istotnych kwestii. Zgodzę się jednak, że jest słodka, ale to przez cudowne wypieki Adama. Gdy czytałam o niektórych przygotowanych przez niego słodkościach, aż sama miałam ochotę by ich spróbować! No i bez wątpienie czuć tutaj jesienny klimat!
No i spójrzcie tylko na ten tytuł! Kocham takie gry słowne, więc jak dla mnie jest po prostu GENIALNY! __________
Marika Krajniewska w swojej książce porusza problem, który dotyczy masy kobiet na całym świecie. Trwanie w nieszczęśliwym małżeństwie, przy przemocowym mężczyźnie, w relacji w której już dawno zatraciło się siebie, nie ma się przestrzeni na spełnianie swoich marzeń. Pokazuje kobietę, która nie jest szczęśliwa i próbuje znaleźć w sobie siłę aby coś w swoim życiu zmienić. I tutaj, Jagodzie się to udaje za sprawą znajomości z Adamem. Jej historia niesie nadzieję, pokazuje że każdy jest w stanie o siebie zawalczyć.
Bardzo podoba mi się też w tej książce ukazanie relacji Jagody z córką jej męża. Początkowo sądziłam, że jeszcze z jej strony kobieta będzie mierzyła się z masą nieprzyjemności, jednak podejście dziewczynki do nowej żony ojca mnie zaskoczyło. Okazało się, że Jagoda mogła mieć w niej małą sojuszniczkę, bo dziewczynka doskonale miała pojęcie co dzieje się w ich domu. Wiedziała że nie jest to dobre i próbowała pomóc. __________
Poza motywem z pieczeniem różnych słodkości mamy w książka jeszcze motyw teatru i lalkarstwa. I to jak Jagoda porozumiewa się ze swoimi znajomymi ze sceny za pomocą swojej lalki Klary, gdy nie chciała mówić o swoich problemach. Genialnie to było pokazane, i też relacje kobiety z ludźmi z teatru były bardzo fajnie ukazane. __________
"Fall in Love" to zdecydowanie pozycja warta uwagi, to historia o walce o swoje marzenia ale także o walce o siebie samego. Porusza ważne tematy, a przy tym jest ciepła.
1,5 ⭐ Dotrwałam do końca tylko i wyłącznie dlatego, że słuchałam w audiobooku. Dzięki wypiekom było słodko i można było poczuć klimat jesieni, ale pozatym wszystko w tej książce było okropne.
To miała być historia, która ukazuje, że każdy potrzebuje miłości. Miał być słodki jesienny klimat. Miałam dać się porwać pysznym ciastom, aromatom przypraw i nadziei. Miało być… Czy ktoś w ogóle mówił, że miało być ciekawie ? Jeśli tak to kłamał. Nie było. „Fall in Love” autorstwa Mariki Krajniewskiej to prawdopodobnie moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Inną książkę tej Pani mam na półce, ale od dawna i nie pamiętam już wrażeń z lektury. Gdyby jednak to była pierwsza historia, którą przeczytałam z pewnością nie sięgnęłabym po inne. Przykro mi, bo okładka jest tak piękna, że w istocie łudziłam się iż otrzymaliśmy coś skrojonego na miarę debiutu Anny Chaber od którego nie mogłam się oderwać. Jeśli czytaliście tą książkę to z chęcią poznam waszą opinię na temat „Fall in Love”. U mnie było „Fatal love”. Poza tym nie przepadam za angielskimi tytułami u polskich autorów.
Bardzo ciepła książka, gdzie opisy wymyślnych wypieków stanowią pierwszy plan, za to jesienny Toruń jest fantastycznym tłem dla tej historii. Spodziewałam się typowego romansu, a dostałam coś zupełnie innego. Klimat tej książki jest czymś w rodzaju jesiennej chandry przeplatanej ciepłymi i pachnącymi smakołykami z piekarni. Główna bohaterka straciła iskrę w życiu wraz z nieudanym małżeństwem i choć jest pełną inspiracji aktorką w teatrze lalek, każdego dnia staje się cieniem swojej lalki. Adam z drugiej strony jest serdeczną osobą o prawdziwie złotym sercu i choć ta smutna dziewczyna w czerwonej czapce zwyczajnie wpadła mu w oko, od tej pory próbuje odmienić jej życie poprzez drobiazgi - swoje wyjątkowe wypieki z dołączonymi małymi liścikami. Trudno, żeby książka mi się nie podobała, skoro z przejęciem wyczekiwałam wszystkich toruńskich miejsc, które tak dobrze znam. A przy tym wcale nie jest banalna.
Najsłodszy - okay, Adam piecze. Dużo słodkich wypieków. Ale w tym zestawieniu słów liczyłam na uroczą historię, a nie robienie mi apetytu na wypieki.
Romans - gdzie? Nie zauważyłam romansu. 99% książki jest o wychodzeniu z toksycznej relacji.
Na jesień - okay, akcja dzieje się jesienią. I tyle.
Osoba, która wymyśliła takie hasło reklamowe powinna zostać zwolniona. Sama książka jest okay, ale ta zła reklama mnie irytowała przez większość lektury.
Było słodko, ale trochę za mało tutaj romansu... Mam wrażenie, że trochę pobieżnie przedstawiono tę historię, a potencjał był spory... Mimo wszystko czytało się bardzo dobrze, klimat jesiennych wypieków mi się udzielił, no i Mariaszka i Iwaszkiewicz... Te bohaterki to zdecydowanie najmocniejszy punkt tej książki 🤭